Sie 10, 2013
1170 Wyświetleń
0 0

Wywiad z Mayu B.

Napisany przez

Od ponad 20 lat zajmuje się muzyką. Indywidualista, kochający muzykę w każdej formie i postaci. To właśnie w niej popełnia kawałki metalowe, industrialne, jazzowe, elektro a ostatnimi czasy również dubstep’owe. Choć różnice między gatunkami wydają się niepokojące. On na przekór wszelakim konwenansom mówi głośno i otwarcie, że najlepiej gdy wszystkie gatunki są wymieszane ze sobą. Pomimo różnorakich wyników pracy, to płodny artysta wciąż się rozwijający i biegnący dalej. Z Mariuszem“Mayu B.” Broszko spotykam się, by pomówić o jego wieloletniej pracy i przy okazji pojawiającego się od pewnego czasu w sieci, szalenie interesującego klipu “Solitude”.

Ewelina Bagińska: Jak się do Ciebie zwracać? Mariusz czy Mayu B.?

Mayu B.: Oficjalnie, prywatnie – Mariusz, jednak dla przyjaciół i znajomych – Mayu. Tą ksywką ochrzcił mnie mój przyjaciel dawno, dawno temu i tak już zostało. Stąd też wziął się „pseudonim artystyczny” rozszerzony o „B.” pierwszą literę nazwiska.

E.B.: Dlaczego przez tak długi okres zajmowałeś się remiksowaniem? Myslovitz, Pustki, Funky Filon, Jelonek a nawet Ivan & Delfin. Długo by wymieniać. Co miało wpływ na wybór tychże wykonawców i ich utworów? Są ogromne przepaście między gatunkami. Co Tobą kierowało?

Mayu B..: Wiesz, przypuszczam, że znaczna część osób, które zaczynają jakąś przygodę/zabawę z muzykowaniem zaczyna od coverów próbując zbliżyć się do oryginału jak najbardziej przede wszystkim po to, by porównać swoje umiejętności z coverowanym utworem. Remixy są za to innym spojrzeniem na jakiś utwór, kolejnym etapem edukacji i eksperymentowania. Tak było w moim przypadku. Mimo produkcji swoich kawałków, chciałem po prostu czasem zadziwić przyjaciół remixem utworu bardziej znanego niż moje. W remixach, które robię staram się zmienić tak cały podkład muzyczny, by poza wokalami nie zostało nic z oryginału. No prawie nic. Czasem są jakieś fajne zagrywki, brzmienia, jakie pasują do pomysłu, który mi się gdzieś tam pojawił między uszami. Pewnie nigdy bym się nie zabrał za remixowanie gdyby nie czasopismo „Estrada i Studio”, które to organizowało cyklicznie konkursy w tym temacie udostępniając materiał konkretnych zespołów. Niektóre remixy robiłem tak dla siebie, dla przyjaciół, do posłuchania, dla zabawy, dla treningu. Słuchając muzyki często też można usłyszeć pewne podobieństwa różnych utworów, które na pierwszy “rzut ucha” nie koniecznie się ze sobą kojarzą. Dlatego zacząłem też bawić się w mashup’y. Stąd też właśnie takie połączenia jak: Kid Beyond/Myslovitz, Dido/Pustki, Madonna/Banach itd…

E.B.: Wielokrotnie byłeś wyróżniany i nagradzany przez czasopismo branżowe „Estrada i Studio”. Wiem, że kilka kawałków znalazło się na płytach oryginalnych wykonawców jako bonus tracki. Czy te wydarzenia otworzyły Ci drogę w dalszym rozwoju twórczości? Pomogły zbudować trwałą relację z którąś z wytwórni? Czy wszystko to, co nastąpiło na płaszczyźnie muzycznej zakończyło się jakimś sukcesem, którym mógłbyś się pochwalić?

Mayu B.: Niestety nie przyniosło mi to sławy, rozgłosu ani pieniędzy (śmiech). Ale nie poddaję się i skupiam głównie na własnych produkcjach lub remixach, które już nie biorą udziału w żadnych konkursach, ale są robione bo tak mi się chce (śmiech). Przede wszystkim dla ludzi. Umieszczam je, jak każdy domorosły producent w dzisiejszych czasach, na portalach ku temu stworzonych by się nimi dzielić – za darmo – przynajmniej na razie.

E.B.: Sam o sobie możesz powiedzieć, że jesteś twórcą niezależnym?

Mayu B.: Jak najbardziej tak. Jak dotąd nikt mnie nie odkrył. A tak na poważnie? Nie dobijałem się do żadnych drzwi jak na razie. Jest to spowodowane tym, że chyba zbyt mocno różnią się od siebie gatunkowo i stylistycznie moje produkcje. Lubię słuchać różnorodnej muzyki – nie lubię jej nazywać po gatunkach bo jest ich za dużo, ale jak to kiedyś ktoś powiedział – “muzyka dzieli się na dobrą lub złą i wszystko”. Ja słucham tej dobrej i motywowany różnymi emocjami próbuję swoich sił w różnych gatunkach. To sprawia, że przez tę różnorodność żaden normalny label nie będzie zainteresowany współpracą ze mną – przynajmniej tak sądzę. Labele są dość ukierunkowane na dany gatunek. Więc żeby móc się „wydać” musiałbym się zamknąć na jeden z nich i oscylować delikatnie w pokrewnych a nie chcę tego robić. Może gdybym miał talent, czas i wenę to stworzyłbym kilka projektów, każdy pod innym szyldem i tworzący jakiś jeden określony gatunek. Lecz czy udałoby mi się w dość krótkim czasie zmontować album spójny i brzmiący współcześnie składający się z ok 10 kawałków i to w każdym projekcie? Nie, nie sądzę. Dlatego jestem zawieszony i działam tak jak działam, ale wkrótce to może ulec zmianie. Jednak jest za wcześnie by coś więcej o tym napisać.

E.B.: Nawiązywałeś ciekawe współprace, m.in. z „Copijus” czy tez z „EMQ”. Co mógłbyś o nich powiedzieć? Co z nich wyniosłeś?

Mayu B.: Fajnie jest czasem nie być jednoosobowym zespołem i współpracować z kimś kto też ma pomysły i wkład w jakiś utwór. Jednak z drugiej strony są też tego wady: każdy ma własną wizję, która nie jest jedną wspólną wizją. Mimo to, cieszę się, że gdzieś tam oddałem jakąś cząstkę siebie i mojej wizji do ich wizji (smiech). Myślę, że wkrótce pojawią się efekty wspólnej pracy z chłopakami oraz nowe kolaboracje. Pozdrawiam! Dzięki takim wspólnym projektom dochodzę jednak do wniosku, że chyba zbyt długo robiłem wszystko sam i tak do tego przywykłem, iż jestem ciężkim współpracownikiem jeśli chodzi o muzykowanie.

E.B.: „Bad BoY”, „Blind”, „Waitin” feat. EMQ. To już autorskie nagrania. Czy one również cieszą się takim zainteresowaniem jak remixy? Czy może skala ich oddźwięku jest dużo ponad?

Mayu B.: Skala jest mniejsza lub porównywalna. Mimo, że są to kawałki, które powstały pod wpływem emocji i silnej potrzeby wyrzucenia z siebie pewnych myśli to wiem, że powinienem je jeszcze dopracować, bo z perspektywy czasu nie brzmią tak jak bym tego chciał, ale nie można też dopieszczać ich w nieskończoność i zwlekać z publikacją…bo emocje by wygasły i straciło by to sens i pewnie ja też bym już stracił zapał do dalszego dłubania.

E.B.: Co jest dla Ciebie prostsze i sprawia większą frajdę? Robienie remixów czy tworzenie własnych nagrań?

Mayu B.: Wydaje mi się, że remixy są łatwiejsze. Przede wszystkim dlatego, że wiem jak brzmi oryginał. Jak został zaaranżowany i wtedy myślę o tym jak mocno mogę go przerobić żeby nawet autor oryginału się zdziwił jak bardzo remix może się różnić od wersji pierwotnej. To mnie napędza. Ale większą frajdę daje mi praca nad własnymi kawałkami. Fakt, proces tworzenia w moim przypadku trwa długo. Głównie ze względu na braki: czasu, weny, pomysłu, umiejętności stworzenia czegoś tak jak to brzmi w mojej głowie. Jednak gdy już uda się zakończyć ten proces – satysfakcja jest ogromna, że jest to autorski kawałek. Mój własny lub w kooperacji z kimś.

E.B.: Wszystkie Twoje dzieła są wyłącznie Twoim wytworem?

Mayu B.: Tak. Jednak czasem korzystam z pomocy przyjaciół, którzy udzielają się jako dodatkowy wokal czy też zagrywka na gitarze, której ja bym nie podołał. Wtedy też są dopisani w tytule, żeby nie było, że to tylko ja. Są to jednak sporadyczne przypadki. Odkąd zacząłem śpiewać w języku angielskim, pisanie jest trochę trudniejsze i na tej płaszczyźnie często korzystam z pomocy mojego “Ghost Writer’a”, który pomaga mi wybrnąć ze ślepej uliczki, w którą czasem zabrnę. Jednak całość staram się sam ogarnąć, by zbliżyć się do tej wizji, którą sobie wyobraziłem, tzn. jak ma brzmieć kawałek.

E.B.: „Solitude” doczekało się klipu. Czyj był pomysł na video o takim scenariuszu? Kto wybrał ten ewangelicki, zjawiskowy, opuszczony kościół jako punkt, w którym mroczne demony głowy odnajdują swoje miejsce?

Mayu B.: „Solitude” to mój flagowy kawałek. Umieściłem w nim sporo emocji, które siedziały mi w momencie pisania tekstu głęboko w serduchu, jak również wiele zróżnicowanych brzmieniowo elementów, które łącząc się w całość tworzą – wydaje mi się – dość ciekawą mieszankę. Dlatego chciałem jak najbardziej wypromować ten kawałek i gdy nadarzyła się okazja zrobienia klipu to nie było się nad czym zastanawiać. Tylko działać! Dzięki mojej dobrej przyjaciółce poznałem człowieka, który chciał się tego podjąć na zasadach „wspólnego dobra partnerskiego”. Ja potrzebowałem klipu i kogoś kto go nakręci. by móc promować swoją działalność a on czyli Szymon Wasylów z Grupy Filmowej DwD chciał mieć w swoim portfolio produkcję klipu by promować swoją. Gdy Szymon pokazał mi ruiny kościoła ewangelickiego w Żeliszowie to mnie powaliło, że tak blisko nas jest coś tak pięknego. Dlatego spośród innych propozycji ta od razu wygrała. Napisałem scenariusz, który jest bardziej dopełnieniem tekstu piosenki niż jego wizualizacją. Mieliśmy sporo przygód z tym przedsięwzięciem, ale ostatecznie udało się. Klip powstał w dwóch wersjach. Ze względu na to, że Szymona goniły kolejne projekty i terminy zmontował klip dość szybko po nakręceniu. Ja nie miałem aż takiej presji czasu, więc zacząłem zagłębiać się w temat obróbki video i tak z tego samego materiału powstała druga wersja klipu. Bliższa mojej wizji.

E.B.: Klip bierze udział w walce o CyberYacha w najstarszym festiwalu, którego marka jest znana na cały kraj. Mowa tu o Festiwalu Polskich Wideoklipów YACH FILM 2013. Będzie sukces?

Mayu B.: To zależy co rozumiesz przez słowo „sukces”. Jeśli dzięki temu większe grono osób będzie miało możliwość zobaczenia i posłuchania mojej muzyki…to tak. Liczę na sukces, mając nadzieje, że dzięki temu zyskam nowych fanów lub nawiąże współpracę z innymi nowicjuszami lub weteranami na scenie muzycznej. Zgłoszenie tego klipu do konkursu jest bardziej formą promocji niż liczeniem na zwycięstwo. Jednak mam cichą nadzieję, że moi fani, przyjaciele i znajomi wesprą mnie głosując na mój klip, do czego również zachęcam czytelników bobrzan, bo szanse są zawsze.

E.B.: Czego Ci w takim razie życzyć?

Mayu B.: Zdrowia, szczęścia, pomyślności i pieniędzy żeby pierwsze trzy życzenia osiągnąć łatwiej (śmiech). A tak na poważnie to: wytrwałości i odwagi w tym co robię i klarownej wizji, o której kilka razy wspomniałem.

E.B.: W takim razie tego Ci życzę i dziękuje za rozmowę.

 

Mariusz “Mayu B.” Broszko: (ur. 1 marca 1977 w Bolesławcu) – wokalista, autor piosenek, producent własnych kompozycji. Nagrał liczne remixy znanych artystów. W swojej karierze wydał również autorskie nagrania. Współpracował m.in. z Copijus i EMQ. O sobie mówi krótko: “…A man out of sync with his own program, trying to find some kind of inner link…”co jest cytatem z utworu „Cameltosis” jego ulubionego zespołu – Korn.
Polub i posłuchaj:

https://www.facebook.com/MayYouBe

http://www.youtube.com/user/1MayuB

Foto: archiwum Mayu B.

 

Kategorie:
muzyka · wideo · wywiad
http://www.bobrzanie.pl

Masz temat? Masz problem? Coś Cię wkurza albo cieszy? Napisz do nas maila lub zadzwoń na numer 696 373 113.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title