Lip 29, 2013
649 Wyświetleń
1 0

List otwarty do Panów komentujących 900 m.n.p.m po naleśniki

Napisany przez

Szanowni Panowie!

Cieszę się, że Pierwszy z Panów również jest zdania, że jedzie się po to, żeby jechać, ale dokąd, to już jednak ma troszkę znaczenie.

Przyznam się, że przed czterema laty mocno drogim górskim rowerem przenicowałem bolesławieckie lasy na wylot.
Znam prawie każdy leśny dukt po obu stronach autostrady, nawet te, wyznaczone i oznaczone, po których ciężko czołgiem przejechać, a co dopiero rowerem. Mnie się nie udawało. Las jak las, taki sam sto metrów od szosy kliczkowskiej, jak i 30 kilometrów od niej. Generalnie, jakby jeździć tylko wokół Błękitka, doznania byłyby porównywalne. Człowiek podobny  zwierzęciu, a mam na myśli swego kochanego Chicko’ego, der Mensch gdy wykona jakąś pracę, zada sobie trudu, to oczekiwałaby jakiegoś „przysmaka”. W Borach Bolesławieckich ni ch..a! Drzewa i drzewa, jak wokół Błękitka. Jedyną atrakcją, to przy Starym Trakcie Żagańskim osiemnastowieczne kamienne drogowskazy, z czego dwa przy samym Bolesławcu, i trzeci obok w Bukowym Lesie, jedyny zamek w Kliczkowie (Powiat Bolesławiecki), parę elektrowni wodnych i… nuda. Żadnych innych „frykasów”, żadnych leśniczówek po drodze, gdzie można by zjeść naleśnika i napić się coli, żadnych jeziorek gdzie można by popływać (bo stawy węglinieckie nie nadają się do tego), piaszczyste ścieżki, poligony, „patelnie”  że po których nie „idzie” jechać, Bóbr i Kwisa raczej tylko pod kajak, a wszędzie wokół kleszcze, komary…

Generalnie wy…ne pieniądze w promocję, ale z drugiej strony, co powiat miałby promować, gdy powiat ino lasem stoi, a próżność nie pozwala zawiązać międzysamorządowego konsorcjum i sięgnąć po to, co już prawie jest i mogłoby Bolesławiec uczynić cntrum bikingu? Unia pieniądze daje, a Polak nawet jak je wy..li do lasu, to wziąć musi.

Czasy się zmieniły, dzisiejszy rowerzysta oczekuje czegoś więcej, niż od czasu do czasu wymalowanego symbolu ścieżki rowerowej przy polnej drodze czy leśnym dukcie i, żeby to jeszcze jakiś rozgarnięty malował, a nie na odwal się.  Parę razy zgubiłem się, bo jakoś przy skrzyżowaniach duktów, to akurat malować się nie chciało. Raczej mało atrakcyjne i często wk…jące.

Jak wyglądają ścieżki i towarzysząca im infrastruktura, to proszę popatrzeć w Austrii, Bawarii, nawet za Nysą czy u Czechów. U nas Magistrat i Powiat pół kostkowego chodnika oznacza jako ścieżka, KAŻE po tym jechać i odfajkowuje kolejny kilometr „oddanych ścieżek rowerowych” w statystykach, pod premię dla baranów.

Zaproponowałem przejażdżkę z „przysmakami”, ponieważ chętnych nie stało, sam Se pojechałem, bo jedzie się po to, żeby jechać, a jak ukoronowaniem wysiłku jest „przysmak”, to wszelkie trudy pedałowania wymiękają.

Było gorąco, z reguły do Goerlitz jadę przez Gościszów, Lubań, Sulików, Niedów, Radomierzyce (przysmak), Hagenwerder, lub przez Tomisław, lasy – Droga Zamkowa , Górna Droga Wałdowska, Kasztany, Węgliniec, Zielonkę ( A. German napisała geologiczną pracę magisterską –  Zielonka, to raczej ewenement górniczy, dlaczego Węgliniec jest tłumaczeniem niemieckiego Kohlfurt?, –  wart mego trudu „literackiego”, muszę napisać artykuł) do Zgorzelca. Było gorąco, wybrałem najmniej uciążliwą drogę – szosę DK94. Trochę niebezpiecznie, podobnie jak w dowcipie o ruskich penerach kradnących z cystern stojących na bocznicy alkohol metylowy. Jeden z nich ostrzegł, że po wypiciu metylowego można oślepnąć, na co drugi po namyśle odpowiedział  – Wania, spakojna, tak właściwie, to my już wsio uwidieli!

Pojechałem szosą DK94, – ja właściwie też już wszystko widziałem.

Było gorąco, więc wybrałem się popływać. Wbrew pozorom nominalnego wskazania termometru, upał nie był zbyt odczuwalny, a to dank wiatrowi w twarz. Zefirek tak umilał jazdę, że z górki nie dało się praktycznie szybciej popędzić niż 30 km/h. W tym miejscu muszę się przyznać, że jestem neidisch wobec drugiego z Panów, bo On potrafił na prostej wyprzedzać z prędkością 49 km/h, a średnią z ponad 50 kilometrów, parę dni temu, ukręcił coś ponad 27 km/h. Ja, to z górki, sporej – dużej górki, rzadko kiedy pędzę w okolicy 50 km/h, a moje średnie, to oscylują w okolicach 20 –  22 km/h. Parę w nogach raczej mam, bo o mych bicepsach, to kolega mawia, że „pelikany”, rower mam podobnej klasy, a swój rekord prędkości ukręciłem na zjeździe z Baraniej Góry do Marczowa ( za Pławną), coś chyba ze 80 km/h. Może ja po prostu zbyt aptekarsko wymierzyłem obwód koła, a może para już nie ta? Obawiam się,  że wiem warum. Panowie dowiedzą się wnet, że u mężczyzny po pięćdziesiątce każdy rok, podobnie jak u psa (ach ten mój Chicko’uś), liczyć powinno się przynajmniej za dwa.

Cóż, różnimy się, Drugi z Panów jest szybki, a ja po prostu „dłużej mogę”. 

Tak więc, wczoraj przejechałem Se prawie 120 kilosów, przepłynąłem kilometrów parę, a po powrocie, gdybym miał z kim, to jeszcze zagrałbym w tenisa. A propos, może któryś z Panów grywa? Byłby triathlon, a tak tylko doppelwysiłek.

Dla Panów i dla innych eine Bescherung ode mnie; jakby kto nie wiedział jak trafić na najczystszą wodę do pływania w okolicy, najlepszą ścieżkę rowerową w okolicy i najbardziej roznegliżowane laski w okolicy, to – Mój Filmik 

Warto zwrócić uwagę na starą goerlitzką ścieżkę rowerową. Jedzie się po niej równie szybko jak po ulicy, a dużo bezpieczniej, odwrotnie jak po bolesławieckich. W pewnym momencie filmu trudna do wyminięcia, idąca jak stado baranów po rowerochodniku grupa letników. Jakby kto pytał, to Rodacy, co zresztą słychać.

Śmieci i syf pozostawiony ( na szczęście Krzyżacy sprzątają) jakimś trafem też na ogół noszą polskie napisy na opakowaniach.

Trzydzieści lat tamu nauczyłem się u Krzyżaków paru mądrych haseł. Dwa z nich, nieznane Polakom, i nawet intuicyjnie przez Rodaków nie stosowane to: Rechts stehen, Links gehen! (na schodach ruchomych) i na autostradzie – Halben Tacho Abstand halten!, i o ile życie było by łatwiejsze.

PS

tam gdzie Panowie jeszcze się wybierają, parę razy rowerkiem już byłem – ja właściwie już wszystko widziałem – bez obaw mogę jeszcze raz!

 

© cemoi07

 

moja prywatna opnia jest moją prywatną opinią pozaprocesową i zgodnienie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 4 stycznia 2005 roku (V KK 388/04) nie jest opinią w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k., i nie może stanowić dowodu w sprawie

 

Reply.Like

 

Komentarze do List otwarty do Panów komentujących 900 m.n.p.m po naleśniki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title