Sie 11, 2015
2410 Wyświetleń
11 14

Pan sobie przeczyta

Napisany przez

Wczoraj wieczorem wybraliśmy się w kilkuosobowej grupie na spacer po mieście. Zobowiązałem sie, że przeprowadzę  goszczących u nas gości przez meandry historii miasta, opowiem o co znamienitszych bunzlauerach, ich dokonaniach, domach i grobach, goszczących w mieście królach, kajzerach i carach, historii miejskich budowli i ich budowniczych, ich burzycieli i odnowicieli, opowiem…

Wszystko było piękne, wieczorny podświetlany entourage w jakim spowite było bolesławieckie stare miasto w dwójnasób potęgował urok miasta.
Goście byli pod wrażeniem!

Była już blisko 22, gdy kończąc spacer czekaliśmy tylko jakiegoś przykawiarnianego ogródka, przeszliśmy jeszcze przez były Klosterplatz, gdzie na koniec chciałem pokazać, przynajmniej z daleka, pozostałości po byłym klasztorze dominikanów, teatr miejski i obecny gmach sądu rejonowego – ówczesne męskie gimnazjum, gdy jakiś diabeł mnie podkusił, aby jeszcze raz zbliżyć się do linii murów miejskich i pokazać i opowiedzieć zagranicznym plenerowiczom o świeżo co wyremontowanym przez Prezydenta „basenie miejskim”, ba, zasugerowałem nawet, że wielką frajdą będzie jutrzejsze skorzystanie z oferty, która może być wspaniałym ukojeniem trudów całodziennego „stania nad sztalugą”.

Stuletni gmach, przez okna którego spływało zielono-niebieskawe światło ledowej iluminacji i… moje tam opowieści o nieco brutalnej koncepcji przebudowy hali, ale i, o mimo wszystko zachowanych w jej wnętrzu, reliefach bolesławiecko-monachijskiej artystki J. Bary- Doussin, kusiły przymusem zajrzeniem do środka.

Weszliśmy, ja też pierwszy raz, obaw żadnych, lekkie opory osobiste, ale spa – nówka, wszystko jeszcze na najwyższym poziomie, pełnia sezonu turystycznego, letnicy z wszelkich zakątków Polski i świata przewalają się przez miasto, dział promocji miasta pracuje na najwyzszych obrotach, BOK i Pani Lijewska robią wszystko, aby Bolesławiec przynajmniej w sierpniu stał się centrum Polski, MOSiR zwarty i gotowy, miejscy pracownicy jak jeden mąż -plecy wyprostowane, uśmiechy na twarzach, pośladki ściągnięte…

Basenowe lobby, czysto, skromnie, bramki do wejścia jak do czeluści kolejki miejskiej wszędzie tam, gdzie mają metro, i żadnej zapowiedzi, żadnego wizualnego uchylenia rąbka tajemnicy tego, co czeka nas, każdego z nas, po przekroczenia skanera… żadnej fotki na ścianie prezentującej obraz basenowej hali, tak obecnej, jak i tej sprzed 100 lat (czegoś podobnego do fotografii zawieszonych na ścianach we wnętrzach restauracji Starówka). Wszystko jest tajemnicą, która rozwieje się z momentem
przekroczenia „undergroundowych bramek”.

Zapytałem, bo ja byłem od mówienia w języku Reja, sympatycznie wyglądającego młodego Pana, który w ten poniedziałek 10 sierpnia blisko godziny 22 pracował za kontuarem lobby, czy można w jakiś sposób rzucić okiem na wnętrze basenu, bo przyszedłem z grupą zagranicznych artystów plastyków, którzy będąc pod wrażeniem mych opowieści, nie mogą się oprzeć pokusie zajrzenia.

Pan z uśmiechem na twarzy odpowiedział, że niestety o tej porze jest to niemożliwe, że jest mokro, że… jest to NIEMOŻLIWE.
Ok, zapytałem – czy mógłbym dostać jakąś broszurę w języku angielskim traktującą o bolesławieckim spa? I tu jak w Kabarecie Tey, w skeczu „Z tyłu sklepu”
– Nie ma!
– A może jakąś broszurkę po niemiecku?
– Nie ma!
– A po polsku?
– Nie ma!
Ja ch**lę, „traktor nie jest zepsuty – trzy koła są dobre!”
– A mógłby Pan powiedzieć mi w jakich godzinach bolesławieckie spa jest otwarte?
– Na drzwiach jest napisane, Pan sobie przeczyta!

Zatkało mnie! szczyt arogancji, szczyt chamstwa – ja pytam człowieka, który bierze pieniądze za służenie klientom, jego zadaniem jest, z uśmiechem na twarzy i wymuszoną uniżonością, odpowiadać na każde pytanie klienta, a On odsyła mnie, abym na zewnętrznej stronie drzwi wejściowych przeczytał sobie sam, bo On… ma taki kaprys i nie chce się mu gęby otworzyć?!

Zapytałem Go jak się nazywa, w końcu pracuje w instytucji publicznej w tzw. front office, a nie miał żadnego identyfikatora
-Nie pański interes! Odpowiedział.

Kątem oka zauważyłem, że zagraniczni plenerowicze, co prawda nie rozumiejąc naszej rozmowy, wyczuli iż sytuacja robi się gęsta, powolutku opuścili lobby i czekali na efekt mych pertraktacji na zewnątrz.

Dołączyła do nas jeszcze jedna Pani, pracownica spa… przedstawiła się, przeprosiła za owego Pana, za sytuację. Ja powiedziałem, że sprawy nie odpuszczę, bo z takim stopniem arogancji i chamstwa od dawna już się nigdzie nie spotkałem, powiedziałem, że jutro pójdę na skargę do Sekretarza Miasta Pana Zielińskiego, bo raz, że skandaliczne i niedopuszczalne zachowanie pracownika bolesławieckiej instytucji, a dwa, że wstyd na pół Europy… a jutro Święto Ceramiki i… herzlich willkommen, bienvenue, welcome…

Miałem pójść do Pana Zielińskiego, ale po namyśle… po co? Czyż Ów młody człowiek w bolesławieckim spa nie zachował się dokładnie tak, jak nauczył się obserwując ojców miasta? Czyż nie uznał, że chamstwo ( i to nie na prywatny uzytek, ale służbowe chamstwo, za pieniądze samorządowe) jest normą, czyż nie wziął przykładu z niegdysiejszych zachowń Pana Sekretarza czy Prezydenta Miasta?

Wszystko ładnie było – miasto piękne, ale niesmak pozostał!

 

Foto: termyboleslawiec.pl

Tagi artykułu:
· · · ·
Kategorie:
cemoi07

Komentarze do Pan sobie przeczyta

  • On nie jest przewodnikiem, tylko człowiekiem, który kończy pracę o 22. Nie wpuszcza się, ot tak grupy ludzi, bez biletu, po godzinach, aby sobie pooglądali. Ten człowiek naraziłby się na złamanie warunków pracy i tym samym, mógłby być zwolniony, bo jakiś facet żąda wręcz wpuszczenia ich po godzinach! – to jakieś chore!. A kim wy jesteście do jasnej …. ? Trochę szacunku do człowieka – recepcjonisty. No ale widać, że wy go nie macie.

    re 14/08/2015 07:35 Odpowiedz
  • Ciekawe gdyby to był jeden z wyższych urzędników, albo sam prezydent z „grupką” Czy pracownik też by go tak samo pogonił?
    Jestem pełen podziwu na te wszystkie głosy obrońców częstego chamstwa, sobie państwa i lekceważenia mieszkańców, turystów i kogo kolwiek. Czyżby włodarze i ich niektórzy pracownicy czuli sie już tak bezkarnie. Termy Bolesławieckie są mieszkańców a nie pracowników samorządu. Proponuję gościa na dywanik i pouczyć.

    Bogdan Nowak (senior) 12/08/2015 16:32 Odpowiedz
    • a Pan zawsze okoniem Prezydentowi i wladzy, taki troche wspolczesny Jack Strong :P

      ano... 14/08/2015 09:17 Odpowiedz
  • Abstrahują od tego kto ma rację itd… W normalnej sytuacji jakiś dział promocyjny firmy wchodzi i pisze:
    W związku z zaistniałą sytuacją chcielibyśmy poinformować, że…
    Serdecznie zapraszamy do Term Bolesławiec także turystów bo nasz historyczny budynek to także przykład ciekawej architektury, historii naszego miasta itd…
    Postaramy się aby już wkrótce nasze materiały promocyjne zawierały informacje przydatne także dla turystów i to nie tylko tych z Polski…

    I tak dalej i tak dalej…

    Wyobrażacie sobie, że tak miejskie firmy mogłyby reagować na krytykę i pytania mieszkańców?

    Obecna polityka brzmi: Przeczekamy krytykę, poudajemy, że jej nie ma i wszyscy zapomną. Czyli: mamy swój wizerunek w dupie.

    Bernard Łętowski 12/08/2015 14:02 Odpowiedz
    • „Polacy nic się nie stało, mieszkańcy nic się nie stało……Urzędnicy i Radni nie reagują! No bo jak, przeciwko swojej klice ?

      Bogdan Nowak (senior) 12/08/2015 15:37 Odpowiedz
  • „Człowiek za każdym razem myśli, że coś wytłumaczy, i tylko brnie dalej.” (Marquez)

    Nie powinienem tłumaczyć raz wytłumaczonego, bo „komentatorzy” i tak wiedzą lepiej, a jeżeli czegoś nie wiedzą, bo nie byli, nie słyszeli, to też „wiedzą”, bo wiedzą, kto napisał i swą niewiedzę wypełnią „adresowaną niechęcią”.

    Odpowiem Onej, bo pozostałe komentarze nie odnoszą się do treści opisanego zdarzenia, a są komentarzem Onego komentarza.

    Po pierwsze, nie można mieć żadnego zrozumienia dla arogancji nikogo, kto jest zatrudnionym ( i mu za to płacą) w celu OBSŁUGIWANIA klientów, tak urzędnika, jak sprzedawcy w sklepie czy kasjerki na dworcu kolejowym. Klient Nasz Pan, zawsze i do samego końca, niezależnie od tego jak absurdalne pytania stawia, niezależnie od tego czy prosi o przyniesienie dziesiątej pary butów do przymierzenia – służbowy uśmiech i grzeczność musi być przyklejona, aż do samego końca. W bolesławieckim spa, jak widać jest inaczej – nie powinno się przeszkadzać w samotnym relaksie młodemu inspicjentowi.

    Po drugie, te kilka minut przed zamknięciem, to było blisko PÓŁ godziny przed zamknięciem.

    Po trzecie, z którego fragmentu tekstu Ona wyczytała, że ZAŻĄDŁEM? Może pod groźbą (czego? znajomości, faktu, że ja, to ja, że mi się należy, bo Niemcy za plecami? A takie dopowiedzenie dopowiedziała se Ona, a w ślad za Nią komentujący jej komentarz) może pod groźbą użycia broni, narzędzia przypominającego broń, w dodatku werbalnie wspomaganego inwektywami i wulgaryzmami?

    Nie zażądałem, tylko (literalnie, jak w tekście) zapytałem uprzejmie, czy byłaby możliwość rzucenia okiem, (przez chwilkę, na chwilkę poprzez szybę drzwi, może z antresoli -pomyślałem sobie) na wnętrze hali – bez wchodzenia do niej!
    Odpowiedź Pana stwarzała taką szansę, bo był odpowiedział – O TEJ PORZE nie ma możliwości.
    Czyli, że generalnie można zajrzeć tylko nie O TEJ PORZE. Gdy zacząłem dopytywać DLACZEGO? Pan odpowiedział – Nie, bo nie! Bo jest mokro!
    I w tym momencie udowodnił mnie i sobie, że nie potrafi rozmawiać z klientami, że nie nauczył się, może nie potrafił przyswoić zasady której uczą w każdej szkole handlowej – klient nasz pan! Klient nawet odprawiony kwitkiem powinien odchodzić w poczuciu swej wyższości i zadowolony, spełniony w otrzymaniu satysfakcjonującej, logicznej, jeżeli nawet odmownej odpowiedzi!

    Ten Pan zachował się, jakbym przeszkodził mu w relaksowaniu się! Na tej odpowiedzi Pana, temat się zakończył, nie wracałem już więcej do pytania, nie oczekiwałem już jakiegokolwiek racjonalnego wytłumaczenia – koniec, kropka, Niente – NIE, BO NIE!

    Zasugerowany prośbą wycieczkowicza zza pleców, zapytałem o BROSZURY!

    Po czwarte, nie było moim, ani niczyim zamiarem zwiedzanie bolesławieckiego Spa! Ci wycieczkowicze zainteresowani MOJĄ RKLAMĄ obiektu, mieli zamiar przyjść następnego dnia i już w strojach kąpielowych „pozwiedzać basen”.

    Po piąte, praktycznie wszędzie na świecie zaczynając od portugalskich aquaparków, a kończąc na wrocławskim, czy bolesławieckiej Orce, nikt nie chroni „pewnej sfery prywatności” , bo każdy może swobodnie obserwować kąpiących się, w bolesławieckiej Orce właśnie z balkonu, czy zza wielkiej szklanej szyby na piętrze!

    Po szóste, wnioskowanie z tonu krytycznego felietonu może prowadzić, jak tutaj, do… nawet nie wiem do czego, … bo skąd ten wtręt – cyt. „jak do osoby niedouczonej i gorszej bo przecież to tylko recepcjonista”, chyba tylko do intencjonalnej i głupiej obrony absolutnie nieprzygotowanego i arogancko niegrzecznego Pana, który na długo jeszcze powinien być odsunięty od wszelkiej pracy w tzw. Front Office – z klientami.

    Celem artykułu było nie pokazanie mej urażonej dumy i jak chcą inni „wrodzonej bufonady”, a kompletnego braku profesjonalizmu u zarządzających bolesławieckim Spa. Kompletnego braku, bo zaczynającego się od braku jakichkolwiek materiałów informacyjnych – jakichkolwiek, tak broszurek, jak choćby stworzenia możliwości ich wydrukowanych ad hoc z komputerowej drukarki – w zamian zaś bezczelna sugestia bym se przeczytał na drzwiach wejściowych, brak informacji w żadnym języku, bo informacja o unijnym dofinansowaniu umieszczona na tablicy przed budynkiem, jest może i ważna, ale raczej tylko dla głównego księgowego Ratusza czy Unii Europejskiej. Kompletnego braku profesjonalizmu, bo posadzenie w basenowym lobby nieprzygotowanego do pracy aroganta świadczy o lekceważeniu obowiązków przez kierownictwo instytucji i totalnego lekceważenia ewentualnych klientów, nie mówiąc już o działaniu na szkodę Spa, Magistratu i dobrego imienia miasta.

    Reszta komentarzy, odnosi się nie do treści opisanego zdarzenia, a do wyobrażeń, domniemań i przypuszczeń Onej.

    Niektórzy nawet znaleźli Se lepsze wytłumaczenie – cyt. – „Ot, fanaberie i zaczepki pewnego sfrustrowanego germanofila, (…)”

    cemoi07 12/08/2015 12:06 Odpowiedz
    • Zazdroszczę odmętów wolnego czasu :)

      lokales 12/08/2015 13:37 Odpowiedz
  • Nie dziwie się reakcji recep. Konczy pracę a nagle tuz przed 22:00 wpada nie zapowiedziana grupa. Panie przewodniku pan niema takich uprawnień na legitymowanie ludzi po 2 Pana zażalenia przekształciły sie z oburzenia w referat artykuł którego gowno obchodzi nas tu mieszkańców Bolesławca

    easst 12/08/2015 12:02 Odpowiedz
  • Przerost formy nad treścią. Basen to nie muzeum do zwiedzania.

    Frugo 12/08/2015 11:08 Odpowiedz
  • Odpowiedzialny przewodnik nie oprowadza gości po miejskich budynkach w takich godzinach właśnie z uwagi na to, że są zamknięte. Nie dajmy się zwariować. Poza tym, znamy wyłącznie wersję oburzonego, że nie został wpuszczony do obiektu po jego zamknięciu.
    Wyobraźmy sobie, że odpowiedzialny za budynek po jego zamknięciu wpuścił innych gości i doszło do kradzieży, popsucia sprzętu czy narażenia bezpieczeństwa sprzątających pracowników… Kto wtedy będzie za to odpowiadał? pan przewodnik?
    Nie dajmy się zwariować.

    lokales 12/08/2015 08:28 Odpowiedz
  • Mój Boże – jakaż liczna grupa obrońców Pana szatniarza. To zastanawiające -nasz bohater musi należeć do jakiejś znamienitej rodziny miejskiego notabla.

    Sinobrody 12/08/2015 06:42 Odpowiedz
  • Najlepiej zarządać otwarcia basenu BO GOŚCIE PRZYJECHALI tak najlepiej o 00.00 – i bardzo dobrze PAN recepcjonista zrobił.

    re 12/08/2015 01:40 Odpowiedz
  • Ot, fanaberie i zaczepki pewnego sfrustrowanego germanofila, żeby nie określić tego dobitniej.

    Jarosław Kociuba 11/08/2015 22:14 Odpowiedz
  • Mimo że recepcjonista nie powinien tak się zachować jestem w stanie go doskonale zrozumieć. Zwłaszcza kiedy kilka minut przed zamknięciem wpada niezapowiedziana grupa z „przewodnikiem” który żąda żeby ich wpuścić na basen bo to są artyści!. No tak ale gdyby był to prawdziwy przewodnik to po pierwsze wiedziały ze osoby wchodzące na teren basenu muszą mieć odpowiednie zmienne obuwie w celu uniknięcia upadku i nablocenia na posadzce. Po drugie zapewne osoby przebywające w środku w celu relaksu nie mają ochoty być oglądane na tle wystroju wnętrza jak małpki w zoo,ponieważ narusza to pewna sferę prywatności i prowadzi do dyskomfortu. Trzecia rzecz nie dziwie się ze recepcjonista się nastroszyl słysząc jak ktoś się do niego zwraca ( wnioskuje z tonu jakim tekst powyżej został napisany ) jak do osoby niedouczonej i gorszej bo przecież to tylko recepcjonista. Po czwarte w pana grupie były osobę znające język polski wiec nic dziwnego że grupa się wycofała słysząc wasza rozmowę. Zapewne też się wstydzili za zachowanie swojego „przewodnika” . Czasami jest tak ze ktoś przez samo bycie jest denerwujacy a od odroczenia dostaje tylko rykoszetem . Ot tak se myślę

    ona 11/08/2015 16:00 Odpowiedz
  • Nie kumasz Cemoi, zamiast się cieszyć, że wyremontowane, że otwarte, że woda mokra, że ludzi dużo nie ma bo na odkrytych za darmo, to ty byś chciał jeszcze info o zabytkach dla turystów i to jeszcze po zachodnioniemiecku!

    Twoi turyści nie głosują w Bolesławcu. Proste?

    Bernard Łętowski 11/08/2015 13:08 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title