Paź 19, 2018
657 Wyświetleń
5 0

Pielęgnować, nie rewitalizować!

Napisany przez

W ostatnich latach w ramach nowomowy urzędniczej bardzo popularne stało się słowo rewitalizacja. Rewitalizuje się ulice, dzielnice, zieleń. Czasem z rewitalizacji wychodzi gentryfikacja i zwykli ludzie muszą uciekać przed nowobogackim blichtrem.
Na szczęście nie muszą uciekać z obszarów zieleni miejskiej poddanej takiej operacji. Pozostaje jednakże zawsze pytanie jak ta rewitalizacja została wykonana? I czy działania przyrodnicze nie powinny być nieco szersze?

Przed kilku laty dokonano w obrębie promenady miejskiej właśnie rewitalizacji. W jej efekcie zmienił się jej wygląd. Istotne są elementy, które nie każdemu rzucają się w oczy. Nie każdy widział, jak w czasie realizacji wykonywano ścieżki parkowe. Sypano grubą warstwę suchego betonu na którym ułożona została kostka granitowa. Taka nawierzchnia zupełnie nie pochłania wody, co przy wzrastającym zagrożeniu nawałnicami jest dla mieszkańców zalewanych przez wodę wyjątkowo niekorzystne. Zapomniano zupełnie o zasadzie: Myśl globalnie, działaj lokalnie.

Poza tym, czy człowiek zmęczony twardą nawierzchnią idzie do parku, żeby dalej chodzić po takowej? Jest to może dobre dla pługów odśnieżających zimą, ale niekoniecznie dla ludzkich stóp. Projektant do zagadnienia podszedł również na zasadzie tworzenia indywidualnego dzieła oderwanego od przestrzeni miejskiej. Jaskrawym przykładem jest aleja parkowa nieprzystająca do dawnego chodnika naprzeciw Domu dziecka. Nasadzone rośliny zostały błyskawicznie zadeptane, po dłuższym czasie alejkę z chodnikiem połączono, co z racji na słabą jakość wykonania obecnie ulega postępującej degradacji. Czy wśród nadzorujących urzędników nie było nikogo myślącego?

Stan roślinności również pozostawia wiele do życzenia. Gdy ktoś popełnia błędy w swoim ogródku, to ponosi koszty samodzielnie. W przypadku miasta utracono publiczne pieniądze. Wzdłuż chodników nasadzono setki bukszpanów. Są to rośliny, które nie tolerują psiego moczu. Z tego powodu wiele z nich uschło. By uświadomić sobie skalę marnotrawstwa trzeba wiedzieć, że jedna roślina kosztuje ok. 4 zł. Przy tym drobnostką jest już pomylenie odmian niskopiennych z wysokopiennymi.

W zieleni miejskiej zauważalny jest brak stałej i profesjonalnej opieki nad nią. W dobie cięcia kosztów nie utrzymuje się ogrodnika miejskiego, tylko prace przy niej zleca się najtańszym oferentom. A z niską ceną nie wiąże się wysoka jakość ani specjalistyczna wiedza. W przeciągu ostatnich las wiatry złamały sporo starych drzew (wierzba na wyspie i przy stawie, seria lip przy ulicy Jeleniogórskiej). W przypadku wierzb ogrodnik wziąłby gałąź wierzbową i umieścił ją w ziemi. Ale ogrodnika niestety nie ma i bez przetargu nic takiego nie może się stać.

Aleja przy ulicy Jeleniogórskiej,oprócz wiatrołomów, jest systematycznie cięta od 10 lat i nie sadzi się nowych drzew. Urzędnik miejski może zasłaniać się zarządcą, którym jest DSDiK. Tyle że wojewódzki zarządca nasadza drzewa wzdłuż nowych i remontowanych dróg, a w Planie ochrony środowiska dla miasta Bolesławiec znajduje się ustęp o działaniach długo- i krótkookresowych. Wśród nich jest m.in. przebudowa i częściowa wymiana składu gatunkowego oraz nasadzenia zieleni wysokiej wzdłuż dróg we współpracy z zarządzającymi. Można rzecz, że posadzono drzewa przy ul. Kosiby. Ale nikt ich już nie podlewał podczas suchego lata i gros z nich uschło przyczyniając się do straty finansowej. Jedna sadzonka to koszt około 200 zł.

Swoistym listkiem figowym była dwukrotnie organizowana przez UM akcja wymiany odpadów za drzewa. Cel szlachetny, ale praktyka życiowa podpowiada, że niekoniecznie wynika z tego pożytek. Rozdawane sadzonki trafiają w przypadkowe miejsca i po kilkunastu latach robią się z nich duże drzewa, które zasłaniają okna lub rosną na instalacjach technicznych położonych pod ziemią i są w kolizji z przepisami bezpieczeństwa.

Odrębną sprawą jest kwestia pomników przyrody i innych form jej ochrony. W czasie 16 lat rządów obecnego prezydenta ochroną objęto tylko aleję lipową pomiędzy ul. Piastów i Kosiby. Dla porównania w latach 1990-2002 było dwanaście uchwał ustanawiających ochronę przyrodniczą. We wspomnianym planie z 2014 roku jest mowa o rozważeniu możliwości i zasadności wprowadzenia dodatkowych form ochrony obejmujących trzy użytki ekologiczne i jedno stanowisko dokumentacyjne. Do dziś z postulatów tych nic nie wykonano, a doprowadzono do ingerencji w jeden z wnioskowanych terenów podczas budowy obwodnicy Bolesławca. Częściowe zasypanie i regulacja fragmentu Złotego Potoku zubożą w perspektywie kilku lat świat przyrody.

Wspomnieć należy, że w ramach miejskiej polityki powinna być prowadzona edukacja ekologiczna. Są nią przykładowo tablice informacyjne o pachnicy dębowej przy dworcu kolejowym. Ale trzeba wiedzieć, że pachnica występuje tylko w starych drzewach, rosnących w niewielkiej odległości. I właśnie z powodu braku takich drzew jest narażona na wyginięcie. Zachowanie przyrody jest sztuką kompromisów. Ogrodnik stare drzewo chce wyciąć, obrońca przyrody zostawić. W przypadku lip obwodowych dawnego cmentarza żydowskiego przy skrzyżowaniu ul. Jeleniogórskiej z Podgórną drzewa były rzeczywiście stare i chore. Jeśli nie stwierdzono w niej pachnicy należało je rzeczywiście wyciąć, ale posadzić w ich miejsce nowe. Lecz w przypadku obecności zagrożonego owada można było pójść na kompromis. Wprawdzie przepisy jednoznacznie zabraniają kompletnego ogławiania, ale dla zachowania bezpieczeństwa ludzi i zachowania owadów można było taką propozycję rozważyć. A pomiędzy nimi posadzić nowe drzewa.

Lecz sprawa dawnego cmentarza ma drugie dno i wymaga prześledzenia dłuższego okresu. W Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Bolesławiec z 1999 r. cmentarz żydowski nie został w ogóle uwzględniony. Analogicznie nie ma go w wykazie cmentarzy w aktualizacji z 29.01.2014 r. Ale został ujęty w będącej integralną częścią Studium gminnej ewidencji zabytków pod pozycją 177 – cmentarz żydowski. Na planie oznaczony został jako teren ZP – zieleń urządzona
12.11.2014 r. uchwalono nowe Studium i cmentarz z niego zupełnie zniknął, a jego teren oznaczono jako F-U – usługi. Wycięcie drzew wydaje się więc przygotowaniem pod rozszerzenie parkingu.

 

Po lewej stronie oznaczenie ze stycznia, po prawej z listopada 2014 r.

Czy prezydent i jego urzędnicy zapomnieli, co stało się z mogiłami przodków bolesławian rozsianych od Białorusi po Bośnię? „Mogiłę dziada ocal od zapomnienia”, ale inne możemy zabrukować? A z praktyki wiadomo, że zdarzają się turyści, których z racji na losy przodków, lokalizacja tego cmentarza interesuje.

W związku z tym zasadne jest publiczne postawienie pytań:
1. Czy miasto uzyskało na podstawie art. 6. ust. 2 Ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych zgodę właściwego związku wyznaniowego?

2. Czy zasięgnięto opinii stosownie do ust. 3?

3. Czy została wykonana ekshumacja szczątków o której mówi ust. 7?
Jeśli nie wykonano tych kroków, to jest to jawne postępowanie wbrew wspomnianej ustawie i zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości.

W cywilizowanych państwach obywatel może robić, to co nie jest zabronione. Urzędnik może zaś robić tylko to, co jest mu przepisami dozwolone. Gdy likwidowano w mieście nagrobki na przedwojennych cmentarzach nikt się nie przejmował przepisami tej samej ustawy uchwalonej w 1959 r. Czy dziś we wszystkich dziedzinach życia wracamy do uważanych za słusznie minione czasów?

Kontakty autora z mieszkańcami Bolesławca potwierdzają, że mieszkańcy miasta sprawą zieleni są naprawdę zainteresowani i niekorzystne zjawiska wywołują ich niezadowolenie. Życzyć można, żeby kolejne lata przyniosły zmianę w podejściu do kwestii ochrony i utrzymania przyrody. Lepiej stać w upalny dzień w cieniu drzewa niż najcudowniejszej nawet kręgielni. Znany refren „Pamiętajcie o ogrodach…” nie stracił nic ze swej aktualności.

 

Kategorie:
blogi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
Nowa inwestycja w Bolesławcu!

Zamknij