<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>bobrzanie.pl - internetowy nietabloid &#187; Gruchawka</title>
	<atom:link href="http://bobrzanie.pl/blog/category/blog-pisarza-ryszarda-adama-gruchawki/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://bobrzanie.pl/blog</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 31 Jul 2010 09:23:36 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Klingi tępych szabel</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/27/ryszard-gruchawka/klingi-tepych-szabel</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/27/ryszard-gruchawka/klingi-tepych-szabel#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Jul 2010 06:12:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ryszard Gruchawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=5301</guid>
		<description><![CDATA[Budzę się, bo akurat w radiu informują złowieszczo że upał nie zelżeje, ponadto, to apel do kombajnistów, traktorzystów i lżejszych czołgistów, paliwo będzie w drastycznej cenie, zarówno jak machorka, cukier i wszelkie inne opłaty balansujące na ostrych krawędziach. Zatem wszystko co się ima konsumpcji w normie, wraz z wyciem psa, pianiem koguta i z rąbaniem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Budzę się, bo akurat w radiu informują złowieszczo że upał nie zelżeje, ponadto, to apel do kombajnistów, traktorzystów i lżejszych czołgistów, paliwo będzie w drastycznej cenie, zarówno jak machorka, cukier i wszelkie inne opłaty balansujące na ostrych krawędziach. Zatem wszystko co się ima konsumpcji w normie, wraz z wyciem psa, pianiem koguta i z rąbaniem drew na podtrzymanie cichnącego ognia.<span id="more-5301"></span></p>
<p>Narzekać nie narzekam, sam sobie wykombinowałem tą wieżę Babel z równie śmiesznych klocków, gdyż oddałem swój głos na zwycięskie ugrupowanie polityczne z ich kandydatem na prezydenta. To jest ta moja nadzieja z dystynkcjami narodu, od lat wielu wpuszczanej w kanały.</p>
<p>Dlatego wymyśliłem sobie kiedyś, kiedyś&#8230; Że jeśli doczekam narodzin córki, dam jej na imię Nadieżda.Wszystko pozostało w sferze marzeń pospołu z urodnym plonem truskawek, kartofli i fasoli. Z tą lepszą Polską pełną kurzych udek w zupie zwanej żurem, pod pajdę chleba ze smalcem bogatym w skwarki. Herbata na cały dom pachnąca Chińską Republiką Ludową, stygnie w kubku oznakowanym czerwoną gwiazdą.</p>
<p>Teraz nawet o szóstej rano nikt mi nie może powiedzieć że jestem brzydki, skoro unikam picia dziurawca i gorzały z utopioną w butelce żmiją, chociaż przybyło troszkę lat w tempie stachanowca na murach warszawskich, lecz uroda ta sama, z ostrym profilem Hucuła, dyć urodziłem się w takim wyjątkowym mieście, gdzie nic nie jest proste a już z całą pewnością trąbka zawiadowcy stacji czy rondo, rzekomo ułatwiające wyjazd z miasta.</p>
<p>Tylko dlaczego miałbym wyjeżdżać z tego miasta, zapytał się grzecznie emeryt, skoro właśnie na tych ulicach tyle razy oberwałem po pysku, że na przekór innym zadomowiłem się w rytmie murzyńskich bębnów?</p>
<p>Z perspektywy minionych czasów, kalendarz w tym obiegu zwanym historią bywa i teorią, jest czymś modelującym społeczeństwo, wraz z kulturą narodu nagle przystanął jak przed lufami karabinów. Bo i musiał się zdarzyć taki ślub o poszyciu politycznym, kiedy to wyszukane słowa, kisiel z budyniem, a działo się to w okresie wyborczym, to też ruja bądź cieczka, przeszły w tonację bliską jazgotowi i dotąd wszystko co było w naprawie albo i przed umacnianiem wałów przeciwpowodziowych po dłuższej konsultacji z naturą, wraz z rzeką rozlały się brudną wodą.</p>
<p>I co&#8230;?</p>
<p>Ano jest tak :</p>
<p><em>Polityka ogólnie to chlew różnych strojów,<br />
są świnie, koryta, lecz najwięcej gnoju !</em></p>
<p>Różnie kraj mój jest miłowany i bronion, tak, tak, bronion!</p>
<p>Jest adwokat diabełka co w dziupli wierzby sypia,jest dobro duch we śnie niewinnym,bo na poduszce złożony, na tej samej co pierzem z aniołków jest wypchana, no i jest oczywiście dobra cioteczka zza oceanu która czuje się też patriotką, więc musi oddać swój głos na lepszą Polskę, chociaż lepsza wymawia lepsia.</p>
<p>To są te kolory zimne i ciepłe, kiedy błękit miesza się z różem a zieleń z żółcią, lecz kto będzie dochodził takiej potrzeby że skoro się latarnię zapaliło, trzeba też umiejętnie ją zgasić i nie jest ważne kto pod nią stoi, albo stał co jest uwiecznione w kronice towarzyskiej miasta.</p>
<p>,,Kabaret Starszych Panów” to klasyka w złoconej oprawie, lecz nie na tą epokę która łazi skrótami i tak też mówi bezkarnie sepleniąc.Minął czas żelazek z duszą, z pieprzem w skarpetce obijanej młotkiem. Dzisiaj wszystko jest podane na tacy, chociaż metoda zdrowego płomienia nic nie straciła na swoim uroku, gdzie nawet dym pachnie.</p>
<p>Cóż onuca skończyła swój żywot, lecz czasami przeprasza tę właśnie onucę drwal gdy zima zamiata ogonem po świecie.<br />
I tak sobie nucę kiedy trzymam onucę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/27/ryszard-gruchawka/klingi-tepych-szabel/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzień w którym świat postarzał się o kolejne sześćdziesiąt lat</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/24/ryszard-gruchawka/dzien-w-ktorym-swiat-postarzal-sie-o-kolejne-szescdziesiat-lat</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/24/ryszard-gruchawka/dzien-w-ktorym-swiat-postarzal-sie-o-kolejne-szescdziesiat-lat#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Jul 2010 06:56:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ryszard Gruchawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=5166</guid>
		<description><![CDATA[Wydaje mi się, bo wciąż ostatnio tylko próbuję domniemywać, że kiedy człowiek kończy sześćdziesiątkę, zaczyna się czas na refleksje z głęboką zadumą na ławie w ogródkowym eldorado, w cieniu winogron. Ile masz do powiedzenia, nie gubiąc po drodze człowieczeństwa omotanego siłą mediów? Oto i moje myślenie w trakcie wyrębu stuletnich sosen gdzieś na obrzeżach wsi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wydaje mi się, bo wciąż ostatnio tylko próbuję domniemywać, że kiedy człowiek kończy sześćdziesiątkę, zaczyna się czas na refleksje z głęboką zadumą na ławie w ogródkowym eldorado, w cieniu winogron. Ile masz do powiedzenia, nie gubiąc po drodze człowieczeństwa omotanego siłą mediów?<span id="more-5166"></span></p>
<p>Oto i moje myślenie w trakcie wyrębu stuletnich sosen gdzieś na obrzeżach wsi polskiej. Lasu ciętego na różne sposoby i zawzięcie wywożonego drewna na landy.</p>
<p>To jest ta niemiecka ekonomia ze swoim sprytnym poniekąd wybiegiem, by dorodne kłody drewna trafiły w okolice Bautzen, bądź Drezna z terenów gdzie kiedyś German gospodarzył się na żyznych ziemiach w szumie rzeki Bóbr.<br />
Czyli zaczyna się handel wymienny.</p>
<p>Moje sześćdziesiąt lat.<br />
Może oczy już nie te, chociaż dzisiaj więcej widzę, lecz to nie zmienia faktu, abym żył w granicach dobrego smaku którego nigdy nadto, chociaż dzieci i ryby głosu nie mają to ponoć zawsze się dogadają!<br />
Był nawet taki wróbel ze swoim upartym ćwir, ćwir, gdzieś w miejscowości Neusarchen, który jakby pytał mnie o moją polskość, i rozumiałem go, gdy niemieckie dzieci próbowały go małpować i łamały języki.</p>
<p>Pomimo swojej włóczęgi aż po Irlandię, nadal wierzę że się w moim kraju przypomni bucowatym notablom czy jak kto woli tuzom o ziemi która ostatnio zarasta chwastami, bez względu na pogodę.</p>
<p>Choćby ten biznesmen chcący wydobywać pośrodku wioski w której mnie się zamarzyło żyć spokojnie, metodą pomp ssących żwir. Prawdopodobnie efekt końcowy będzie taki, że się wszystko zapadnie.</p>
<p>Czy jest to jakaś schizofrenia czy obłęd z mojej strony, że próbuję zastukać do odpowiednich drzwi, ale gdzie są te drzwi<br />
niekoniecznie oznakowane liczbą 9?</p>
<p>Oczywiście, oczywiście&#8230; W tym miejscu aż się prosi o przypomnienie fraszki:</p>
<p><em>Obiecanki, cacanki,<br />
stąd ten brzuszek u Hanki!</em></p>
<p>Teraz jak nakazuje przyzwoitość dobrze ułożonego faceta (politycy uczcie się, na to nigdy za późno) przepraszam wszystkie Panie Hanie, mimo to wciąż ufnie popatruję na człowieka z urzędu, który swoim jednym kulfoniastym podpisem może skazać wieś na zatratę. Bo może przecież któregoś poranka obudzić się w zbiorniku retencyjnym.</p>
<p>Zatem nie odważę się polityki równać do religii, czy religii do polityki, chociaż widziałem galerię obrazów w przedsionku jednego z kościołów, zaś w gabinecie byłego sekretarza pezetpeer &#8211; krzyż.</p>
<p>Więc skoro talent jest iskrą bożą, to dlaczego obydwie artystyczne strony (witaj ironio) nie mogą być traktowane jako sacrum?<br />
Przepraszam, że ubliżam samemu sobie. Żadne jakieś sorry!</p>
<p>Miłość macierzyńską zostawiam w spokoju, niech sobie dojrzewa w spokoju w ciepełku kominka, skoro to jesienne róże a w sadach zaczyna się wielki łomot spadów. Rodzaj jabłek na jabole.</p>
<p>Człowiek zawsze podglądał przyrodę i czegoś się od niej uczył, stąd moja wiedza, że duże ryby schodzą bliżej dna, gdzie mają większe możliwości na sute żerowanie. Zapomina karp i leszcz, że jest to w pełni uzasadnione królestwo szczupaka, okonia czy sandacza.</p>
<p>Powiem tak :</p>
<p>Wszelkie owady w tym szerszenie, nie są agresywne, to człowiek pragnie się wybielić po tym jak rozdeptał zupełnie świadomie mrówkę, bo niby akurat przebiegła mu drogę.</p>
<p>Wzdycham, jakby ten mój kraj pocięto na klocki i porąbano, boć i zaczyna się rąbanina z dzieleniem mało matematycznym na szlachtę i ratajów, kolokwialnie mówiąc szerpów.</p>
<p>Rzeczywistość to wschody i zachody słońca, bywa księżycowe przejścia w stany chudsze lub pełniejsze. A słonko ostatnie wstaje z czerwoną buzią, nasuwając skojarzenia retro.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/24/ryszard-gruchawka/dzien-w-ktorym-swiat-postarzal-sie-o-kolejne-szescdziesiat-lat/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szukamy sponsora strony Gruchawki</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/21/letowski/szukamy-sponsora-strony-gruchawki</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/21/letowski/szukamy-sponsora-strony-gruchawki#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 06:11:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>
		<category><![CDATA[NEWS]]></category>
		<category><![CDATA[adminowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=5187</guid>
		<description><![CDATA[Szukamy 122 złotych polskich na przedłużenie o rok domeny ryszardadamgruchawka.pl To strona Ryszarda Adama Gruchawki, bolesławianina z urodzenia, pisarza mieszkającego obecnie w Starej Olesznej i jednego z współautorów bobrzan. Strona Ryszarda pojawiła się w internecie rok temu, zrobiłem ją gratis, aby pomóc Ryśkowi w promocji jego twórczości. Stronka pełnia swoją rolę całkiem dobrze. Aby spełniała [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/08/ryszardadamgruchawka-blog-14.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1021" style="margin: 10px;" title="ryszardadamgruchawka blog-14" src="http://bobrzanie.pl/blog/wp-content/uploads/2009/08/ryszardadamgruchawka-blog-14-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a></p>
<p>Szukamy 122 złotych polskich na przedłużenie o rok domeny <a href="http://www.ryszardadamgruchawka.pl/powitanie.html" target="_blank">ryszardadamgruchawka.pl</a> To strona <strong>Ryszarda Adama Gruchawki</strong>, bolesławianina z urodzenia, pisarza mieszkającego obecnie w Starej Olesznej i jednego z współautorów bobrzan. Strona Ryszarda pojawiła się w internecie rok temu, zrobiłem ją gratis, aby pomóc Ryśkowi w promocji jego twórczości. Stronka pełnia swoją rolę całkiem dobrze. Aby spełniała ją dalej, trzeba opłacić domenę na kolejny rok.<span id="more-5187"></span></p>
<p>Sytuacja materialna właściciela strony nie jest różowa. Miejsce na serwerze udostępnia za darmo <strong>Patryk Szczepański</strong> i jego firma Pexter Interactive. Jeśli ktoś chciałby pomóc Ryszardowi i opłacić domenę, proszę o kontakt na adres luty24(małpa)poczta.onet.pl lub pod numerem telefonu 0 696 373 113.</p>
<p>Jeśli darczyńcą będzie jakaś firma lub ktoś, komu zależy na reklamie, proponuję w zamian półroczną reklamę na bobrzanach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/21/letowski/szukamy-sponsora-strony-gruchawki/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prosty przepis na koguci wigor, czyli jaja na surowo.</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/12/ryszard-gruchawka/prosty-przepis-na-koguci-wigor-czyli-jaja-na-surowo</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/12/ryszard-gruchawka/prosty-przepis-na-koguci-wigor-czyli-jaja-na-surowo#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Jul 2010 20:11:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ryszard Gruchawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=5072</guid>
		<description><![CDATA[Codziennie przyglądam się dyskretnie ludzkim relacjom typu: sąsiad sąsiadowi kością, albo inaczej: wilk wilkowi człowiekiem.  Tak to kłania się lokomotywa składu osobowego Legnica – Bolesławiec, dociera do moich szarych komórek, że urodziłem się w egzotycznym kraju z kilogramami równie egzotycznych wędlin, jak salceson czy kaszanka, ta ostatnia, frustrująca krew z kaszą, najczęściej z przekonań religijnych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Codziennie przyglądam się dyskretnie ludzkim relacjom typu: sąsiad sąsiadowi kością, albo inaczej: wilk wilkowi człowiekiem.  Tak to kłania się lokomotywa składu osobowego Legnica – Bolesławiec, dociera do moich szarych komórek, że urodziłem się w egzotycznym kraju z kilogramami równie egzotycznych wędlin, jak salceson czy kaszanka, ta ostatnia, frustrująca krew z kaszą, najczęściej z przekonań religijnych jest omijana szerokim łukiem.<span id="more-5072"></span></p>
<p>Alkohole pozostawiam na wszelkie okazje trącające robakiem w ciszy rodzinnego zamyślenia, właściwie to mam powód na strzelenie sobie siarczystego kielicha choćby w intencji zdrowych wyborów prezydenckich narodu polskiego, chociaż nie ja jeden wiem że:</p>
<p><em>Po wielkim praniu byle szmatka,<br />
proporcem może być przez latka!</em></p>
<p><em><br />
</em>W zasadzie to jest inny motyw na podniesienie temperatury cherlawego ciała drwala z borów dolnośląskich, bo właśnie wczoraj 9.07.2010 złowiłem swojego pierwszego lina po piętnastu latach zapalczywego wędkowania. Poza tym jest zdrowo i ludowo w samym sercu wioski z wolna gotującej się na święto kartofla odmiany ,<em>Lenino&#8217;</em> (wcześniej miał<br />
być makaron <em>muszelki</em>). Tak się plączę, jak w dżungli pnącze.</p>
<p>Nasza jako taka kultura polityczna, nie ukrywam, że nawet korzystanie ze spłuczki klozetowej jest polityką, miesza się drastycznie, wręcz skandalicznie z temperaturą powietrza i wody po worki z piaskiem, bo tyleż są warte deklaracje polityków względem ratowania wioski przed pójściem pod wodę, ile warta jest konsumpcji kiełbasa wyborcza reklamująca się w ostatnich dniach fali upałów.</p>
<p>To skłania mnie do refleksji, czy aby nie jest taki początek końca czegoś, co dla nie zorientowanych tak się ma jak koniec sznurka, będącego jednocześnie połączeniem z zawleczką granatu absolutnie bojowego. Więc szlag mnie trafia, szlag na te zawirowania klimatów, a wtedy ja by odreagować się od takowych przeżyć, które to wpędzają człowieka we wszelkiego rodzaju <em>desperados</em>, chwytam za wędkę i biegnę nad wodę. W tym miejscu mam sporo czasu na analizę przypadków i wyjątków w sensie życiowych kopniaków od rzekomych przyjaznych duszyczek z luźnym rogalem na gębie po tym jak udało się mu zamienić łom na cukrowane słówka hipokryty znad rzeki Warty. Wszak żyletka żyletce nie równa, chociaż obie całą dobę przeleżały w chłodzie pod kopułką piramidki.</p>
<p>I nie licz na to, że ktoś z gminu będzie ci klaskać z powodu tego, że ci obrodziło w polu i w zagrodzie. Sąsiad o mentalności starego ubeka jeszcze cię psem poszczuje, żebyś co do jednego nie miał złudzeń, za darmo to tylko w mordę po ciemnicy można oberwać.</p>
<p>Duży pies, wielka kupa i tak to się wszystko nakręca, co ostatecznie doprowadza do mało filozoficznej zadumy nad postacią czegoś, co ziemię faszeruje azotem.  Takie są te polityczne zagony z linią demarkacyjną zaznaczoną mocą pieniądza, bo ja nie wierzę, że operacja plastyczna może zmienić bezkolizyjnie urodę Pinokia na piękne kształty łabędzia, chociaż widziałem w pewnym ogrodzie krasnala, jak to uśmiechał się do ludzi i potrząsał głową ubraną w wełnianą czapeczkę z wielkim pomponem.</p>
<p>Wszak nie było i nie będzie nigdy takiej aury, która by sprzyjała wszystkim, jak i nie będzie takiego kucharza, który zadowoliłby wszystkim gusta.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/07/12/ryszard-gruchawka/prosty-przepis-na-koguci-wigor-czyli-jaja-na-surowo/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nagie ścierniska (fragment pierwszy)</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/29/ryszard-gruchawka/nagie-scierniska-fragment-pierwszy</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/29/ryszard-gruchawka/nagie-scierniska-fragment-pierwszy#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Jun 2010 05:29:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ryszard Gruchawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=4892</guid>
		<description><![CDATA[Zdarzają się zawieruchy w życiu człowieka, kiedy gubi się jak dziesięć groszy, a wtedy nie widzi takiej potrzeby, by naprawiać cokolwiek, nawet jeśli kapie mu na głowę. Zatem jaki byłby sens kogokolwiek przepraszać, bądź oczekiwać zrozumienia, kiedy połowę zimnej drogi przebyło się w sandałach z wikliny? Żadna radosna droga, kiedy to z utratą rachuby czasu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zdarzają się zawieruchy w życiu człowieka, kiedy gubi się jak dziesięć groszy, a wtedy nie widzi takiej potrzeby, by naprawiać cokolwiek, nawet jeśli kapie mu na głowę. Zatem jaki byłby sens kogokolwiek przepraszać, bądź oczekiwać zrozumienia, kiedy połowę zimnej drogi przebyło się w sandałach z wikliny?<span id="more-4892"></span></p>
<p>Żadna radosna droga, kiedy to z utratą rachuby czasu tłukłem się w obskurnych przedziałach pociągów osobowych klasy drugiej, w towarzystwie podejrzanie łamanej polszczyzny i wściekałem się na bilet kolejowy, że jego ważność kończy się za kilka godzin.</p>
<p>Są brzydkie dziewczyny i piękne nadzieje o warkoczach komety, ale jak na razie musiałem tylko wierzyć, że ten szary kamyk w kieszeni to taka pchełka noszona na szczęście.</p>
<p>Też miałem swojego kumpla. Poczciwego, kudłatego burka, lecz był na tyle stary, że z przyzwoitości i szacunku dla swojego skromnego stanu, odszedł z tego świata. Najwyraźniej nie rajcowały go nazistowskie zastrzyki.</p>
<p>Wracałem do cywilbandy. Jeszcze parę dni temu byłem żołnierzem z radziecką pepeszą, teraz miałem w planach postawić wigwam, wbrew wszystkim jutrom i spłodzić syna z poukładanymi szufladkami.</p>
<p>Nie chciałem pukać do drzwi rodzinnego domu. Zapamiętanej chaty, dziwnie i zawsze stojącej tuż za pierwszym zakrętem drogi. Marzyło mi się zmajstrować coś oryginalnego, coś na wzór stylowego kominka ze znalezionych agatów na podlwóweckich polach.</p>
<p>Określałem się we włóczędze donikąd z rysem matki zatrzymanym w pamięci jaskrawszym od twarzy ojca. Beznamiętnie wchodzącym w głębokie zamyślenie, skrzywionym ostrzem rosyjskiej żyletki, kiedy to matka pachniała po niedzielnemu drożdżowym ciastem, sosnowym drewnem i szarym mydłem.</p>
<p>Ojca poznawałem po najpiękniejszym zaroście świata, oddechu równemu zapachowi czyszczonej cygarniczki i po rękach – wielkich dłoniach wyrzeźbionych z egzotycznego kawałka drewna, bogato ubarwionego licznymi słojami.</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><span style="color: #888888;"><em>Tak zaczyna się nowa książka <a href="http://www.ryszardadamgruchawka.pl/powitanie.html" target="_blank">Ryszarda Adama Gruchawki</a>. Na kolejny fragment zapraszamy za tydzień.</em></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/29/ryszard-gruchawka/nagie-scierniska-fragment-pierwszy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pejzaż wioski na skarpie, czyli &#8222;Natura 2000&#8243;</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/12/ryszard-gruchawka/pejzaz-wioski-na-skarpie-czyli-natura-2000</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/12/ryszard-gruchawka/pejzaz-wioski-na-skarpie-czyli-natura-2000#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Jun 2010 09:52:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ryszard Gruchawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=4673</guid>
		<description><![CDATA[Czy ktoś się pofatyguje i uświadomi mnie, bądź mi przybliży gruntownie, czym pachnie &#8222;Natura 2000” skoro przyroda za moim oknem pełna jaskółek, wieczornych nietoperzy, łącznie z nocnym koncertem żab, raptem przycichła niczym przed wielką burzą. Mogę tylko domniemywać, że cały ten cichy świat narodził się za sprawą pewnego jegomościa z portfelem ze świńskiej skóry, który [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy ktoś się pofatyguje i uświadomi mnie, bądź mi przybliży gruntownie, czym pachnie &#8222;Natura 2000” skoro przyroda za moim oknem pełna jaskółek, wieczornych nietoperzy, łącznie z nocnym koncertem żab, raptem przycichła niczym przed wielką burzą. Mogę tylko domniemywać, że cały ten cichy świat narodził się za sprawą pewnego jegomościa z portfelem ze świńskiej skóry, który to bez jakichkolwiek skrupułów, czy sentymentów, pobliskie dwa stawy obwarował tabliczkami &#8222;Teren Prywatny.Wstęp Wzbroniony&#8221;.<br />
<span id="more-4673"></span><br />
Zignorowałem ostrzeżenie i wszedłem w obręb stawu porośniętego soczystą trzciną.Do uszu dochodziły mnie odgłosy<br />
lina podgryzającego łodygi trzciny,równie dobrze mógł być to amur smakosz wszystkiego co roślinne. Spod nóg wyprysnął przepiękny zaskroniec i rzucił się do wody. Sąsiedztwo stawów to łąka pełna rozmaitych roślinek, dziurawiec, podbiał, mlecz, dzika koniczyna i dziesiątki jaskrawych kwiatków.<br />
Drogę zastąpił mi młody człowiek i oświadczył wręcz wyniośle, że z dniem dzisiejszym nie mogę usiąść nad wodą i sobie wędkować, bo to jego własność i on to zamiaruje wydobywać tutaj żwir i te dwa stawy siłą rzeczy przestaną istnieć, jakby się kto pytał.</p>
<p>Kłania się ciemnogród. Krótko mówiąc i jasno w tym miejscu zaczyna się bezkarna degradacja środowiska, z pejzażem skróconym o głowę. Zresztą poczyniono już pierwsze kroki, czego byłem przypadkowym świadkiem gdy wieczorem siedziałem nad wodą, bodaj ubiegłego roku, i widziałem jak speckoparka wyrywała wyrastające znikąd sosny i brzozy, by potem zakopać i ani śladu po wyrwanym bólu zęba!<br />
A może wracamy do sławetnych pegieerowskich czasów, widziałem i nic nie mogłem zrobić, to były lata osiemdziesiąte w okolicach miasta granicznego Gubin. Tamtejsze Państwowe Gospodarstwo Rolne karczowało dorodny sad owocowy na przestrzeni kilku hektarów, by potem na tej ziemi zasiać kukurydzę.<br />
A to się dopiero mama kaczka zdziwi gdy ze swoimi kaczątkami będzie chciała wypłynąć na otwartą wodę a tu koparka albo inny taśmociąg. I więcej żwiru panowie,więcej żwiru!</p>
<p>Kto ma jakiekolwiek wątpliwości względem moich wywodów, tego odsyłam do &#8222;Wieści Gminnych” nr 5, 2010 rok, w nich to właśnie na stronie piątej napisano, co następuje:  &#8222;Wójt Gminy poprosił przedstawicieli firmy o wyjaśnienia w tej sprawie&#8230;Właściciele firmy ,,Kruszywo” wyrazili wolę jak najszybszego uruchomienia kopalni. Dałoby to budżetowi gminy dodatkowe dochody, a mieszkańcom nowe miejsca pracy.”</p>
<p>Jak na ironię, bo w tymże wydaniu biuletynu informacyjnego gminy Bolesławiec, można dowiedzieć się obszernie o turnieju młodych ekologów, albo poczytać sobie o pięknym okrzyku: &#8222;Pamiętajmy o naszej planecie&#8221;.</p>
<p>Wieś Stara Oleszna, bo o niej mowa, skurczyła się i z lękiem patrzy w tamtym kierunku, gdzie ciężki sprzęt zafunduje jej<br />
mieszkańcom dół po wielkiej bombie.<br />
Kurczę, gdzie ja będę pisał swoje bajki jeśli braknie tych stawów z myszką chrobotką i szerszeniem zbójnikiem?</p>
<p>Chyba taki jest początek końca naszej jeszcze zielonej wyspy, katowanej przez bezmyślność i chciwość aby tylko było więcej w sakiewce. Zaczynam wątpić w &#8222;Naturę 2000&#8243;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/06/12/ryszard-gruchawka/pejzaz-wioski-na-skarpie-czyli-natura-2000/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z notatnika cyklisty</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/05/30/ryszard-gruchawka/z-notatnika-cyklisty</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/05/30/ryszard-gruchawka/z-notatnika-cyklisty#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 May 2010 20:11:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ryszard Gruchawka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=4470</guid>
		<description><![CDATA[Nie ja jeden znam tę prawdę, że aby gdziekolwiek dojechać rowerem, trzeba solidnie nakręcić się nogami, a szczególnie w taką porę, kiedy mocno dmucha i to prosto w twarz. Jeszcze ta droga jak pole golfowe, jej zdeformowaną twarz pozostawię w spokoju, choćby dla ,,honoru” drogowców. Więc jechałem rowerem do Bolesławca kwitnącego nad rzeką Bóbr i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Nie ja jeden znam tę prawdę, że aby gdziekolwiek dojechać rowerem, trzeba solidnie nakręcić się nogami, a szczególnie w taką porę, kiedy mocno dmucha i to prosto w twarz. Jeszcze ta droga jak pole golfowe, jej zdeformowaną twarz pozostawię w spokoju, choćby dla ,,honoru” drogowców. Więc jechałem rowerem do Bolesławca kwitnącego nad rzeką Bóbr i rozmyślałem o ludzkiej przyzwoitości, oczywiście w cudzysłowie, bo o owej zapchlonej, nie karcąc wyjątków pomimo bolesnych upadków z licznymi siniakami na psychice.</strong><br />
<span id="more-4470"></span> Upadków tak ostatnimi czasy modnych, aż przechodzi ta udręka w snobizm i sadyzm, z tą smutną liczbą ludzi na bruku, robotnic i robotników, wszystko rozgrywa się w kontekście upadłości zakładu pomimo tego, że w mniemaniu zidiociałych ekonomistów jesteśmy zieloną wyspą, którą ominął gospodarczy bajzel, krótko mówiąc kryzys.<br />
Ja bynajmniej swoją lodówkę odciąłem od prądu. Polskie realia ze starym ułanem w legendarnej szarży.<br />
Pozostała szabla tłumacząca sentencję słowa patriotyzm, suchy kaszel sprowokowany pyleniem sosen i sentymentalna podróż do czasów osławionych Sulejówkiem wraz z kasztanką. Żołnierski duch pozostał w narodzie, lecz pręgierz pośrodku rynku zastąpił ogłoszeniowy słup z serią afiszy pucułowatych buziek <em>en face,</em> tych chcących ostać się przewodnikami.<br />
Wyszło na jaw, że to są izolatory.</p>
<p>Wolny kraj toteż przybyło nam Pawłów i Gawłów, więc ja z prawa słowa też wolnego, a cenzura nie śpi, wtrącę w te dywagacje swojego ziomala, dyć z tych ziem piastowskich się wywodzi, a godność jego to Dariusz Kwaśniewski. On to przecie, nikt przed, zaoferował się mówiąc kolokwialnie, zrobić recenzję do mojej powieści <em>&#8222;Nagie ścierniska&#8221;</em>.<br />
Jeśli to możliwe, proszę nie posądzać mnie o tendencyjność!  Osobiście uważam, że każdemu należy się &#8222;dzień dobry&#8221;.</p>
<p>Są ludzie na tej ziemi, którym udało się korzystnie coś sprzedać bądź kupić lub odwrotnie, mnie udało się ułaskawić pchłę grasującą na grzbiecie kota, zresztą jeden polityk ma coś z kota, inny z pchełki lubiącej się wozić na gapę.<br />
A propos mediów, tych lokalnych, telewizor zawsze można wyłączyć, a z gazety zrobić trąbkę.</p>
<p>Tymczasem, jak usłyszałem od społeczności bloku, mój ziomek wyprowadził się stamtąd, więc dobrze by było abym się pospieszył z tą recenzją, bo dzisiaj najszybciej odchodzą politycy, a &#8222;Pan Dariusz poszedł tą drogą i chwała mu za to&#8221; (pytlowały językami dwie panie, jedna w oknie, druga przede mną z ratlerkiem na rękach).<br />
- Bo widzi pan &#8211; spuentowała sprawę ta w oknie &#8211; my nie wierzymy w dobre intencje jakiegoś Zorro, co innego człowiek, który nic nie robi na pokaz, bo wie, że największą chorobą cywilizacji jest znieczulica społeczna.</p>
<p>Nie odpowiedziałem nic. Wsiadłem na rower i odjechałem, ponownie pod wiatr, rozważając nad kierownicą jak długo mi starczy sił, by tak pedałować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/05/30/ryszard-gruchawka/z-notatnika-cyklisty/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemnica i Ucho</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/05/13/letowski/tajemnica-i-ucho</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/05/13/letowski/tajemnica-i-ucho#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 08:26:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>
		<category><![CDATA[wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=4264</guid>
		<description><![CDATA[Althea wygrzebała w zbiorku “Teraz mówimy my!” z 1985 roku dwa wiersze Ryszarda Adam Gruchawki. Zapraszamy do lektury. Tajemnica ziemi Otwiera się ziemia Ciężkie buty górników Zostawiają protektory Światło lamp Wymiata brudny kurz ciemności Ostrzegawczy szum pyłu I nikt nie ma odwagi by zawrócić Ucho Przyłóż ucho do ziemi To będzie bezbolesne W szczelinach wyciętych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><strong>Althea </strong>wygrzebała w zbiorku “<em>Teraz mówimy my!</em>” z 1985 roku dwa wiersze <a href="http://bobrzanie.pl/blog/category/blog-pisarza-ryszarda-adama-gruchawki" target="_blank"><strong>Ryszarda Adam Gruchawki</strong></a>. Zapraszamy do lektury.</div>
<div><span id="more-4264"></span></div>
<p><strong>Tajemnica ziemi</strong></p>
<p>Otwiera się ziemia</p>
<p>Ciężkie buty górników</p>
<p>Zostawiają protektory</p>
<p>Światło lamp</p>
<p>Wymiata brudny kurz ciemności</p>
<p>Ostrzegawczy szum pyłu</p>
<p>I nikt nie ma odwagi by</p>
<p>zawrócić</p>
<p><strong>Ucho</strong></p>
<p>Przyłóż ucho do ziemi</p>
<p>To będzie bezbolesne</p>
<p>W szczelinach wyciętych ostrzami wody</p>
<p>Usłyszysz</p>
<p>Wtopiony w diamentową ciemność</p>
<p>Mój głos</p>
<p>Zapamiętaj</p>
<p>Czarną krew pachnącą potem</p>
<p>Ślady obolałych palców</p>
<p>Pęknięte wiertło</p>
<p>Na ślepym torze</p>
<p>Z palcem na ustach stoi synek</p>
<p>Czeka na ojca</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/05/13/letowski/tajemnica-i-ucho/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czas prostowania gwoździ (4)</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2010/01/05/letowski/czas-prostowania-gwozdzi-4</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2010/01/05/letowski/czas-prostowania-gwozdzi-4#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 07:59:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2731</guid>
		<description><![CDATA[Nadchodzą inni z miasta. Nieco rozbawieni, ale tylko nieco, bo chcą ten chropowaty i brudny dworzec przemeblować na swój gust swoją kulturą. Jak  na razie, wyrażają  swoje  poglądy, ten bunkier uwłacza i obraża inne kultury. Choćby i dlatego, że żyją w tym swoim pieprzonym światku poskładanym z wiórowych płyt. Co piękne odeszło do lamusa. Bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nadchodzą inni z miasta. Nieco rozbawieni, ale tylko nieco, bo chcą ten chropowaty i brudny dworzec przemeblować na swój gust swoją kulturą. Jak  na razie, wyrażają  swoje  poglądy, ten bunkier uwłacza i obraża inne kultury. Choćby i dlatego, że żyją w tym swoim pieprzonym światku poskładanym z wiórowych płyt.</p>
<p><span id="more-2731"></span></p>
<p>Co piękne odeszło do lamusa. Bo solidne meble to tradycja, którą czasem można zobaczyć w kolorowych folderach. Moje pragnienie z dala od  wodopoju, zbudowanie następnej wieży Babel rękami chłopczyka gotowego do walki bez konkretnej  motywacji. Lecz  zawsze z procą i z kieszeniami drobnych kamyków, nastawionym bojowo przeciw tym wszystkim tworzącym pakt z wewnętrzną organizacją do małych bitew z ptaszkami.</p>
<p>Ślad się urwał po nawałnicy. Rasiści pospołu z nazistami, ukryli się pod szyldami wielkich korporacji i karteli. Proca została. Dowód chłopięcego  przestępstwa, za które zawsze przypomni się ojcowski pasek.<br />
Zatem kusi mnie mój anioł stróż (obecnie na usługach firmy ochroniarskiej), abym rozpędzony świat sprowadził z asfaltowej szosy, na zawsze cichą wiejską drogę i dał spocząć drewnianym nogom stracha na wróble. Czarna ospa zostawia głębokie ślady. Jak wątpliwa wiara na wygnaniu, że mój nic nie znaczący wybór prezydenta uchroni moje małe ojczyzny przed kwaśnym deszczem, plagą szczurów, szarańczą wraz z pożegnaniami pod tablicą odlotów. Bo moda na tenisówki i trampki przeminęła razem z paszportem do ojczyzny Goethego.</p>
<p>Siedem miesięcy spędzonych na wyspie skręconej z kilometrów drutu zwanego elektrycznym pastuchem, pozwoliło mi bym przeszedł metamorfozę, bo wyostrzyło mi słuch, wzrok i smak. Więc z rozrzewnieniem przypominałem swoje miejsce na wsi. W grajdole zawieszonym jakby na dwóch kontygnacjach. Świat trzeźwy i ten na rauszu. Ci zaszczepieni winem taniego sortu, mogło być i francuskie, byleby za pięć złociszy, wciąż się nakręcali w obrębie cichutkiego sklepiku, z siekierką za paskiem i z nożycami do cięcia blachy. Dla przyzwoitości, żeby nikt im nie powiedział, że są śmierdzącymi nierobami.</p>
<p>Sklepowa też patrzyła na takich łaskawszym okiem, bo na zeszyt bez pomruku dawała płyny z prądem, kiedy taki w ręku trzymał bat albo pompkę  do roweru. Chociaż jeszcze w nich się kołatał zdrowym serduchem, stary, sowiecki poligon z tamtym wesołym dniem, kiedy to sprzątnęli  z hangaru ruskim lotnikom, odrzutowiec  z czerwonymi  gwiazdami, z dokumentnie pijanym pilotem w kabinie. Na holu z polskim traktorem &#8222;ursus”. Potem coś się w nich wyprostowało, rozsłoneczniło, kiedy  z  korka  wybitego  z  butelki, zrobili  spławik. Na  miarę skromnych  wymagań  wędkarza – amatora .</p>
<p>Pomalowali ten spławik barwami narodowymi, na biało &#8211; czerwono, by zaznaczyć swoje głębsze  myśli, pomimo kaca, że jakby ten spławik nie  poszedł głęboko pod wodę, zawsze wypłynie na wierzch. Staram się być tolerancyjny, nawet wobec haseł. Utrzymujących prowokacyjnie łańcuszek pozornej, zawsze głośnej, lecz zakłamanej wspólnoty. Tych z peryferii miasta i tych z kontenerów, niby to solidarnie i hucznie, obchodzących urodziny komornika z imieninami pomysłodawcy gett, dla patologii społecznej. Pijusów, nieudaczników i marzycieli o patronie świętym, który ośmieli się bronić praw oszukanych i pokrzywdzonych, bo to wspólny sedes i kuchnia. Łazienka została podtopiona.<br />
Co nie oznacza, że parasol, prezerwatywa i pani psycholog są  zbyteczne do życia w gromadzie. Bez względu na czas i miejsce, drzewa  tworzyły  i  tworzyć  będą  najpiękniejsze  aleje. Nie ujmie temu urokowi nic, nawet kondukt pogrzebowy i ostatnia salwa honorowa.  Życie  i  śmierć, to  najwierniejsze  małżeństwo. Miłość w tym przypadku jest żałobnikiem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2010/01/05/letowski/czas-prostowania-gwozdzi-4/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Izdebny szlaczek</title>
		<link>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/26/letowski/izdebny-szlaczek</link>
		<comments>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/26/letowski/izdebny-szlaczek#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Nov 2009 07:23:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bernard</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gruchawka]]></category>
		<category><![CDATA[wiersze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bobrzanie.pl/blog/?p=2290</guid>
		<description><![CDATA[Mową ludzi prostych wyrażam co bliskie, po cerkiewny śpiew diaka w skrzypie kół furmanek, ruczaj ożywiony ślepi żywym srebrem, po szablę stępioną gdzie zaległ powstaniec. Bywa zieleń zdrowsza,taka mowa bez kaszlu, z tablicą u szosy,,Uwaga gołoledź” zatem bez umiaru, całą ziemią smutnie szeleści nostalgia i brzęczy w kantorze. Na muldach i dołkach wracają instynkty, z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mową ludzi prostych wyrażam co bliskie,<br />
po cerkiewny śpiew diaka w skrzypie kół furmanek,<br />
ruczaj ożywiony ślepi żywym srebrem,<br />
po szablę stępioną gdzie zaległ powstaniec.<br />
<span id="more-2290"></span><br />
Bywa zieleń zdrowsza,taka mowa bez kaszlu,<br />
z tablicą u szosy,,Uwaga gołoledź”<br />
zatem bez umiaru, całą ziemią smutnie<br />
szeleści nostalgia i brzęczy w kantorze.</p>
<p>Na muldach i dołkach wracają instynkty,<br />
z pisaniem serdeczną i pluciem raz dziennie,<br />
z przepuszczaniem słabszych drogą pożarową,<br />
gdzie się żywcem spaliły dwa zbłąkane łabędzie.</p>
<p>Sprawiedliwość wątpliwa bladym okiem żarówki<br />
rewiduje mrok kątów pod ślubnym portretem,<br />
stygnie dusza w żelazku, dziewczęta jak wczoraj,<br />
ojczyzna bez zmian, więc znam tę kobietę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bobrzanie.pl/blog/2009/11/26/letowski/izdebny-szlaczek/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
