Wrz 23, 2014
1470 Wyświetleń
0 1

Dobry człowiek… ein guter Mensch…

Napisany przez

 

 

Blisko dziesięć lat temu, 16 sierpnia 2006 roku niemiecka, śląska agencja prasowa informowała …

 „(…) Wie sehr dieser polnische Nationalismus das alltägliche Miteinander vergiftet, mögen einige Beispiele deutlich machen: Die weithin als mustergültig bezeichnete Partnerschaft zwischen der Stadt Siegburg und dem Rhein-Sieg-Kreis mit Stadt und Landkreis Bunzlau/Niederschlesien vermochte es bisher nicht, die polnische Seite dazu zu bewegen, eine Gedenktafel für den deutschen Pfarrer Paul Sauer mit einer wahrheitsgetreuen Inschrift in Bunzlau anzubringen. Pfarrer Sauer war dort nach dem Krieg von polnischen Kommunisten grundlos inhaftiert und grausam gequält worden. Zwei Tage nach seiner Entlassung starb er an den ihm zugefügten Misshandlungen. Die Verweigerung der Gedenktafel erfolgte nicht nur gegenüber der Heimatgruppe Bunzlau. Wie mir der Bürgermeister der Stadt Siegburg am 05.08.2006 bei der Eröffnung einer Austellung über die Zeitung „Bunzlauer Stadtblatt” 1881 – 1945 im Kreishaus bestätigte, konnten auch die offiziellen Bemühungen der Kommune die unnachgiebige Haltung der Polen nicht auflösen. Zwar hatten der polnische Bürgermeister und auch der Landrat freundliche Reden bei der Eröffnung der Ausstellung gehalten und auch aus den Bunzlauer Archiven Ausstellungsstücke bereitgestellt, in der Grundsatzfrage, dem Eingestehen polnischer Schuld, gibt es für Polen aber bisher kein Einlenken.(…)”

(http://www.schlesien-lm.de/pressedienst/2006/33%2006.htm)

Co się od tamtej pory zmieniło? I dużo… i nic!

Dużo, bo za trzy dni, w piątek 26 września w ogrodzie bolesławieckiego Młodzieżowego Domu Kultury odbędzie się uroczyste odsłonięcie tablicy poświęconej Ostatniemu Niemieckiemu Proboszczowi bolesławieckiej Parafii p.w. Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja –  księdzu Paulowi Sauerowi. Dużo, bo przynajmniej władze Starostwa było stać, po wielu latach starań bunzlauerów z Siegburga, na wskazanie miejsca upamiętnienia Dobrego Człowieka.

Nic się nie zmieniło, bo niezmienna pozostała niechęć obecnego proboszcza bolesławieckiej Parafii ks. Prałata dra A. Jarosiewicza i osób na najwyższych stanowiskach w bolesławieckim magistracie do upamiętniania życia i śmierci ks. Sauera.

Czym się kierowali i kierują? Nie wiem. Po części odpowiedź znajduje się w zacytowanym na wstępie cytacie z Pressedienst Schlesien. Z pewnością nie kierowali się prawdą historyczną i szacunkiem dla człowieka – Dobrego Człowieka, i to w tym ogólnoludzkim, a nawet katolickim rozumieniu. Nie człowiek, nie pamięć o Nim, o Jego życiu, owocach Jego, a narodowe uprzedzenia i szowinizmem podszyte rozumienie historii zdało się wpływać na niechęć bolesławieckiej Parafii i magistratu.

Zupełnie niezrozumiała i nieakceptowana jest niechęć ks. Jarosiewicza. Wszak ks. Sauer był jego poprzednikiem, był również proboszczem w tej samej Parafii co On, był ostatnim księdzem zamykającym ponad siedemsetletnią historię niemieckich duchownych piastujących urząd proboszcza bolesławieckiej parafii, był uczciwym i dobrym człowiekiem – dla każdego i do wszystkich, niezależnie od ich konfesji, pochodzenia czy narodowości, był na długo przed Watykanem zwolennikiem ekumenizmu – o czym świadczyli świadkowie. I fakt ostateczny – był księdzem i jako ksiądz i ein guter Mensch zasłużył sobie na epitafium – tablicę pamiątkową wmurowaną obok innych (tych średniowiecznych) w mury swej Świątyni.

Ksiądz Jarosiewicz nigdy nie wyraził zgody na wmurowanie takiej tablicy, nie wyraziły też siostry ze Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek prowadzące obecnie Dom Dziecka św. Józefa, dom w którym w 1946 roku zmarł ks. Paul Sauer. Czy mogłoby być lepsze, stosowniejsze i godniejsze miejsce do upamiętnienia Księdza, jak Sanktuarium w którym posługiwał, albo budynek należący do Zgromadzenia Zakonnego w którym umarł?

To „dużo”, to też aby nikt nie myślał, że… za dużo!

Odsłonięcie pamiątkowej tablicy nastąpi w ogrodzie MDK, nie wmurowanej w mury  budynku dawnego UBP, nie daj bóg od frontu ( bo konserwator zbytków, bo spójność architektoniczna i takie tam…), a z tyłu, na trawniku, vis a vis równie niewielkiego postumenciku z 2010 roku już upamiętniającego inne ubeckie ofiary.

Aber ein Hammer to treść inskrypcji, bo „życzenie” bolesławieckiego starostwa, aby to wyłącznie siegburczycy ponieśli wszelkie koszty związane z ufundowaniem i odsłonięciem pamiątkowej tablicy, pozostawię bez szerszego komentarza. Treści inskrypcji, tej ostatecznej, będącej dyktatem powiatowego gospodarza, nie podam, bo nie wypada mi uprzedzać tego, co wydarzy się w piątek, mogę jedynie powiedzieć, że jest ona harmlos. Nie rzuca się w oczy – bo w raczej niedostępnym ogrodzie Domu Kultury, bo nikt wcześniej niewtajemniczony, przypadkiem jej nie zauważy, a sam tekst jej też nijaki – mówi, że był sobie taki i taki ksiądz, że był muzykiem, przyjacielem młodzieży, i że był zwolennikiem ekumenizmu, no, i że Jego śmierć skłaniać ma do refleksji i pojednania!

Szanowni, kto przeczytawszy taki memoriał – inskrypcję, a idąc pierwszy raz na zajęcia z rytmiki, rysunków czy gry na mandolinie będzie wiedział o co, o kogo chodzi? Najwyżej wytłumaczy sobie, że (bo przecież wie ze szkoły, że księża są wszędzie) przed wojną był w eMDeKu jakiś ksiądz Sauer, co to uczył muzyki i… zmarł przygnieciony fortepianem czy kontrabasem (Przepraszam!).

Tekst który pierwotnie, w lutym uzgodniono z bolesławieckim starostwem z punktu widzenia polityki historycznej, ogólnego zakłamywania i odurniania Polaków nie był już tak harmlos, ale był uczciwy, wyważony i oddający prawdę historyczną, był jednym z niewielu widocznych kroków do zrozumienia, zmierzenia się ze swoją nie zawsze dumną historią

AD MEMORIAM  Ks. Dziekan Erzpriester Paul Sauer * 26.09.1892, geweiht  16.06.1921 † 24.06.1946

SEIT 1938 PFARRER AN DER KATHOLISCHEN STADTPFARRKIRCHE IN BUNZLAU, EIN MUTIGER BESCHÜTZER SEINER KIRCHE, MUSIKER, JUGENDSEELSORGER UND BEFÜRWORTER DER ÖKUMENE. VERHÖRT UND MISSHANDELT MIT ANDEREN DEUTSCHEN UND POLEN IN DIESEM GEBÄUDE. SEIN TOD MAHNT ZU BESINNUNG UND VERSÖHNUNG

(Ad memoriam Ks. Dziekan Paul Sauer ur.26.09.1892, wyświęcony 16.06.1921, zm. 24.06.1946

 Od 1938 roku proboszcz kościoła parafialnego w Bolesławcu, dzielny obrońca swego kościoła, muzyk, duszpasterz młodzieży, zwolennik ekumenizmu, przesłuchiwany i torturowany w tym budynku wraz z innymi Niemcami i Polakami. Jego śmierć skłania do refleksji i pojednania.)

Takiego napisu nie będzie – bolesławieckie władze nie dorosły jeszcze do zrozumienia wagi wypowiedzianych przez Pana Prezydenta RFN Joachima Gaucka słów „Ohne Wahrheit wird es nie eine innere Versöhnung geben.” Takiej tablicy nie będzie, bo…  „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”

 W piątek 26 września o godzinie 12.00 odbędzie się uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy, wcześniej, bo o godzinie 10.00 w obecnym budynku Domu Dziecka św Józefa przy ul. Kubika odbędzie się specjalna msza święta, a o godzinie 16.00 zapalenie świec na grobie Paula Sauera na cmentarzu komunalnym.

 Poniżej wcześniej zamieszczony przeze mnie tekst o Księdzu Paulu Sauerze.

 Ksiądz Paul Sauer, podobnie jak błg. ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez funkcjonariuszy polskiej służby bezpieczeństwa, i podobnie jak ks. Jerzy Popiełuszko swoją działalnością społeczną, podtrzymującymi ducha w narodzie Mszami Świetymi za Ojczyznę naraził się ówczesnym władzom PRL, tak bolesławiecki proboszcz parfii pw. NMP – ks. Paul Saeer poniósł ofiarę życia za swą pomoc czynioną potrzebującym.

Paul Sauer urodził się w 1892 roku w Bielicach pod Niemodlinem na Górnym Śląsku. Pochodził z wielodzietnej chłopskiej rodziny, której znaczna część zmarła później z głodu i chorób, przetrzymywana po wojnie w polskim już, łambinowickim obozie. Nie był jedynym katolickim księdzem w swej rodzinie, duchownymi byli wujek Augustyn, brat Bernhard, a brat Franz już w wieku 20 lat służył jako organista katedry w Salzburgu, później zostając profesorem w salzburskim Mozarteum.

Młody Paul Sauer absolwował nyskie liceum, studiował teologię, z przerwą na służbę na frontach I wojny światowej, we wrocławskim alumnacie. Z wojny powrócił  odznaczony Krzyżem Żelaznym II klasy i z raną postrzałową w płucach, która już zawsze zmuszała Go do mówienia przytłumionym głosem.

Duszpasterską posługę rozpoczyna w Zgorzelcu, następnie zostaje wikarym w Strzegomiu, i w Głuchołazach. Pierwszy raz jako proboszcz obejmuje parafię w 1930 roku w Sprebergu, a tę bolesławiecką pod wezwaniem NMP w 1938 roku.

W 1941 roku podczas odczytywania z ambony adwentowego listu pasterskiego kardynała Bertrama, miał się dopuścić publicznego znieważenia III Rzeszy, za co w kwietniu 1942 roku został aresztowany, wywieziony i osadzony w legnickim areszcie śledczym. Po trzech tygodniach przesłuchań zostaje zwolniony i wraca na bolesławiecką parafię.

Przez całe swe życie, także jako bolesławiecki ksiądz, obok posługi duszpasterskiej poświęcał się wiernym i… muzyce. Pochodził nie tylko z bardzo wierzącej, ale i muzykalnej rodziny. Sam grywał na wielu instrumentach, przede wszystkim smyczkowych. Oprócz łaski greckiej muzy Euterpe nieobca była mu sztuka strojenia instrumentów i ich konserwacji. To jemu możemy zawdzięczać pielęgnację, naprawy i doskonałe utrzymanie organów w bolesławieckiej bazylice, oraz konserwatorskie zabiegi w całym kościele.

Trzeba też zaznaczyć, że tylko dzięki Jego wyjątkowym, dyplomatycznym umiejętnościom obłaskawiania  sowieckich okupantów, nie doszło do profanacji i splądrowania bolesławieckiego kościoła.

Przez cały czas trwania sowieckiej zimowej ofensywy ks. Sauer służył pomocą, udzielał duchowego wsparcia i schronienia wszystkim potrzebującym, uciekinierom sprzed sowieckiej nawały i wypędzonym. Jednocześnie cały czas odprawiał msze święte – dla wszystkich, dla francuskich i włoskich jeńców, później także dla polskich osadników. Władysław Kowalski wspominał o swej rozmowie z ks. Sauerem o odprawieniu wspólnej mszy pasterkowej w święta 1945 roku. Ksiądz Sauer nie tyle, że przystał na prośbę polskiego osadnika, ale nawet poprosił pana Kowalskiego o polski tekst modlitwy „Ojcze Nasz”, by Polacy mogli wspólnie modlić się.

W tym czasie odprawiał również msze święte dla ewangelików, ponieważ do lata 1945 był jedynym duchownym w mieście, towarzyszył również setkom wiernych, w tym Polakom w ich ostatniej drodze na cmentarze przy ulicy Garncarskiej i Lubańskiej.

Ksiądz Paul Sauer oprócz pracy duszpasterskiej starał się czynić wszystko, by służyć nie tylko duchową  pomocą. Wielu świadków potwierdza, że budynek parafialny przy ulicy Kościelnej był punktem, gdzie wszyscy potrzebujący, w tym Polacy zawsze mogli otrzymać coś do ubrania czy jedzenia.

Mottem życiowym Księdza było – „Was du von anderen verlangst, tu ihnen auch” (To czego wymagasz od innych, czyń im także.)

Budynek dziekanatu parafii NMP był też punktem tzw. Caritas – Post, kościelnej służby pocztowej, gdzie głównie dzięki pracy ks. Sauera wypędzeni i uciekinierzy mogli nawiązać kontakt z członkami rodzin czy bliskimi. W bolesławieckim domu parafialnym gromadzono listy z całego Dolnego Śląska i przesyłano dalej do Goerlitz.

Z punktu widzenia polskich władz było to przestępstwo i jeden z dowodów na przynależność ks. Paula Sauera do podziemnej (jak się później okazało wyimaginowanej) niemieckiej organizacji „Freies Deutschland”.

21 lipca 1945 roku w Bolesławicach na terenie folwarku, gdzie Urząd Ziemski organizował akcję żniwną, dochodzi do eksplozji miny. Zginęło sześć osób, cztery trafiły do szpitala, wśród zabitych był burmistrz Bolesławca Bolesław Kubik. O sprawstwo oskarżono „niemieckie podziemie”.

Wcześniej, bo 5 maja przy ulicy Roli-Żymierskiego również wybuchła mina. Zginęło wówczas 12 osób, w tym żołnierze sowieccy, kobiety Rosjanki i Polacy. Jak wynikło z zeznań rannego Kosiuka Antoniego (lat 17)  – „przyczyną wybuchu było znalezienie miny z czasów działań wojennych przez jednego z żołnierzy sowieckich, którzy w pobliskim kanale łowili ryby przy pomocy granatów ręcznych. Żołnierz znalazł w pobliskich krzakach minę, wziął do ręki i zaczął manipulować powodując wybuch i śmierć własną i postronnych osób”.

W związku z tymi wydarzeniami przeprowadzono miedzy innymi w domu parafialnym rewizję. Znaleziono mnóstwo poczty oraz zapiski z niemieckimi nazwiskami.

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że ks. Sauer od dłuższego czasu zapewniany był przez sowieckich oficerów, że zajęty przez nich Bolesławiec, prowizorycznie zarządzany będzie przez Niemców, a nie Polaków. W związku z tym, ks. Sauer angażował się bardzo w życie społeczności bolesławieckiej, prowadził szereg rozmów z pozostałymi w Bolesławcu mieszkańcami tzw. klasy inteligenckiej, którym można by było przydzielić później obowiązki kierowania odpowiednimi dziedzinami zarządzania miastem. Miedzy innymi dr Brigitte Daum i dentyście Maxowi Guertler przydzielono sferę opieki medycznej, inżynierowi Kuehne wodociągi i energię elektryczną, a nauczycielowi Stillerowi szkolnictwo.

Znaleziona poczta oraz owa lista nazwisk dla polskiej milicji miały stanowić dowód antypolskiej działalności Sauera i przynależności do owej wyimaginowanej podziemnej organizacji o później nadanej nazwie „Freies Deutschland”. Owe dowody zostały dodatkowo wzmocnione zeznaniami ubeckiego lekarza i informatora, Holendra dr Georga van Taala – ps.”Git”. Van Taal obciążył inż. Artura Kuehne, a potwierdziła to lekarka Brigitte Daum.

Jakichż to szczytów elokwencji i werbalnej perswazji użyli bolesławieccy ubecy, aby wydobyć obciążające zeznania nie trzeba mówić, bo już nasz rodak i pierwszy wśród czekistów był powiedział – „nie ma ludzi niewinnych , są tylko źle przesłuchani” (Feliks Edmundowicz Dzierżyński)

W dniu 30 kwietnia 1946 roku ksiądz Sauer zostaje aresztowany i wrzucony do lochu bolesławieckiej siedziby Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ówczesnej ulicy Guemnasialstrasse, obecny budynek Młodzieżowego Domu Kultury przy ul. Grunwaldzkiej.

Śledztwo i przesłuchania w sprawie „Freies Deutschland” zakończono w Bolesławcu 23 czerwca 1946 r., 40 osób przekazano do prokuratury.

19 grudnia sąd wrocławski uznał 30 osób winnymi przynależności do tajnej organizacji, skazując połowę z nich na kary śmierci.

Po latach w charakterystyce pisanej przez pracowników archiwum KW MO we Wrocławiu podkreślano, że w rzeczywistości nie znaleziono jakichkolwiek dowodów na związek inż. A. Kuehne i INNYCH ze spaleniem fabryk w Czernej, Żaganiu oraz wypadkami eksplozji min. (AIPN Wr, 049/266, Faktologia organizacji „Freies Deutschland” rzekome dowody dywersanckiej działalności oskarżonych)

O potwornościach pobytu ks. Sauera w bolesławieckiej katowni wspominała Eva Teubner – również aresztowana i więziona w sąsiedniej celi, a relacjonuje Eva Reimann w Bundesheimatzeitung. Wspomina ona o  długich błaganiach Renate Gundlach, aby pozwolono księdzu podać coś do jedzenia, które później i tak nigdy nie trafiało do księdza, wspomina o staraniach ks. Andrzeja Gromackiego, kolegi i następcy Sauera, o pozwolenie odwiedzenia Go, mówi o biciu księdza i głodzeniu. Wspomina, że ostatni raz widziała Go 22 czerwca, gdy wleczono Go z piwnicy do góry na przesłuchanie. Była, jak mówi, zszokowana widokiem księdza

–   „Er war abgemagert und hatte schneeweisses, langes Haar bekommen” (On był wychudzony i miał długie, śnieżnobiałe włosy.)

Eva Reimann potwierdza te oświadczenia świadka w swoim artykule, mówi o potwornym cierpieniu jakiego doświadczać musiał ksiądz Paul Sauer w ostatnich dniach uwięzienia, o jego przeczuciu beznadziejności swego położenia w ubeckiej katowni. Przytacza wołania z celi księdza – „nikt nie może mi pomóc, a ja tylu pomogłem…”

24 czerwca ksiądz Sauer bezwładnie spada na ziemię ze swojej pryczy i woła pomocy, po dłuższej chwili ubecki strażnik orientuje się, że ksiądz Sauer jest bliski śmierci. Krótko po tym wezwany zostaje polski lekarz dr Herbert Urbańczyk. Ksiądz Sauer zostaje położony na nosze i wyniesiony do samochodu, który zawiezie Go do Sióstr Szarytek z bolesławieckiej Fundacji św. Józefa – obecnie Dom Dziecka przy ul. Kubika.

To co później wydarzyło się u Sióstr Szarytek dokładnie opisał w swoich wspomnieniach prof. Heino Schubert, wówczas muzyczny kompan księdza.

–  Ksiądz był nieprzytomny, dopiero zastrzyk z soli kuchennej zrobiony przez doktora Urbańczyka ocucił księdza, na pytanie zakonnicy, czy chciałby się czegoś napić, nie był w stanie odpowiedzieć, jedynie skinieniem głowy daje znak. Ksiądz otrzymuje termofor do rozgrzania ciała i herbatę z koniakiem do wypicia. Dopiero po tym przychodzi do siebie. Siostry pytają Go, czy wie gdzie się znajduje, – ksiądz nie wie. Siostry informują Go, że w Fundacji św. Józefa, ksiądz na wieść o tym uśmiecha się, a siostry na ten widok rozpłakują się. Zapytany, czy lepiej się czuje – ksiądz zaprzecza.

Później przy księdzu pozostaje jedynie siostra przełożona, czyli główna pielęgniarka Fundacji, przekonuje księdza, że będzie lepiej, że nie wolno tracić nadziei… lecz ksiądz przytłumionym głosem odpowiada – że to już koniec.

Ksiądz Sauer umiera w parę godzin po przewiezieniu z piwnicznej celi. Miał 54 lata.

Polski lekarz na świadectwie zgonu, wystawionym 29 czerwca wpisuje – przyczyna zgonu – wada serca, odma płucna, wychudzenie.

27 czerwca bolesławiecka milicja wydaje uprzednio zaaresztowane doczesne szczątki księdza siostrom i zezwala na pochówek, lecz nie wcześniej niż o godzinie wpół do dziewiątej wieczorem, z jednoczesnym zakazem udziału Niemców w kondukcie pogrzebowym.

Ksiądz Sauer zostaje pochowany na parafialnym cmentarzu katolickim w Bolesławcu, później w 1985 roku szczątki księdza zostają przeniesione i powtórnie pochowane na cmentarzu komunalnym w Bolesławcu.

Rok później, już w listopadzie 1947 roku do bolesławieckiej placówki UB trafia młody oficer Władysław Ciastoń. Szybko zostaje szefem PUBP w Bolesławcu. Z pewnością zapoznaje się z materiałami prowadzonego śledztwa przeciw „członkom Freies Deutschland”, z pewnością czyta też protokoły z przesłuchań księdza Paula Sauera.

To, czy bolesławieckie doświadczenia i wiedzę wykorzystuje później podczas uprowadzenia i zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki jest niemożliwym do udowodnienia. Co prawda jako szef Służby Bezpieczeństwa w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych zostaje w 1984 roku aresztowany i staje przed sądem, oskarżony o sprawcze kierowanie uprowadzeniem i zamordowaniem ks. Jerzego Popiełuszki, lecz ówczesny sąd, w imieniu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej oczyszcza go z wszelkich zarzutów i uniewinnia.

Ponad sześćdziesiąt lat po tragicznej śmierci ks. Paula Sauera siegburscy Bunzlauerzy występują do Ratusza, do bolesławieckiej Parafii pw. Wniebowzięcia NMP i Św. Mikołaja z prośbą o uhonorowanie pamiątkową tablicą na kościelnej ścianie pamięci księdza Sauera.

Ani Miasto, ani Proboszcz bolesławieckiej Parafii nie są wstanie, albo nie chcą uczynić zadość owej prośbie.

Św. Pamięci ksiądz prałat Władysław Rączka był zainteresowany taką inicjatywą, obecny proboszcz ks. prałat Andrzej Jaroszewicz jak i obecny prezydent miasta Piotr Roman, wbrew opinii świadków, wbrew opiniom historyków, nawet wbrew naukowym ustaleniom bolesławieckiej sesji naukowej poświęconej księdzu Sauerowi (24 czerwiec 2004 z inicjatywy magistratu) uważają, że ks. Paul Sauer jest kontrowersyjną postacią i nie zasługuje na upamiętnienie. Tym samym dają wiarę ubeckim fałszywkom i wymuszonym torturami zeznaniom świadków, a nie ustaleniom historyków.

A może w Bolesławcu dobry Niemiec to martwy Niemiec, a najlepiej taki, o którym pamięć zaginęła?

 

na pdst. Ks. Paul Sauer 1892 -1946. Materiały konferencyjne pod red. Grzegorza Straucholda. Bolesławiec 2004 ISBN 83-88976-31-1

Robert Klementowski – „My wszyscy są od pracy fizycznej …” Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Bolesławcu (1945 1956) Bolesławiec – Wrocław 2012 ISBN 978-83-62584-25-3

 wpisy na stronie internetowej Bundesheimatgruppe Bunzlau zu Siegburg

 

Tekst przedstawiający epilog tzw. Sprawy Freies Deutschland 

(http://bobrzanie.pl/2013/02/14/cemoi07/aschermittwoch-w-boleslawcu)

© cemoi07

moja prywatna opnia jest moją prywatną opinią pozaprocesową i zgodnienie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 4 stycznia 2005 roku (V KK 388/04) nie jest opinią w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k., i nie może stanowić dowodu w sprawie

Gdyby ktokolwiek uznał, że treścią, formą lub samym duchem artykułu dopuściłem się naruszenia jego dóbr osobistych, bądź uznałby też ( nie daj bóg!),  że obraziłem jego uczucia religijne i chciałby dochodzić swych praw, informuję, że najlepszym adresem do kontaktu ze mną  jest zwrócenie się do mojej pełnomocnik Pani Mecenas Patrycji Complak  59-700 Bolesławiec ul. Daszyńskiego 10/2 tel/fax 75 732 05 60 , 0 505 111 331

 

Kategorie:
cemoi07 · historia

Komentarze do Dobry człowiek… ein guter Mensch…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title