Lut 1, 2016
1662 Wyświetleń
2 0

Oscarowe przedbiegi: Zjawa

Napisany przez

Czy Zjawa jest najlepszym filmem spośród nominowanych do Oscara? Nie. Czy zdobędzie nagrodę? Raczej tak, gdyż zeszłorocznym werdyktem Akademia potwierdziła, że od kameralnych, bliskich życiu dramatów woli efektowne, ale fabularnie nieprzekonujące widowiska. A najnowsze dzieło Alejandro Gonzáleza Iñàrritu właśnie takie jest – oszałamiające wizualnie, ale odtwórcze pod względem treści.

Ale, będąc zupełnie szczerym, nie spodziewałem się, że Zjawa będzie czymś więcej niż świetnym widowiskiem. O ile Birdman usiłował być komentarzem na temat Hollywood i środowiska szołbiznesu w ogóle, o tyle dzieło częściowo oparte na powieści The Revenant: A Novel of Revenge Michaela Punke’a to, jak wskazuje tytuł literackiego pierwowzoru, typowe kino zemsty. Nietypowe są jedynie lokalizacje i sposób podania – Iñàrritu zdaje się coraz bardziej zawierzać swej reżyserskiej wizji, dryfując często w stronę iście malickowskiej, metafizycznej poetyki.

Dla wielu widzów te właśnie zabiegi mogą okazać się nie do przejścia. O ile bowiem, decydując się na seans z Terrencem Malickiem, możemy spodziewać się prób uchwycenia nieuchwytnego, o tyle w tak surowym, brutalnym widowisku jak Zjawa podobne rozwiązania będą bardziej przeszkadzać niż pomagać we właściwym zdekodowaniu filmu. Można jednak zrozumieć transcendentne inklinacje Iñàrritu – pierwotne, niemal nieskażone ludzkim dotykiem plenery sprzyjają poszukiwaniu absolutu. Być może Zjawa stanowi dopiero zapowiedź owych poszukiwań meksykańskiego filmowca.

Oddajmy jednak cesarzowi, co cesarskie – rozmach, z jakim zrealizowano to dzieło, a także ogromna praca, jaką włożono w stworzenie świata przedstawionego, zasługują na najwyższe uznanie. To głównie dzięki realistycznej surowości otoczenia, w którym rozgrywa się dramat głównego bohatera Zjawy, udaje się utrzymać napięcie i niesamowitą atmosferę tego spektaklu. Emmanuel Lubezki, najprawdopodobniej wkrótce zdobywca trzeciego Oscara z rzędu, ponownie zachwyca niesamowitymi zdjęciami. Nierzadko chciałoby się nieco dłużej popatrzeć na piękne kadry, ale niepohamowana dynamika Iñàrritu zmusza Lubezkiego do szybkich zmian ujęć. Kontemplacja pierwotnej natury możliwa jest jedynie dzięki długiemu metrażowi filmu – ponad dwie i pół godziny to wystarczająco długo, by zatracić się w świecie Zjawy.

Jak już wspomniałem, fabularnie mamy tu do czynienia z utartym schematem – gdy syn głównego bohatera zostaje zamordowany, a on sam, poważnie ranny, zostaje pozostawiony na śmierć przez tego samego sprawcę, jego jedynym celem staje się przeżycie za wszelką cenę, by odnaleźć zabójcę syna i dokonać zemsty. Chwyt niemal tak stary, jak kino, ale odpowiednio przedstawiony wciąż smakuje dobrze – zarówno Leonardo DiCaprio (chyba wreszcie oscarowy) jak i Tom Hardy wznoszą się na wyżyny swych umiejętności, choć więcej dramaturgii odnaleźć możemy w zmaganiach ludzkość kontra natura, aniżeli w pojedynkach pomiędzy bohaterami. To właśnie charakterystyka Zjawy – nie człowiek jest tu przeciwnikiem dla drugiego człowieka, lecz brutalne siły natury, a także ograniczenia ciała i woli. Odpowiednio zmotywowany, główny bohater zdaje się dokonywać niemożliwego, by pozostać przy życiu.

Niezwykle zróżnicowany odbiór filmu Iñàrritu wynika zapewne ze zbytnio napompowanej bańki oczekiwań – być może część widzów i krytyków oczekiwała jakieś katartycznego objawienia, czegoś, co zmieni ich sposób postrzegania sztuki filmowej. Nic takiego nie następuje – Zjawa broni się w kategoriach kinowego spektaklu, jednak nie stara się go rewolucjonizować. Polemizując z gatunkową charakterystyką westernu, meksykański reżyser nieco ją modyfikuje, co przynosi dwojaki efekt – z jednej strony nadaje Zjawie autorskiego sznytu, z drugiej jednak naraża ją na bycie niezrozumiałą dla widza. Iñàrritu jest więc dla siebie zarówno sprzymierzeńcem, jak i wrogiem – jego ambicja prowadzi go do tworzenia dzieł spektakularnych, ale o niespójnej tożsamości.

Być może kolejne filmy tego twórcy pozwolą nam lepiej zrozumieć to, w jaki sposób postrzega kino. Póki co możemy – i powinniśmy! – zachwycać się tym, co zrodziła jego nietuzinkowa wyobraźnia.

9a27daaa8ec276e5d4ab54127a33cc88

Film obejrzałem dzięki uprzejmości kina Nowe Horyzonty we Wrocławiu (www.kinonh.pl).

Tytuł: Zjawa
Tytuł oryginalny: The Revenant
Premiera: 16.12.2015
Reżyseria: Alejandro González Iñàrritu
Scenariusz: Alejandro González IñàrrituMark L. Smith, na podstawie powieści The Revenant: A Novel of Revenge Michaela Punke’a
Zdjęcia: 
Emmanuel Lubezki
Muzyka: 
Ryuichi SakamotoCarsten Nicolai
Obsada: 
Leonardo DiCaprioTom HardyDomhnall GleesonWill PoulterForrest GoodluckPaul AndersonKristoffer JonerGrace DoveFabrice Adde

myśliwiec ogląda

Kategorie:
recenzje
http://www.mysliwiecoglada.pl

Fan Manchester United, Jonathana Carrolla i Darrena Aronofsky'ego. W poszukiwaniach korzeni swojego drzewa genealogicznego dotarłem do połowy XVII w. Filmy oglądam na kilogramy i lubię o nich dyskutować. W międzyczasie słucham wszelkich odmian alternatywy i szukam niedrogich podróży.

Komentarze do Oscarowe przedbiegi: Zjawa

  • Leo tradycyjnie już w genialnej formie, jak dla mnie to Oscara dostać nie musi – dawno już udowodnił, że każda kreacja w jego wykonaniu jest na oscarowym poziomie. Osobiście rozczarowało mnie nieco zbyt hollywoodzkie zakończenie, inne od oryginału. Całość bardzo dobra.

    Bartosz Kaźmierczak 02/02/2016 17:24 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title