Paź 25, 2013
721 Wyświetleń
0 0

METALLICA – „Through the never”

Napisany przez
300x300px_cocodrilo-01

Po ostatniej serii recenzji produkcji martyrologiczno-historyczno-łzawych czas na „odsapkę”. METALLICA – „Through the never” – produkcja o której głośno od dłuższego czasu. Jeden seans na prawie 40-tysięczne miasto wydawał się posunięciem co nieco ryzykownym. Ale jednak wyczucie osób odpowiadających za repertuar okazało się trafne – na widowni były puste miejsca. Niewiele bo niewiele, ale były.

„Through the never” to koncert. A w zasadzie ersatz koncertu, na który większość z nas nigdy nie będzie miała możliwości pójść naprawdę.

Choć to, że w zasadzie jest to w przeważającej części sfabularyzowany koncert wcale nie oznacza, że nie powala tak jak cała muzyka Metalliki. Pozwala nawet na więcej niż obecność na prawdziwym koncercie live – na znalezienie się kilka metrów od centrum wydarzeń – od miotającego się przy bębnach Ulricha, charyzmatycznego Hetfielda, „człekokształtnego” Trujillo czy wyważonego, spokojnego Hammeta. A tej możliwości niestety nie daje w obecnych czasach nawet uczestnictwo w ogromnych koncertach live – zespół mamy kilkadziesiąt a nawet czasami kilkaset metrów od siebie (niestety czasy małych koncertów gdzie wykonawca był na wyciągniecie ręki minęły bezpowrotnie – dusza moja płacze za koncertami czołówki polskiej sceny rockowej w legnickim kultowym kinie Kolejarz – w latach 80-tych miałem niesamowite szczęście oglądać na żywo Perfect, Republikę, Maanam, Oddział Zamknięty, Kombi, Lombard, Lady Pank… To były czasy… :)))

A wracając „na ziemię” – oprócz tego nieodpartego wrażenia „bycia” na wyciągnięcie ręki od uczestników koncertu efekty 3D dają niesamowite możliwości – podczas „Through the never” kilka razy udało się nawet specjalistom od efektów wprawić w dziwny stan mój „osobisty” błędnik.

Wybór utworów to przejażdżka przez cały dorobek Metalliki. kolejne elementy scenografii również nawiązują do akurat granego kawałka – krzesło elektryczne, trumny, posąg Temidy… Nie będę wymieniać listy utworów niemniej jednak największe wrażenie wywarł na mnie „Muster of Puppets”.

Fabuła filmu nie przeszkadza. Choć w zasadzie nie stanowi z koncertem żadnej integralnej, nierozerwalnej całości jest dość fajnym uzupełnieniem agresywnej trashmetalowej muzyki – no, agresywnej może z wyjątkiem „Nothing else matters”…

Wątek członka ekipy technicznej, który wysłany przez swojego szefa z prozaicznym zadaniem odnajduje tajemniczy przedmiot ukryty w skórzanej torbie i dostarcza go zespołowi na pustą scenę (baaardzo duże uproszczenie). Zamieszki na ulicach, tajemnicza postać na koniu przywołująca z pamięci scenerie Madmaxa, ulica pełna wisielców, lalka w turbanie z pętlą na szyi z którą nie rozstaje się główny bohater – dla widza nic nie jest jasne, nie znamy przyczyn, motywacji, zawartości skórzanej torby. Co warte podkreślenia – zawartości torby nie poznajemy do końca filmu – czyżby świadome pozostawienie zagadki nierozwiązaną?

Ten film w żadnym stopniu nie jest „rewolucyjny”. Nie wyznacza nowych kierunków, trendów w tego typu produkcjach. Jest dwugodzinnym głośnym klipem, który prawdę mówiąc na samym początku filmu nie wiadomo dlaczego mnie znużył. Ale to tylko przez krótką chwilę gdy opadł poziom adrenaliny.

Jedyne do czego się mogę przyczepić to brak ciągłości poszczególnych scen. Ujęcia kamer przy zmianie kadru „gubią” postacie – i tak np gdy w jednym momencie Hetfield z Hammettem wymiatają obok siebie na gitarach to przy zmianie kadru ten drugi nagle znajduje się zupełnie po drugiej stronie sceny… Rozumiem, że wynika to z faktu, iż poszczególne sceny są powtarzane a potem montowane z całości materiału ale przy takiej produkcji można było o to zadbać…

Chyba niecodziennie się zdarza, że prawie wszyscy widzowie siedzą na swoich miejscach do końca napisów. Ale tu akurat jest to zasługą instrumentalnej wersji „Oriona”, który towarzyszył napisom.

Reasumując – warto pójść, warto poczuć atmosferę koncertu. Trzeba pokazać ten film swoim dzieciom żeby przekonały się co to jest MUZYKA. Warto chyba będzie nawet kupić DVD z tym filmem choć obejrzenie tego w domu nawet na 50-calowym telewizorze to już nie będzie to….

P.S. Aż trudno w to uwierzyć, że Metallica ma już 32 lata…

through the never

 

Tagi artykułu:
· · · ·
Kategorie:
muzyka · recenzje

Prezes Via Sudetica, strażak, cyklista.

Komentarze do METALLICA – „Through the never”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title