Gru 19, 2013
1610 Wyświetleń
0 0

Ile jest warty honor radnego?

Napisany przez

W sejmie mamy takich posłów wielu, w radzie miasta  radnych (w tej kadencji) tylko dwóch. Można nazwać ich skoczkami, obrotowcami albo po prostu ludźmi o ciekawym poczuciu lojalności. Mowa o Wojciechu Kasprzyku, który właśnie pożegnał się z Platformą Obywatelską i Bolesławie Nowaku, który jakiś czas temu przeszedł z klubu radnych Ziemi Bolesławieckiej do klubu Forum Piotra Romana. W mojej ocenie postawa obu tych panów to zupełny brak lojalności. Nie tylko wobec partii czy stowarzyszenia – czyli tych, którzy dali im miejsca na listach wyborczych i umożliwili zdobycie mandatu radnego. To brak lojalności wobec wyborców.

O ile w najbliższych wyborach to, z jakiej listy wystartuje kandydat na radnego będzie miało mniejsze znaczenie (choć dla wyborców może być istotne to, czy kandydata popiera PO, ZB czy Piotr Roman), w poprzednich wyborach radnym niekoniecznie zostawało się dlatego, że najwięcej głosów padło na określonego człowieka. Liczyły się głosy na całą listę pozwalające zostać radnym nawet komuś, kto miał niej głosów niż inny kandydat z mniej popularnej listy, partii czy komitetu.

Kasprzyka i Nowaka wybrali ludzie głosujący na Platformę Obywatelską i na Ziemię Bolesławiecką.

Przykłady: Na Bolesława Nowaka z Ziemi Bolesławieckiej zagłosowało 160 osób. Na Piotra Klasę, kandydata komitetu Bogdana Nowaka z tego samego okręgu zagłosowało 9 osób więcej. Ale radnym został Bolesław Nowak bo lista ZB zebrała prawie dwa razy więcej głosów w okręgu, niż lista komitetu Bogdana Nowaka (ZB miała jednak w tym okręgu dwa razy więcej kandydatów). Czyli na sukces wyborczy Bolesława Nowaka pracowało, oprócz niego, 9 innych kandydatów z jego kręgu (o pracy całej Ziemi Bolesławieckiej jako rozpoznawalnego i raczej pozytywnie kojarzonego stowarzyszenia nie wspominając). Ba, w radzie miasta zasiada też Adam Biesiadecki z Komitetu Wyborczego Piotra Romana. Biesiadecki zebrał mniej głosów poparcia niż Bolesław Nowak, bo miał ich zaledwie 120.  A radnym został dzięki temu, że lista Piotra Romana w jego okręgu zebrała w sumie ponad dwa razy więcej głosów niż lista Ziemi Bolesławieckiej.

Wojciech Kasprzyk zebrał 191 głosów poparcia, ale na 10 kandydatów z listy PO w jego okręgu zagłosowało 661 osób, na co zapracowali także jego koledzy z listy. I dzięki temu Kasprzyk zasiada w radzie. Radnym z tego samego okręgu nie został Bogdan Nowak, choć na niego zagłosowało więcej, bo 243 wyborców. Ale jego lista w okręgu zebrała tylko 343 głosy (startowało z niej 5 osób a nie 10, jak z listy PO).
Radnym z tego okręgu został za to zdobywając zaledwie 157 głosów Dariusz Filistyński z komitetu Piotra Romana, bo na niego i 9 pozostałych osób z listy Forum zagłosowało 879 osób.

Wydaje mi się, że powyższe pokazuje nie tylko głupotę historycznej już ordynacji, która pozwalała ludziom z niższym poparciem pokonywać ludzi, którzy mieli poparcie większe. Pokazuje też, że Kasprzyk czy Nowak (Bolesław) są radnymi w dużej mierze dlatego, że Platforma i Ziemia Bolesławiecka chciały, żeby panowie radnymi zostali. Dziś panom tym znudziło się towarzystwo kolegów i postanowili wypiąć się na wyborców i swoje zaplecze polityczne. Dlaczego?

Odpowiedzi możemy sobie wyobrazić: nie podoba mi się działanie komitetu, klubu, partii, nie zgadzam się z nimi, bliżej mi do Forum Piotra Romana. Wyborcom pozostaje mieć nadzieję, że te polityczne transfery (Kasprzyk na razie deklaruje się jako radny niezależny), nie mają nic wspólnego z tym, że radni są związani z samorządem miejskim portfelem swoim lub rodziny. Wojciech Kasprzyk w trakcie tej kadencji samorządu dostał pracę w Miejskim Zakładzie Gospodarki Komunalnej. Radny Bolesław Nowak zaś ma córkę, która pracuje w Urzędzie Miasta. Obaj panowie jako radni współdecydują o sytuacji MZGK czy Urzędu Miasta, więc również o sprawach dotyczących siebie i rodziny.

Wydaje mi się, że człowiek z własnej woli odchodzący z klubu radnych i wypinający się tym samym na swoje zaplecze i wyborców swojego komitetu powinien po prostu zrezygnować z pełnienia funkcji radnego. Wydaje mi się, że byłoby to rozwiązanie honorowe.

Pozostaje nadzieja, że wyborcy pamiętają wolty takich radnych. No bo jaką gwarancję ma ktoś, kto wspierał listę PO czy ZB, że panowie po następnych wyborach startując na przykład z listy Forum Piotra Romana nie przeskoczą potem do SLD, PSL czy innej Platformy? Jaką gwarancję lojalności mają komitety, które wystawią ich na listach? Żadnej. Czy komitet, który zaproponuje im miejsca na listach nie zasłuży, jak ZB i PO na miano frajera kadencji?

Szanowni wyborcy, pozwoliliście panom przez cztery lata zasiadać w radzie miasta zwiększając przez ten czas ich dochody o około 50 000 złotych. Oni są Wam coś winni, przynajmniej lojalność.

Jeśli założymy, że wyborcy rozliczają radnych z obietnic wyborczych, to pamiętajmy, że Wojciech Kasprzyk deklarował budowę mostu i obwodnicy (dowód TUTAJ). Został mu rok, czas brać się do roboty.

Puenta nr 2 (screen z Facebooka radnego):
kasprzyk fb

Kategorie:
dymki · Łętowski
https://bobrzanie.pl/kategoria/blogi/letowski/

Fotograf (bernardletowski.pl), bloger, lekko emerytowany dziennikarz.

Komentarze do Ile jest warty honor radnego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
“enVogue” – komedia w gwiazdorskiej obsadzie w Teatrze Starym

Elżbieta Zającówna, Beata Kawka, Daria Widawska, Kamil Pruban zapraszają na spektakl "enVogue" na podstawie sztuki Katarzyny Ostrowskiej. Spektakl Piotra Grabowskiego...

Zamknij