Lis 2, 2019
705 Wyświetleń
2 4

Propagowanie neonazizmu w Bolesławcu?

Napisany przez

30 lat temu dwóch absolwentów bolesławieckiej podstawówki rzuciło wyzwanie i ruszyło do szkół średnich w większych miastach. Trafili do internatów, w zupełnie nowe środowiska. Odnaleźli się w nowych miejscach na różne sposoby. Jeden zintegrował się zostając depeszem. Tak mówiono o miłośnikach bardzo popularnej wtedy grupy. Czarne ubrania, włosy farbowane na ten kolor. Drugi był na tyle mocno związany ze swoją mieścinką, że nie zidentyfikował się z nowopoznanymi rówieśnikami w wielkomiejskiej szkole. Trafili do niej ludzie z okolicznych miast, wiosek i metropolii. W grupie lokalnej była mocna reprezentacja kibicowska, a może raczej kibolska. Kumplami byli normalnymi, przez pierwszych kilka miesięcy próbowali wywierać na prowincjusza nacisk, ale dali sobie spokój nie widząc efektów. Pielęgnowali swoje obyczaje i odrębność. Fleki (dla nieobytych z językiem młodzieżowym kurtki szyte na wzór kurtek pilotów amerykańskich lub oryginały firmy Alpha Industries), glany z białymi sznurówkami (miały swoje znaczenie) przyśpiewka ułożona do popularnej melodii i śpiewana podczas rozgrzewki na lekcjach w-f: „Auschwitz Birkenau siala, la, la”, piosneczka ze słowami „To były piękne dni, gdyśmy na wojnę szli, na naszych flagach widniał hakenkreuz, wszyscy krzyczeli sieg, wszyscy krzyczeli heil, a na naszych flagach widniał cały świat” czy okrzyki „Cały Wrocław Jude, Jude, Jude”, „Zigi, zigi, Heil”. Do tego opowieści, jak na meczu nap…i się z policją, jak podpalili wagon itd. Niezła zabawa. I mieli swoje oznaczenia. Kotwice, hasła patriotyczne ani obalanie rządu matoła nie było jeszcze w modzie. Wtedy wystarczały krzyże celtyckie. Historycznie i kulturowo symbol przed- i chrześcijański. Ale jego znaczenie po II wojnie światowej nabrało innego znaczenia.

Obaj prowincjusze wiedzieli z czym kojarzyć charakterystyczne krzyże wpisane w okrąg. Depesz z racji wyróżniającego ubioru bardziej, na widok młodzieńców z celtykami, starał się zniknąć z pola widzenia. Obaj byli świadomi, że miłość chrześcijańska za noszącymi je nie stoi. Stała za nimi tępa przemoc spod znaków nacjonalizmu i neonazizmu.
Potem los rozrzucił ich po świecie. Jeden wrócił do swego miasteczka. Widział na jego ulicach tę neonazistowską symbolikę. I w miarę możliwości reagował.

W 2013 r. podczas Dni Ceramiki zawitał do Bolesławca Program Trzeci PR. Jego namiot stał przed ówczesnym słupem milowym na którym widniał czarny celtyk. Tamże startowała Gliniada. I doświadczony w młodości mieszkaniec miasta zwrócił uwagę jednemu z organizatorów na niestosowność symboliki uwiecznianej na zdjęciach przez przybyłych do miasta. Padła odpowiedź „Przesada”. Dużo większym poczuciem przyzwoitości wykazała się Pani Krystyna Juszkiewicz. Po kilku minutach piaskowcowy słup pomalowano gliną. Wytrzymała kilka lat.

Był taki dobry czas, że po zgłoszeniu do Urzędu Miasta reagowano i zybko zamalowywano tę mroczną symbolikę. Ale nadeszły nowe czasy. Gdy podczas zjazdu organizacji społecznej z ust lokalnej władzy padły słowa o lewackich ideach, wiadomo było, że przyszło nowe. W jego efekcie podwójne zgłoszenie symboliki neonazistowskiej nie przyniosło żadnego efektu.

Ostatnio przez miasto przetoczyła się dyskusja o pasjonacie, opowiadającym o historii miasta, który miał propagować nazizm. Można się zastanawiać nad celowością i stosownością charakteryzacji. Afera zrobiła się wielka. W całej sytuacji żal policjantów, których zaangażowano do akcji. Jeśli, jak opisano, podczas interwencji powołali się na uprawnienia pilockie, to świadczy tylko o ośmieszaniu instytucji, która cieszy się podobno dużym zaufaniem społecznym. Ktoś podrzucił im jaskółcze jajo, bo wątpliwe, żeby sami o tym wiedzieli. Uprawnienia te wynikały z Ustawy o usługach turystycznych i zostały zderegulowane sześć lat temu przez ówczesnego ministra Gowina. Sprawą żywo interesowali się wtedy przewodnicy i piloci turystyczni, przeciętnego zjadacza chleba nie dotyczyło to w ogóle. Powoływanie się na nieobowiązujące przepisy i jeszcze w wypaczonym rozumieniu źle świadczy o państwie i jego funkcjonariuszach. Bo od oprowadzania byli przewodnicy górscy, terenowi i miejscy dla wymienionych w ustawie miast. Tak więc formalnie mogli oprowadzać po mieście przewodnicy sudeccy i terenowi dolnośląscy. W praktyce na prowincji nikt tego nie kontrolował.

A zarzut propagowania nazizmu? Może by jednak zająć się rzeczywistym propagowaniem zbrodniczych idei. Ekspert od usług turystycznych niech wjedzie z komisariatu w Kruszynie do miasta, a rzeczniczka miasta – Pani Agnieszka Gergont przejrzy korespondencję ze stycznia 2017 i 2018 r. Znajdzie dokładniejsze wskazówki niż w geocachingu.

Parafraza umieszczonej na farze inskrypcji „Si incole bene morati pulchre opidum munitu” nic nie straciła ze swego znaczenia.

Tadeusz Łasica

Kategorie:
blogi

Komentarze do Propagowanie neonazizmu w Bolesławcu?

  • Zawsze z przyjemnością czytam Pana artykuły. Pozdrawiam. Depesz od 30 lat:)

    dmodee 06/11/2019 10:25 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
Teatralny czwartek – Planeta Bis

Teatr Stary (ul. Teatralna 1, Bolesławiec) 14 listopada 2019 godz. 19.00 Wstęp wolny Pracownia Teatralna FormaT działająca przy Młodzieżowym Domu...

Zamknij