<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>bobrzanie.pl - internetowy nietabloid &#187; recenzje</title>
	<atom:link href="http://bobrzanie.pl/blog/category/recenzje/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://bobrzanie.pl/blog</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 31 Jul 2010 09:23:36 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Wielka Czwórka czyli 3 + 1 albo metalowy maraton w atmosferze pikniku</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/20/joandark/wielka-czworka-czyli-3-1-albo-metalowy-maraton-w-atmosferze-pikniku</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/20/joandark/wielka-czworka-czyli-3-1-albo-metalowy-maraton-w-atmosferze-pikniku#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jun 2010 09:30:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>JoanDark</dc:creator>
				<category><![CDATA[JoanDark]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=4759</guid>
		<description><![CDATA[“Warsaw do you know what’s happening? You’re a part of history. This is a dream for every metal fan and you’re part of it.” James Hetfield podczas pierwszego w historii koncertu Wielkiej Czwórki Thrash Metalu 16 czerwca 2010 roku w Warszawie. Wyjechaliśmy z Bolesławca około 5:20. Mc Donald’s w Długołęce czynny od 7 rano, byliśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/bilet57.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-4776" title="bilet57" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2010/06/bilet57.jpg" alt="" width="570" height="183" /></a></p>
<p>“<em>Warsaw do you know what’s happening? You’re a part of history. This is a dream for every metal fan and you’re part of it</em>.”</p>
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/James_Hetfield" target="_blank">James Hetfield</a> podczas pierwszego w historii koncertu Wielkiej Czwórki Thrash Metalu 16 czerwca 2010 roku w Warszawie.</p>
<p><span id="more-4759"></span><strong></strong></p>
<p>Wyjechaliśmy z Bolesławca około 5:20. Mc Donald’s w Długołęce czynny od 7 rano, byliśmy jakieś 3 minuty przed otwarciem, czyli całkiem niezły czas – w nieco ponad półtorej godziny byliśmy już za Wrocławiem. Po drodze mijaliśmy „naszych” w osobówkach, busach, autokarach. Potem też szło nam nieźle – aż do Janek. Ostatnie kilkanaście kilometrów do celu jechaliśmy … nawet nie chcę wiedzieć, ile godzin. Masakra. A właściwie dopiero początek masakry.</p>
<p>Szukamy miejsca na parkingu. Jak widać, nie tylko my. Nie jest łatwo, ale po jakimś czasie się udaje. Ciekawe, ile jeszcze od celu ?</p>
<p>Idziemy tam, dokąd idą „nasi”. Wyszło na to, że wcale nie parkujemy tak daleko. Bramy otwarli o czternastej, pierwszy ma grać Behemoth, więc nikomu z nas się nie spieszy, zostało jeszcze trochę czasu. Ostatnie zakupy w pobliskim Carrefourze, jeszcze siusiu w cywilizowanych warunkach (kolejka do wucetu jak po mięso za starych dobrych czasów).</p>
<p>No to co, szturmujemy ?</p>
<p>Karimata jest materiałem niebezpiecznym w rozumieniu organizatora. „W jaki sposób mogę nią zrobić komuś krzywdę?” – pytam naiwnie. Jest traktowana jako materiał niebezpieczny, bo łatwopalny, więc karimaty won. Podobnie jak cała masa innych przedmiotów uznanych przez organizatora za niebezpieczne lub niemile widziane.</p>
<p>Wyciąg z regulaminu:</p>
<p><strong><em>3. Bezpieczeństwo imprezy</em></strong><em></em></p>
<p>3.1         Organizator zastrzega sobie prawo do tego, co następuje:</p>
<p>c) Odmówić wstępu na teren imprezy posiadaczom biletów, u których stwierdzono posiadanie broni, noszących buty o metalowych zakończeniach oraz jakiekolwiek inne przedmioty mogące stanowić zagrożenie.</p>
<p>Niestety regulamin posługuje się bardzo ogólnym pojęciem „jakiekolwiek inne przedmioty mogące stanowić zagrożenie.”, więc wiele osób może się zdziwić już na miejscu.</p>
<p>Ponadto z działu ”Na koncercie” oficjalnej strony festiwalu <a href="http://pl.sonispherefestivals.com">http://pl.sonispherefestivals.com</a></p>
<p>„Z uwagi na bezpieczeństwo uczestników obowiązuje całkowity zakaz wnoszenia napojów (w tym alkoholu) na teren imprezy. Na terenie koncertu znajdują się stoiska gastronomiczne z szerokim wyborem napojów i jedzenia, na których będzie można dokonać zakupu.”</p>
<p>Co to ma wspólnego z bezpieczeństwem uczestników, skoro alkoholu nie można wnieść, ale można go kupić na terenie festiwalu ? Zagadka numer jeden.</p>
<p>Pierwsza bramka, druga bramka, trzecia bramka … Ile tych bramek, bo straciłam rachubę ?</p>
<p>Jesteśmy pod sceną w Golden Circle. Zaobrączkowani na okoliczność, gdyby zachciało nam się opuścić „gorący sektor”. Trochę spóźnieni, bo Behemoth już się produkuje, ale nie rozpaczamy z tego powodu. Czekamy na Big Four… Próbujemy ogarnąć wzrokiem płytę lotniska, patrzymy na morze głów rozlewające się poza Golden Circle. „Dzisiaj to my jesteśmy Sprite, a oni są pragnienie” – kwituje ten widok Piotrek. Tak, dwa lata temu w Chorzowie było odwrotnie… Od reszty publiczności oddziela nas jeszcze ogromna buda, skutecznie przesłaniająca widok tym, którzy stoją za nią. Po cholerę to tu postawili ? Zagadka numer dwa.</p>
<p>15:50 – 16:35</p>
<p>Behemoth</p>
<p>(…)</p>
<p>16: 55 – 17:40</p>
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Anthrax_(ameryka%C5%84ska_grupa_muzyczna)" target="_blank">Anthrax</a></p>
<p>Nowojorska kapela ze starym znajomym <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Joey_Belladonna" target="_blank">Joey’em Belladonną </a>ponownie na etacie wokalisty rozpoczęła naszą podróż w czasie. Zadanie niewdzięczne, bo publika ciągle nie w komplecie, dopiero się rozgrzewa i nastrój jeszcze nie ten. Ale widok poczciwego wesołka <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Scott_Ian" target="_blank">Scotta Iana </a>nastraja pozytywnie, w stronę audytorium sypią się komplementy, jest miło, chociaż trochę jak na festynie. Kawałki też w większości znajome, wracają miłe wspomnienia.</p>
<p>18:00 – 19:00</p>
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Megadeth" target="_blank">Megadeth</a></p>
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dave_Mustaine" target="_blank">Dave Mustaine</a>, ten to ma pióra&#8230; W przeciwieństwie do Belladonny nie jest zbyt rozmowny, ale co wyprawia z gitarą … Miło znowu widzieć <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/David_Ellefson" target="_blank">Davida Ellefsona </a>pomykającego na basie. Kurde, grają stare, dobre kawałki, mamy rok 1990. Niech zagrają <em>Symphony of destruction</em>… Grają. Potem jeszcze skok do 1986 roku i mamy <em>Peace sells</em>.</p>
<p>19:30 – 20:30</p>
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Slayer" target="_blank">Slayer</a></p>
<p>Masakry ciąg dalszy. <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tom_Araya" target="_blank">Tomek Araya </a>w czerwonej koszulce reprezentacji Chile. To był dla niego z pewnością udany dzień, nie tylko dlatego, że Chilijczycy wygrali z Hondurasem 1:0.</p>
<p>Slayera byłam najbardziej ciekawa i tak jak oczekiwałam, zaserwowali bezkompromisową, nieskażoną młócę. Spodziewałam się tylko, że zgniotą mnie na miazgę, ale chyba nie dane im było osiągnąć pełnej mocy, bo jeszcze mam się całkiem dobrze.</p>
<p>„Mamo, Slejer mógłby zagrać <em>Rejnin Blut*</em>, byłoby fajnie”. Mówisz i masz, Szymonie.</p>
<p>21:00 – 23:00</p>
<p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Metallica" target="_blank">Metallica</a></p>
<p>Oczekiwanie na dźwięki „<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Ecstasy_of_Gold" target="_blank">Ecstasy of Gold</a>” Ennio Morricone, otwierające każdy koncert Metalliki i przyprawiające mnie o dreszcze, ciągnie się w nieskończoność. Koledzy zaliczają dwudziestominutowe spóźnienie. Czyżby czekali, aż zrobi się całkiem ciemno ? Zagadka numer trzy. Nie podoba mi się to, bo do tej pory wszystko szło zgodnie z planem.</p>
<p>Nareszcie!</p>
<p><em>Gorączka złota </em>wybrzmiewa i rozlega się huk <em>Creeping death, </em>potem mamy <em>For whom the bell tolls</em>. Czyżby taka sama set lista, jak w 2008 roku ? Jednak nie, bo jako trzeci grają Fuel, którego w 2008 roku w Chorzowie w ogóle nie było.</p>
<p>Olbrzymi telebim z tyłu sceny zaczyna mnie wkurzać, bo przyciąga mój wzrok, a ja wolałabym patrzeć na żywych chłopaków, a nie w telewizor. I te przerwy między kawałkami, chowanie się za kulisami &#8211; trochę to teatralne i … pretensjonalne ? Hetfield zamiast się schładzać, zaczyna się ubierać coraz grubiej. Może zrobiło mu się zimno ? Niech bierze przykład z basisty, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Trujillo" target="_blank">Roberta</a>. I ta dedykacja dla pozostałych zespołów zaliczanych do Wielkiej Czwórki – <em>Sad but true</em>. Dlaczego akurat to ?</p>
<p>Ciągle nasuwają mi się porównania z koncertem sprzed dwóch lat w Chorzowie. Wtedy miałam za plecami kilkudziesięciotysięczny tłum, który wgniatał mnie w bramkę tak, jakby chciał mnie przez nią przecisnąć niczym przez maszynkę do mielenia mięsa. Ale tamten koncert robił na mnie większe wrażenie. Jednak tak jak wtedy, tak i teraz Hetfield nie wymienił nazwiska Roberta Trujillo, wspominając o swoich kolegach z zespołu. Chyba, że ja nie dosłyszałam. Jeśli ktoś był i usłyszał, niech mnie sprostuje.</p>
<p>Niby wszystko pięknie – ślicznie, jest czad, są wybuchy, z wejściem Metalliki na scenę głośniki w cudowny sposób osiągnęły pełną moc, set lista też niczego sobie… Czego mi do cholery brakuje ? Coś tu jest jakby nie fair.</p>
<p>Pierwszy w historii koncert Wielkiej Czwórki Thrash Metalu od początku był zaplanowany tak, aby było pewne, kto z tej Wielkiej Czwórki jest największy.</p>
<p>A mnie właśnie zaczęły nachodzić wątpliwości …</p>
<p><strong>Set listy:</strong></p>
<p><strong><a href="http://uk.sonispherefestivals.com/wp-content/uploads/2010/06/rsz_anthrax_set_list.jpg"></a>Anthrax</strong></p>
<p>Caught in a Mosh</p>
<p>Got the Time (Joe Jackson cover)</p>
<p>Indians</p>
<p>Antisocial (Trust cover)</p>
<p>Madhouse</p>
<p>Only</p>
<p>Efilnikufesin (N.F.L.)</p>
<p>I Am The Law</p>
<p><strong>Megadeth</strong></p>
<p>Holy Wars… The Punishment Due</p>
<p>Hangar 18</p>
<p>Take No Prisoners</p>
<p>Five Magics</p>
<p>Poison Was the Cure</p>
<p>Lucretia</p>
<p>Tornado of Souls</p>
<p>Rust in Peace… Polaris</p>
<p>Headcrusher</p>
<p>Sweating Bullets</p>
<p>Symphony Of Destruction</p>
<p>Peace Sells</p>
<p><strong>Slayer</strong></p>
<p>World Painted Blood</p>
<p>Jihad</p>
<p>War Ensemble</p>
<p>Hate Worldwide</p>
<p>Angel of Death</p>
<p>Dead Skin Mask</p>
<p>Disciple</p>
<p>South of Heaven</p>
<p>* Raining Blood</p>
<p><strong>Metallica</strong></p>
<p>Creeping Death</p>
<p>For Whom The Bell Tolls</p>
<p>Fuel</p>
<p>The Four Horsemen</p>
<p>Fade To Black</p>
<p>That Was Just Your Life</p>
<p>Cyanide</p>
<p>Sad But True</p>
<p>Welcome Home (Sanitarium)</p>
<p>All Nightmare Long</p>
<p>One</p>
<p>Master Of Puppets</p>
<p>Blackened</p>
<p>Nothing Else Matters</p>
<p>Enter Sandman</p>
<p>Stone Cold Crazy (Queen cover)</p>
<p>Hit The Lights</p>
<p>Seek &amp; Destroy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/20/joandark/wielka-czworka-czyli-3-1-albo-metalowy-maraton-w-atmosferze-pikniku/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karuzela z komputerowymi dziwami</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/10/przemysaw-filipowicz/karuzela-z-komputerowymi-dziwami</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/10/przemysaw-filipowicz/karuzela-z-komputerowymi-dziwami#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Jun 2010 10:45:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemysław Filipowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filipowicz]]></category>
		<category><![CDATA[recenzje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=4659</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszamy do czytania nowego na bobrzanach autora. Przemysław Filipowicz to bolesławianin, autor wielu filmów i laureat licznych nagród na przeglądach kina offowego. Na naszej stronie od czasu do czasu opublikuje recenzje filmów, które obejrzy. Na pierwszy ogień idzie ukazująca się właśnie na DVD Alicja w Krainie Czarów Tima Burtona. Od lat mawiano, że Tim Burton [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zapraszamy do czytania nowego na bobrzanach autora. <strong><a href="http://www.bf.art.pl/index.php?pid=grupa&amp;id=20" target="_blank">Przemysław Filipowicz</a> </strong>to bolesławianin, autor wielu filmów i laureat licznych nagród na przeglądach kina offowego. Na naszej stronie od czasu do czasu opublikuje recenzje filmów, które obejrzy. Na pierwszy ogień idzie ukazująca się właśnie na DVD <em>Alicja w Krainie Czarów</em> <strong>Tima Burtona</strong>.</p>
<p><span id="more-4659"></span>Od lat mawiano, że Tim Burton jest wymarzonym kandydatem do nakręcenia adaptacji arcydzieła Lewisa Carrolla. Ale zrealizowany pod banderą wytwórni Disneya film rozczarowuje. Przez cały seans ma się nieodparte wrażenie, że obarczony dwustumilionowym budżetem reżyser pokornie zaakceptował żądania swoich pracodawców. I zamiast mrocznej, groteskowej, ironicznej wizji – dostajemy jej polukrowaną, zachowawczą i politycznie poprawną – disnejowską właśnie – wersję.</p>
<p>Burtonowska Alicja (<strong>Mia Wasikowska</strong>) ma 19 lat: lada moment zmuszona będzie przyjąć oświadczyny odpychającego i pozbawionego wyobraźni hrabiego. Przed nieodwracalnym „Tak” uchroni ją Biały Królik, za którym pobiegnie Alicja, wprawiając swoją ucieczką w osłupienie paruset świadków zaręczyn (ujęcie bezosobowego, agresywnego w swej ciekawskości tłumu przywodzi na myśl wcześniejsze filmy Burtona: Edwarda Nożycorękiego, Jeźdźca bez głowy; jest ono zarazem jednym z niewielu momentów tego filmu, w którym wyczuwa się Burton’s touch). Gdy Alicja wpada do króliczej nory, zaczyna się filmowy rollercoaster – Burton, wyraźnie niepanujący nad dramaturgią swojego dzieła, w ekspresowym tempie przedstawia nam kalejdoskop postaci zamieszkujących – przemianowany z Krainy Czarów – Underland. Podróż, w którą udajemy się wraz z Alicją, przypomina wycieczkę po Disneylandzie: po lewej stronie karuzela z Myszką Miki, po prawej przejażdżka kolejką Kaczora Donalda, dalej stateczek Goofy’ego itd. Burton mnoży atrakcje, po drodze gubiąc sens historii i zapominając o celu wędrówki bohaterki.</p>
<p>Strona wizualna Alicji… również pęka w szwach od nadmiaru i niekonsekwencji. Tim Burton zbytnio zawierzył komputerowej animacji. Zamiast w pełni autonomicznego w swej plastyce świata, oglądamy coś na kształt „intra” do gry komputerowej. Co więcej, świat Alicji sprawia wrażenie, jakby jego twórcy nie mogli się zdecydować, w którą stronę ma pójść proces jego animowania – w stronę avatarowego realizmu czy w kierunku umowności filmów poklatkowych (jak Miasteczko Halloween Burtona i Selicka). Wypada żałować, że Burton nie nakręcił Alicji… tą samą metodą co Gnijącą pannę młodą i Miasteczko Halloween właśnie.</p>
<p>W finale filmu Alicja ucieka z krainy wyobraźni i wkracza w świat racjonalnego biznesu. Podobnie zachowuje się Tim Burton, który magię i styl swoich poprzednich dzieł zamienia w Alicji w krainie czarów na disnejowski marketing.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/10/przemysaw-filipowicz/karuzela-z-komputerowymi-dziwami/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Osiem procent Filipowicza</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/03/29/letowski/osiem-procent-filipowicza</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/03/29/letowski/osiem-procent-filipowicza#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Mar 2010 00:00:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=3827</guid>
		<description><![CDATA[Człowiek wynajmuje mieszkanie u Andrzeja, pośrednika nieruchomości. Ogląda lokal wraz z młodą brunetką. Ona ma przyjść następnego dnia do Andrzeja po klucze, spóźnia się. Pośrednik odnajduje żonę najemcy i dzwoni do niej. W trakcie rozmowy orientuje się, że to nie ona oglądała mieszkanie. Orientuje się, że dzwoniąc do żony klienta powiedział jej o podwójnym życiu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-3828" style="margin: 10px;" title="59" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/59-210x300.jpg" alt="59" width="210" height="300" />Człowiek wynajmuje mieszkanie u Andrzeja, pośrednika nieruchomości. Ogląda lokal wraz z młodą brunetką. Ona ma przyjść następnego dnia do Andrzeja po klucze, spóźnia się. Pośrednik odnajduje żonę najemcy i dzwoni do niej. W trakcie rozmowy orientuje się, że to nie ona oglądała mieszkanie. Orientuje się, że dzwoniąc do żony klienta powiedział jej o podwójnym życiu i innej kobiecie męża.</p>
<p> </p>
<p>Tak zaczyna się film <strong>Przemysława Filipowicza</strong> <em>8 % z niczego</em>, który właśnie obejrzałem. Na raty. Ściągnąłem sobie ten film jakoś tak nie w całości i odpaliłem w autobusie pokonującym długie nocne kilometry z pracy do mieszkania. Film się urwał i mimo godziny czwartej w nocy ściągnąłem go ponownie i dooglądałem. Jakie to ma znacznie? Niby żadnego, ale świadczy o tym, że musiałem poznać koniec tej historii. Chciałem się dowiedzieć co dalej, a to znaczy bardzo dużo.</p>
<p><span id="more-3827"></span></p>
<p>Moja prywatna teoria do dziś głosiła, że Przemysław Filipowicz filmowcem jest, ale bardziej jest specem od dokumentu niż od fabuły. Kiedy oglądałem jego <em>Pana Chlebka</em> i <em>Pięknie jest żyć</em> nabrałem szacunku dla wielkiej pracy włożonej w powstanie tych filmów. Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, zapału i pasji, żeby tak opowiedzieć czyjeś losy. Trzeba być faktycznie ciekawym świata i pokazywania go w jego rzeczywistej postaci, żeby takie filmy powstały.<br />
Kiedy oglądałem fabularne produkcje bolesławianina, nie czułem nic. Patrzyłem na siermiężne zdjęcia, słuchałem kiepskiego dźwięku, oglądałem niedoróbki narracyjne. Oczywiście w kinie offowym to wszystko jest wybaczalne. Wybaczalne pod warunkiem, że jest w filmie historia opowiedziana tak, że technologia opowiadania schodzi na plan drugi.</p>
<p><em>8% z niczego</em> od początku odstaje od wcześniejszych filmów Filipowicza. Jakością wykonania, zdjęciami, dźwiękiem, montażem. Przede wszystkim jednak ma zahaczkę, historię, punkt wyjścia, który każe zastanawiać się nad tym, co będzie dalej. Ma kredyt nieprzewidywalności. Od momentu kiedy wiem, że bohater wsypał swojego klienta, a właściwie ujawnił fakt posiadania kochanki, zastanawiam się, co ten człowiek z tym fantem zrobi. Czy będzie uczciwy, lojalny wobec interesu, czy lojalny wobec kobiety, której nieopatrznie pokazał jej własne życie w nieznany jej sposób.</p>
<p>To jest pomysł na film, to jest historia pozwalająca coś wysnuć i poruszyć sprawy ważne i &#8211; jakkolwiek banalnie to zabrzmi &#8211; uniwersalne.</p>
<p>Niestety film się gubi. Ewentualny dylemat bohatera nie zostaje pokazany. Nie potrafię zrozumieć sensu rozmycia tego jedynego interesującego wątku tej historii.  Nie potrafię zrozumieć sensu wstawienia do tej historii zmarłego w samochodzie człowieka, który wnosi do filmu dokładnie nic. Nie widzę puenty. Irytują mnie też drobne niekonsekwencje &#8211; klienci wynajmują mieszkanie, a potem bohater twierdzi, że je kupili.</p>
<p>Irytuje mnie grający główną rolę <strong>Adam Uryniak</strong>, który gra świetnie nie tylko w tym filmie grupy<em> Butchers Films</em>, o ile się nie uśmiecha i nie rusza. Jego służbowe grymasy do żony klienta i jego chód do tyłu mający być reakcją na zobaczenie zwłok są dla mnie po prostu sztuczne.</p>
<p>Podobają mi się zdjęcia, podoba mi się montaż, nie przeszkadza mi muzyka. Blaskiem filmu są aktorzy &#8222;dorośli&#8221; czyli grająca żonę najemcy <strong>Barbara Szałapak</strong> i sam najemca, <strong>Tadeusz Łomnicki</strong>. Przy nich młodzi aktorzy rażą swoją nieporadnością. Pani Szałapak broni tego filmu swoją grą.</p>
<p>Mimo wszystko warto obejrzeć zeszłoroczną premierę, bo to dla mnie pierwsza fabuła Przemysława Filipowicza, która jest prawie dobrym filmem. Prawie, bo nie wiem niestety, czy brak zakończenia to wina <strong>Etgara Kereta</strong>, autora opowiadania, na którym oparto scenariusz, czy też autorów filmu. Film spełnia swoją rolę popularyzatora twórczości izraelskiego pisarza. Czuję się trochę jak po wyjściu z kina po premierze Wiedźmina. Zobaczyłem wtedy nieudany film, ale wiedziałem, że muszę zacząć czytać Sapkowskiego, bo takie historie wymyślają dobrzy pisarze, a jeśli nie dobrzy, to przynajmniej inteligentni.</p>
<p>Czekam na kolejny film Przemysława Filipowicza. Na film dokumentalny.</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><em>Opisywany film, nie pierwszy zresztą w dorobku bolesławianina, spodobał się na niejednym przeglądzie. Jego sukcesy to:</em></p>
<p><em> </em><em>- Nominacja do nagrody &#8222;Offowe Odkrycie Roku&#8221; Internetowych Nagród Filmowych 2009.</em><em><br />
</em><em><br />
</em><em>- III Nagroda na 7. Europejskim Festiwalu Młodego Kina EFeMKa 2009 w Warszawie.</em><em><br />
</em><em><br />
</em><em>- Nominacja do Nagrody Polskiego Kina Niezależnego im. Jana Machulskiego 2010 (dawniej Offskar) w kategorii Najlepszy Aktor dla Adama Uryniaka.</em><em><br />
</em><em><br />
</em><em>- Grand Prix dla najlepszego filmu fabularnego na III Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Amatorskich i Niezależnych &#8222;OFFELIADA 2009&#8243; w Gnieźnie.</em><em><br />
</em><em><br />
</em><em>- Wyróżnienie na 55. Ogólnopolskim Konkursie Filmów Amatorskich OKFA 2009 w Koninie.</em><em><br />
</em><em></em></p>
<p><strong><em>8% z niczego</em>, inne filmy Przemysława Filipowicza i autorów z współtworzonej przez niego grupy <em>Butchers Films</em> można ściągnąć legalnie z <a href="http://www.bf.art.pl/index.php" target="_blank">TEJ</a> strony internetowej. Polecam.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/03/29/letowski/osiem-procent-filipowicza/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ekipa</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/02/28/letowski/ekipa</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/02/28/letowski/ekipa#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 07:24:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[wybory samorządowe 2010]]></category>
		<category><![CDATA[Łętowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=3481</guid>
		<description><![CDATA[Obejrzałem w całości Ekipę, czternastoodcinkowy serial political fiction Agnieszki Holland. Swoją premierę miał podczas ostatniej kampanii wyborczej, w której PO walczyła z PiS i trudno było go wówczas oglądać bez wyborczego kontekstu. Jakoś wtedy nie udało mi się obejrzeć całości.  Zrobiłem to teraz w ciągu kilku dni dzięki ipla.pl. I dobrze zrobiłem. Cała Ekipa to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-3484" title="Konstanty Turski" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2010/02/Konstanty-Turski.jpg" alt="Konstanty Turski" width="570" height="379" /></p>
<p>Obejrzałem w całości <em>Ekipę</em>, czternastoodcinkowy serial political fiction <strong>Agnieszki Holland</strong>. Swoją premierę miał podczas ostatniej kampanii wyborczej, w której PO walczyła z PiS i trudno było go wówczas oglądać bez wyborczego kontekstu. Jakoś wtedy nie udało mi się obejrzeć całości.  Zrobiłem to teraz w ciągu kilku dni dzięki <a href="http://www.ipla.pl/" target="_blank">ipla.pl</a>. I dobrze zrobiłem.</p>
<p><span id="more-3481"></span></p>
<p>Cała <em>Ekipa</em> to fachowa robota pod każdym względem – od scenariusza po realizację. Do tego świetna obsada z <strong>Januszem Gajosem</strong>, wspaniałym <strong>Krzysztofem Stroińskim</strong> (Leszek z <em>Daleko od szosy</em>), czy <strong>Andrzejem Sewerynem</strong>. W epizodach również pojawiają się gwiazdy, jak choćby <strong>Małgorzata Braunek</strong>.</p>
<p><em>Ekipa</em> to nieco bajkowa historia o tym, jak to wskutek zabawy teczkami premier ustępuje i wsadza na swoje miejsce ekonomistę, niezwiązanego z polityką profesora, który jest uczciwym człowiekiem wierzącym w to, że dostaje możliwość zrobienia czegoś dla swojego kraju. On i jego ekipa to główne postacie serialu,w którym ideologiczne wyobrażenia ładu w Polsce ścerają się z polityczną rzeczywistością, wszechobecnym brudem i psuciem państwa.  Nie brakuje oczywiście osobistych ludzkich dramatów i sensacyjnych wątków – dzięki temu postaci bohaterów są bardzo wyraziste.</p>
<p>Premier <strong>Konstanty Turski</strong> (w tej roli na szczęście nie ograny w tv <strong>Marcin Perchuć</strong> &#8211; na zdjęciu) pragnie naprawiać kra,j ale nie chce wchodzić w utarte schematy sprawowania  władzy, godzić się na zgniłe kompromisy i ulegać politykom. Jak nietrudno się domyślić, Turskiemu nie jest łatwo.</p>
<p>Cały serial wart jest obejrzenia, bo przypomina o tym czym powinno być, jakie powinno być państwo i jak powinna być sprawowana władza. Jaki stosunek do niej powinni mieć ludzie dostający władzę w ręce.</p>
<p>Turski uważa, że samo sprawowanie władzy to nie sposób na załatwienie roboty kolegom i spłatę swoich długów. Władza nie jest dla niego formą utrzymania rodziny, sposobem na życie, źródłem dochodów. Władza jest misją i odpowiedzialnością wobec mieszkańców Polski.</p>
<p>Trudno oglądać ten serial nie myśląc o zbliżających się wyborach samorządowych. Trudno nie myśleć o tym, po co idą po władzę bolesławieccy politycy. Trudno nie myśleć o ich zachowaniach i o tym, jakie te zachowania powinny być, a jakie są. Trudno obronić tezę, że wychowani na partyjnych i samorządowych zebraniach, sesjach, sympozjach, konferencjach ludzie sprawują władzę najlepiej.</p>
<p>Jeden kandydat na prezydenta Bolesławca mówi w drukowanym POrtalu , że &#8222;nie startuje dla picu&#8221;. Tak jakby zakładał, że wyborcy zakładają, że on sobie, trzymając się już nowej wyborczej kolokwialnej nomenklatury, jaja robi. Drugi kandydat pełniący obecnie obowiązki prezydenta wypowiedział się dla drukowanego Portalu. Fakt znamienny i wiele mówiący o skutkach początku kampanii, a może i o medialnej polityce inwestycyjnej (?). Nie mówiący jednak nic o przyczynach kandydowania. Trzeci kandydat na razie się za kandydata nie podaje, ale nawet gdy się poda, to nie wiem, czy się dowiem, dlaczego chciałby być prezydentem.</p>
<p>Zastanawiam się, czy tym ludziom nie brakuje poczucia misji. Nie mówię, że muszą je mieć. Mówię, że chciałbym, żeby mieli jakieś motywacje poza kredytami do spłacenia, rachunkami za kablówkę i świadomością własnej doskonałości.</p>
<p>I nieco przyziemniej: Tytuł <em>Ekipa</em> skojarzył mi się z ekipami naszych samorządowców. Z moim marzeniem o znajomości gabinetów cieni przed wyborami. Chciałbym wiedzieć, kto miałby w ekipie Kwaśniewskiego zajmować się kulturą, kto będzie Romanowi dopinał sprawy inwestycji i kogo Nowak namaści na swojego doradcę do spraw edukacji.</p>
<p>Myślę nawet, że taka wiedza należy się wyborcom.</p>
<p>Myślę, że mamy prawo wiedzieć, żeby znów nie było, że jak kolega nie nadawał się na szefa tv, to zrobimy go kierownikiem cmentarza, a wiceprezydenta weźmiemy sobie z ciepłowni mimo tego, że on ani w ciepłowni być nie chce, ani w ratuszu, a wolałby pracować w ceramice.</p>
<p>Zachęcam do poświęcenia kilku wieczorów i obejrzenia <em>Ekipy</em>. Zachęcam was, drodzy kandydaci i wyborcy. Inspirujące doświadczenie.</p>
<p><em>Ekipa</em> która miała ściągnąć do emitującej i produkującej serial telewizji Polsat lepiej wykształconych widzów z większych miast nie była, według wyników oglądalności, sukcesem.</p>
<p>Turski przegrałby w naszym kraju każde wybory.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/02/28/letowski/ekipa/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wersyfikacja zim</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/18/letowski/wersyfikacja-zim</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/18/letowski/wersyfikacja-zim#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Dec 2009 23:46:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2694</guid>
		<description><![CDATA[Poranne odśnieżanie to, jakby logik rzekł, przyjęcie dwu przesłanek zawartych w słowie śnieg: tej, że upadły anioł nie wróci tam, skąd spadł, i tej, że pozostaniem zbyt skomplikuje świat. To fragment wiersza Stanisława Barańczaka z tomu Podróż zimowa. Tomu dziś prawie nie do kupienia (a mój egzemplarz ktoś &#8222;zapomniał oddać&#8221;). Jeśli istnieje coś takiego, jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-2695" style="margin: 10px;" title="Obrazek 1" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Obrazek-1-200x300.png" alt="Obrazek 1" width="200" height="300" /><em>Poranne odśnieżanie<br />
to, jakby logik rzekł,<br />
przyjęcie dwu przesłanek<br />
zawartych w słowie śnieg:<br />
tej, że upadły anioł<br />
nie wróci tam, skąd spadł,<br />
i tej, że pozostaniem<br />
zbyt skomplikuje świat.</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
<p><em><span id="more-2694"></span></em></p>
<p>To fragment wiersza <strong>Stanisława Barańczaka</strong> z tomu <em>Podróż zimowa</em>. Tomu dziś prawie nie do kupienia (a mój egzemplarz ktoś &#8222;zapomniał oddać&#8221;). Jeśli istnieje coś takiego, jak dojmujące osamotnienie skute lodem i przysypane śniegiem, to o tym właśnie pisze Barańczak. Na białe noce i białe depresje w smutnych miastach jak znalazł.</p>
<p>Trzeba tylko uważać, bo te wiersze, to za oknem i pod butami i to miasto razem dają prawdziwy tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu.</p>
<p><em>Należy go oglądać z autobusu &#8222;Jelcz&#8221;<br />
starego typu, w którym okna całkiem czyste<br />
nie są nigdy, z zasady; i należy mieć<br />
miejsce siedzące z dermy pociętej żyletką<br />
przez chuligana z nudów; i należy lekko<br />
mrużyć oczy, by twarze stłoczone, bezkrwiste<br />
(mgliście znane, z widzenia) pokrywały wszystek<br />
szarawy obszar szyby jak lustrzana śniedź;<br />
</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/18/letowski/wersyfikacja-zim/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>188 dni i nocy</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/10/letowski/188-dni-i-nocy</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/10/letowski/188-dni-i-nocy#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Dec 2009 23:24:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Łętowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2516</guid>
		<description><![CDATA[Nie czytałem Samotności w sieci. Jeśli dodamy do tego brak konta na Naszej Klasie, Fejsbuku, Goldenlajnie i innych takich kolekcjach osobliwości to zgadzam się z tezą, że zasłużyłem na ekskomunikę i odebranie mi obywatelstwa polskiego. Nie czytałem romansu Janusza Leona Wiśniewskiego wbrew modzie, a potem mi przeszło. Wróciło na chwilę po filmie Chyry i Cieleckiej, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-2517" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="1881045" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/1881045.JPG" alt="1881045" width="240" height="344" />Nie czytałem <em>Samotności w sieci</em>. Jeśli dodamy do tego brak konta na Naszej Klasie, Fejsbuku, Goldenlajnie i innych takich kolekcjach osobliwości to zgadzam się z tezą, że zasłużyłem na ekskomunikę i odebranie mi obywatelstwa polskiego.</p>
<p>Nie czytałem romansu <strong>Janusza Leona Wiśniewskiego</strong> wbrew modzie, a potem mi przeszło. Wróciło na chwilę po filmie <strong>Chyry</strong> i <strong>Cieleckiej,</strong> ale znów przeszło, bo i filmu nie obejrzałem. I bardzo się cieszę, bo miałem okazję poznać Janusza Leona Wiśniewskiego w innej książce. I dzięki temu <em>Samotności</em>.. już chyba nie przeczytam.</p>
<p><span id="more-2516"></span><em>188 dni i nocy </em>to, przynajmniej w teorii, maile które wysyłali do siebie <strong>Małgorzata Domagalik</strong> i Janusz Leon. Zwykle, kiedy czytamy książkę dwojga autorów, to oboje tracą lub zyskują w oczach. Tutaj ona zyskuje, on &#8211; traci. Drastycznie rzecz ujmując: Jan Leon pani Małgorzacie nie dorasta i, zważywszy na wiek, może nie zdołać już dorosnąć.</p>
<p>Mój problem z odbiorem tej książki to brak zaufania do intencji, do pomysłu. Prywatne maile kobiety i mężczyzny, którzy godzą się na ich publikację za życia? Więc gdzie miejsce na jakąkolwiek intymność? Służbowe maile? Że <em>popiszemy i se wydamy</em>? Chyba to drugie bardziej, bo sztuczność tej korespondencji aż razi.</p>
<p>Problem Domagalik i Janusza Leona polega na tym, że oni są dla siebie zupełnie nieinteresujący. Nie ma między nimi odrobiny chemii, czegokolwiek, co poza gramatyką sugerowałoby jakąkolwiek odmienność płciową. Żeby kobieta i mężczyzna pisali do siebie coś ciekawego, pomijając kwestie służbowej wymiany myśli dwojga naukowców na temat istotny dla ludzkości, musi ich coś łączyć. Miłość, nienawiść, łóżko, zazdrość, albo przynajmniej przyjaźń. A tych dwojga, jak wynika z książki, nie łączy nic, poza sympatią. To jak listy poznanych na koloniach, którzy nigdy więcej się nie zobaczą. A przez to nie mają szans na jakąkolwiek formę konsumpcji znajomości, choćby intelektualną.</p>
<p>Może źle się wyraziłem: to Janusz Leon jest nieinteresujący dla pani Małgorzaty. Zainteresowanie w drugą stronę jest.</p>
<p>Małgorzata Domagalik w tej sytuacji daje jakoś radę. Kobieta w końcu wytrzymała niejedno to i te maile wytrzyma. Choć niejednokrotnie miałem wrażenie, że odpisuje Januszowi Leonowi zmuszona jakąś umową, ustaleniami. Że siadała do komputera, widziała mail od Janusza Leona i myślała ze zgrzytem <em>znowu</em>? Nadinterpretacja? Czy można dużo mniejszą objętość maili pani Małgorzaty wytłumaczyć tylko tym, że lepiej włada piórem? Janusz Leon napisał 3/4 tej książki.</p>
<p>Ale nie dziwię się mądrej kobiecie, która zorientowawszy się, że umówiła się na randkę z nudziarzem trzyma fason i udaje, że się dobrze bawi. Dama i tyle.</p>
<p>Jan Leon jest naukowcem. Kocha statystykę i popkulturę. Jedno pozwala mu zrozumieć drugie, albo na odwrót. Problem w tym, że nie zachowuje tych fascynacji dla siebie. Problem również w tym, że traktuje czytelnika (niby panią Małgorzatę, ale nie bądźmy głupcami, bo Janusz Leon pisze do czytelników) jak idiotę. Wyobraźcie sobie, że wspominając hrabiego<strong> Monte Christo</strong> musi napisać kim hrabia był. Co prawda wspominając <strong>Zbigniewa Herberta</strong>, nie pisze, że to polski poeta. Ale Herberta w swoich mailach nie wspomina i to wiele tłumaczy.</p>
<p>Jan Leon tłumaczy na przykład, że jedna z gazet będących jego inspiracją, niemiecki <em>Bild</em> (na co dzień Jan Leon mieszka w Niemczech), to<em> taki ichni Fakt</em>. Kiedy Janusz Leon pisze to po raz pierwszy, myślę sobie: no nie wie, że nie jestem głupi bo i skąd ma wiedzieć. Nie wiem, co pomyślała Małgorzata Domagalik, ale Jan Leon wyjaśnia czym jest <em>Bild</em> jeszcze dwukrotnie. Robiący redakcję tej książki, gdzie byliście?</p>
<p>Podobnie jest z liczbą maili, które dostał po napisaniu <em>Samotności w sieci </em>- 17 000 &#8211; nie da się nie zapamiętać powtarzanej informacji.</p>
<p>Tak, tak, to kokieteria. Pani Małgorzata, która pewnie kokietowałaby, gdyby obiekt się znalazł, gdyby warto było tego środka używać (jakoś trudno wątpić w jej talenty w tym zakresie). Janusz Leon, który kokietuje niezręcznie pisząc choćby o tym, że <em>on nie Judym, ale na prowincji uczy choć uczył w Newyorku. </em></p>
<p>I rzecz ze <em>188 dni i nocy</em> najdrastyczniejsza &#8211; niesłuchanie. Trudno mi odepchnąć od siebie wrażenie, że oni oboje  w wielu wypadkach nie czytali maili, na które odpisywali. Troszkę jak w <em>Kwartecie na czterech</em> aktorów <strong>Schaeffera<em><em> </em></em></strong>, kiedy każdy z czterech opowiada swoją historię, niby intonacją i wtrąceniem w cudzą pauzę nawiązując do wypowiedzi towarzysza, ale tematem idąc w zupełnie inne przestrzenie. Cel &#8211; kakofonia. Tutaj kakofonia myśli, omówień, cytatów, uwag (od płyciutkich po mniej płytkie), spostrzeżeń i porażającej liczby streszczeń od <em>Monte Christo</em> począwszy &#8211; na <em>Bildzie </em>skończywszy.</p>
<p>Oczywiście książka nie jest godna takiego potępienia w czambuł. Są w niej perełki, takie jak to zdanie: <em>Ucz się, abyś nigdy nie musiał zostać politykiem.</em> Tyle, że to słowa ojca Janusza Leona. <a title="Ojciec do Janusza L. Wiśniewskiego, cytat z książki M.Domagalik i J.L. WIśniewksiego “188 dni i nocy”" href="../"></a></p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;</p>
<p><span>Janusz Leon Wiśniewski, Małgorzata Domagalik<br />
188 dni i nocy</span><span><br />
wydawca:</span> Czarna Owca<br />
Warszawa 2005</p>
<p><strong><em>P.S.</em></strong></p>
<p><strong><em>Książkę dostałem w prezencie i bardzo przepraszam darczyńcę (darczyńczynię?) za to, co napisałem powyżej.</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/10/letowski/188-dni-i-nocy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Suspens szlag trafił</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/08/wasyl/suspens-szlag-trafil</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/08/wasyl/suspens-szlag-trafil#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Dec 2009 21:26:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Żelazny Karzeł Wasyl</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2542</guid>
		<description><![CDATA[Człowiek tak na coś czeka, zaraz się wydarzy, już sobie prawie człowiek popuścił, już prawie tuż, tuż, już się dziać zacznie, a tu dupa. Afganistan. Od wieków wojenna arena. Afganistan chciały zagarnąć różne plemiona, Anglicy, Rosjanie, teraz w szale czynienia dobra i wyzwalania, za wolność naszą i waszą – zjednoczone siły militarne. A to wielka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-2543" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="Obrazek 5" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Obrazek-5-190x300.png" alt="Żmija" width="190" height="300" /></p>
<p>Człowiek tak na coś czeka, zaraz się wydarzy, już sobie prawie człowiek popuścił, już prawie tuż, tuż, już się dziać zacznie, a tu dupa.</p>
<p>Afganistan. Od wieków wojenna arena. Afganistan chciały zagarnąć różne plemiona, Anglicy, Rosjanie, teraz w szale czynienia dobra i wyzwalania, za wolność naszą i waszą – zjednoczone siły militarne. A to wielka lipa, ten międzynarodowy humanitaryzm i filantropia. Afgańska ziemia kryje rzadko spotykane na świecie złoża drogocennych kamieni, minerałów, ropy naftowej i wszelkiego dóbr. I o to toczy się walka od wieków.</p>
<p>Ale wszystkiego pilnuje złota żmija o żółtych oczach siedząca na kupie skarbów. Co rusz wpada jej w żółte oko jakiś okupacyjny wojak. Wpada i przepada. I o tym właśnie jest <em>Żmija</em>.</p>
<p><span id="more-2542"></span><br />
Czytam głównie w kiblu, bo tam najlepsze światło. Być może niewygodna po kilku spędzonych na lekturze godzinach pozycja ogranicza zdolność percepcji, ale nie. Inne książki <strong>Sapkowskiego</strong> też czytałam w toalecie, bo jakoś tak się składało, że gdzie bym nie mieszkała, światło tam zawsze najlepsze było. I te książki podobały mi się niezmiernie. To rarytasy.</p>
<p>Oczywiście to subiektywna opinia, ale humor Sapkowskiego sprawia, że nie raz i nie dwa zdarzało mi się popłakać ze śmiechu. Żmija ma klimat. Się czeka na coś, co znając Sapkowskiego powinno się w akcji wydarzyć, ale się nie wydarza. Od początku akcja wlecze się, ale klimat jest. I wlecze się, a że książeczka niezbyt jest gruba, wlecze się aż za jej połowę, przy zachowaniu klimatu tajemniczości. A po połowie, nagle przyspiesza, jakby sam autor miał dosyć tego rozwlekania, postanowił skończyć pisać, bo mu się już odechciało, albo do głowy przyszedł inny pomysł.</p>
<p>Tak robią doceniani finansowo pisarze w Stanach. Tacy z nagrodami literackimi i recenzjami różnych takich z Times&#8217;a. Wydawnictwo zamawia książkę. Umawiają się na określoną liczbę stron. Autor dostaje dwa miliony baksów zaliczki. I pisze. W połowie stwierdza, że do wypełnienia zobowiązania wystarczy zapisać jeszcze 50 kartek i dość. Wałkowana przez rozdziały tajemnicza zagadka rozwiązuje się w trzy strony. Suspens szlag trafił.<br />
Po lekturze czuję się rozczarowana, bo było mi dane poznać lepszego Sapkowskiego. Moim zdaniem zaliczył zjazd formy. Wszystko mija, nawet najdłuższa <em>Żmija</em>. Chociaż klimat był.</p>
<p><em><strong>Żelazny Karzeł Wasyl</strong></em></p>
<p><em><strong>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</strong></em></p>
<dl>
<dd>&#8222;Żmija&#8221;, Andrzej Sapkowski, SuperNOWA , Październik 2009 </dd>
</dl>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/08/wasyl/suspens-szlag-trafil/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pedro się starzeje</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/07/letowski/pedro-sie-starzeje</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/07/letowski/pedro-sie-starzeje#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Dec 2009 14:28:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2494</guid>
		<description><![CDATA[Przerwane objęcia to bardzo fajny film dla kogoś, komu Pedro Almodovar nie kształtował apetytu swoimi wcześniejszymi obrazami. Przerwane objęcia to bardzo dobry film o tym, że nie każdy film musi się udać. Wyszedłem z kina z poczuciem, że Pedro (jesteśmy kolegami, choć on o tym pewnie nie wie) się zestarzał. Że ta siwizna to nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-2495" style="border: 1px solid black; margin: 10px;" title="Obrazek 3" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/Obrazek-3-224x300.png" alt="Obrazek 3" width="224" height="300" /><em>Przerwane objęcia</em> to bardzo fajny film dla kogoś, komu <strong>Pedro Almodovar</strong> nie kształtował apetytu swoimi wcześniejszymi obrazami. <em>Przerwane objęcia</em> to bardzo dobry film o tym, że nie każdy film musi się udać. Wyszedłem z kina z poczuciem, że Pedro (jesteśmy kolegami, choć on o tym pewnie nie wie) się zestarzał. Że ta siwizna to nie udawanie, nie lans, to emerytura. Może chwilowa, ale jednak.</p>
<p>Pod wpływem strony bolesławieckiego kina stałem się ostatnio<a href="http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/28/letowski/edward-i-bella-czyli-jak-zachecic-widza" target="_blank"> namiętnym czytelnikiem zajawek filmów</a> na różnych stronach dla ludzi żrących popcorn w kinie (<em>pocorn kształtuje świadomość</em> &#8211; powiedziałby <strong>Marks</strong>). Na co zapraszają nas w przypadku nowego filmu Pedro Almodovara? Cytacik:</p>
<p><span id="more-2494"></span><br />
<em><br />
Zakochana kobieta i opętany miłością do niej mężczyzna w zmysłowym thrillerze Pedro Almodovara z Penelope Cruz w roli głównej.</em></p>
<p><em>Lena (Penelope Cruz) i Mateo (Lluis Homar) zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Mateo nie wie, że Lena jest narzeczoną wpływowego milionera, który zrobi wszystko, by zatrzymać ją przy sobie. Nie wie też, że nocami bywa luksusową prostytutką&#8230;</em></p>
<p><em>Kim naprawdę jest kobieta? Ile jest w stanie poświęcić, żeby być z mężczyzną swojego życia?</em></p>
<p>Powyższe zdania to wykwit twórczości dystrybutora. <em>Przerwane objęcia</em> to taki sam thriller, jak <em>Zezowate szczęście</em>. Sama zajawka (skrzętnie i bezmyślnie przeklejona na stronę bolesławieckiego kina) zawiera kilka kłamstw. Bo kiedy Mateo poznaje Lenę, wie kim ona jest. Ona zaś, już nie <strong>bywa</strong> luksusową prostytutką, a nią <strong>jest</strong> (o ile istnieje prostytucja monogamiczna).</p>
<p>Tutaj w każdym razie istnieje. Istnieją również namiętności, miłości, nieheteryckie fascynacje erotyczne (jak Pedro to Pedro) i wielkie emocje. Są nawet wspaniałe, jak to u Almodovara, pomysły narracyjne. Kochanek dowiadujący się o zdradzie podczas oglądania niemego filmu i słuchania wynajętej kobiety, która czyta z ust sfilmowanej kochanki &#8211; to ma moc.</p>
<p>Problem w tym, że to wszystko pięknie pokazane, profesjonalnie wyprodukowane, smakowicie oprawione (<strong>Penelope Cruz</strong>!!!)&#8230; i jednocześnie strasznie nudne i przewidywalne.</p>
<p>Zwykle nie oglądam rzeczy, w których wiem, co za chwilę się wydarzy. Bo jeśli scenarzyście nie chciało się pomyśleć na tyle, aby mnie zaskoczyć, to szkoda dla jego pracy mojego czasu. W <em>Przerwanych objęciach</em> wiemy, co się stanie. Nie od poczatku, ale już po chwili. Wiemy, że chęć zemsty jest silniejsza od miłości (w sumie każdy to wie), że nieskonsumowana fascynacja musi doprowadzić do zła, a potrzeba odkupienia grzechów doprowadzi do dobra. Wyspany i wypoczęty ziewałem na filmie Almodovara &#8211; co najmniej niekulturalne, a na pewno niestosowne. Oczywiście znaczna część ludzi ziewając łzawi (tak mam), ale nie bierzecie tego w kinie za dobrą monetę.</p>
<p>Autotematyzm Almodovara, osnucie filmu na realizacji alternatywnej wersji <em>Kobiet na skraju załamania nerwowego</em> sprawia wrażenie, jakby wielki reżyser chciał przypomnieć widzom, że to jednak on. Jakby na premierze wystawił w gablotce statuetki nagród za swoje poprzednie obrazy.</p>
<p>Mam wrażenie, nie tylko z Almodovara płynące, że niektórzy twórcy opanowując do perfekcji warsztat tracą zdolność do tworzenia ciekawych historii. Że sprawność warsztatowa niektórym szkodzi. Film zrobiony nawet nieco topornie może być ciekawy. Pięknie oprawiona opowieść czasem staje się wydmuszką.<br />
Jestem zły, bo Pedro mnie rozczarował. I nie tylko mnie. Fragment recenzji <strong>Jarosława Pietrzaka</strong> z <a href="http://www.monde-diplomatique.pl/" target="_blank"><em>Le Monde Diplomatique</em></a> (dzięki <strong>Brunerowi</strong> za tę lekturę):</p>
<p><em>Kiedy opuszczałem kino na West Endzie, w którym miałem okazję ten film obejrzeć, miałem wrażenie, że najlepszą sceną była ta finałowa, pochodząca z „filmu w filmie”. Wygląda jak stary dobry Almodóvar, ten z czasów </em>Kobiet…, Kiki i Wszystko o mojej matce<em>. Rzuciłem jeszcze raz okiem na spoglądający na Haymarket plakat – ten brytyjski przedstawia wzburzoną silnymi emocjami twarz Penelope Cruz w skandalicznie jaskrawych barwach przywołujących wspomnienie młodego Almodóvara i zupełnie innych niż w tym filmie. Pomyślałem sobie, że nawet dystrybutor wyczuwa jakoś, że widzów przyciąga na film wspomnienie nawet może i politycznie niedojrzałych i krótkowzrocznych, ale jednak szczerze emancypacyjnych składników wcześniejszej twórczości reżysera.</em></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-2508" title="penelope1044" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/12/penelope1044.JPG" alt="penelope1044" width="570" height="413" /></p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><em><span style="color: #999999;"> </span></em></p>
<p><em><span style="color: #999999;">Osobny tekst można napisać o przygodach bolesławieckiego kina z Almodovarem, który nie zawsze jest </span></em><em><span style="color: #999999;">prawomyślny </span></em><em><span style="color: #999999;">z punktu widzenia lokalnej kultury. Najpierw, przed laty, zorganizowało przegląd twórczości tego reżysera, potem przez jakieś półtora roku udawało, że Almodovar nie nakręcił </span></em><span style="color: #999999;">Złego wychowania</span><em><span style="color: #999999;"> i nie było lokalnej premiery. Teraz gorsze od zignorowanego przez kino </span></em><span style="color: #999999;">Złego wychowania</span><em><span style="color: #999999;"> </span></em><span style="color: #999999;">Przerwane objęcia</span><em><span style="color: #999999;"> można oglądać o godzinie&#8230; 21.30. Thriller do obejrzenia jeszcze we wtorek i środę. Jeśli się wybieracie, to weźcie znajomych, bo grają od minimum pięciu widzów</span></em>.</p>
<p><span style="color: #888888;"><em>P.S. Sprostowanie: W bolesławieckim kinie </em>Złe wychowanie<em> miało swoją premierę nie półtora, a  cztery lata po premierze światowej. Było to w 2008 roku w ramach imprezy </em>Europa w kadrze<em> &#8211; drugiego przeglądu filmów Almodovara w Bolesławcu.</em></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2009/12/07/letowski/pedro-sie-starzeje/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czipendejlsi, czyli Anglia od d&#8230; strony</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/22/letowski/czipendejlsi-czyli-anglia-od-d-strony</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/22/letowski/czipendejlsi-czyli-anglia-od-d-strony#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 19:08:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2237</guid>
		<description><![CDATA[Rzesze bolesławianek oraz mieszkanek okolicznych wsi i przysiółków miały okazję spotkać w sobotę grupę emigrantów zarobkowych z Anglii. Brytyjskie tego dnia Imperium pokazało odpowiedź na emigrantów z Polski, którzy jadą na wyspy za chlebem. Spotkanie z angielską młodzieżą było najważniejszym wydarzeniem kulturalnym weekendu. Redakcję naszą cieszy fakt, że dzięki umiejętnemu stymulowaniu rozwoju społeczeństwa obywatelskiego przez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-2241" title="czipendejls-1-2" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/11/czipendejls-1-2.jpg" alt="czipendejls-1-2" width="570" height="382" /></p>
<p>Rzesze bolesławianek oraz mieszkanek okolicznych wsi i przysiółków miały okazję spotkać w sobotę grupę emigrantów zarobkowych z Anglii. Brytyjskie tego dnia Imperium pokazało odpowiedź na emigrantów z Polski, którzy jadą na wyspy za chlebem. Spotkanie z angielską młodzieżą było najważniejszym wydarzeniem kulturalnym weekendu. Redakcję naszą cieszy fakt, że dzięki umiejętnemu stymulowaniu rozwoju społeczeństwa obywatelskiego przez nasze samorządy, nawet kluby rozrywkowe starają się aktywnie uczestniczyć w życiu miasta organizując spotkania, podczas których można podjąć próby niwelowania różnic cywilizacyjnych i kulturowych w Europie. A także te różnice dostrzec.<br />
<span id="more-2237"></span><br />
Zainteresowanie efektami wymiany młodzieży między Polską a Anglią było bardzo duże.  Niektórzy nawet nagrywali sobie występy, aby mieć co oglądać w długie zimowe wieczory. Efekty operatorskich zmagań możemy już oglądać w internecie.<strong>*</strong></p>
<p>Jak można było dowiedzieć się podczas wieczoru z Anglikami, ichni emigranci wcale nie radzą sobie lepiej niż nasi u nich. Widać nawet braki w odzieży tych młodych chłopców. Jednak Polki, na które przecież zawsze można liczyć, wykazały się dużą empatią i przyjęły gości bardzo ciepło, a niektóre nawet gorąco. Przytuliły, pogłaskały i nie tylko. Wykazały się również wielką tolerancją wobec czarnych chłopców, których obdarzyły szczególnym rodzajem zainteresowania. Nie zraziły ich nawet pewne braki w wychowaniu angielskich młodzieńców, którzy pokazywali im m.in. swoje rewersy (awersy zresztą również). Niektóre bolesławianki sprawiały wrażenie, jakby miały ochotę odwdzięczyć się tym samym. Ach, ta polska gościnność.</p>
<p>Uchylenie rąbka kulturalnego dziedzictwa Królestwa Brytyjskiego niewątpliwie było dla wielu kobiet pasjonującym doświadczeniem. Na fotografiach ze spotkania, choćby na tej powyżej, można dostrzec entuzjazm w gestach i na twarzach. Choć mimika gościa z wysp wydaje się w tej scenie być mocno ograniczona. Widać również w tym ujęciu, że dyskusja była ożywiona, mimo stosowania argumentów bladych i poniżej pasa.</p>
<p>FOTOGRAFIA: <a href="http://www.masifotografia.za.pl/" target="_blank">MASI</a></p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><strong>*</strong><strong> </strong><em>Niestety dziennikarskie istotne i wyważone relacje ze spotkania w Imperium nie znalazły zrozumienia u niektórych internautów oraz w serwisie YouTube, co zakończyło się tak:</em></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-2252" title="Obrazek 9" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/11/Obrazek-9.png" alt="Obrazek 9" width="427" height="344" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/22/letowski/czipendejlsi-czyli-anglia-od-d-strony/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>37</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kantry Biczewskiej</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/15/letowski/kantry-biczewskiej</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/15/letowski/kantry-biczewskiej#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Nov 2009 21:31:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Łętowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2089</guid>
		<description><![CDATA[Nie byłem na koncercie Żanny Biczewskiej, ale przecież mogę dzięki bolesławieckim portalom dowiedzieć się, jak było. I tu problem, bo na drukowanym POrtalu relacji brak. Nic, ani tytułu mówiącego, że na koncercie nikt nie zginął, ani relacji opiewającej zdolności organizacyjne BOK. Zaniepokoiłem się nie na żarty, bo choć faktura za stronę kina pewnie już opłacona, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie byłem na koncercie <strong>Żanny Biczewskiej</strong>, ale przecież mogę dzięki bolesławieckim portalom dowiedzieć się, jak było. I tu problem, bo na drukowanym POrtalu relacji brak. Nic, ani tytułu mówiącego, że na koncercie nikt nie zginął, ani relacji opiewającej zdolności organizacyjne BOK. Zaniepokoiłem się nie na żarty, bo choć faktura za stronę kina pewnie już opłacona, to stronę przecież ktoś i za coś aktualizować musi.</p>
<p>Nic to, zaglądam na Bolec.info. Pewnie tato <strong>emema</strong> poszedł i relację zrobił. Ale i tu materiału brak. Ani kibole, ani prezes BKS-u, na koncert do BOK-u nie poszli. No i senior Marczewski motywacji w sobie nie znalazł. Jest jednak nowy portal, <a href="http://www.boleslawiec24.pl/index.php?act=pokaz_informacje&amp;id=46" target="_blank"><em>boleslawiec24.pl</em></a> &#8211; tam znalazłem to, czego szukałem.<br />
<span id="more-2089"></span><br />
Wysłannicy portalu na koncert dotarli, Żannie Biczewskiej lampą w oczy przywalili (można wykonawcom Chopina, to czemu nie jej, co z tego, że artysta sobie klimat robi, fota musi być) i relację przygotowali. I to jaką&#8230; Czytam:<br />
<em><br />
Wielka postać rosyjskiej muzyki, wspaniała interpretatorka, o charakterystycznym glosie i manierach, które są rozpoznawalne po kilku pierwszych frazach nastrojowej muzyki &#8211; wystąpiła w Bolesławcu.</em></p>
<p>I tyle wystarczy, żebym żałował, że nie byłem na koncercie, albo że nie mam nagrań Biczewskiej. Bo człowiek posłuchałby kilku fraz nastrojowej muzyki i już wiedział, czy kobieta kulturalna czy gburka, czy maniery damy, czy wsią jechało ze sceny. A nie wiem, więc czytam dalej:</p>
<p><em><em><br />
W Bolesławcu, w dniu 12 listopada przed bolesławiecką publicznością wystąpiła <strong>Żanna Biczewska</strong> (Żanna Władimirowna Biczewskaja), rosyjska pieśniarka urodzona w Moskwie.</em></em></p>
<p>I już czytelnik wie, że publiczność nasza, swojska była, a nie z importu. Wie, że bolesławianina stać na bilet na koncert Biczewskiej, w domyśle &#8211; dobrobyt jest. No i jakby w pierwszym zdaniu tekstu ktoś nie doczytał że koncert był w Bolesławcu, to w drugim się dowie, bo przecież bolesławicki portal głupi nie jest i koncertów z Grudziądza opisywał nie będzie. Czytamy dalej:</p>
<p><em>Jest jedyną pieśniarką, która wykonuje styl folklor – kantry. Pieśniami i romansami rosyjskimi zainteresowała się po spotkaniu z Bułatem Okudżawą, którego nazywa swoim nauczycielem i ojcem chrzestnym na scenie.</em></p>
<p>Kantry, podobnie jak dżez czy blus, to gatunek muzyczny. Miałem kiedyś taki santrak z jednego mówisa gdzie grali kantry, rytmenblusa i roka. <em><br />
</em>A że Żanna zainteresowała się kantry po spotkaniu z Okudżawą, to też nic dziwnego. Mało kto o tym wie, ale Korneliusz Pacuda zapraszał Okudżawę do Mrągowa co roku, tylko Bułat tajma nie miał.</p>
<p>Dobra, dość kpin. Wszystko wyjaśnia komentarz pod relacją z występu Biczewskiej, która to relacja wcale nie opisuje występu Biczewskiej:</p>
<p><em><span style="font-weight: bold;">Mefisto</span> napisał/a:<br />
Prawie jak nasza Beata Kozidrak z wyglądu na pierwszy rzut oka. Taka diva jak u nas Maryla Rodowicz !!!</em></p>
<p><em></em>Jakie diabły, takie piekło.<em></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/15/letowski/kantry-biczewskiej/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
