Mar 5, 2011
1768 Wyświetleń
0 0

Mieć czy nie mieć posła?

Napisany przez

Artykuł czy też list “Maciej Małkowski na posła?” na “boleslawiec24.pl”, którego autor proponuje Macieja Małkowskiego na jedynego bolesławieckiego kandydata do Sejmu w najbliższych wyborach nie wydaje się być czymś, co pojawiło się w sieci bez wiedzy czy może nawet zgody proponowanej osoby. Bo pomijając wszystko inne, to jest to prostu dobry ruch wyprzedzający w sytuacji, gdyby faktycznie ktokolwiek zechciał się zastanawiać nad tą sprawą. Ale tak czy inaczej nie umniejsza to jej wagi, bo myślę, że warto rozmawiać o ewentualności wystawienia w wyborach jednego miejscowego kandydata.

Warto o tym rozmawiać przede wszystkim po to, by tworzyć w ogóle klimat do poważnych i otwartych dyskusji politycznych. Zbyt wiele bowiem w tej politycznej rzeczywistości dzieje się w naszym mieście w zaciszach partyjnych i urzędniczych gabinetów. Koryfeusze odrodzonej po 1990 roku samorządności szybko zapomnieli o jej istocie i starają się w życie wprowadzać rosyjskie porzekadło: tisze jedjesz, dalsze budjesz. A to nie buduje prawdziwie demokratycznych mechanizmów społeczeństwa obywatelskiego na miarę cywilizacji Zachodu.

Warto zatem wprost mówić o tym, że możliwe jest, by Bolesławiec miał swojego posła w Sejmie i co w takim razie należałoby zrobić, aby do tego doszło. Oczywiście należałoby zacząć od pytania, czy poseł z Bolesławca to byłaby dla tego miasta albo jego mieszkańców jakaś wartość?

Osobiście nie jestem o tym przekonany. Od posłów oczekuję bowiem przede wszystkim stanowienia dobrego prawa, troski o polską rację stanu i o dobro wspólne Polaków. W tym kontekście gotów jestem poprzeć dobrego państwowca z Olecka, a niekoniecznie byle jakiego kandydata z Bolesławca.

Załóżmy jednak, że mielibyśmy takiego dobrego, o wysokim morale, powszechnie szanowanego i rokującego nadzieję, że tam w Warszawie nie zaszumi mu woda sodowa w głowie, kandydata. Co wtedy? Działające w Bolesławcu partie polityczne musiałyby chcieć dojść do porozumienia, że warto, aby ten człowiek był tylko jedynym miejscowym kandydatem na listach wyborczych do Sejmu. Tylko partie polityczne mają realne narzędzia do tego, żeby kandydowanie takiej osoby mogło być skuteczne. Ten kandydat musiałby więc albo być członkiem jakiejś partii, albo któraś partia musiałaby chcieć mieć na liście wyborczej tę osobę. Najlepiej, żeby pozostałe partie nie miały kandydatów z Bolesławca i honorowo zgodziły się nie promować tu swoich kandydatów, a wręcz dać odczuć wyborcom, że ten jedyny kandydat jest przez nie akceptowalny.

Takie pomysły pojawiały się w Bolesławcu praktycznie przy każdej kampanii parlamentarnej. Inicjatywy te kończyły się po pierwszym ich tygodniu. Brakowało zainteresowania. A raczej zainteresowanie zawsze przerastało oczekiwania; każda partia miała takiego jedynego i najlepszego kandydata. Tylko, że ci inni nigdy nie chcieli w to uwierzyć.

Nie wierzę zatem, żeby cokolwiek mogło się zmienić w tej sprawie tym razem. Załóżmy jednak znowu, że to by się udało. Potem trzeba by jeszcze przekonać nas wyborców, że to ma sens, że ten ktoś wart jest poparcia, że to kandydowanie nie jest tylko pomysłem na jego własne życie. Łatwo bowiem pomyśleć sobie sytuację, gdy ktoś taki skwapliwie korzysta z poparcia bolesławian i równie skwapliwie wypina się potem na miasto i jego mieszkańców. Gwarancji tu oczywiście być nie może. Poziom tutejszego politycznego dyskursu, czy może raczej mimikra tego dyskursu, nie nastraja jednak optymistycznie w tej sprawie.

Czy zatem lepiej nie mieć swojego posła bądź senatora i nie starać się w ogóle o to, by nie narażać się na późniejsze rozczarowania? Myślę, że należy na te pytania odpowiedzieć twierdząco. Choćby po to, by możliwe było to, o czym napisałem na początku: tworzenie klimatu do otwartych debat politycznych o naszych samorządowych sprawach i otwarte działania na rzecz jasno określonych celów politycznych.

Komentarze do Mieć czy nie mieć posła?

  • Jest to pomysł tak dziwaczny,ze wcale nie dziwię się iż autor listu z propozycją kandydata prosił redakcję poleslawiec24.pl o zachowanie w tajemnicy swoich personaliów :-)
    A szkoda , bo autor mógł przejść do historii.
    Jak podaje rzymski kronikarz Swetoniusz , cesarz Kaligula nosił się z zamiarem mianowania swego konia konsulem ( senatorem).
    I co?
    Dzisiaj nikt nie pamięta imion wielkich cesarzy którzy zbudowali potęgę Rzymu.
    Wszyscy jednak pamiętają jednego cesarza – autora durnowatego pomysłu :-)

    Stary Satyr 11/03/2011 08:51 Odpowiedz
  • Mieć czy nie mieć posła? – to dla mnie nie jest pytanie retoryczne. Zadaję je jednak z pozycji idealistycznych i w dyskursie teoretycznym. Dla pragmatyki politycznej jest oczywiste, że najlepiej mieć wszędzie swoje “wtyki”, by móc je w odpowiednim czasie wykorzystać. Ale to jest zadanie dla konkretnych partii, bo one są nastawione na myślenie jedynie o swojej skuteczności w pozyskiwaniu jak najrozleglejszej władzy. Mnie to jednak nie interesuje. Ja nie pytam o kandydata na posła jako funkcjonariusz jakiejkolwiek ugrupowania. Pytam o to, jako obywatel, który ma świadomość tego, że polityka w swojej istocie nie sprowadza się do trywialnych mechanizmów “wycinania watah” i dzielenia graczy politycznych na “ZOMO i drugą stronę barykady”.

    “System klientelistyczny”, o którym wpsomniałem wcześniej, to nie jest żaden wzór do naśladowania. To przecież mechanizm działania republik bananowych, ba …, sposób funkcjonowania mafii. Jeśli więc pytam “mieć czy nie mieć posła?”, to nie przyświeca mi w tym wizja sprytnego wepchnięcia w ławy parlamentarne jakiegoś kolejnego dygnitarza, który może nam pomoże, a może nie, ale dobrze mieć jakiegoś swojaka bliżej warszawskiego koryta.

    A staję na pozycji idealistycznej nie tylko z racji istotnościowego podejścia do sprawy. Póki w polskiej polityce nie funkcjonują dobre zwyczaje, które są wynikiem dziesięcioleci kształtowania się mechanizmów demokratycznych, to przed błędami może nas ustrzec wyłącznie permanentne odwoływanie się do ideałów. Poza tym wystarczy zwrócić uwagę na doświadczenia. Choćby bliski nam terytorialnie przykład posłanki Sawickiej z Jeleniej Góry. Została wyniesiona na parlamentarne wyżyny w sposób, który pewnie usatysfakcjonowałby bolesławieckich pretendentów. No i mieliśmy efekty dygnitarskiego “odbicia palmy”. Kobieta przygotowała sobie deal, dzięki któremu chciała już dzielić się z kumplami szpitalami. Takie mogą być właśnie efekty beztroski w budowaniu “frontów jedności” w takich sprawach. I pal sześć samych polityków. Najbardziej jest żal tych wszystkich naiwnych, którzy aangażują się w takie działania z przekonania, a potem czeka ich zimny prysznic rzeczywistości, która nijak się ma do politycznych obiecanek.

    Bogdan M. 10/03/2011 11:00 Odpowiedz
  • @Bogdan M. – moim zdaniem troche bez sensu twierdzic, ze lepiej czegos nie miec, skoro ma sie prawo i mozna miec. Mowimy o powiecie skupiajacym 90 tysiecy ludzi/70 tys uprawnionych!

    Jednoczesnie pytanie do Bernarda – jak sobie wyobrazasz jakas ponadpartyjnosc, skoro w 2007 roku na 12 mandatow okregu Legnica rozklad byl 6/4/2. Tacy “mocarze” jak Zawila robili po 14 tys glosow – a “najlepsi” ludzie z PSL w powiecie BC nie wyrabiali 600 glosow. A stala za nimi partia!

    Kto wiec ma wpuscic tego ponadpartyjnego? Ustapi mu Schetyna? Czy Zawila z PO? Moze Adam Lipinski?

    Maciej Malkowski moze byc w przyszlosci niezlym kandydatem i ok, niech juz pracuje na nazwisko. Ale inicjatywy ponadpartyjne w kontekscie wyborow sejowych to obecnie mzonka.

    kminek 07/03/2011 16:00 Odpowiedz
  • Widzisz Bogdan, widząc ile miernot zasiada na Wiejskiej, nie mam poczucia że ktoś z zewnątrz będzie lepszym posłem niż ktoś od nas. Oczywiście “nasz poseł” nie załatwi spraw fundamentalnych, ale popchnie dziesiątki małych, bo będzie posłem, bo będzie guzikiem i ręką w sejmie nawet, jeśli nie zostanie medialną gwiazdą a szef jego klubu będzie miał problemy z przypomnieniem sobie jego nazwiska.

    To starania o pieniądze, popieranie projektów (BnB w tym roku, przeniesienie Archiwum Państwowego z Lubania do Bolesławca) ale i szybkie dotarcie do wielu informacji ważnych dla nas)

    Tak z innej beczki: jedną z odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego nasi samorządowcy się nie dogadywali i nie dogadają w sprawie jednego posła może być strach przed wylansowaniem się kolejnego konkurenta.

    Trzeba patrzeć i za odpowiednią osobą i trzeźwo liczyć szanse. Jakikolwie geniusz z ruchu Palikmiota nie będzie miął raczej szans a średni kandydat z PO czy PiS będzie miał zdecydowanie większe. I taka jest rzeczywistość.

    A propos historii i czasów SLD – pamiętam jak SLD miało pretensje do posła Turkiewicza z Lubania, że kuma się i pomaga nie tylko swoim. Z biura SLD do biura pana posła poszedł faks aby nie przybywał na bolesławieckie spotkanie z Jerzym Szmajdzińskim : )

    Bernard 07/03/2011 15:31 Odpowiedz
  • No niestety nie przekonały mnie wasze argumenty za tym, by jednak mieć posła. Nie bierzecie pod uwagę tego, że taki ktoś może być po prostu za słaby na to, żeby w czymkolwiek móc pomóc miastu czy powiatowi, nawet gdyby tym posłem został. System klientelistyczny, który tam w Warszawie panuje w tych sprawach wymaga “podczepienia” pod wpływowego “padrone”. I albo go się ma, albo trzeba czekać w kolejce, aż drzwi się odewrą. Wystarczy spojrzeć jak dużo pomogli ci wszyscy bolesławieccy partyjni dygnitarze, których partie rządziły swego czasu w kraju i też mogli szukać pomocy partyjnymi drogami. Jedna z tych partii zaś nadal rządzi.

    Sprawa PWiK toczyła się za rządów partii, której przedstawiciele zasiadali w Radzie Miasta i też chcieli pomóc. I co z tego wyszło?

    Jestem więc skłonny twierdzić, że i w tej sprawie nie sprawdza się engelsowska teoria o przechodzeniu ilości w jakość. Trzeba więc przede wszystkim myśleć o jakości. Tylko polityk o wysokiej klasie będzie potrafił pomóc. Jeśli więc chcemy myśleć o bolesławieckim pośle, to powinniśmy przede wszystkim patrzeć na odpowiednią osobę, a nie na to, której partii kandydat miałby największe szanse.

    Natomiast powątpiewanie w to, czy nasze lokalne gremia polityczne potrafiłyby cokolwiek wspólnie uzgodnić i czy ich partyjne czapy byłyby w stanie to zaakceptować, to świadczy tylko o słabości naszych polityków. I wśród nich mielibyśmy szukać “chętnego” na poselski mandat?

    Bogdan M. 07/03/2011 15:10 Odpowiedz
  • Stawiam teze, ze dla Polskiej polityki wbrew temu co sie udalo propagandystom wmowic opinii publicznej kluczowym problemem jest postac Tuska a nie Kaczynskiego. Jest prawie pewne, ze odstawienie tego typka na boczny tor i przywodztwo Schetyny otworzylo by nawet zdolnosc koalicyjna PO z PiS i w koncu konstruktywna prace duzej koalicji na rzecz kraju. To brzmi oczywiscie nieprawdopodobnie, ale w koncu, 15 lat temu obecne “elity” mialy Walese za najwieksze posmiewisko i wstyd, a obecnie jest dla nich bohaterem narodowym…

    kminek 07/03/2011 14:51 Odpowiedz
  • @Bernard – tu nie chodzi o nabijanie się. Osobiście cały czas punktowałem gdzie tylko można głęboką niekompetencję Tuska i jego otoczenia, odwołując się tylko i wyłącznie do argumentów merytorycznych. Trzeba było około 3 lat, aby w PL zrozumiano, że nie da się rządzić zbyt długo słabym państwem, mając słaby rząd. PO ma zgraną rękę. Oczywiście będziemy mieli jeszcze sporo wistów na wyniszczenie żyjących i nieżyjących Kaczyńskich i ewentualnie jakieś akcje okołosmoleńskie – tylko na tyle ich jeszcze stać. Aha, jest jeszcze szansa – bardzo szybki odstrzał Tuska i na jego miejsce Schetyna z “nową twarzą” i restauracja partii pod nowym przywództwem. W innym wypadku jest to równia pochyła.

    Tryton napisał wprost co ja postawiłem między wierszami: żadna partia lokalnie nie wykona żadnych ruchów w ramach list wyborczych – bo zwyczajnie i po ludzku NIE MA takich kompetencji.

    Bruner 07/03/2011 11:00 Odpowiedz
  • Koalicja na rzecz wyboru swojego posła nie musi oficjalnie poprzeć jednej kandydatury. Niektóre elementy takiej koalicji mogłyby tylko nie przeszkadzać a na przykład użyczyć swoich środków.

    Bruner, nie zgodzę się, że PO będzie walczyć o przeżycie. Tutaj możemy się jeszcze mocno zdziwić. To, że Tusku przestał być trendy i jest moda na nabijanie się z niego w necie, nie oznacza sukcesu PiS. PJN też może coś pokazać.

    Zastanawiam się czy ludzie decydujący o tych sprawach na ziemi bolesławieckiej nie powinni, nie dość że zająć się budową takiej koalicji. to jeszcze ogłosić to wszem i wobec, zagrać z wyborcami w otwarte karty. “Idziemy na kompromis, kandydatem jest X i zróbmy co się da żeby wszedł do parlamentu nawet jeśli nie wszyscy go kochamy.” Wyborcy mogą docenić szczerość : )

    Bernard 07/03/2011 10:35 Odpowiedz
  • Musimy również pamiętać, że nasi lokalni, partyjni działacze mają swoich zwierzchnikóW trochę wyżej i wątpię, aby owi mocodawcy zgodzili się na innego kandydata jak “nasz-partyjny”. Start w jakichkolowiek wyborch (mniejsza o wynik) to również jakiś tam PR i lans danej opcji, a z tego ciężko zrezygnować. Aczkolwiek zgodzę się z Bernardem, że parlamentarzysta “stąd” może czasem się przydać. Przykład? – Komercjalizacja PWiK, ciągnęła się jak kisiel pod górę. Sądzę, że byłoby z tym inaczej gdybyśmy mieli prawdziwego orędownika w tej sprawie.

    Tryton 07/03/2011 10:21 Odpowiedz
  • -Sytuacja polityczna, przed nadchodzącymi wyborami będzie miała charakter następujący: PiS walczy o taką przewagę, aby rządzić samodzielnie, zaś PO walczy o przeżycie. Na rękę żadnej z tych partii nie będzie więc lansowanie kandydatów “niezależnych”.
    -Jednocześnie nie tak dawno ujawniono po-wską “tajną” instrukcję, zgodnie z którą na listy wyborcze wciągać należy partyjnych samorządowców, którzy uzyskali duże poparcie w wyborach.
    -Jest jeszcze III koncepcja: stworzenie awaryjnego zaplecza na okoliczność wygranej PiS. Nawet jeśli PiS wygra, co zasugerował Gajowy, wcale nie musi rządzić, bo w końcu to on nominuje premiera.
    Należy więc przyjąć, że na fali niepartyjnych sukcesów w samorządzie, niepartyjnej partii PO (nie róbmy PO-lityki, lepmy pierogi) powstanie niebawem jakaś koncepcja niepartyjnego bloku reform pod egidą prezydenta. Na blogach wspominają o tym “pjonki”.

    -Czy w naszym regionie niezbędny jest poseł? Praktyka 17 lat pokazuje, że nie jest. Czy taka osoba była by korzystna dla regionu? Pytanie należy uznać za retoryczne – jeśli była by to konstruktywna osoba dysponująca stosownym zapleczem politycznym. W końcu to ogromny powiat, który głosuje.

    Bruner 07/03/2011 10:04 Odpowiedz
  • Coś jeszcze mi się nasunęło:

    Jeśli ten nasz jedyny kandydat miałby mieć jakieś szanse, moim zdaniem musiałby być lansowany już teraz i nasi polytycy musieliby teraz o nim rozmawiać. Podejrzewam, że skończy sie na dyskusjach dwa miesiące przed po to, żeby mieć jakieś alibi przed wyborcami: “No próbowaliśmy się dogadać, ale…”

    Bernard 07/03/2011 08:19 Odpowiedz
  • Ja nie mam wątpliwości, czy potrzebny jest nam poseł stąd. Niektórzy posłowie nie stąd, ale świadomi potrzeby istnienia w tym mieście umieli parę rzeczy dla Bolca załatwić czy w pary sprawach pomóc. Wydaje mi się że to jest po prostu szybsza ścieżka dotarcia, lepszy sposób na przebicie się wyżej itd.

    Inna sprawa że to też sposób na podniesienie rangi miasta w regionie.

    Co do tego, kto musi namaścić…
    Po wyborach samorządowych Piotr Roman i PO pozostały na lokalnej scenie (przystawek jak PSL, ZB czy SLD nie liczę bo nie grają większej roli) Bez tych dwóch stronnictw (czyli jednego starego Forumz Samorządowego Ziemi Bolesławieckiej) nie da się “mieć mediów” i poparcia umożliwiającego dotarcie do wyborców. No, może bez PO by się dało, ale doszliśmy już do wniosku że jakaś partia jest do takiej akcji potrzebna, więc może lepiej taka niż żadna : )

    Bernard 07/03/2011 07:44 Odpowiedz
  • Ale nie uważacie, że na prawdę należałoby najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest nam (miastu, powiatowi, mieszkańcom) w ogóle potrzebny poseł stąd? Czy chodzi tu o coś faktycznie ważnego dla tej społeczności, czy tylko o jakiś prestiż i to może bardziej na zasadzie: Lubań miał posła, myśmy też już miewali, więc dlaczego nie znowu? Jeśli bowiem sami nie przekonamy siebie, że to czemuś służy, że jest ważne, to ta gra w ogóle nie jest warta świeczki. Nikt nie uwierzy, że warto o to zabiegać.

    A dlaczegóż to Bernard skracasz ławkę graczy w wyścigu do ław sejmowych do Piotra Romana (jaki szyld partyjny tu postawisz?) i PO? Rozumiem, że nie koniecznie masz na myśli Romana, jako kandydata, albo PO jako partię, na której liście miałby pojawić się bolesławiecki kandydat. Więc w jakich sprawach to gremium miałoby się dogadywać przy tym, za przeproszeniem, okrągłym stole?

    Bogdan M. 06/03/2011 22:50 Odpowiedz
  • Tutaj : https://bobrzanie.pl/blog/wybory próbowałem zacząć dyskusję o wyborach, wątek będzie wisiał co najmniej do jesieni.

    Realizacja pomysły jednego kandydata na posła jest możliwa przy koalicji partii, stronnictw i mediów.

    Wydaje mi się że w obecnej sytuacji miasta wystarczyłby okrągły stół między Piotrem Romanem i PO.

    Bernard 06/03/2011 20:19 Odpowiedz
  • @autor – Temat wart jest dyskusji. Powiat bolesławiecki ma z pewnością wystarczający potencjał społeczny, aby przy mądrze poprowadzonej kampanii wprowadzić do sejmu swojego reprezentanta. Ważnym spostrzeżeniem jest fakt, iż w obecnym systemie politycznym poseł – załóżmy “niezależny”, nie miałby dokładnie żadnych szans na realizację zadań związanych z reprezentacją regionu. To tak na początek.

    @Lolka – nie jestem pewien, ale wydawać się może momentami, że jesteś dorosłą osobą i chyba nawet jakoś tam kształconą. Być może się mylę, ale jeśli nie – to gdy czytam takie wstawki, jak Twój pierwszy komentarz tutaj, to zastanawiam się, czy dyskurs w Polsce ma jakiekolwiek szanse na to, aby oddalić się kiedykolwiek od dupy Kasi Cichopek.

    Bruner 06/03/2011 14:02 Odpowiedz
  • Ogólnie to nie chce mi się z Panem gadać, ale proponuję zainteresować się przyjazdem Palikota do Bolesławca.

    Lolka 06/03/2011 02:29 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
Bolesławianki A.D. 2011

Wystawa niecodziennych zdjęć "Bolesławianki A.D.2011 - przeciwko rutynie codzienności" rozpocznie się wernisażem 11 marca o godzinie 18 w Galerii ,,Format"...

Zamknij