Maj 19, 2014
720 Wyświetleń
0 0

Jesteśmy z tej samej gliny – wywiad z Bogdanem Nowakiem z Wochenblatt.pl

Napisany przez

Z kandydatem do europarlamentu Bogdanem Nowakiem o Pawle Piskorskim, Martinie Opitzu i wartościach wolterowskich na Śląsku rozmawiał Till Scholtz-Knobloch.

Z kandydatem do europarlamentu Bogdanem Nowakiem o Pawle Piskorskim, Martinie Opitzu i wartościach wolterowskich na Śląsku rozmawiał Till Scholtz-Knobloch.

Na swojej stronie internetowej www.bogdannowak.eu określa się Pan mianem Dolnoślązaka i Europejczyka bez kompleksów. Akcentowanie więzi regionalnych jest w Polsce czymś raczej nietypowym. Ponadto podkreśla Pan, iż hołduje wartościom wolterowskim, zasadzie szanowania „innych“. Co jest w Polsce obecnie największą bolączką i co powinno dziś stanowić o tożsamości całego Śląska?

Akcentowanie więzi regionalnych, pewnych odrębności kulturowych nie jest w Polsce niczym wyjątkowym. Proszę spojrzeć na Kaszubów, Górali, proszę spojrzeć na Ślązaków – tych górnośląskich.

Ruch Autonomii Śląska od blisko 25 lat zabiega o przywrócenie stanu prawnego jakim Górny Śląsk cieszył się w przedwojennej Polsce, o uznanie ich odrębności regionalnej, i w konsekwencji nadania, przywrócenia Regionowi pewnych prerogatyw dotychczas przysługujących jedynie władzy centralnej, tak ustawodawczej jak i wykonawczej. RAŚ nie dąży do secesji, a jedynie do poszanowania i uznania swej odrębności kulturowej, choć spora część Górnoślązaków swą narodowość określa nie jako polską, ą śląską, ale jest to też bardziej zabiegiem prawno –formalnym, niż głosem z głębi duszy.

Zupełnie inna jest historia z Dolnoślązakami. Tych „z dziada pradziada”, jak mawiał śląski pisarz Horst Bienek – Schlesingerów, już nie ma, albo na palcach ręki można Ich zliczyć. Decyzją Trójcy, nie ważne czy Świętej, czy sprzymierzonych, blisko 70 lat temu całkowicie, lub prawie całkowicie „wymieniono” mieszkańców Dolnego Śląska – tego historycznego, z Opolszczyzną i Górnym Śląskiem łącznie. Przyszli inni wypędzeni – polscy wypędzeni, przegonieni, wygonieni, uciekinierzy i wszyscy Ci, którzy bali się mieszkać w swych dotychczasowych ojczyznach.

Dzisiaj Dolnoślązacy, to drugie, trzecie już pokolenie „auslenderów” na śląskiej ziemi. Ale czy aby na pewno Auslaender’ów? Czy Ja, My nie mamy pełnego prawa nazywać się, czuć się Dolnoślązakami – Ślązakami?

Ponad dwadzieścia lat przemieszkałem we Francji, i jak nikt inny, kto nigdy nie był zmuszony opuścić ojczyzny, odczułem i zrozumiałem uczucie tęsknoty, braku więzi i poczucia wzajemnej przynależności do małej ojczyzny, do „swojego podwórka”.

Gdy byłem mały, mój świat kończył się za następnym skrzyżowaniem, ojczyzną było… dosłownie, moje podwórko. Z czasem moja „ojczyzna” powiększała się. Warszawa, Paryż. Ale nawet siedząc w swym paryskim mieszkaniu, okiem wspomnień widziałem, że „moje podwórko” jest trochę jednak inne. Może nie tak ugładzone, akuratne, lekkie, a jakieś takie pruskie, choć z zapachem nieistniejących już paryskich hal, z liszajami postrzelanych kamienic, z gdzieniegdzie wyłażącymi spod tynku niemieckimi napisami – ale moje! Od początku do końca moje! Wówczas to uświadomiłem sobie, że moje podwórko, to Dolny Śląsk. Trochę inny od reszty Polski.

Norman Davis i Roger Moorhause w swej książce o stolicy Śląska – Mikrokosmosie, przedstawili historię Wrocławia, jego mieszkańców – Polaków, Czechów, Austriaków, Niemców, Żydów, nazistów i sowietów – mikrokosmosu środkowej Europy. Podobnie było na całym Śląsku, szczególnie w jego Dolnej części. Musimy zdać sobie sprawę, iż jesteśmy tylko marną cząstką w mikrokosmosie dziejów Śląska, a wszystko to, co było przed nami, jest naszym wspólnym dziedzictwem.

To, że ktoś miał rodziców Czechów, że u kogoś w domu mówi się, czy mówiło się po niemiecku, że jego potomkowie pochowani są parę kwater od Lassalla, Cohna czy Schotllaendera, to, że dziadkowie przyjechali z Warszawy, a inni rozmawiając z nami potrafią jeszcze śpiewnie z lwowska zaciągać nie ma najmniejszego znaczenia, o tyle, o ile na własnym domu, obok flagi państwowej zawsze będzie miejsce na tę z czarnym piastowskim orłem na złotym polu, albo tę ze złotym orłem w polu niebieskim.

Co do wartości wolterowskich, to po części odpowiedziałem na to pytanie mówiąc o naszej śląskiej „jedności przeciwieństw”, o naszej historii i dziedzictwie – o poszanowaniu dla różnic narodowych, tych, którzy żyli, żyją i będą chcieli żyć na Śląsku.

Nie będę szeroko komentował wkładu filozoficznego czy kulturowego Voltaire’a w rozwój współczesnej nauki czy doktryny liberalnej, nie odniosę się do wypowiedzi Voltaire’a a propos rozbioru Polski – nie czas i miejsce na to, choć pochylić się nad jego opinią w tej materii z należnym szacunkiem, byłoby wskazanym. Ale warto mieć na uwadze, że to właśnie On w swej filozofii, doktrynie politycznej personifikuje liberalizm w czystej postaci, szacunek dla różnorodności, szacunek dla wolności osobistych, wolności myśli, poglądów i przekonań. Także religijnych. Często zarzuca się Mu ateizm, co nie jest prawdą. Gdy umierał powiedział – „Umieram wielbiąc Boga, kochając przyjaciół, nie nienawidząc wrogów, nie cierpiąc przesądów.” Voltair nie godził się na brak tolerancji, w dogmatyzmie religijnym dostrzegł przyczyny braku wolności, prześladowań i niesprawiedliwości. To On powiedział, że „Gdyby Boga nie było, należałoby Go wymyślić”, i Jemu przypisuje się słynną frazę – „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć.” , jeżeli nawet nie On to powiedział, to duch wypowiedzi był Jego.

Dużo by mówić na ten temat, ale wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, wystarczy spojrzeć na polską walkę o krzyże, ideologicznie motywowane prawo lekarza czy aptekarza zasłaniającego się doktryną sumienia, ba, popatrzmy jak wyglądają na Śląsku byłe niemieckie kościoły i cmentarze ewangelickie! To są przykłady braku wolterowskich postaw wśród Polaków, braku tolerancji i szacunku dla inności innych.

Co jest obecnie największą bolączką w Polsce? Wszyscy się podniecają kolejnymi pieniędzmi przewidzianymi dla Polski w kolejnej perspektywie lat 2014 – 2020. Ja raczej już dzisiaj zacząłbym się martwić o Nas, o Polskę, o to, co czeka Nas za siedem lat. Czy nie spadnie na nas biblijna przepowiednia?

Po 2020 roku nie będziemy już mogli wyciągać do „Unii” ręki po wsparcie, nie będziemy już mogli powoływać się na nasze dziejowe upośledzenie. Będziemy musieli stanąć w równym szeregu z najsilniejszymi państwami w Europie w castingu po środki unijne, a te dostaną tylko najlepsi, najbardziej innowacyjni, wykorzystujący i tworzący nowe technologie. Czy będziemy mieli szansę je dostać, gdy w Polsce energetyka jest ciągle jeszcze XIX wieczna, gdzie codziennością są informacje o mieszkańcach wsi „idących z kosami na sztorc” walczyć z budową ferm wiatrowych… ? Czy nadejdą chude lata?

To jest największe zagrożenie obecnych czasów! Świadomość groźby zagrożeń przyszłych.

Z inicjatywy Pańskiego kolegi Pawła Piskorskiego, lidera listy ruchu Europa+ w sąsiednim okręgu wyborczym nr 13 Pomorze Zachodnie/Ziemia Lubuska, liczne media zaczęły obciążać premiera Tuska zarzutami, jakoby na początku lat 90. partia CDU finansowała ówczesną partię Tuska, czyli KLD. Czy przypomniał Pan Piskorskiemu o wolterowskiej rzetelności?

Pytanie o Pana Piskorskiego, cóż – prawdą jest, iż On moim kolegą. Ale taką samą prawdą jest, że Karl Hanke – Gauleiter Dolnego Śląska, odpowiedzialny za śmierć blisko stu tysięcy cywilnych ofiar Breslau jest moim krajanem, i to nawet bardzo bliskim. Hanke urodził się niespełna 30 kilometrów od miejsca gdzie ja miałem przyjemność przyjść na świat.

Pan Piskorski ubiega się o społeczne poparcie w eurowyborach z listy tego samego komitetu wyborczego co ja – to prawda. Pan Piskorski jest członkiem partii tworzącej ten komitet, wcześniej był członkiem wielu innych partii. Ja nigdy nie należałem i nie należę do tej, ani do żadnej innej partii politycznej. Ja nie znam Pana Piskorskiego i nawet wątpię, czy zaszczytem byłoby dla mnie poznanie Pana Piskorskiego, jak też i paru innych jeszcze polityków znajdujących się na listach Jego partii.

Przypisywanie mi dość zażyłej znajomości, zwanej koleżeństwem, z Panem Piskorskim jest albo nadinterpretacją albo zbyt daleko posuniętym uproszczeniem. Proszę na nas spojrzeć – my nawet w innych restauracjach się stołujemy.

Co do rewelacji Pana Piskorskiego, to nie chciałbym zbyt głęboko ich analizować. Odczuwam pewien dyskomfort wynikający z zaproszenia mnie na wspólną listę i teraz pytaniem o ocenę zachowań „Gastgaebera” Tymi „rewelacjami” Pan Piskorski stanął w tym samym szeregu, albo tuż za Jackiem Kurskim, który swego czasu wyciągnął Panu Tuskowi z szafy „dziadka z Wehrmachtu”.

Pan Piskorski pokazał swoją klasę, a raczej jej brak. I nie chodzi tutaj o prawdziwość „rewelacji”, a o brak podstawowej logiki, bo do tej pory wszyscy byliśmy przekonani, że tylko „moskiewska pożyczka” była be, bo pochodziła ze wschodniego kierunku. Wszak cała opozycja solidarnościowa była finansowana z zachodu, też z Niemiec – wówczas to nie przeszkadzało, a teraz ma obciążać Pana Tuska.

W swoim rodzinnym mieście Bolesławcu Pan sam, pomimo oporów ze strony miejscowego establishmentu zdołał przeforsować swoje stanowisko w sprawie odbudowy pomnika Martina Opitza. Dlaczego tak usilnie Pan o to zabiegał? 

Pomnik Martina Opitza stanął ponownie w Bolesławcu, bo Bolesławiec powinien i musi mieć jego pomnik. Był On największym i najznamienitszym synem tego miasta. I nieważne, że był niemieckim Petrarką, ale ważne, że był Ślązakiem, Dolnoślązakiem, bunzlauerem – jak ja, jak bolesławianie.

Czy ja przeforsowałem swoje stanowisko w sprawie ufundowania wielkiemu krajanowi, wielkiemu poecie i polskiemu dyplomacie pomnika? Jak to mi się udało?

Otóż nie udało mi się niczego przeforsować, ja po prostu za własne pieniądze, na chodniku przed własną posesją na której stoi mój hotel, postawiłem ów pomnik.

Martin Opitz w Bunzlau miał pomnik i ma też w Bolesławcu! Nie mogło być inaczej.

Jakie jest Pana przesłanie jako Dolnoślązaka do potencjalnych wyborców – także tych z mniejszości niemieckiej – na Opolszczyźnie?

Moje przesłanie do Ślązaków Opolskich zamyka się prośbą, apelem o pamięć, o szacunek dla „jedności przeciwieństw”, o szacunek dla historii, codzienności i przyszłości Śląska.

O szacunek dla naszych antenatów, dla tych, którzy byli tu przed nami, dla tych, których wypędzono, dla tych, którzy nie wiedzieć gdzie mają groby i dla tych, którzy grobów już nie mają nigdzie.

O szacunek dla pracy własnej, pracy i wysiłków wszystkich tych, którym bliska jest dobra przyszłość małej śląskiej ojczyzny.

Chciałbym zaapelować do wszystkich Ślązaków historycznego Śląska, także do tych, którzy żyją poza Śląskiem, do niemieckich Ślązaków, do czeskich Ślązaków o nie zapominanie swojej małej ojczyzny o pielęgnowanie więzi ze Śląskiem i o wspieranie dla swego Heimatland’u wszelką miarą i na wszelkie sposoby.

Śląsk jest wielką sprawą, Śląsk ma potężne tradycje i wkład do europejskiego dziedzictwa.

Mówi się o chrześcijańskim dziedzictwie kulturowym Europy, a ja chcę wskazać, że dla mnie, dla Ślązaków kulturowe dziedzictwo Schlesingerów, Schlesiauerów, Slezanów, jak koszula ciału – jednak bliższe!

My wszyscy jesteśmy z tej samej gliny, a Ślązacy szczególnie!

 

Bogusław (Bogdan) Nowak startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego jako kandydat bezpartyjny z trzeciego miejsca na liście Europa+ w okręgu wyborczym nr 12 (obejmującego województwa dolnośląskie i opolskie). Ponadpartyjna inicjatywa Europa+ została utworzona w roku 2013 m. i. przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, europosła Marka Siwca oraz posła Janusya Palikota.

Bogdan Nowak urodził się 7 maja 1958 r. w Bolesławcu. W młodzieńczych latach działał przy Bolesławieckim Ośrodku Kultury. W 1978 r. rozpoczął współpracę z Teatrem Studio Kineo w Warszawie, przy Staromiejskim Domu Kultury, później pracował w Teatrze Pantomimy Stodoła.

Jego ojciec został zamordowany przez milicję w 1978 r. W 1981 r. wyjechał do Francji by w 1983 r. wstąpić do Międzynarodowej Szkoły Mimu i Mimodramu im. Marcela Marceau w Paryżu.  Jako aktor Compagnie de Mime Marcel’a Marceau występował we Francji, w całej Europie; w Turcji, Japonii, Australii, Chinach, USA, Kanadzie, Ameryce Południowej.

Wspólnie z Marcelem Marceau prowadził warsztaty międzynarodowe w USA, Ameryce Południowej i w Europie. W 2000 r. po 22-letnim pobycie za granicą do Bolesławca, kupił XIX wieczną kamienicę w centrum miasta i stworzył w niej hotel i restaurację – Villa Ambasada i Piwnica Paryska. Zasiadał w Radzie Miejskiej Bolesławca w latach 2008-2012.

Bolesławiec to miasto ceramiki i firm garncarskich, dlatego w 2006 r. powołał do życia Glinoludów – osóby pomalowane gliną. Od ośmiu lat organizuję warsztaty, przedstawienia, performance, np. Paradę z Miłości do Gliny.

W 2012 r. sfinansował miastu i dolnoślązakom pomnik Martina Opitza, który urodził się u schyłku XVI w. w Bolesławcu.

 

 

Kategorie:
wywiad
http://www.bobrzanie.pl

Masz temat? Masz problem? Coś Cię wkurza albo cieszy? Napisz do nas maila lub zadzwoń na numer 696 373 113.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title