Lis 25, 2016
722 Wyświetleń
7 0

Znachorka

Napisany przez

Na mój widok Rodzinna Znachorka pokiwała tylko głową.
Zawsze powtarzam, po jaką cholerę, ludzie w ten futbol grają? – westchnęła z wyraźną dezaprobatą w głosie wypisując mi druk Taryfy Ulgowej.
To co, na dłużej machniemy od razu, nie? – spytała przyjaźnie. Niektórzy to po pół roku biorą w takich przypadkach – zachęciła.
Eeee, jeśli można to tylko do końca tygodnia wziąłbym – podjąłem negocjacje – jeżeli będzie za krótko, to za tydzień wpadnę po więcej – tutaj zrobiłem wyraźny ukłon w stronę Znachorki na znak, że jestem gotów do kompromisu.
Za tydzień? To po cholerę będzie się Pan fatygował? Wypiszę dwa – zagrała va banque Znachorka.
No choćby po to, żeby się z Panią zobaczyć – nie odpuszczałem z uśmiechem.
No, no, tylko żeby się Wielki Utylizator nie zaczął przypierniczać, że tak na raty – powiedziała Znachorka słabnącym głosem.
Git będzie – zakończyłem negocjacje – spróbuję najpierw na tydzień i powalczę, niech wiedzą, że na leszcza nie trafiło. Do widzenia Pani.

***

Po kilku dniach okazało się, że Znachorka dobrze znała swój fach i nie myliła się co do długości mojej rekonwalescencji. Zatem wróciłem. Pomimo, że moja wizyta ograniczała się jedynie do decyzji, ile dni Taryfy Ulgowej przysługuje mi tym razem, do gabinetu wezwany zostałem w ostatniej kolejności. Najwyraźniej Znachorka wyciągnęła wnioski z ostatnich negocjacji i tym razem postanowiła mnie zmiękczyć już na wstępie.
Dzień dobry Pani – powiedziałem przymilnie.
A jednak – tryumfalnie odparła ignorując powitanie – ja mówiłam, że natury oszukać się nie da – filozoficznie stwierdziła, po czym w końcu spytała:
To ile tym razem?
Nooo, myślę, że jeszcze pięć dni  dobrze mi zrobi – podjąłem grę wstępną, lecz tu nastąpiło całkowite zerwanie rokowań.
I co, będziemy tak „kapać” co tydzień? – zaatakowała Znachorka i wbiła wzrok w kalendarz. Dwudziesty dziewiąty, czwarty, jedenasty… – zaczęła liczyć, zastanawiając się nad ogłoszeniem wyroku.
Auuu – nie wytrzymałem i pisnąłem przy jedenastym marca.
Dobra, czwarty marzec – dobrotliwie zgodziła się Znachorka widząc, że ma mnie na łopatkach – Pan idzie do recepcji, Odźwierna wypisze – zakomenderowała.

***
W recepcji było już kilka osób czekających na wypisanie druku. Ponadto, na trzech z czterech krzeseł siedzieli pacjenci w kolejce do zabiegowego, w związku z czym oparłem się o kontuar w oczekiwaniu na swoją kolej. Zajęta pozycja pozwalała mi na dokładne śledzenie każdego ruchu ręki Odźwiernej siedzącej po drugiej stronie, co w zasadzie wydawało się całkiem interesującym zajęciem w danych okolicznościach.
Pan siedzieć nie może czy nie lubi? – spytała poirytowana. Już miałem odpowiedzieć, że to zawodowe przyzwyczajenie i żeby sobie nie przeszkadzała, ale postanowiłem obrać inną taktykę.
Dziękuję, postoję. Kolejka widzę i Pani zajęta, to sobie ćwiczę co mogę w tej pozycji – odparłem z bezczelnym uśmiechem demonstrując częściowe zgięcie stawu kolanowego. Kobita wbiła we mnie nienawistny wzrok i wróciła do pracy. Nie na długo, jak się okazało po chwili.
Zaraz, moment, ludzie, ja tu sama jestem – skarciła Odźwierna stojącego obok faceta, który najwyraźniej miał pecha i źle wstrzelił się z prośbą o rejestrację.
Poczekaj Pan, Państwo do zabiegowego również. Najpierw TEMU Panu wydać muszę Taryfę Ulgową, bo …..tak tu stoi – oświadczyła wyraźnie już wkurwiona wskazując na mnie.

W rezultacie, ku zaskoczeniu, dostałem druk jako pierwszy, czym chociaż częściowo powetowałem sobie upokorzenie doznane wcześniej w gabinecie Znachorki.
Ha!

Kategorie:
Kaźmierczak

Z wykształcenia politolog i anglista, z zamiłowania pedagog. Pasjonat futbolu, miłośnik kina, klasyki rocka oraz dobrej książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title