Lut 2, 2011
461 Wyświetleń
0 0

Smutna historia jednego drzewa

Napisany przez

Tak się zastanawiam po cichu,gdy przypatruję się żywym gwałtom na przyrodzie z delikatna mówiąc dewastacji urokliwych krajobrazów dokonanych ciężką ręką (Mózg nie pozostaje w tyle) i zadaję sobie prozaiczne pytanie, jak jutro ta ziemia będzie się miała.
Wypalona, wykarczowana, odarta i zalana błotem naniesionym kołami wielkich ciężarówek.

I trudno odczytać, dokąd te głębokie koleiny prowadzą. Ano właśnie do jakiej Sodomy, skoro łobuzerstwo kokietuje anarchię, a ty nie jesteś tak do końca pewny, czy aby święty Mikołaj czy inny fikcyjny filantrop z dziecięcego świata nie nosi w swoim łatanym worku siekiery albo maczety. Lecz to już inna egzotyczna bajka wobec tego co ma miejsce na spokojnym kawałku ziemi.

Otóż, no właśnie otóż nie tylko mi jednemu przyszedł ten zaszczyt przyglądania się, jak kilku rosłych drwali z rozpędzoną piłą spalinową, powalało na ziemię potężną wierzbę, z setką dziupli, które co roku brały w najem całe wielobarwne towarzystwo ptasiąt, przyznam że ja sam siadywałem pod tą wierzbą i pisywałem bajki.
Ta wierzba rosła nad stawem, jak zresztą inne mniejsze wierzby, zostały po nich jedynie wykarczowane pniaki i potężne połacie piaszczystej ziemi po której bezkarnie hula wiatr. Nie ma wierzby, jak też nie będzie wysepki pośrodku stawu, zarośniętej krzakami i sędziwymi brzozami. Zapewne kaczki, które dotąd miały swoją bazę wylęgową na tej wysepce polecą dalej, skoro za sprawą człowieka i jego maszyn, zrobił się raptem ogólny bajzel, czyli smród, brud i wielkie zwały skotłowanej ziemi jak to bywa po wielkiej bitwie z naturą.
Mam obawy co do zdrowego funkcjonowania w swoim kraju, chociaż zrobiłem sobie prześwietlenie klatki piersiowej, to za sprawą lekarki z Kaukazu z moim obywatelstwem, bo ponoć jestem chudy jak chiński zbieracz herbaty, gdyż ziemia na moim podwórku zaczyna dygotać gdy trwa wydobywanie żwiru, rzekomo najnowszą metodą.

O metodach wiem co nieco, gdy swoje prawa udowadniali chłopaki z emblematami ZOMO, lecz kogóż to może interesować że sąsiedni staw również zaczyna ginąć, o czym świadczą potężne łachy żółtego piachu, gruntownie zasypującego resztki żywej wody.

Dlatego piszę bajki, by ten zaczarowany świat marzeń nie był czymś przejściowym, choćby na spotkaniu z gimnazjalistami,
chociaż gdzieś na uboczu czai się żuk gnojakiem zwany, natomiast w szkatułce trzymam jajo zbuk, tak na wszelki wypadek, gdyby
jakiś minister odważył się przyznać że kocha przyrodę, szczególnie w okolicach Borów Dolnośląskich.

Resztę prawdy o motylkach i bączkach dopowiedzcie sobie sami, niczego nikomu nie będę sugerował, bo łabędzie tego roku ominą te okolice.

Kategorie:
Gruchawka

Ryszard Gruchawka (rocznik 1950) należy do Związku Literatów Polskich. Poeta, prozaik, bajkopisarz, drwal. Urodził się w Bolesławcu. Już w młodości współpracował z kilkoma czasopismami. Pisywał do nich felietony i reportaże o różnej tematyce. Obecnie tworzy również opowiadania, fraszki i bajki. Oprócz tego pan Ryszard pisze także satyry. Pierwszym sukcesem w jego karierze była nagroda "O laur miedzianego Amora" za opowiadanie "Kamienny pocałunek", którą otrzymał w konkursie literackim w Lubinie. Najbardziej wartościowym wyróżnieniem dla pisarza jest statuetka "Artura", który otrzymał w 1994 r. we Wrocławiu za całokształt twórczości.

Komentarze do Smutna historia jednego drzewa

  • Niech się Pan nie martwi, błoto na pewno wykorzystają glinoludy, to ich specjalność ;)

    Lolka 02/02/2011 18:39 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish
Bobrzanie.pl
Przeczytaj poprzedni wpis:
Glinoludy w Trewirze

W Trewirze otwarto wystawę zdjęć. Fotografie dokumentują udział Glinoludów w obchodach 25 - lecia podpisania układu z Shengen, które odbyły...

Zamknij