Lut 27, 2016
1579 Wyświetleń
4 2

… PSZOK!

Napisany przez

 

W ciągu ostatnich paru dni przeglądając informacje prasowe, parę razy potknąłem się o śmieci, a właściwie niekończące się newsy traktujące o wiecznie nierozwiązywalnym problemie gospodarki odpadami.

Kiedyś, pamiętam, prasa biła na alarm, pokazując obrazki z Neapolu, tydzień temu świat obiegły zdjęcia z Bejrutu, gdzie władze miasta po zamknięciu okolicznego wysypiska gromadzą worki z odpadami na peryferyjnych ulicach…. Przedwczoraj z kolei, „dokonując” codziennego odsłuch Radia Wrocław, przysłuchiwałem się rozmowie z przedstawicielką wrocławskiego Ekosystemu, zajmującego się odbiorem odpadów komunalnych, a zaglądając na forum mniej istotnego portalu internetowego w Bolesławcu, poczytałem sobie wpisy mniej lub bardziej wk***ch czytelników, potykających się na spacerze o tony śmieci wywalonych do okolicznych lasów i przydrożnych rowów.

Niby nic nowego, niby problem w Polsce dorównujący wiekiem momentowi rozpoczęcia pakowania mleka w worki foliowe, a stopniem trudności poradzenia sobie z nim tak dużym, jak odwieczne poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, co było pierwsze – jajko czy kura, to mimo wszystko gdyby tylko chcieć, to zawsze można by się rozejrzeć, podpatrzeć jak inni sobie z nim radzą i… nie robić głupot.

Można podpatrzeć najbliższego niemieckiego sąsiada, tam już od kilkudziesięciu lat rozwiązują ten problem. Rozwiązują, bo też nie do końca rozwiązali, a wiedzieć trzeba, że na statystycznego Niemca przypada dużo więcej kilogramów śmieci i odpadów niż na głowę przeciętnego Kowalskiego. Niemcy więcej wyrzucają, a mimo to w niemieckich lasach nie znajdzie się podrzuconego worka ze śmieciami, wyrzuconego starego telewizora, kanapy czy lodówki.  Niemcy od kilku dziesiątek lat realizują powszechny program rozsądnego gospodarowania odpadami, różne tam gruene punkty, duale systemy, itd. uczą i wymuszają proekologiczne zachowania.

W Niemczech nie uświadczysz wywalonej plastykowej butelki do rowu, chyba, że z etykietą z Biedronki czy Carrefoura, wyrzuconej przez okno z polskiego auta, nie uświadczysz, bo każda plastykowa butelka obłożona jest dość wysoką kaucją zwrotną i każdą taką butelkę można oddać w automacie stojącym w każdym większym niemieckim sklepie. Automat nie większy od bankomatu – przyjmuje butelkę, skanuje ją, odczytuje wartość kaucji, zgniata ją do wielkości paczki papierosów i drukuje klientowi bon kasowy z odpowiednią  kwotą.

Można? Można, tylko po co? Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!

Dokładnie trzy tygodnie temu – szóstego lutego stanąłem przed problemem pozbycia się zepsutej lodówki. Zdechła była biedaczka i musiała ustąpić miejsca nowej.

Dzień później po jej zejściu tragicznym poszedłem do bolesławieckiego punktu PSZOK wywiedzieć się, jak to to się robi. Poinformowano mnie mile, że o ile znajduję się w ich rejestrze, jako ten, który regularnie odprowadza na ich konto comiesięczny „podatek”, to mogę nieodpłatnie dostarczyć do ichniego Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych moją nieodżałowaną denatkę – lodówkę. Ale tylko pod jednym warunkiem! Pod warunkiem, że JEST ONA KOMPLETNA! Bo są tacy, niecni ludzie, co to próbują przed oddaniem na tę ostatnią drogę wiernego im sprzętu, coś z niego wymontować. A to ktoś wymontuje z niej silnik, a to ktoś półki se wyjmie, inny zaś cały agregat zechce poddać nieautoryzowanemu prywatnemu recyklingowi… ! W bolesławieckim punkcie PSZOK nie ma tak – takiego zdekompletowanego trupa – wielkogabarytowego śmiecia – decyzją Prezesa Spółki Pana Bakalarza nie przyjmują! Mógłby się oczywiści znaleźć ktoś oburzony tym zarządzeniem Pana Bakalarza, że On wykorzystuje monopolistyczną pozycję bolesławieckiego MPGK i narzuca tak krańcowo absurdalne wymogi… mógłby, ale muszę przyznać, że nie byłaby to pełna prawda. Pan Bakalarz, jak poinformował mnie pracownik PSZOK dyżurujący w piątek 05 lutego, a potwierdził inny w dniu następnym około samego południa, każdy, kto oddaje swą lodówkę jako odpad komunalny może Se z niej odłączyć i zabrać ze sobą… kabel zasilający!

Od razu zrozumiałem skąd się biorą te wielkogabarytowe śmieci, te telewizory, te lodówki z takim mozołem i wysiłkiem wywożone po zmierzchu i nocami do lasów i wrzucane do okolicznych jezior i żwirowni. To pokłosie decyzji Pana Prezesa Bakalarza!

Co może zrobić ze starą lodówką ktoś, kto chce zatrzymać z tego śmiecia coś więcej niż tylko kawałek kabla z wtyczką na jego końcu?

Otóż mógłby teoretycznie zawieść ją do punktu skupu złomu i jeszcze dostać zań parę groszy. Ale na złomie takiego złomu nie chcą – za dużo w nim niezłemu. Uczciwy, proekologicznie nastawiony obywatel musiałby wprzódy, wzorem złomiarzy – złodziei kabli, wypalić z niej, opalić ją z wszelkich plastyków i izolacji… smród i toksyczny dym na pół gminy. Nigdy! Może też cichcem zapakować taką lodówkę i z narażeniem sumienia wy***lić ją w lesie. Ale to sumienie już zawsze będzie go gryzło po wierzchu własnej przyzwoitości tak, jak bolało będzie publiczne oburzenie widokiem lodówki w podmiejskim lesie. Jest też i trzecia możliwość, trzeba taką lodówkę trupa usunąć z sumienia i publicznego widoku… topiąc ją w jakimś zbiorniku wodnym!

Bolesławiec - Kruszyn, tzw MiedziakTylko, że taka NIEKOMPLETNA lodówka, taka bez silnika i ciężkich szklanych półek, a nawet i z nimi, wypełniona pianką izolacyjną i plastykami nie tonie, pływa jak korek… ale nie każdy to wie! Z reguły człowiek dowiaduje się tego dopiero po fakcie. Pan Bakalarz nie wie, bo gdyby wiedział, to by nie wprowadzał tak idiotycznego zarządzenia zmuszającego uczciwych ludzi do skandalicznej nieuczciwości.

Miałem wyjście? Nie miałem, odciąłem se kawałek kabla z wtyczką zasilającą.

Po sprawdzaniu w rejestrze i z dowodu osobistego, czy odprowadzam niemały, półtora roku temu horrendalnie  zawyżony comiesięczny haracz i upewnieniu się, że lodówka jest kompletna, z agregatem, skierowano mnie na samochodową wagę. Wjechałem, stojący obok pracownik MPGK nakazał mi, aby mój pasażer opuścił auto przed ważeniem. Po co? Ów pracownik odpowiedział, że taki regulamin. Kretyństwo, ale cóż, jeżeli nie niemiecka logika, to przynajmniej Ordnung, głupi, bo głupi, ale przynajmniej jak u krzyżaków jakiś być musi ! Po wtraganiu lodówki do kontenera apiatć na wagę, tym razem bez lodówki i bez pasażera – taki Ordnung.

Przy wyjeździe zapytałem na portierni wagowego, z próżnej ciekawości, bo wcześniej samemu udało mi się przetargać lodówkę przez próg, ile ona ważyła. Dwieście kilogramów, po sprawdzeniu dokumentów z ważenia, usłyszałem od śmieciowego! Niee, taki silny to ja nie jestem, pomyślałem i zacząłem przekonywać wagowego, że to jakaś bzdura… i już przeszła mi przez głowę myśl, że mam oto dowód i świadka, że w bolesławieckim MPGK rżną na wadze, gdy do portierni wszedł ów śmieciowy, który to stał przy wadze i nakazał memu pasażerowi wyjść z auta. Pomyslałem, że poproszą mnie uprzejmie o powtórzenie całej , podwójnej procedury ważenia, że niby jakaś aszybka czy inna niezawiniona cholera, a tu… Ów starszy, przynajmniej wiekiem, śmieciowy przez moment przysłuchiwał się mym nieudolnym próbom przekonania młodszego śmieciowego, że lodówka, choć prawie jego wzrostu, ni kak nie może ważyć aż dwieście kilo i… rozsądził nasz spór, każąc arbitralnie i bezceremonialnie poprawić dokument, wpisując – pięćdziesiąt kilo! Ot, tak, jak z palca strzepnął – 50 kilogramów! Teraz już byłem pewien, że to ważenie, ten regulamin to pic, rzeczywiste jest natomiast oszukiwanie, rżnięcie na wadze!

Przypomniałem sobie niegdysiejszy artykuł na bobrach informujący, że Pan Prezes Bakalarz, wbrew statutowi Spółki, wbrew zapisom w sądzie rejestrowym umoczył był kilkadziesiąt tysięcy złotych z pieniędzy zebranych w ramach owego comiesięcznego „podatku” od śmieci, bo… miał kaprys pospekulować sobie na giełdzie czy innym forexie. Może te dziwne działania, to oszukiwanie na wadze, te kretyńskie wymogi co do kompletności odpadów, to poszukiwanie jakichś nowych źródeł dochodów… ?

Może Spółka pod zarządem Pana Bakalarza, jak podane jest na oficjalnej stronie MZGK w zakładce filozofia, w ten sposób realizuje wytyczony cel – „promujemy nowoczesne rozwiązania (…)” 

 

moja prywatna opnia jest moją prywatną opinią pozaprocesową i zgodnienie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 4 stycznia 2005 roku (V KK 388/04) nie jest opinią w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k., i nie może stanowić dowodu w sprawie

Gdyby ktokolwiek uznał, że treścią, formą lub samym duchem artykułu dopuściłem się naruszenia jego dóbr osobistych, bądź uznałby też ( nie daj bóg!), że obraziłem jego uczucia religijne i chciałby dochodzić swych praw, informuję, że najlepszym adresem do kontaktu ze mną jest zwrócenie się do mojej pełnomocnik Pani Mecenas Patrycji Complak 59-700 Bolesławiec ul. Daszyńskiego 10/2 tel/fax 75 732 05 60 , 0 505 111 331

Kategorie:
cemoi07

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title