Lis 25, 2016
1297 Wyświetleń
3 0

I Ty możesz uratować komuś życie….

Napisany przez

O tym, że w naszym kraju służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia, wie większość z nas.
Posłuchajcie jednak historii, która wytycza nowe granice absurdu.Kilka dni temu dostałam telefon z elektryzującą wiadomością z Bazy Dawców Komórek Macierzystych w Polsce. Zapytano mnie, czy podtrzymuję decyzję o chęci oddania komórek macierzystych lub szpiku.
Jest biorca, któremu mogę pomóc.
Bez zastanowienia odparłam: „Tak.”

Rany, to było chyba najpoważniejsze „tak” w moim życiu.

Ale do rzeczy.
W ślad za tym telefonem natychmiastowo uruchomiono procedury, wyznaczono termin pierwszych badań mających zweryfikować zgodność dawcy i biorcy.
I oto chwilę później dostałam maila z ustaloną dokładnie datą i godziną pierwszego pobrania w ośrodku zdrowia, do którego przynależę.

Parę dni później stawiłam się w przychodni. Pani pielęgniarka wpuściła mnie do zabiegowego. Rozsiadłam się na fotelu i zakasuję rękaw. Pada pytanie:

– No, gdzie ma pani te probówki?
– Słucham?
– Bo ja tu nic nie dostałam, a mam tylko szóstki, a mają być dziesiątki, a to nie wiem, czy miały być dostarczone, czy pani miała przynieść…

Patrzę się na nią zdumiona, i mówię, że nic mi na ten temat nie wiadomo. Podobno wszystko miało być na miejscu, ja tylko dostałam mail i telefon z dokładną datą i godziną pobrania.
– A no widzi pani, to może coś oni nie dostarczyli, to trzeba tam zadzwonić i się dowiedzieć.
Wyciągam więc notes, otwieram go i mówię:
– Proszę, ja podam pani numer do fundacji..
Pielęgniarka zdziwiona:
– Ale dlaczego to ja mam dzwonić? To nie jest w moim interesie przecież…
Stłumiłam wewnętrzny głos, który nakazywał mi użyć całej serii wulgaryzmów wobec takiej reakcji. Zamiast tego wydobyłam z siebie ostatnie pokłady cierpliwości zarezerwowane na takie właśnie sytuacje, i wycedziłam:
– Dobrze proszę pani, to ja zadzwonię do Warszawy, skoro w pani interesie, jako pracownika służby zdrowia, nie leży pomoc w usprawnieniu procesu ratowania osoby chorej na białaczkę.

Pani chyba trochę się poczuła, bo zaczęła biegać w poszukiwaniu telefonu, ale w tym czasie zdążyłam się już połączyć z fundacją. Okazało się, że przesyłka z potrzebnymi próbkami nie została doręczona przez kuriera. Kurier dzień wcześniej podobno próbował paczkę doręczyć, ale mu się nie udało. Panie z przychodni zarzekają się, że są tutaj cały czas, więc to niemożliwe, że nie było możliwości doręczenia.
Słucham fundacji jednym uchem, rozmawiam jednocześnie z personelem ośrodka i próbuję zachować zimną krew. Nie wiadomo, po czyjej stronie leży wina za tak karygodne niedopatrzenie.

Ostatecznie ustalam z fundacją, że pobranie nastąpi w przyszłym tygodniu, zaś oni osobiście dopilnują, żeby wszystko trafiło na miejsce w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie. Kończę rozmowę telefoniczną i mówię pani pielęgniarce, że wyznaczą nowy termin, prawdopodobnie na wtorek, środę. Pielęgniarka mówi:
– W środę? A w środę to lepiej, żeby nie w środę… bo wie pani, tutaj w środę to jest tyle ludzi, setki pobrań, że ciężko będzie jeszcze panią.
Twarz mi stężała. Zrobiłam już debet na koncie z rezerwami cierpliwości.
– Czy pani zdaje sobie sprawę z powagi sprawy, w jakiej tu jestem?  Nie sądzi Pani, że pobranie krwi od potencjalnego dawcy komórek macierzystych, czy szpiku jest priorytetem?
– A, no to rzeczywiście, może i tak, to proszę przyjść nawet w środę jak coś, to jakoś tam panią przyjmiemy poza kolejką.

Obróciłam się i wyszłam.
Tutaj naprawdę nie chodzi o to, że ktoś próbuje być na siłę bohaterem.
Absolutnie nie chodzi o mój czas czy zaangażowanie.
Nie chodzi nawet o tego kuriera i czyjąś pomyłkę, to też się zdarza.
Chodzi o to, że ktoś tam gdzieś czeka na czyjś szpik jak na zbawienie.
Czeka na jak najszybszą weryfikację.
Żyje, oddycha nadzieją.

Chodzi o to, że pracownicy służby zdrowia podchodzą do tego jakby… no jakby nie byli pracownikami służby zdrowia, do diabła! Nie mogłam i do tej pory nie mogę uwierzyć w to, w jaki sposób potoczyła się cała sytuacja.

A może powinnam była przyjść z czekoladkami i litrem wódki, żeby potraktowano sprawę przychylniej?

Kategorie:
Paulina mówi

Blondynka na etacie, orędowniczka domowego ogniska, szczypta pikanterii, spora doza 'slow life'.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title