Sty 19, 2016
1654 Wyświetleń
1 0

Oscarowe przedbiegi: Nienawistna ósemka

Napisany przez

Bycie geniuszem kina nie jest łatwym zadaniem. Wiąże się z niewyobrażalną presją, z którą borykać musi się ów wizjoner ilekroć wydaje na świat swe kolejne dzieło. Ten trud jest doskonale znany Quentinowi Tarantino, który właśnie teraz, po premierze swego ósmego filmu, zmaga się z najróżniejszymi, często bardzo skrajnymi opiniami, dotyczącymi zarówno filmu, jak i jego twórcy. I choć nie wiem jak zniesie to sam reżyser, który niejednokrotnie dowodził swojej impulsywności, to mam niczym niezmącone przekonanie, że Nienawistna ósemka obroni się doskonale.

Trzeba mieć doprawdy grandes cojones, by stworzyć quasi-western (czy, jak nazywa się współczesną odmianę tego klasycznego gatunku, neo-western) oparty niemal wyłącznie na dialogach. Co prawda w kanonicznych opowieściach z Dzikiego Zachodu nierzadko odgrywały one ważną rolę (co nie zawsze przekładało się na ich poziom), ale żeby bohaterowie rozmawiali przez trzy godziny? Na podjęcie takiego ryzyka stać było tylko Tarantino, który coraz bardziej sprawia wrażenie, jakby filmy reżyserował nie dla widzów, ale przede wszystkim dla siebie. Nie przeszkadza mu to jednak w zadowalaniu milionów fanów na całym świecie, dla których Nienawistna ósemka będzie nie lada ucztą.

Opowiada ona o grupie przypadkowych ludzi, którzy, szukając schronienia przed potężną śnieżycą, spotykają się w pasmanterii czarnoskórej Minnie. Gospodyni co prawda wyjechała na kilka dni do rodziny, ale swój sklepik powierzyła pod opiekę Latynosowi Bobowi (Demián Bichir). To właśnie na niego napotykają łowca nagród John The Hangman Ruth (Kurt Russell), jego kolega po fachu major Marquis Warren (Samuel L. Jackson) oraz przyszły szeryf Red Rock, Chris Mannix (Walton Goggins). Pierwszy z nich eskortuje do wspomnianego miasteczka Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh), za którą zainkasować ma 10 tys. dolarów nagrody, zaś pozostałych dwóch jegomości napotkał, jadąc dyliżansem przez spowite śnieżycą Wyoming. W osieroconej przez Minnie pasmanterii spotykają zaś wcale liczne towarzystwo: miejscowego kata Oswaldo Mobraya (Tim Roth), generała wojsk Konfederatów (Bruce Dern) oraz tajemniczego kowboja Joe Gage’a (Michael Madsen). Wszyscy wezmą udział w niebezpiecznej rozgrywce, z której niełatwo wyjść zwycięsko.

Nienawistna ósemka z każdą minutą coraz bardziej przypomina Wściekłe psy, zwłaszcza pod względem poziomu podejrzliwości bohaterów wobec siebie. Tarantino raz jeszcze udowadnia, że jest mistrzem budowania napięcia – w czym wydatnie pomaga mu nagrodzona Złotym Globem ścieżka dźwiękowa mistrza Morricone – które w pewnym momencie staje się nie do wytrzymania. Bańka oczywiście pęka, a fani tarantinowskiej przemocy nie powinni być rozczarowani, choć należy podkreślić, że jest jej znacznie mniej niż choćby w Django. Quentin stawia na dialogi i jak zwykle trafia w dziesiątkę, choć kilkukrotnie zdarza mu się chybić celu (finał opowieści majora Warrena), nade wszystko jednak doskonale czuje się w konwencji westernu, bez względu na to czy wobec Ósemki użyjemy przedrostka quasineo czy nawet anty.

Western u Tarantino to przede wszystkim złamana moralność, bezwzględność i permanentny brak zaufania. Tu nie można wierzyć nikomu, lecz tu także mogą zawiązywać się nawet najbardziej nieprawdopodobne przymierza (co świetnie widać w finale Nienawistnej ósemki). Reżyser przełamuje konwencję kina kowbojskiego, umiejscawiając akcję w śnieżnej scenerii Wyoming, zaś ikoniczny saloon zastępując pasmanterią na obrzeżach cywilizacji. W Ósemce nie znajdziemy ani jednego prawdziwego kowboja, których miejsce zajęli łowcy głów – główni bohaterowie wielbionych przez Tarantino spaghetti westernów. Zaburzona jest też klasyczny dualizm kowbojskiego gatunku – nie ma tu bowiem wyraźnego podziału na dobrych i złych, możemy jedynie stopniować poziom zepsucia, któremu uległy poszczególne postacie.

Najnowsze dzieło Tarantino spodoba się nie tylko prawdziwym fanom tego twórcy, ale powinno przypaść do gustu także zwolennikom westernu. Jest tu bowiem ta znajoma szorstkość, jest pojedynek, choć tym razem uczestników jest znacznie więcej niż dwóch. Nienawistna ósemka broni się jednak przede wszystkim jako dzieło filmowe, doskonale zaplanowane, zagrane (znakomita rola Gogginsa!) i zrealizowane technicznie, choć w Polsce i tak nie możemy w pełni docenić artystycznej ambicji Tarantino. Nominowane do Oscara zdjęcia autorstwa Roberta Richardsona zrealizowane zostały w technice Ultra Panavision 70, którego nie można odtworzyć w naszych kinach, lecz mimo to wizualna strona Ósemki zasługuje na najwyższe uznanie.

Ci, którzy twierdzą, że Tarantino poniósł porażkę, padli ofiarą jego geniuszu. Oczekują bowiem od niego nieustannych zachwytów i zaskoczeń, niekończącego się rewolucjonizowania kina. Tymczasem Quentin usadowił się wygodnie na szczycie swoich możliwości i tworzy dzieła, których nie da się pomylić z dziełami żadnego innego twórcy. Jeżeli to jest wtórność i nuda, z całego serca życzę ich każdemu twórcy na świecie.

Film obejrzałem dzięki uprzejmości kina Nowe Horyzonty we Wrocławiu (www.kinonh.pl).

Tytuł: Nienawistna ósemka
Tytuł oryginalny: The Hateful Eight
Premiera: 7.12.2015
Scenariusz i reżyseria: Quentin Tarantino
Zdjęcia: Robert Richardson
Muzyka: Ennio Morricone
Obsada: Kurt RussellSamuel L. JacksonJennifer Jason LeighWalton GogginsTim RothBruce DernDemián BichirMichael MadsenJames ParksDana GourrierZoë BellChanning Tatum

myśliwiec ogląda

Kategorie:
recenzje
http://www.mysliwiecoglada.pl

Fan Manchester United, Jonathana Carrolla i Darrena Aronofsky'ego. W poszukiwaniach korzeni swojego drzewa genealogicznego dotarłem do połowy XVII w. Filmy oglądam na kilogramy i lubię o nich dyskutować. W międzyczasie słucham wszelkich odmian alternatywy i szukam niedrogich podróży.

Komentarze do Oscarowe przedbiegi: Nienawistna ósemka

  • Obejrzałem film i nie wszystko przypadło mi do gustu, ale nie mogę powiedzieć, że to był zły film. Nie był też słaby. Po prostu ludzie myślą, że jeśli western, to musi być odjazd przez bohatera w stronę zachodzącego słońca. Zamiast tego jest inne podejście do tematu. Jeśli obejrzy się film mając otwarty umysł, można zobaczyć wartość tego filmu.

    Jan Pawłowicz Dżunior 20/01/2016 17:10 Odpowiedz
  • Tarantino się lubi albo ie – ja lubię, ale bez względu do opcji, jego filmy są genialne, każdy niemal idealny na sztukę teatralna, a krew u niego była jest i będzie, na 8 już byłem i obejrzę przy okazji jeszcze raz. Dziś kupiłem genialną ścieżkę do filmu (głównie Morricone)

    Albin Kosiar 20/01/2016 16:54 Odpowiedz
  • Ja chyba nie dźwignąłem. Mimo tego, że lubię Tarantino, i to bardzo, ten film mnie zwyczajnie zmęczył. Oczywiście zrobione to jest świetnie, ale nie mogłem opanować ziewnięć i doczekać się puenty. Myślę że za jakiś czas obejrzę to ponownie i może docenię, ale to będzie zdecydowanie za jakiś dłuższy czas : )

    Bernard Łętowski 20/01/2016 10:52 Odpowiedz
    • Właśnie na tym polega fabułą tego filmu! Ma być duszno i parnie, po czym czekamy aż się wszyscy wyrżniemy! Właśnie te powolne wykrwawianie się fabuły dało mi najwięcej frajdy w trakcie filmu :)

      Osternomad 20/01/2016 16:55 Odpowiedz
  • 3 godz rzygania, zabijania… i dla mnie ziewania.

    Bogdan Nowak Jr. 20/01/2016 10:37 Odpowiedz
    • Tarantino nie jest dla każdego :)

      Osternomad 20/01/2016 16:57 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title