Szykujesz się do rozmnażania. Budujesz dom, miejsce dla dzieci, może nawet ona jest już w ciąży… Nagle wpada Ci na posesję ekipa i robi w domu dziury, rozwala dach, napieprza maszynami nad głową – nie będziesz miał cienia, będziesz miał suszę zamiast przyjemnego lekko wilgotnego powietrza, i tak dalej.
Czy to jest ok? No u nas jest, bo parę dni temu, o czym pisałem w tekście Kolejne drzewa okaleczone – wyborcy umrą szybciej, dokładnie to zrobiono ptakom żyjącym w parku przy Centrum Wiedzy. Pilarze wzięli park we władanie ogławiając drzewa nie patrząc na obecność na gniazd. Dwa dni po tym zobaczyłem tego ptaka ze zdjęcia powyżej, jak ogarnia sobie gniazdo po tej masakrze. Może to jakiś okres lęgowy, który umknął naszym ekspertom od „estetyki miasta”?
Ten ptak skojarzył mi się z Ukraińcem meblującym nieliczne pozostałe ściany w domu bez dachu stojącym w jakiejś w Buczy. W domu, który i tak nie przetrwa.
Jest coś takiego jak Szkoła Ekopoetyki. Współtworzy ją Filip Springer, którego niemal dwa lata temu Centrum Wiedzy gościło na spotkaniu autorskim. W uproszczeniu rzecz ujmując, ludzie uczą się w tej dziwnej szkole tego, jakim językiem mówić o katastrofie klimatycznej, ekologii, antropocentryzmie, itd. Wspominając o niej w Bolesławcu Springer powiedział o tym, co by było gdybyśmy drzewa, ptaki i inne zwierzęta obecne w mieście zaczęli traktować jak jego równorzędnych mieszkańców. Ciekawa koncepcja, prawda?
Jak traktowalibyśmy wówczas drzewa i ptaki z tego parku? Jak czułyby się z nami, Jak czulibyśmy się z nimi?