Lut 8, 2017
1970 Wyświetleń
4 0

Ulica Daenerys Targaryen… to brzmi nieźle!

Napisany przez

Mój tekst o nazwach ulic w Bolesławcu wziął się z książki Roberta Biedronia „Pod prąd”. W Słupsku, którym Biedroń rządzi, jest 219 ulic mających osobowych patronów, z czego 203 mają patronów męskich a 16 – żeńskich. Biedroń twierdzi, że po zwróceniu uwagi na ten fakt, choć oczywiście kpiono z „wydumanego” problemu, zauważył większą wrażliwość na sprawę płci patronów przy nazywaniu nowych ulic. To wątek poboczny rozmowy o polityce równości, także w sferze symboliki.

Oczywiście zbagatelizowanie tego tematu to prosta sprawa, ale potraktowanie go poważnie może przynieść jakiś sensowny efekt. Dzięki rozmowie na ten temat z Anną Bober-Tubaj dowiedziałem się na przykład o Stefanii  Tajcher, która na pewno zasłużyła sobie na jakąś formę uhonorowania jej w Bolesławcu (kilka słów o niej TUTAJ). Szkoła, w której pani Stefania zaczynała tworzyć bolesławiecką edukację w 1945 roku nosi imię majora Henryka Sucharskiego, którego nie wszystkie źródła czynią niezłomnym obrońcą Westerplatte. Dlaczego nie nosi imienia Stefanii Tajcher?

Generalnie bardzo podoba mi się idea dyrektorki naszego Muzeum Ceramiki, aby honorować ludzi, którzy swoje piętno odcisnęli na Bolesławcu. Dlatego podoba mi się też propozycja zawarta w komentarzach pod wspomnianym artykułem, aby uhonorować Jolantę Ajlikow-Czarnecką.

Myślę, że nazywanie ulic to także pewna forma promowania pamięci o tych ważnych postaciach, że kogoś zawsze zaciekawi to kim ta Tajcher, ten Opitz, czy ta Czarnecka byli. I dowiadując się tego ktoś zawsze przy okazji dowie się również czegoś o historii Bolesławca.

Troszkę tych ulic ponazywano w ostatnich latach w Bolesławcu, a poglądy radnych miejskich poprzedniej kadencji na ten temat doskonale ilustruje dobór nowych nazw nadanych w 2012 roku: Żołnierzy Wyklętych, Orląt Lwowskich, Powstańców Warszawy, Rotmistrza Witolda Pileckiego, Majora Hubala i… Henryka Sienkiewicza.

Skąd im się ten Sienkiewicz przyplątał? To ja bym już wolał Inkę do talii martyrologiczno-wojennych bohaterów, albo choć Szymborską. Ech, pewnie któryś radny zatrzymał się na „Quo Vadis?” i dalej myśli, że to jest dobra literatura.

A wyobraźmy sobie, że zamiast całej tej plejady bohaterów narodowych mamy na przykład osoby związane z miastem, Tajcher, Ajlikow-Czarnecką, księdza Paula Sauera (więcej o nim TUTAJ),  profesora Tadeusza Szafrana (reaktywował po wojnie przemysł ceramiczny w Bolesławcu i to też pomysł Anny Bober-Tubaj), może Bronisława Wolanina? Nie wiem, na pewno są ludzie bardziej kompetentni ode mnie, aby taką listę osób ważnych w historii naszego miasta sporządzić i pokazać radnym, gdy pojawi się jakaś ulica do nazwania albo będzie okazja którąś przemianować.

Gdzieś po głowie chodzi mi też inna koncepcja, którą szefowa Muzeum Ceramiki wybiła mi mimowolnie z głowy wspominając o ludziach związanych z Bolesławcem. To koncepcja nazywania ulic imionami żeńskich  (dla przeciwwagi) postaci literackich. Stąd Daenerys w tytule, ale ona to oczywiście tylko żart, bo wolałbym Yennefer. Kto nie chciałby pomieszkać na Telimeny, Penelopy, Scartlett, Małgorzaty (no wiadomo której!), Eowiny czy też Balladyny? No kto?

Kategorie:
Łętowski
http://bobrzanie.pl/kategoria/blogi/letowski/

Fotograf (fotopestka.pl), bloger, lekko emerytowany dziennikarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title