Sty 15, 2017
576 Wyświetleń
3 1

Medycyna Pracy – część IV

Napisany przez

Pewien faktu, że to ostatnia wizyta, postanowiłem przechytrzyć Mistrza oraz cały system i nie wziąłem udziału w pospolitym ruszeniu bladym świtem i przyszedłem dopiero w południe. Okazało się, że pod gabinetem czekała zaledwie garstka petentów, więc wszystko wskazywało na to, że było to słuszne posunięcie. Dziarsko podszedłem do Niezwykle Ważnej Pani Recepcyjnej:
Dzień dobry, chciałbym zarejestrować się do Mistrza, poproszę o numerek – oznajmiłem ufnie.
To dziś niemożliwe – sprowadziła mnie na ziemię Niezwykle Ważna – Wszystkie numerki już dziś wydane – dokończyła.
Ależ kochana – zaprotestowałem – Wszak Mistrz przyjmuje tu do 15, a raptem cztery osoby w ogonku. Poza tym byłem w zeszłym tygodniu, dziś donoszę papierki.
Aaaa, jak tak, to proszę wejść do gabinetu i poprosić o przyjęcie – zmitygowała się Pani Recepcyjna. – Bo pan to właściwie bez kolejki powinien wejść. Usiadłem zatem wraz resztą petentów w oczekiwanie na wołanie Mistrza.
Kwiatkowska – usłyszeliśmy przez uchylone drzwi.
Pozwolicie państwo, że wejdę z tą panią i zapytam, czy czekać w ogóle – rzuciłem przymilnie w stronę czekających ludzi, których spojrzenia jasno dawały do zrozumienia, że nie jestem elementem mile tutaj widzianym.
Panie, widzi pan pacjentkę? – zagrzmiał Mistrz na mój widok. Proszę wyjść i poczekać.
Kiedy właśnie nie wiem, czy jest sens – odparłem.
Numerek pan masz? – zaatakował Mistrz.
Nie, bo mi nie dali w recepcji – zacząłem się bronić.
To pana nie przyjmę – Mistrz wydał wyrok.
Pani Recepcyjna jest innego zdania – bezczelnie skłamałem. Stwierdziła, że skoro donoszę tylko dokumenty po zeszłotygodniowej wizycie, to wchodzę w zasadzie bez kolejki, ale ja nawet poczekać mogę – zgodziłem się łaskawie.
Aaaaa, tak to – zreflektował się Mistrz. Pan poczeka na zewnątrz – rozkazał. Wyszedłem zatem z gabinetu wprost na pożarcie rozwścieczonej gawiedzi. W międzyczasie okazało się, że przybyli kolejni petenci “z numerkami”, więc zrobił się spory tłumek. Zająłem miejsce obok wielkiego faceta, który argumentował, że skoro on ma numerek 12 i rejestrował się z samiusieńkiego rana, a jest już południe, to znaczy, że to on teraz powinien być w gabinecie. Słowem, robiło się gorąco.
–  Takie tam przyjmowanie w służbie zdrowia – zacząłem. Dlaczego nie można zadzwonić i umówić się na konkretną godzinę danego dnia? – jątrzyłem. Wszędzie prywatnie jak idę, to co do minuty wchodzę o czasie, tylko tutaj bajzel. A pieniądz przecież ten sam, bo z naszej kieszeni.
Właśnie – podchwycił Grubas – Przychodzę rano, z daleka jadę i pół dnia czekam. Takie tam pierdolenie – zakończył.
Ja już w zeszłym tygodniu byłem raz – przyklepałem, a reszta petentów pokiwała ze zrozumieniem głowami na znak solidarności z moją niedolą. Kupiłem ich i wiedziałem, że od teraz jestem “swój”.

***
Po chwili drzwi gabinetu otworzył sam Mistrz i wyłowiwszy mnie z tłumu powiedział:
Zapraszam pana do środka.
Dobrze, zobaczmy, co tu mamy – rozpoczął, gdy zamknąłem drzwi i usiadłem przy biurku.
Zaświadczenie od okulisty?
Jest – odparłem podając dokument. Przy okazji, pani Doktor, prosiła, żeby wystawił mi pan jeszcze jedno zaświadczenie do Wydziału Komunikacji, bo w prawie jazdy mam oznaczenie, że jazda w okularach, a ja noszę soczewki – rzuciłem.
A, to musi pan do niej pójść – brwi Mistrza uniosły się w grymasie. Ale jej nie ma teraz, bo poszła na urlop.
Kiedy właśnie pani Doktor stwierdziła, że to pan mi wystawi – nie ustępowałem.
No co też ona… – urwał mistrz. Panie, to jest Niezwykle Ważne Zaświadczenie, że może pan prowadzić auto służbowe i kosztuje 200 złotych, czy pan to wie? – ryknął.
Właśnie się dowiaduję – odparłem ze skruchą zastanawiając się skąd wykombinuję te dwie stówy, jako, że w portfelu miałem pięć dych, a szansa na ponowne dostanie się do gabinetu Mistrza, była raczej nikła.
To już pan wiesz – zakończył. Badanie sanitarno-epidemiologiczne?
Proszę – podałem kolejny dokument.
Psychotesty?

O Boże – rzuciła znad stosu papierów Pomagierka.
Zaświadczenie od neurologa? – nie ustępował Mistrz.
Jak najbardziej – podałem kolejny papierek.
O Jezu – krzyknęła z empatią w głosie Pomagierka.
W zasadzie mamy wszystko – zawyrokował Mistrz – Jeszcze tylko Pana przebadam.
Matko Święta – wyrwało się Pomagierce, która wstała, żeby nalać wody do czajnika. Szybko zerknąłem na stos dokumentów, nad którymi tak jęczała i okazało się, że to kolejny tabloid z horoskopem. Więc nie o empatię chodziło. Trudno.
Wzrost? – zapytał Mistrz.
178 – odparłem bez namysłu.
Waga?
82 kilogramy, bez pudła – odpowiedziałem z pewnością w głosie.
To proszę stanąć na wadze – sprawdził mnie Mistrz. Stanąłem, a odczyt pokazał 81,5kg.
Jeszcze ciśnienie zmierzymy – zdecydował.
130 na 80 – wyrwało mi się.
A nieprawda, bo 140 na 80 – tryumfalnie skorygował mnie Mistrz. I po co się denerwować? – dorzucił.
No dobrze, pospinam to teraz panu wszystko i wypiszę rachunek. Całość będzie kosztować 230 złotych – oświadczył.
Dobrze, to może ja bym szybko wyskoczył do bankomatu obok?  – rzuciłem z nadzieją w głosie, a Mistrz, ku mojej uldze, z aprobatą skinął głową. Poleciałem więc ile tchu w piersiach miałem licząc, że Mistrz rachunku nie zdąży wypisać i nikt do gabinetu nie wskoczy.

***

Kiedy wróciłem po pięciu minutach okazało się, że miałem rację, bo ilość lekko już wkurwionych na mnie petentów pod gabinetem Mistrza dalej była ta sama.
Proszę – wręczyłem Mistrzowi uzgodnioną kwotę. To teraz mogę już do Wydziału Komunikacji z tą zmianą oznaczenia w prawie jazdy? – spytałem na odchodnym.
A nie, nie – oprzytomniał Mistrz. Bo pan w soczewkach jeździ, a ma wpisane okulary, tak? – udał zaciekawienie Mistrz.
No właśnie – ucieszyłem się z zainteresowania moją sprawą.
To nie, bo panie, to jest takie wkurzające w tych urzędach, że zaświadczenie od lekarza im nie wystarczy. Kartę kierowcy pan musisz wypełnić najpierw – powiedział tonem Yody podając mi kolejny dokument. – I z tym do mnie w środę przyjść, najlepiej przed czternastą, dokończymy wtedy – zaoferował pomoc.
W takim razie dziękuję i do zobaczenia – odparłem entuzjastycznie na znak pełnego zrozumienia dla biurokratycznych barier.

…cdn

Foto:wikipedia.org

Tagi artykułu:
·
Kategorie:
Kaźmierczak

Z wykształcenia politolog i anglista, z zamiłowania pedagog. Pasjonat futbolu, miłośnik kina, klasyki rocka oraz dobrej książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title