Sty 26, 2017
815 Wyświetleń
2 0

Strzał życia

Napisany przez

Mecze piłkarskie rozgrywane 30 lat temu na bolesławieckim East-Endzie miały w sobie coś z klimatu lokalnego El Clasico. Gdy ekipa z Wasilewskiej grała przeciwko Broniewskiego, bez wątpienia był to news numer jeden na dzielni. Zwycięska drużyna oprócz, rzecz jasna, należnego prestiżu, zdobywała także na wyłączność prawo do gry na boisku przez co najmniej tydzień. Bo kto przyjdzie grać w piłkę, gdy dzień wcześniej doznał haniebnej porażki? Wiadomo, osiedlowe zasady. Ponadto, możliwość gry w reprezentacji ulicy dodawała dodatkowych punktów respektu i uznania w blokerskiej hierarchii.

Zdarzyły się raz takie derby, że w drużynie naszych przeciwników z Broniewskiego, zagrać miał niejaki G. Problem polegał jednak na tym, że G. pod opieką miał kilkuletniego brata, gdyż czasy wtedy takie były, że nie było babysitterek, ukrytych kamer i stroskanych mateczek z TVNów, które je instalowały i spędzały pół dnia na podglądzie w przyczepie obok. Więc to G., jako starszy brat, musiał się młodym pod nieobecność rodzicieli zająć i już. A tu taki mecz. Co robić? Młodego puścić luzem nie można było, bo zaraz by gdzieś polazł, więc wymyślił G., że posadzi brata na poprzeczce bramki. Rozwiązanie genialne w swej prostocie miało same plusy; młody nigdzie nie ucieknie, bo za mały żeby sam zszedł i do tego z góry obejrzy kawał dobrego futbolu, a G. będzie mógł w pełni skupić się na grze. I tak zrobiliśmy.

Po chwili mecz toczył się w najlepsze i wszyscy zapomnieli o najmłodszym kibicu. W pewnym momencie odegrałem sprytnie piłkę przed pole bramkowe do K., a ten pięknym, mierzonym strzałem umieścił ją w okienku bramki naszych rywali. Właściwie to umieściłby, gdyby nie zwisające nóżki brata G., od których piłka odbiła się i wysokim lobem wyszła z powrotem w pole. Strzał był jednak na tyle silny, że młody owinął się wokół poprzeczki o 180 stopni i teraz, kurczowo obejmując ją nogami, zwisał jak nietoperz głową w dół, a okularki ledwie trzymały się na czubku noska. W tak ważnych meczach nie obowiązywała podwórkowa zasada “piłka stop”, więc nikt nie zwrócił na młodego uwagi, póki futbolówka znajdowała się w boisku. K., wykorzystując atut wzrostu, znakomicie odnalazł się w polu karnym, wyskoczył do piłki i piękną główką przymierzył raz jeszcze w ten sam róg bramki. Zdobyłby prześliczną bramkę…gdyby nie twarz młodego, który teraz rozpaczliwie walczył o przetrwanie. Tym razem jednak okularki spadły na betonowe boisko pękając na dwie części, po czym, tuż obok, wylądował młody, którego K. “zdjął” niczym rasowy snajper. Nie muszę chyba dodawać, że głównym problemem nie był dla nas stan zdrowia brata G., lecz to, czy uznajemy bramkę.

Ból minie, a chwała jest wieczna.
Wiadomo.

Foto:www.hy.wikipedia.org

Kategorie:
Kaźmierczak

Z wykształcenia politolog i anglista, z zamiłowania pedagog. Pasjonat futbolu, miłośnik kina, klasyki rocka oraz dobrej książki.

Komentarze do Strzał życia

  • Jak by nie patrzeć moje podwórko i moje czasy. Sie kopało w piłe.

    Mario 27/01/2017 10:55 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title