Kwi 19, 2019
532 Wyświetleń
0 0

Historia jednego napisu

Napisany przez

Żarna historii i codzienności mielą ciągle i znikają obiekty oraz elementy, które są podziwiane lub niezauważane tkwią w przestrzeni. Niektóre powstają na nowo, inne ogląda się już tylko na zdjęciach. Tak też pewnie zniknie w niedługim czasie pewien niewielki napis. Dziś nikt nie powie dokładnie, kiedy on się tam pojawił, ale czasem przypadkowa kartka w archiwum pozwala na dokonanie małego odkrycia. W zasadzie błahostka, ale i wątek opowieści.

Od Rynku (a może Placu Limanowskiego) do dworca prowadzi jedna ulica. Historycznie to Hundegasse (ul. Psia), ale gdy powstała kolej i przebito mury miejskie nadano jej nową nazwę – Bahnhofstrasse (ul. Dworcowa). Dziś może wydać się nieco dziwne, że nazwano tak ulicę, która nie jest w osi stacji, ale miało to swoje historyczne uzasadnienie.

W 1945 r. przemianowano ją na Kolejową.

Ale już w 1948 lub 1949 r. zmieniono nazwę na Daszyńskiego. Ten, choć był członkiem partii socjalistycznej, przestał odpowiadać radykałom spod czerwonego sztandaru i na mocy uchwały z nr 16/51 ustąpił Dzierżyńskiemu. Twórcy sowieckiej bezpieki był tak długo niezagrożony, jak nad Polską trwał patronat wielkiego brata ze wschodu.

W latach 80-ych XX wieku w mieście zamontowano jedne z najestetyczniejszych tablic z nazwami ulic. Mieszkając w mieście nie zwraca się na nie uwagi, ale droga autora skrzyżowała się przed laty z osobą, która zapamiętała Bolesławiec właśnie za ich sprawą. Tam, gdzie się zachowały, warto na nie zwrócić uwagę. Szczególnie ciekawy jest narożnik dzisiejszego elektronika, gdzie laurowymi gałązkami wyróżniono małżeństwo Tyrankiewiczów. Charakterystyczna tablica z herbem miasta była też na ówczesnej ul. Dzierżyńskiego.

Ale, gdy kolos na glinianych nogach zaczął się chwiać, znalazł się śmiałek, który obrzucił tablicę kata rewolucji pojemnikami z farbą. Wraz z końcem PRL zmieniono nazwy niektórych ulic i ponownie przywrócono patronat Daszyńskiego. Zamontowano nową tablicę, choć już nie tak estetyczną, ale pozostały zacieki z białej farby. I tak trwały sobie niemal dwadzieścia lat, aż zniknęły w 2018 r.

Do dziś trwa jednak jeszcze napis, który powstał przed 1957 r. Wnioskować tak można z uchwały podjętej 23.I 1957 r., gdy MRN przekazała pomieszczenia po pralni Ob. Zubiakowi Stanisławowi na sklep z częściami rowerowymi.

Tadeusz Łasica

Kategorie:
historia

Komentarze do Historia jednego napisu

  • Więcej, więcej, więcej :)

    Andrzej Szarak 24/04/2019 08:26 Odpowiedz
    • Więcej nie znaczy lepiej i nie można narzucać sobie stachanowskiego tempa, bo donikąd to nie zaprowadzi. Nie chciałbym zostać bajarzem i każdy tekst wymaga dopieszczenia. A do tego czasem sporych poszukiwań. Ale i tak zdziwiony jestem, że przy takim banalnym tekście jest ponad 300 wejść. Nie wiadomo, ile odczytów ze zrozumieniem, ale miejmy nadzieję, że większość.
      A kolejny tekst się szykuje. Temat nieznany i niesamowity, bo takiego ogrodnika dziś w okolicy nie uświadczysz.

      Tadeusz Łasica 27/04/2019 06:46 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
Urodziny w USA i zgubiony statyw

Cześć! Za nami kolejne dni zdjęciowe do filmu dokumentalnego o Andrzeju Pityńskim. Pracujemy od rana do nocy, żeby nagrać jak...

Zamknij