Historia = przyszłość

03-07-2010 przez Bruner Zostaw odpowiedź »

parapluieWiecie Państwo jak brzmi motto przyszłych, wspólnych polsko-ukraińskich Mistrzostw Europy w piłce kopanej? Pewnie nie – więc przybliżę. U Ukraińców: Wspólnie tworzymy historię! U Polaków: Wspólnie tworzymy przyszłość! Zauważacie subtelną różnicę? Jest w tym coś, że Polacy tę swoją historię traktują jak wstydliwe i swędzące zaczerwienienie w okolicach narządów płciowych, które nabywa się niekoniecznie w środowiskach zbliżonych do małżeńskiej alkowy. W czasach, gdy świeżo po zapoznaniu się z rajem wałęsowskiej prezydentury i niecałe 5 lat po tzw. upadku socjalizmu postkomuniści szli tryumfalnie odbijać władzę, ich hasło: wybierzmy przyszłość było pod każdym względem uzasadnione. Dzisiaj – czyli 15 lat później, gdy kwitniemy pod najbardziej światłymi z rządów – ta niechęć do historii może zastanawiać.

 

 

Ale osobiście mam pewną tezę, która uzasadnia te semantyczne fikołki. Będąc politykiem – lepiej wybierać i budować przyszłość – bo przyszłość to materialne nic. Natomiast historia tak tych cwaniaczków swędzi – bo jest rozliczalna i zapisana w papierach. Przypominam sobie jak do poprzednich wyborów szedł tu u nas pewien lider, a główny punkt jego programu polegał w przybliżeniu na tym, aby gdzieś w okolicach wiaduktu wykopać dziurę i zalać ją wodą. Sam już dawno wpadłem na ten pomysł, warty nawet opatentowania – bo to jest najgenialniejsza metoda tworzenia atrakcji turystycznych w nudnych regionach. Mamy mdłą równinę – kopiemy wielką dziurę i zalewamy ją wodą. W ten sposób uzyskujemy za jednym razem jezioro i obok górę. Teraz wystarczy tylko uruchomić dział reklamy, PR i jazda. Tak więc, miejscowy lider proponował nam przyszłość i dokładnie nic go to nie kosztowało, poza groszowymi opłatami za druk akcydensowy.

Ruszyli! Ludzie! Oni ruszyli!

Jeśli macie Państwo problemy z zasypianiem – proponuję lekturę najnowszej beżowej gazety. Chrrrrrrr. Pan Dariusz zgłosił się oficjalnie na prezydenta. Chrrrrrrrrrrr. Cała pierwsza strona gazety. Chrrrrrrrrrr. Chciałem się, chrrrrrrrrrr, dowiedzieć, co proponuje nam kandydat? Ano, że będzie pisał z nami – wyborcami, na necie. To przełom! Mój Boże! Gdyby od takiej aktywności i kreatywności zależała moja kariera, to powinienem być już prezydentem USA, albo przynajmniej sekretarzem generalnym ONZ.

Pitbulle nudniejsze od chomików, psy dla emerytów i rodzin z dziećmi

Na 3 stronie jest fajne zdjęcie 4 facetów w maskach przeciwgazowych i męskiego kochanka Jolanty Rutowicz, który jak mu się lepiej przyjrzeć – jest bez maski gazowej na twarzy. Przyjedzie do nas grać w piłkę z abstynentami. Chrrrrrrrr. Jakby tej adrenaliny było za wiele – dziennikarka lokalna odbiera nam ostatnie nadzieje na podniesienie ciśnienia i przekazuje istotną informację: psy rasy pitbull są tak łagodne, że powinno się zatrudniać je w charakterze nianiek w żłobkach i przedszkolach. Nie częściej niż kilka razy do roku zdarza się bowiem, aby pitbull odgryzł dziecku twarz. W kolejnym numerze gazety, przybliżone zostaną czytelnikom metody alternatywnego zabawiania dzieci: np. z użyciem brzytwy, żyletek, lampy lutowniczej, gwoździa, kontaktu 240V, odbezpieczonego SIG-Sauera i garnka z gorącym rosołem. Chrrrrrrrrrr.

(na zdjęciu, z dedykacją dla red. Hanaf, tata i synek zadowoleni z usług niani pitbulla – fotografia zapożyczona z serwisu Pit Bull Awareness Center – OSTRZEŻENIE! DRASTYCZNE ZDJĘCIA!)

Myślenie, język, a pozycja cywilizacyjna Polaków

Istnieją teorie zakładające, że myślenie jest dość ściśle związane z językiem. Jeśli to prawda, to pod tym względem Polacy są w tragicznym położeniu. Język polski, od strony semantycznej i logicznej, to coś, co przypomina worek żywych szczurów w płonącej wytwórni amfetaminy. Samoloty lądują tu na pasach startowych, helikoptery startują z lądowisk. Na dach wyłazi się przez właz – choć niedawno w składzie budowlanym trafiłem również na wyłaz. Przez wyłaz więc, można też włazić.  U naszych południowych sąsiadów żyje brunatne zwierzę mające niejakie skłonności do miodu. W Czechach i u Słowaków więc funkcjonuje Miedvied, który lubi Mied. U Polaków – niedźwiedź też lubi miód. Tyle, że nie ma to już żadnego sensu :) Fajne są też niektóre nasze zapożyczenia. Weźmy parasol – bo to jest przebój :) W języku francuskim, para-soile jest to coś, co chroni przed słońcem (haha – taki parasol ogrodowy lub markiza), natomiast to co chroni przed deszczem nazywa się le parapluie. Dużo sympatii dla logiki języka polskiego budzi we mnie popularna dość forma: plastikowa stolarka okienna. Stolarka, to prawdopodobnie od niemieckiego Tischlerei - nazwa fachu, rzemiosła, polegającego na robieniu stołów, mebli. W Polsce utarło się, że stolarz to ktoś, kto robi w drewnie – wszystko. Jeśli więc chodzi o plastikową stolarkę okienną, to… mamy coś, co semantycznie powinowate jest do stołu i drewna, ale jest ramą od okna z plastiku - z rzemiosłem obecnie nie ma wiele wspólnego, bo robią to automaty. Widzicie Państwo sami.

Nic nie pobije jednak kreatywności językowej dziennikarzy sportowych, którzy są o tyle niebezpieczni, że ich bełkot trafia do mas, pogłębiając szaleństwo w dziedzinie logiki języka polskiego. Weźmy, w pełni odmienialny w polszczyźnie, rzeczownik mundial, który oznacza finały pucharu świata w piłce nożnej. Słowo to zostało zassane do polszczyzny albo po MŚ w Argentynie 78, albo po Hiszpanii 82. Copa Mundial de Fútbol – Puchar Świata w Piłce Nożnej. O ile znam więc nieco języki – forma dopełniaczowa hiszpańskiego rzeczownika mundo - świat, mundial – świata, funkcjonuje w Polsce jako nazwa największego piłkarskiego święta :)

Ostatnio zauważyłem, że oni lubują się w określaniu rosyjskich sportowych ekip narodowych mianem „sborna„. To podobny numer. Prawdopodobnie nikt nie uświadomił im, że to część całości: sborna kammanda Rosiji - czyli krótko mówiąc reprezentacja Rosji.

Podobno polszczyzna jest językiem bardzo poetyckim. Hmm. Być może. Pozwala bądź co bądź na ogromną kreatywność. Szkoda jedynie, że zabiegi te sprzyjają rozrostowi formy, przy istotnym zagubieniu treści przekazu.  Pamiętam jak Barańczak rozważał translację zdania: O wschodzie słońca ryknęły spiże.

Cóż za bieda w angielszczyźnie!

Tę kwiecistość dostrzegamy również w tłumaczeniach – z języków ichnich na nasz :) Jeśli na 100 tytułów amerykańskich filmów znajdziecie 1o, które mają coś wspólnego z oryginałem, to gratuluję. Uwielbiam brawurowe pociągnięcia tłumaczy, gdy np. sitcom King of Queens dostajemy w PL jako Diabli nadali. Do klasyki należy również  film Die Hard *- który, z racji, że akcja pierwszej części odbywała się w przeszklonym wieżowcu, ochrzczono mianem Szklanej pułapki. Autor tej kapitalnej translacji nie przewidział zapewne, że film doczeka się kolejnych czterech części – do których tytuł Szklana pułapka ma się tak, jak wół do samowaru.

Udało mi  się wytropić chyba tylko jeden, któremu darowano – sensacyjniak o superhelikopterze: Błękitny grom.

Natknąłem się niegdyś w podręcznikach do językoznawstwa na hipotezę, iż gdyby naukowcy posługiwali się na co dzień indiańskimi narzeczami Hopi/Nutka, które swoją wewnętrzną logiką najlepiej oddają ponoć naturę wszystkiego, co nas otacza – to cywilizacyjnie bylibyśmy o parę długości dalej niż jesteśmy obecnie :)

O ile dalej bylibyśmy jako Polacy, gdyby nasz język był mniej chaotyczny? Czy wydalibyśmy, jako naród, wielu świetnych fizyków, matematyków, ontologów? Trudno powiedzieć.

Jasne jest jednak, że mamy poważne problemy aby przetłumaczyć zgodnie z zamysłem autora choćby prosty tytuł ważnego dzieła Heideggera: Sein und Zeit :)

Nakręciłem się. Beżowa gazeta!

Chrrrrrrrrrrrrrr…

*) w angielskim gra słów oznaczająca brutalną śmierć i jednocześnie coś trudnego do usunięcia, wykorzenienia

Reklama

10 komentarzy

  1. Althea pisze:

    Joan, jak tylko będę w okolicy Waszego pięknego miasta, napiszę:). Wtedy proszę rezerwować wieczór i wczesny poranek;) na spokojną rozmowę przy napojach:)

  2. JoanDark pisze:

    Altheo, rzeknij jeno gdzie i kiedy : )

  3. Althea pisze:

    A, jeszcze a’propos tytułów. Nie wiem, czy pamiętacie taki film „Dirty Dancing”, swego czasu bijacy rekordy popularności wśród nastolatek, a brzmiacy słodko w języku polskim… No, kto pamięta jak?
    Ha, ha:)
    P.S.
    Z Brunerem i Tobą, Joan, nawet wino bym wypiła, chociaż nie przepadam:)

  4. JoanDark pisze:

    A ja jako poliglotka muszę się czepić „mundialu”.
    Mundial po hiszpańsku jest a) przymiotnikiem „światowy”, b) rzeczownikiem oznaczającym tyle co „mistrzostwa świata”.
    Dalej się nie będę pastwić : )
    Ale piwo z Brunerem – why not ?
    Aczkolwiek on chyba woli wino ;)

  5. Althea pisze:

    Powinnam sie odnieść jako polonista, ale mi się nie bardzo chce:) – sobota. Ale podoba mi sie Twoja, Bruner, zgryźliwość i zacięcie. Napiłabym się z Tobą piwa, jednakowoż…

    Pozdrawiam:)

  6. Bruner pisze:

    @Joan – tak, ale proszę to uzasadnić :)

  7. JoanDark pisze:

    Bruner, a ja mam taką teorię -
    stolarka pochodzi od polskiego „stół”, a od niemieckiego „Tischler” pochodzi polski cieśla. Może być ? : )

  8. Bruner pisze:

    @Bernard – „na bezpticzu i żopa sołowiej” :)

  9. Bernard pisze:

    Piszesz, że nudne a jednocześnie udowadniasz, że inspirujące : )))

  10. zart pisze:

    Wiele cennych spostrzeżeń Brunerze, spontanicznych. Może równie spontanicznie rozpatruję wątek, gdy przyszłość z Kwaśniewskim stała się przeszłością, ale nie historią. I nadal mamy nic – czas ahistorycznych rządów. – Althea słusnie pyta o istotę czasu.

Dodaj komentarz

Musisz zalogowany aby opublikować komentarz.