Żyję w takim kraju, słyszę tu i ówdzie albo jeszcze dalej, gdzie absurd miesza się z nonsensem bądź z paranoją na pograniczu wyginięcia optymizmu, czyli czarna wizja środy z ligą mistrzów w tle, tymczasem jest sobota, w niedzielę zaś rosół z kury żywcem wziętej z chłopskiego podwórka, we wtorek świniobicie. Tutaj dopisek: Gościu od walenia wieprzka obuchem jest na cyku.
Archiwum dla ‘Gruchawka’ kategoria
S.O.S. dla wioski Stara Oleszna
08-31-2010Drzazgi, wióry i włosy pełne igliwia
08-08-2010Każda granica ma swoje racje, jak racje mające swoją granicę.
Prowincjonalny świat dziczeje, wzdycha ten i ów z przypomnieniem starych dziejów na odległej gwieździe życia wioski krytej słomianą strzechą, kiedy wspólnota chłopska darła pierze, deptała kapustę i czyniła ciasto na chleb. Bajka innego formatu, bo królewna Śnieżka zamieniła koronę na beret z włóczki koloru zepsutej krwi i dzisiaj konkuruje na scenie rozrywkowej z gwiazdą muzyki i krasnoludkom mówi przez zęby, czyli łowcom autografów: Spadaj dziadu! » Read more: Drzazgi, wióry i włosy pełne igliwia
Klingi tępych szabel
07-27-2010Budzę się, bo akurat w radiu informują złowieszczo że upał nie zelżeje, ponadto, to apel do kombajnistów, traktorzystów i lżejszych czołgistów, paliwo będzie w drastycznej cenie, zarówno jak machorka, cukier i wszelkie inne opłaty balansujące na ostrych krawędziach. Zatem wszystko co się ima konsumpcji w normie, wraz z wyciem psa, pianiem koguta i z rąbaniem drew na podtrzymanie cichnącego ognia. » Read more: Klingi tępych szabel
Dzień w którym świat postarzał się o kolejne sześćdziesiąt lat
07-24-2010Wydaje mi się, bo wciąż ostatnio tylko próbuję domniemywać, że kiedy człowiek kończy sześćdziesiątkę, zaczyna się czas na refleksje z głęboką zadumą na ławie w ogródkowym eldorado, w cieniu winogron. Ile masz do powiedzenia, nie gubiąc po drodze człowieczeństwa omotanego siłą mediów? » Read more: Dzień w którym świat postarzał się o kolejne sześćdziesiąt lat
Szukamy sponsora strony Gruchawki
07-21-2010Szukamy 122 złotych polskich na przedłużenie o rok domeny ryszardadamgruchawka.pl To strona Ryszarda Adama Gruchawki, bolesławianina z urodzenia, pisarza mieszkającego obecnie w Starej Olesznej i jednego z współautorów bobrzan. Strona Ryszarda pojawiła się w internecie rok temu, zrobiłem ją gratis, aby pomóc Ryśkowi w promocji jego twórczości. Stronka pełnia swoją rolę całkiem dobrze. Aby spełniała ją dalej, trzeba opłacić domenę na kolejny rok. » Read more: Szukamy sponsora strony Gruchawki
Prosty przepis na koguci wigor, czyli jaja na surowo.
07-12-2010Codziennie przyglądam się dyskretnie ludzkim relacjom typu: sąsiad sąsiadowi kością, albo inaczej: wilk wilkowi człowiekiem. Tak to kłania się lokomotywa składu osobowego Legnica – Bolesławiec, dociera do moich szarych komórek, że urodziłem się w egzotycznym kraju z kilogramami równie egzotycznych wędlin, jak salceson czy kaszanka, ta ostatnia, frustrująca krew z kaszą, najczęściej z przekonań religijnych jest omijana szerokim łukiem. » Read more: Prosty przepis na koguci wigor, czyli jaja na surowo.
Nagie ścierniska (fragment pierwszy)
06-29-2010Zdarzają się zawieruchy w życiu człowieka, kiedy gubi się jak dziesięć groszy, a wtedy nie widzi takiej potrzeby, by naprawiać cokolwiek, nawet jeśli kapie mu na głowę. Zatem jaki byłby sens kogokolwiek przepraszać, bądź oczekiwać zrozumienia, kiedy połowę zimnej drogi przebyło się w sandałach z wikliny? » Read more: Nagie ścierniska (fragment pierwszy)
Pejzaż wioski na skarpie, czyli „Natura 2000″
06-12-2010Czy ktoś się pofatyguje i uświadomi mnie, bądź mi przybliży gruntownie, czym pachnie „Natura 2000” skoro przyroda za moim oknem pełna jaskółek, wieczornych nietoperzy, łącznie z nocnym koncertem żab, raptem przycichła niczym przed wielką burzą. Mogę tylko domniemywać, że cały ten cichy świat narodził się za sprawą pewnego jegomościa z portfelem ze świńskiej skóry, który to bez jakichkolwiek skrupułów, czy sentymentów, pobliskie dwa stawy obwarował tabliczkami „Teren Prywatny.Wstęp Wzbroniony”.
» Read more: Pejzaż wioski na skarpie, czyli „Natura 2000″
Z notatnika cyklisty
05-30-2010Nie ja jeden znam tę prawdę, że aby gdziekolwiek dojechać rowerem, trzeba solidnie nakręcić się nogami, a szczególnie w taką porę, kiedy mocno dmucha i to prosto w twarz. Jeszcze ta droga jak pole golfowe, jej zdeformowaną twarz pozostawię w spokoju, choćby dla ,,honoru” drogowców. Więc jechałem rowerem do Bolesławca kwitnącego nad rzeką Bóbr i rozmyślałem o ludzkiej przyzwoitości, oczywiście w cudzysłowie, bo o owej zapchlonej, nie karcąc wyjątków pomimo bolesnych upadków z licznymi siniakami na psychice.
» Read more: Z notatnika cyklisty


