Lis 2, 2010
1074 Wyświetleń
0 0

O wizjach i wizjonerach. Bolesławieckie drogi rowerowe.

Napisany przez
300x300px_cocodrilo-01

Przyznać to muszą wszyscy – przed którąś kampanią wyborczą (2002 lub 2006) urzędujący prezydent, roztoczył przed mieszkańcami, w swoim materiale wyborczym, taką szmirowatą wizję miasta, w której, cytuję z pamięci: zadowoleni ludzie będą spacerowali bezpiecznie po odnowionych alejkach, pili kawę w kawiarnianych ogródkach, na wyremontowanym rynku, itp. itd. Nie sposób więc Piotrowi Romanowi odmówić tego że wizję miał i wizję tę konsekwentnie realizował!

Będę głosował na „jednego z kandydatów”, gdyż ma on WIZJĘ Bolesławca – stwierdził niedawno, w pewnej gazecie, młodzieniec w kapturze. Takie będziemy mieli wizje, rzec by się chciało – jakich mamy wizjonerów. Wizją może być na przykład, dla aspirującego miasta powiatowego – likwidacja straży miejskiej, likwidacja jakiegoś tam funduszu, likwidacja jeszcze paru rzeczy i powołanie w miejsce tych niepotrzebnych instytucji – np.  ochotniczej drużyny strażaków obsługującej ponton.

Obsesyjną wizją wielu, jest również takie pokierowanie nadchodzącą komercjalizacją ZOZ-ów, w tym naszego (co jest celem nadrzędnym rządu RP, zanim wyborcy wywiozą ich na taczkach) – aby konfitury znalazły się w odpowiednim czasie na odpowiednich regałach. To się nazywa fachowo: rozwiązanie problemów NASZEGO szpitala!

Ogólnie rzecz biorąc, to Polacy wizje mają skromne i takie skulone. Przyczyn tego skarlenia wizji można doszukiwać się w różnych sferach. Doświadczenia życiowego, wychowania, historii, może diety? Być może aby mieć porządne, pozbawione kompleksów wizje – trzeba w życiu przejechać się Porsche 964 Turbo z prędkością 280 km/h, odpaść w Alpach od ściany i przelecieć w dół 20 metrów, upić się w trupa absyntem, czy uprawiać seks z dwiema kobietami…

A może, nawiązując do koncepcji Dariusza Kwaśniewskiego – powinna być to synergia. Z tym, że nie synergia partyjnych wodzuniów różnych szczebli, najlepiej jednej partii – a synergia:

  • wyobraźni,
  • szacowania potrzeb,
  • wiedzy,
  • planowania
  • i pieniędzy.

Widziałem takie synergie przy opracowywaniu państwowych projektów informatycznych – niestety nie w Polsce. Projekt taki nadzorowało 2 urzędników, 4 specjalistów branżowych i 10 inżynierów technologii informacyjnych. Widziałem także wzorowe braki synergii w naszym kraju – projekt informatyczny obsługujący państwówkę, nad którym pracowało 6 urzędników z Warszawy, którzy w ogóle nie znali specyfiki regionalnej, jeden przysposobiony programista i jeden specjalista IT. Ten ostatni nie mógł jednak odzywać się w ramach protokołu, bo jak stwierdzono – „jak pan coś takiego powie, i to pójdzie w papiery – to będziemy to musieli zrobić!”

Chciałbym teraz Państwu pokazać na miejscowym przykładzie – jak nie powinno podchodzić się do tematu. Dróg rowerowych. Drogi rowerowe – zwane również ścieżkami, są w Polsce traktowane jak taka dobra i głupia sierotka, którą można wykorzystać w ten sposób będąc jej opiekunem, że jej wujek sypnie czasem groszem na jej utrzymanie, ale potem niespecjalnie interesuje się jak się dziewczę miewa. A opiekun, środki przeznaczone na utrzymanie biedactwa, wyda na tygodniowy pobyt all inclusive – w Hurgadzie.

Czym drogi rowerowe powinny być?

Drogi rowerowe powinny być przede wszystkim rozpatrywane w swojej funkcji – jako podstawa alternatywnego systemu transportu miejskiego z użyciem rowerów. Tworzenie takiego systemu transportu miejskiego wymuszone staje się w świecie względami strategicznymi:

  • niewystarczająca ilość parkingów w centrach miast,
  • niewystarczająca przepustowość arterii komunikacyjnych w stosunku do ilości pojazdów,
  • ekologicznymi – emisja gazów cieplarnianych, postępujący deficyt w zakresie dostępu do naturalnych paliw kopalnych
  • dbałość o kondycję fizyczną obywateli – zmiana nawyków ruchowych
  • W Polsce dochodzi do powyższych czynników aspekt 50-letnich zapóźnień w rozwoju infrastruktury drogowej, który zderzył się z lawinowym przyrostem liczby użytkowanych pojazdów w XXI wieku.

Czym drogi rowerowe nie powinny być?

Dróg rowerowych rozpatrywanych jako system nie należy mylić z rowerowymi szlakami turystycznymi (choć miejscami funkcja może być łączona), ani rozpatrywać jako elementów infrastruktury rekreacyjnej (wyjątkowo miejscami funkcja może być łączona) lub sportowej.

Czym drogi rowerowe są w Polsce, a w szczególności w Bolesławcu?

metodą pozyskiwania środków na remont chodników – na modne hasło: budujemy ścieżki rowerowe. A i to nie zawsze – vide: wyremontowana, powiatowa ulica Karola Miarki do Żwirki i Wigury – które powinny być ujęte perspektywicznie jako elementy systemu dróg rowerowych w Bolesławcu. Szansę już zaprzepaszczono.

Czy ktoś myśli o systemie?

O myślenie systemowe nie podejrzewam akurat nikogo – choć w mieście mamy łącznie około 10 km chodników, po których można przemieszczać się, w miarę sprawnie na rowerze.

1) Należą do nich ciągi chodników przy ul. Tysiąclecia – z przerwami do ronda Kruszyn. Oznaczone jako droga dla rowerów i pieszych – nie spełnia jednak elementarnych wymogów takiego rozwiązania. 1000 m

2) Dalej aż do Kruszyna – około 1000 m

3) Chodnik wzdłuż drogi średnicowej od ronda Kruszyn do ronda Zgorzelec – choć oficjalnie nie ma tam oznaczeń drogi dla rowerów. 4000 m.

4) Chodnik od ronda Zgorzeleckiego – aż po cmentarz Kutuzowa przy ul. Zgorzeleckiej

5) Odcinek ul. JP II od szkoły po skrzyżowanie przy Tesco – około 500 m – oznaczony jako droga rowerowa – nie spełnia jednak elementarnych wymogów takiego rozwiązania.

6) szczątkowe kawałki drogi rowerowej wzdłuż ul Asnyka – około 200 m

Jakie wady mają bolesławieckie „drogi rowerowe”?

1) Systemowe drogi rowerowe muszą być asfaltowe!
Kostka Bauma
(Polbruk) nie nadaje się do wykonywania dróg rowerowych w związku z przekroczeniem norm określonych w dyrektywie europejskiej EU 2002/44/EC – określającą natężenie drgań oddziaływających na osobę wykonującą określoną czynność – to nie żart. W IPPT PAN dostępne są badania związane z tematem.

Kto jeździł po kostce, czy to rowerem, czy na rolkach – wie, że to żadna przyjemność.

2) Systemowa droga rowerowa – szczególnie dzielona z chodnikiem musi posiadać wydzielony i wyraźnie oznaczony na całej długości pas dla rowerów. Chodzi tu o czytelne, standaryzowane znaki poziome i pionowe na całej długości traktu.

Mamy tu odczynienia z istotnym zagadnieniem bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów. Nie można pozwolić sobie w takim przypadku na domniemania i domysły. W przypadku np. zderzenia dorosłej osoby na rowerze, z dzieckiem, konsekwencje wypadku mogą być bardzo poważne. Istotnym problemem w przypadku braku wyraźnego rozgraniczenia pasa dla ruchu pieszego i rowerowego, a także wyraźnego oznaczenia skrzyżowań i miejsc, gdzie na ścieżki wkraczają piesi – może być aspekt dochodzenia roszczeń cywilno-prawnych w przypadku zaistniałej kolizji, w której doszło do utraty zdrowia, życia lub strat materialnych.

3) Ciągłość i bezkolizyjność ruchu rowerowego.

Jeśli rowerem na 500 metrów da się przejechać tzw. ścieżką rowerową metrów 300, bo owa ścieżka kończy się przy każdym przystanku komunikacyjnym, nie mówiąc o skrzyżowaniach – to lepiej, szybciej i bezpieczniej jechać ulicą, wśród samochodów- tak właśnie wyglądają drogi rowerowe przy uli. Tysiąclecia i Asnyka.

Jak mógłby wyglądać system?

System dróg rowerowych powinien umożliwić szybki, bezkolizyjny i bezpieczny dojazd mieszkańców miasta do wszystkich dzielnic, rejonów podmiejskich, jak również terenów wiejskich leżących na terenie gminy najbliżej granic miasta. Powinien umożliwić mieszkańcom dojazd z głównych osiedli mieszkalnych do centrum miasta, centrów handlowych, rekreacyjnych i kulturalnych. Do szkół i miejsc pracy – tereny stref ekonomicznych ul. Modłowa, Kościuszki. W tych miejscach nie może oczywiście zabraknąć odpowiednio pojemnych, bezpiecznych (monitoring, zamknięcia)  miejsc parkowania rowerów. Nie bez sensu byłoby również zaplanowanie rozlokowanych odpowiednio wypożyczalni zunifikowanych i oznaczonych rowerów miejskich, które można w jednym miejscu pobrać, a w innym zostawić.

W podstawowym ujęciu – najprostszym do zrealizowania projektem mogło by być połączenie Kruszyna – poprzez średnicówkę – z Brzeźnikiem, gdzie chodnik biegnie od stacji Orlen aż po szkołę i kościół. Z odgałęzieniem – przez Osiedle Kwiatowe do Dobrej, i dalej – po nowym asfalcie przez las – aż do Osieczowa. Te drogi – w zasadzie fizycznie istnieją.

Kolejnym pociągnięciem powinna być budowa ścieżki wzdłuż wewnętrznej, starej, obwodnicy miasta (4 km) – tu już mamy potrzebę spięcia tej pętli w jej średnicy – Karola Miarki i Żwirki i Wigury – którego poniechano podczas remontu (co słusznie zauważył, już dawno, któryś z komentatorów Bobrzan).

Wstępnie moja wizja – to nie całe 70 km dróg rowerowych w mieście i gminie. Docelowo – wraz z krajobrazowo-rekreacyjną trasą po starym torowisku pod wzgórze Grodźca – łącznie dało by to 105 km.

Czas realizacji projektu

Etapami, do 6-8 lat

Koszt?

Szacuję, na podstawie research’u, że wybudowana zgodnie z prawidłami sztuki droga rowerowa kosztuje około 400 zł za metr kwadratowy.

Daje nam to 60 milionów złotych (korekta – przy założeniu szerokości pasa 1,5 m). Koszt nie uwzględnia etapu planowania i projektowania, które wynieść mogą i pół miliona złotych. Czy to dużo? Niemało! Trójmiasto wydaje dokładnie na taki cel do 2013 roku – 147 mln złotych – z czego połowę sfinansuje UE.

Ale na tym właśnie polega WIZJA!

Bo budowanie dróg rowerowych bez wizji i w ujęciu niesystemowym to wyrzucanie w błoto pieniędzy podatników. Stworzenie takiego systemu to podłączenie się do nowoczesnej Europy, gdzie takie sieci dróg rowerowych buduje się dynamicznie od ponad 20 lat. Doskonałe przykłady systemów znajdziemy w tyrolskim Bolzano, czy duńskim Odense. W samej Holandii, w latach 1980-90 wydano na ten cel równowartość 945 milionów dolarów. Stworzenie podobnego systemu dróg, to poza ułatwieniem życia mieszkańcom, stworzenie warunków do przełamania stereotypów stylu funkcjonowania,  to prestiż wynikający z bycia pionierem, to ogólnokrajowa promocja.

To krok ku światu, a nie ciągłe wytaczanie się z sąsieku.

P.S. Temat jest bardzo obszerny, a to jedynie szybki szkic.
Oczywiście – prawa autorskie, zastrzegam sobie :)

Dominik Broniszewski: tel 600 509 532; dominik@broniszewski.pl

Drogi rowerowe w Bolesławcu – nowe inwestycje w centrum:

Miasto: spróbujmy chociaż trochę…

Powiat: To przecież takie proste! Nie róbmy nic!

http://www.broniszewski.pl/

מנא ,מנא, תקל, ופרסין

Komentarze do O wizjach i wizjonerach. Bolesławieckie drogi rowerowe.

  • Pingback: Kolekcja samorządowych kretyństw rowerowych – twórz ją razem z nami | bobrzanie.pl - internetowy nietabloid

  • W tym roku wakacjowałam w Białymstoku. Jestem pod wrażeniem ilości i jakości ścieżek rowerowych. W prawdzie gdy napiszę, że cały Białystok można zjechać rowerem to mi nos urośnie, ale uwierzcie, że jest tam całkiem fajnie.

    viera 05/11/2010 19:55 Odpowiedz
  • Po przeczytaniu tego tekstu od razu przypomniało mi się to zdjęcie http://demotywatory.pl/2229640/Z-trzech-drog-mozliwych

    marlena 03/11/2010 21:21 Odpowiedz
  • ten kawalek dzialki z dworca wschodniego, ktorego sie wyparlo miasto (kierunek kruszyn), nadawalby sie na ten cel

    fobiak 03/11/2010 18:33 Odpowiedz
  • BRUNER NA PREZYDENTA !

    JoanDark 02/11/2010 14:08 Odpowiedz
  • @Lolka: „Flaga na maszt. Irak jest nasz…” :P

    „Rower jest wielce OK Rower to jest świat” :)

    Agnieszka 02/11/2010 13:51 Odpowiedz
  • Julianie, bo Bruner to takie cudowne dziecko dwóch pedałów :)))

    Lolka 02/11/2010 12:32 Odpowiedz
  • Brunerze, to Ty jeszcze nie uprawiałeś seksu z dwiema kobietami ?
    Aż trudno mi uwierzyć ,że ostał się taki prawiczek 21 lat po upadku komuny , 12 lat po wstąpieniu do NATO, 6 lat po wejściu do Unii Europejskiej…
    To najlepszy dowód ,że słuchanie toruńskiego radyjka osłabia postęp społeczno-obyczajowy :-)

    Julian 02/11/2010 11:54 Odpowiedz
  • A wizja P Romana pochodzi z kampanii roku 2002.

    Bernard 02/11/2010 11:31 Odpowiedz
  • @Agnieszka – dziękuję, za przypomnienie. O to właśnie chodziło! :)

    Bruner 02/11/2010 10:59 Odpowiedz
  • @Bernard – przez całe życie nie da się nawet z jedną.

    tm 02/11/2010 10:08 Odpowiedz
  • Ale te dwie kobiety to nie jednocześnie, tylko przez całe życie mam nadzieję : )

    Bernard 02/11/2010 10:06 Odpowiedz
  • Bruner, biorąc pod uwagę rozmach Twojej wizji, muszę przyznać, że najbardziej zazdroszczę Ci tego lotu w Alpach, choć pewnie i seks z dwoma kobietami (rozumiem, że chodzi o dwie kobiety jednocześnie) musiał być imponującym doświadczeniem :)

    tm 02/11/2010 09:52 Odpowiedz
  • @Agnieszko,
    czy możesz nie przypominać takich tekstów przy śniadaniu? Grozi zbryzganiem kawą monitora.

    Bernard 02/11/2010 09:44 Odpowiedz
  • Bruner, w tej wizji nie było słowa o rowerach, ścieżkach i kostce Bauma. Czepiasz się, Ty obrzydliwie bogaty biznesmenie ;-)

    Agnieszka 02/11/2010 09:01 Odpowiedz
  • „Moim marzeniem jest iść ulicami Bolesławca. Wokół czysto schludnie. Domy w pastelowych kolorach. Dachy czerwienią się w słońcu. Ukwiecone okna i tarasy mienią się różnorodnością kompozycji. Spoglądam na kawiarniane ogródki, siedzących biznesmenów, którzy wysiedli niedawno na lądowisku Bolesławca. Przylecieli skontrolować stan kasy w swoich firmach. Są obrzydliwie bogaci. Ale dzięki temu, w Bolesławcu, nie pracuje tylko ten, który nie chce. O późnym popołudniu świadczą gromadne powroty z pracy. Idą dziarsko. Jedni w garniturach inni w schludnych kombinezonach. Wracają ze swoich nowoczesnych biurowców, własnych firm lub zakładów przemysłowych. Łączy ich jedno – na dzisiaj skończyli pracę. Za chwilę spotkają się ze swoimi rodzicami lub przyjaciółmi. Może pójdą do kina, do teatru lub na koncert. Każdy ma swój ulubiony zakątek w Bolesławcu. Z oddali daje się słyszeć wesoły gwar rozmów, beztroski młode śmiechy. Z pubów, dolatują dźwięki przygaszonej muzyki. W tle błyszczy lakier dobrych samochodów i szybkich motorów. Część z nich należy do gości, chętnie odwiedzających nasze miasto. Jest ono przyjazne, bo i mieszkają w nim dobrzy ludzie. W marzeniach widzę się z żoną w eleganckiej restauracji. Jemy kolację. Później, nocą będziemy wracać do domu. Ale najpierw posiedzimy w parku na ławce. jak miło pooddychać rześkim powietrzem. Zachłystywać się spokojem. Trochę pogawędzimy z napotkanym, miłym staruszkiem. Od czasu do czasu tylko powspominamy cuchnące śmietniki, brudne ulice, obdrapane klatki, ponure budynki, bezrobocie , biedę i będziemy się cieszy, że to już tylko wspomnienie. Wiem, że to nie muszą być tylko marzenia. Odmieńmy swój los na lepsze, zróbmy to razem! Piotr Roman”

    Agnieszka 02/11/2010 08:58 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title