wiosna_paintedbird
Kwi 15, 2013
1247 Wyświetleń
0 0

Proces o orzeszki warte 24 grosze

Napisany przez
300x300px_cocodrilo-01

Pracownica Intermarche zjadła winogrona, Andrzej D. ukradł w Kauflandzie dwie garście orzeszków ziemnych, a z półki EKO zniknęły dwie puszki tuńczyka warte 10 zł. Policja, sąd, rozprawa, wyrok. Przez co najmniej kilkanaście dni kilkunastu ludzi musi pracować nad takimi sprawami. Tak wygląda państwo prawa, które do drobnych wykroczeń angażuje całą machinę. Na Wasz koszt.

Andrzej D. (rocznik 68) jest doskonale znany bolesławieckiej policji i pracownikom tutejszego sądu. Jego kradzieże są drobne, powtarzalne i przewidywalne. A kara nieuchronna. Raz trafia do aresztu na 10 dni, innym razem na 30 lub trzy. Czasem dostaje prace społeczne albo grzywnę zamienioną na odsiadkę. I tak wraca na salę rozpraw po kolejnym policyjnym wniosku o ukaranie. Pewne jest jedno – kocha Kaufland.

W sierpniu 2012 roku bierze z pojemnika w Kauflandzie garść orzeszków wartych 24 grosze. Kiedy robi to o godzinie 14.20, pracownicy jedynie upominają go. Gdy pół godziny później sięga po kolejną garść wartą 24 grosze – wzywają policję. No i oczywiście ważą orzeszki, aby oszacować straty.

– Widziałem, że inni sobie brali, to ja też wziąłem – tłumaczy Andrzej D. – Uważam że nic złego nie zrobiłem, co innego jakbym ukradł piwo.

Piwa nie musiał kraść. Jak zeznał, był już po pięciu półlitrowych browarach spożytych wcześniej.

Problem w tym że wcześniej kradł i piwo, i wódkę, i nie tylko to. Andrzej D. ma na koncie 12 aresztów w ciągu czterech lat. Innych kar też mu nie skąpiono.

Historia miłości Andrzeja D, do Kauflandu wygląda prosto – Andrzej kradnie:
– w lipcu 2012 butelkę wódki Absolwent za 17,45 zł
– w czerwcu 2012 Gorzką Żołądkową za 19.89
– w kwietniu 2012 dwie butelki Starogardzkiej warte 31, 98 zł
– w lutym 2012 wódkę Krupnik Premium za 17.99 zł
– w styczniu 2012 mniej go suszyło, bo wziął tylko jedno piwo Żubr warte 2,85
– w grudniu 2011 zakosił jednego Absolwenta za 17,49

Wszystkimi tymi kradzieżami musiał zajmować się sąd.

Może jestem kleptomanem…

Andrzej prawie zawsze był pijany, nie zawsze jednak kradł w Kauflandzie. Zanim stał się fanem tego marketu, w listopadzie 2011 ukradł „w terenie” dwie rurki metalowe za 20 zł, w czerwcu 2011 roku w Biedronce zwinął piwo VIP warte 1,78 zł a w maju 2011 r. zrobił skok życia – ukradł trzy metalowe rury warte 123 zł z terenu MZK.

To jeszcze nie koniec. Andrzej w październiku 2010 r. w Rynku krzyczał wulgaryzmy w domofon – zakłócanie porządku. Ale w sierpniu 2012 r. zapragnął kultury. 10 sierpnia wybrał się na uroczyste zakończenie wystawy Marity Benke-Gajdy w Muzeum Ceramiki w Bolesławcu i wypił tam trzy lampki wina. Być może nawet obyłoby się bez udziału policji (wino było gratis), ale trunek chyba Andrzejowi nie smakował, za co, wypiwszy, zwyzywał zebranych.

Podczas rozprawy dotyczącej ostatniej kary, tej za orzeszki warte 24 grosze, Andrzej D. wyznał:

– Może jestem kleptomanem. Obiecuję poprawę.

Za orzeszki dostał grzywnę 600 zł zamienioną na trzy dni odsiadki, które miał już zresztą za sobą.

Ukochany market Andrzeja D. Tu najczęściej nie robi zakupów.

Ukochany market Andrzeja D. Tu najczęściej nie robi zakupów.

 

Winne są grona za 2 zł

Szef Intermarche 27 kwietnia 2011 roku ogląda monitoring z 1 lutego tego samego roku. Sprzed prawie trzech miesięcy. Zauważa przestępstwo, a właściwie wykroczenie. Pracownica Bożena S. ( rocznik 65) w czasie przewożenia winogron z hali sprzedaży do magazynu spożywała cudze. Zjadła przewożone winogrona będące własnością sklepu. Właściciel dołączył nawet jako dowód zrzut ekranu z kamery przemysłowej. Wartość skradzionych (zjedzonych) winogron oszacowano na około 2 złote.

– Jak przewoziłam ten winogron, to mogłam zjeść ze dwie kulki – zeznaje na komendzie policji kobieta.

Policja, proces, wyrok.
Sąd uznał Bożenę za winną zarzucanego czynu, ale odstąpił od wymierzenia kary. Sam papier zużyty do przeprowadzenia sprawy na policji i w sądzie mógł być bardziej kosztowny, niż wielkość szkody.


Playboy Deo

W nocy z 23 na 24 maja 2012 roku ukradziono dwie puszki tuńczyka ze sklepu EKO przy ulicy Asnyka. Puszki warte w sumie 10 zł i do tego kawę Nescafe 200 gramów za 32, 90 zł.
Monitoring ukazał policjantom doskonale im znanego Mirosława Ł. w stanie wskazującym.

Przyznał się, ale nie chciał składać wyjaśnień. Nie poszło mu pewnie przez tuńczyka, bo w rybach nie robi. Mirek jest jak Rossmann, robi w kosmetykach. W marcu 2011 ukradł z Kauflanda dezodoranty warte niemal 100 zł (wyrok: prace społeczne – 40 godzin), w styczniu 2012 zainteresowała go w markecie Carrefour wódka Krupnik warta 27.89 zł (wyrok: miesiąc aresztu plus prace społeczne). W tym samym miesiącu kolejny raz gości w tym samym markecie i kradnie dezodoranty Playboy New York, Playboy Vegas i Adidas warte w sumie 54,47 zł (areszt). W lutym 2012 r. wolał Tesco, gdzie zdobył cztery dezodoranty Deo Playboy warte 69,96 (areszt).

Tuńczyk kończy się dla Mirosława Ł. 20 dniami aresztu. Oskarżyciel chce 30, ale Mirek mówi w sądzie:

– 30 dni to jest dla mnie kłopot, wnioskuję o 10 dni aresztu – licytuje. – Ja nie jestem do takiej sytuacji przygotowany, to mi wyrywa cały plan.

 

Muszą sądzić

Prezes Sadu Rejonowego w Bolesławcu, sędzia Rafał Gruca, nie ma wyboru. Sąd musi rozstrzygać takie sprawy jak Andrzeja, Mirka czy monitorowanej pożeraczki winogron za 2 złote.

– Oprócz spraw poważnych trafiają do nas i takie, które wywołują uśmiech na twarzy każdego sędziego – mówi prezes Gruca. – Z logicznego punktu widzenia takie wykroczenia nie powinny trafić do sądu, a policja i sąd mają z nimi zawsze kilka dni roboty. Jesteśmy jednak związani wnioskiem policji o ukaranie i musimy postępować zgodnie z procedurą.

Nieoficjalnie z kół zbliżonych do policji można usłyszeć: każde zatrzymanie i schwytanie kogoś poprawia statystyki tak samo jak każde skierowanie wniosku o ukaranie do sądu. Najmniejsze wykroczenie to też punkt na plus.

Bardziej oficjalnie: nie można lekceważyć żadnego doniesienia i żadnej udowodnionej winy, nieuchronność kary to gwarancja skuteczności prawa.

Nieoficjalnie: policję ścigają właściciele sklepów i marketów domagając się kar, wyroków, spraw w sądzie – domagając się głów tych, którzy psują im biznes. Łatwiej skierować duperelę do sądu, niż odpowiadać na kolejne pisma i skargi sklepikarza.

Chodzi o kasę

Producenci lepszych policyjnych statystyk, jak Andrzej czy Mirek, zwykle popełniają wykroczenia. Same wykroczenia. Jeśli nie mają zameldowania, miejsca stałego zamieszkania, trzeba ich potraktować tak zwanym trybem przyspieszonym. Czyli trafiają na policyjny „dołek”, często trzeba im dać czas na wytrzeźwienie i pokazać ich lekarzowi, potem nie tylko przesłuchać, ale i nakarmić. Jeśli jest weekend, trzeba także specjalnie dla nich otworzyć sąd. Sędzia, protokolant, obrońca z urzędu to tylko główne postacie ostatniej części tej farsy.

A wszystko to kosztuje więcej niż orzeszki, winogrona czy nawet ten VIP z Biedronki.

Kategorie:
reportaż
http://bobrzanie.pl/kategoria/blogi/letowski/

Fotograf (fotopestka.pl), bloger, lekko emerytowany dziennikarz.

Komentarze do Proces o orzeszki warte 24 grosze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title