Mar 15, 2019
1137 Wyświetleń
13 0

Dlaczego pamiętać o AL Bunzlau I?

Napisany przez

Początki filii KZ Gross-Rosen w Bolesławcu związane są z działalnością „Organizacji Schmelt” zwanej tak od nazwiska jej twórcy SS-Brigadenführera Albrechta Schmelta. Stworzona przez niego instytucja zajmowała się organizowaniem przymusowej pracy na potrzeby niemieckiego przemysłu. Bolesławiecki Zwangsarbeitlager für Juden (Obóz pracy przymusowej dla Żydów) powstał w czerwcu 1941 r. lub na początku 1942 r. Rozbieżności te wynikają z różnych datowań więźniów, którzy trafiali doń w różnych terminach. Tę pierwszą datę przyjęła w swoich opracowaniach Międzynarodowa Służba Poszukiwań w Arolsen. Pierwsi więźniowie trafili do niego w głównej mierze z terenów Zagłębia Śląsko-Dąbrowskiego, w mniejszej ilości Małopolski i kilku Żydów z krajów Europy zachodniej. Najstarszy więzień miał miał 48, najmłodszy 14 lat. Następne transporty docierały jednak też z już funkcjonujących ZAL.

Obóz założono na terenie zakładu Huberta Landa zajmującego się działalnością stolarską. Składało się nań 6 baraków otoczonych drutem kolczastym z wieżyczkami strażniczymi na rogach. W jednym baraku mieszkało około 200 więźniów. Strażnicy sprawiający wrażenie miłych dziadków znęcali się nad więźniami; Hubert Land rekwirował przydzieloną żywność, zastępując ją zgniłym jedzeniem z którego bez mycia i obierania przygotowywano posiłki.

Więźniowie zajmowali się produkcją mebli, baraków i atrap samolotów. Na krótki czas do obozu trafili też jeńcy sowieccy i francuscy. Od jesieni 1943 r. zaczęto budowę nowych hal. Zapotrzebowanie na siłę roboczą było tak duże, że do Bolesławca przekierowano więźniów z ZAL Wiesau utworzonego przy hucie miedzi. Prace te stały się początkiem zmian organizacyjnych, które dla części robotników skończyły się śmiercią.

Wiązały się one z przenoszeniem produkcji samolotów firmy Weser-Flug z Bremy na tereny znajdujące się poza strefą alianckich nalotów dywanowych. Zakład Huberta Landa został zakwalifikowany do programu Ta 154 – produkcji nowego samolotu myśliwskiego. Wprawdzie później prace nad jego rozwojem wstrzymano, ale niedawno odnaleziony dokument w bolesławieckim oddziale Archiwum Państwowym pozwala domniemywać, że prowadzono tutaj nad nim prace. Zachowało się mianowicie kilka dokumentów polskiej administracji, które napisano na arkuszach rysunków technicznych. Na jednym z nich znajduje się opis „Änderungsmitteilung Baumuster u. Baureihe Ta154. C-1; C-2“.

Il. 1 Dokumentacja z oznaczeniem Ta154

Ponieważ Luftwaffe potrzebowała nowych i sprawdzonych maszyn zwiększono wytwarzanie samolotów Focke-Wulf 190. To spowodowało, że ZAL Bunzlau przekształcono w filię KL Gross-Rosen.

Przejęcie obozu zaczęło się od wymiany strażników na SS-manów. Dwóch holenderskich więźniów po tej zmianie odebrało sobie życie. A później nastąpiła selekcja, w wyniku której słabszych wywieziono prawdopodobnie bezpośrednio do Brzezinki, gdyż zaginął po nich ślad w dokumentach nazistowskiej administracji. Z 732 więźniów na miejscu pozostało 458 osób.

Jeden z więźniów tak opisał to, co nastąpiło później: „Po opuszczeniu obozu przez selektorów SS nowo przybyli rzucili się na nas z prętami metalowymi, kijami i pałkami – z wszystkim co mogło zadawać ból. Działali na rozkaz SS, a niespodziewany atak skończył się równie szybko jak się rozpoczął. Nagle wszystko się uspokoiło, a napastnicy stracili wszelką agresję. SS-manem, który z szyderczym uśmiechem ich poganiał, był unterscharführer Schrammel, nowy komendant obozu“.
Nie pasował on jednak właścicielowi firmy, gdyż, choć sam zaopatrywał się w kuchni, ukrócił kradzieże dokonywane przez Huberta Landa.

Oficjalne przekształcenie nastąpiło około 10-20 maja 1944 r. Stan osobowy po selekcji był zbyt mały jak na rozbudowę i potrzeby produkcyjne więc do obozu przenoszono m. in.: więźniów z AL Kitlitztreben (Trzebień), Görlitz, z komanda w Ruszowie, ZAL Wiesau, macierzystego obozu w Rogoźnicy. Pośród nowych więźniów znalazła się grupa 500 węgierskich Żydów, po selekcji w Auschwitz.

Jedna z relacji obozowych brzmi następująco: „Dzień w dzień pracowaliśmy, w niedzielę aż do południa, po południu musieliśmy prać naszą bieliznę i suszyć ją na własnym ciele. Nie mieliśmy ani minuty spokoju. Ludzie słabli z dnia na dzień i padali jak muchy. Gdy ktoś zachorował był stracony, nie było lekarz, lekarstw ani szpitala. Trzeba było pracować do ostatniej chwili, aż się padło i umarło. Gdy ktoś zmarł po jedzeni, inni żałowali, że nie zmarł przed jedzeniem, bo można by chociaż zjeść jego porcję. Zdarzało się, osłabionego, niezdolnego do pracy człowieka kierowano do baraku umywalni,rozbierano do naga, oblewano wodą, zadawano kilka ciosów w żebra i umieszczano w skrzyni; po kilku godzinach zamarzł i był uwolniony od swych cierpień. Wielokrotnie zdarzało się, że wieczorem kładłem się spać z moim sąsiadem, rano nie żył, a nic nie zauważyłem. (…) Tak, niestety, musiałem patrzeć na śmierć mego brata Józefa, który w drugi dzień Rosch Haschanah umarł z głodu. Jego syn i ja nie mogliśmy mu pomóc. Zwłoki leżały tygodniami, aż zabierał je samochód na spalenie”. Ci, którzy bili wywodzili się z różnych narodowości, cienką linię pomiędzy człowieczeństwem a bandytyzmem jest niektórym łatwo przekroczyć.

Il. 2 Dokumentacja Focke-Wulfa, odebrana 2.V 1944 r

Szacuje się, że pod koniec 1944 r. w obozie było 1200 więźniów. Więźniowie wykonywali przeróżne prace. Wśród nich były: kopanie rowów, budowa nowych hal, montażu atrap samolotów, prace ślusarskie, stolarskie oraz produkcja samolotów w komandzie Weserflug.

Śmiertelność w tego typu obozach była na niższym poziomie, gdyż wykonywane przez zniewolonych ludzi prace wymagały kwalifikacji zawodowych i to chroniło przed wielkim bestialstwem strażników oraz kapo. Zmarłych wskutek pobicia lub z głodu transportowano do obozu macierzystego, choć we wspomnieniach są informacje o pochówkach pomiędzy zakładem Landa a Wizowem oraz na terenie obozu. Mogił tych nigdy nie zlokalizowano.

11. II 1945 r. wykonano ewakuację obozu. Liczbę ewakuowanych można określić na 700-850 osób. 25. III 1945 r. do KL Mittelbau dotarło już około 500 więźniów. Następnie rozesłano ich do innych miejsc, w tym do KL Bergen-Belsen. Ilu przeżyło do wyzwolenia 15. IV 1944 r. nie sposób dziś ustalić.

Tekst powyższy powstał na podstawie książki prof. Alfreda Koniecznego: „AL Bunzlau I i AL Bunzlau II Filie KL Gross-Rosen w Bolesławcu”. Ścieżki życiowe autora i profesora splotły się przed laty na Uniwersytecie Wrocławskim. Dlatego też powstało zdjęcie tytułowe. Żadnemu z nas nie przeszło przez głowę, że taki skromny pomnik, wykonany zapewne w BZKB, komuś będzie przeszkadzał.

PANIE PREZYDENCIE ROMANIE! Do perfekcji opanował Pan chowanie się w trudnych momentach za rzeczniczką lub zastępcami, a to nie jest żadna gala. Jeśli gra ma iść FAIR PLAY, to proszę się zająć problemem upamiętnienia ofiar AL Bunzlau I.

W opluwanych czasach PRL, w których przeszedł Pan całą drogę edukacji, byli przyzwoici ludzie, którzy potrafili to zrobić. Nawet jeśli pomnik był na prywatnym terenie i właściciel jest jaki jest, to po drugiej stronie bramy jest działka 402/9. Jeśli publiczne materiały są aktualne, to należy ona do miasta i można na niej go ponownie postawić.

A jeśli żaden z Pańskich podwładnych, prezesów i radnych nie jest zdolny do takiej prostej czynności jak montaż pomnika, to proszę dać znać. Pracowałem w grupie, która odtworzyła kompletnie rozbity, większy pomnik. Dam radę zebrać takich ludzi, dla których pamięć o pomordowanych i historia miasta nie są obojętne. Jeśli znowu będzie Pan milczał, to dedykuję Panu fragment opowiadania „Berl Stolarz”, napisany w Bolesławcu przez Zami Federa – jednego z więźniów AL Bunzlau I:

„…Niech piekło was pochłonie, wy »panowie czystej rasy«
Za skucie mnie łańcuchami w tej ciemnicy życia.
Gdzie drut kolczasty ogranicza moje policzone kroki,
A moim jedynym towarzyszem jest Głód”.

Tadeusz Łasica

Kategorie:
blogi · historia

Komentarze do Dlaczego pamiętać o AL Bunzlau I?

  • … adres do Romana ze wszech miar stosowny i zasadny, choć bardzo dyplomatyczny… dobrze by było, gdyby prezydent Roman wziął sobie też do serca upamiętnienie wszystkich pochowanych na nieistniejących już bolesławieckich cmentarzach… jeżeli w swej ograniczoności nie wie jak to zrobić, niech uda się na wrocławski cmentarz Grabiszyn i zobaczy, jak uczynił to był prezydent Dutkiewicz… bycie katolikiem, to nie tylko zapraszanie na wszystkie miejskie uroczystości katolickiego klechy!

    cemoi07 15/03/2019 19:37 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
Tybetańska flaga znów powiewa w Naszym Zoo Görlitz-Zgorzelec

Jedyna wioska tybetańska w Europie zaprasza do bliskiego poznania tybetańskiej kultury 10 marca 2019 burmistrz Dr. Michael Wieler, dyrektor Naszego...

Zamknij