Sty 27, 2014
1263 Wyświetleń
0 0

Ugasili płonącą kobietę

Napisany przez

Maria i Mieczysław Kilimnik uratowali ofiarę wybuchu w kamienicy przy ulicy Prusa. Prawdopodobnie przeżyła tylko dzięki temu, że sąsiedzie ugasili ją we własnej łazience. Pan Mieczysław (79 lat) poparzył się a pani Maria (70 Lat) następnego dnia po zdarzeniu wskutek zatrucia dymem trafiła do szpitala. – Nie czułem strachu, po prostu zrobiliśmy to, co powinniśmy zrobić – mówi pan Mieczysław.

Nie słyszeli czwartkowego wybuchu, bo akurat położyli się do łózka aby się zdrzemnąć i nieco odpocząć.
– Obudziły nas krzyki na schodach – opowiada pan Mieczysław. – Ta kobieta biegła na górę i krzyczała, że się pali. Wyszedłem na klatkę i zobaczyłem ją. Cała płonęła, paliły jej się nogi, brzuch, plecy. Objąłem ją z tyłu i wepchnąłem do mieszkania prosto do łazienki. Żona wzięła prysznic i oblewała tę kobietę wodą, aby ugasić ogień.

Państwo Kilimnik uważają, że każdy postąpiłby tak jak oni, nie uważają się za bohaterów.

– Ratowaliśmy ją, bo każdy by coś takiego zrobił na naszym miejscu. Nie bałem się że coś mi się stanie, nawet mi strach przez myśl nie przeszedł – mówi pan Mieczysław, który ma poparzone przedramiona i prawą dłoń. – Poparzyłem się jak wprowadzałem ją do domu, piekło paskudnie – dodaje.

Małżonkowie nie znają czterdziestoletniej ofiary wybuchu, która obecnie przebywa z bardzo poważnymi obrażeniami w szpitalu w Nowej Soli i czeka na przeszczep skóry. Niedawno wynajęła pomieszczenie na parterze i zamierzała otworzyć tam zakład krawiecki.

– Dobrze, że byliśmy w domu – mówi pan Mieczysław. – Kiedy żona już ją trochę ugasiła pobiegłem na dół po schodach i zobaczyłem pełno dymu i ogień na klatce, potem wpadli strażacy, kazali nam wychodzić no i sprowadzili tę kobietę na dół. To strażacy zajęli się mną, opatrzyli rękę, położyli mnie na noszach i otulili folią, dzięki czemu nie zmarzłem. Dali mi też tlen. Pogotowie zabrało tę kobietę do szpitala, a mnie podwiezienie do szpitala zaproponował kilka razy wiceprezydent Kornel Filipowicz. W końcu na pogotowie zawieźli mnie strażacy swoim wozem. Miałem taką dużą karetkę – uśmiecha się pan Mieczysław.

– Strażacy byli wspaniali – opowiada pani Maria. – Błyskawicznie działali, robili co trzeba. Dziękujemy strażakom za to, jak się zachowali. Ale nie tylko oni. Przyszli też tutaj urzędnicy, pan prezydent, wiceprezydent, sekretarz miasta i pani Krystyna Hodowany. Pani Hodowany zaproponowała nam hotel, bo tu był gaz powyłączany i bała się, że zmarzniemy. Kiedy odmówiliśmy, dała nam swój numer telefonu i powiedziała nam, że możemy dzwonić nawet w nocy gdyby coś się działo i gdybyśmy potrzebowali pomocy.

– Wszyscy zachowali się znakomicie – mówi pan Mieczysław. – Następnego dnia był u nas jeszcze pan wiceprezydent spytać jak się czujemy i przyszły też panie z opieki społecznej spytać, czy potrzebujemy jakieś pomocy. Dziękujemy za troskę.

Kategorie:
news
https://www.bobrzanie.pl

Masz temat? Masz problem? Coś Cię wkurza albo cieszy? Napisz do nas maila lub zadzwoń na numer 696 373 113.

Komentarze do Ugasili płonącą kobietę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
Walentynkowe Mistrzostwa Polski w pocałunku podwodnym – Bolesławiec 2014

Wygra ten, kto w namiętnym pocałunku wytrwa najdłużej. Niby nic trudnego. Tyle, że całować się trzeba pod wodą! Bolesławiecki Park...

Zamknij