Cze 18, 2013
1643 Wyświetleń
0 0

Skąd ta zawziętość?

Napisany przez

Rozmowa z Łukaszem Dudzicem, słynnym z tropienia naruszeń prawa przedsiębiorcą, na którego alergię mają przedstawiciele prawa i nie tylko oni.

Bernard Łętowski: W artykule „Proces o orzeszki warte 24 grosze” napisaliśmy o pańskiej pracownicy, która zjadła sobie dwie kulki winogron. Pan skierował sprawę przeciwko niej do sądu. Warto było?

Łukasz Dudzic: Ludzie myślą tak: skoro je przewoziła to zjeść mogła. To myślenie typowo z czasów PRL, gdzie okradanie pracodawcy było rzeczą normalną i powszechną. Jeden z moich obecnych pracowników pracował kiedyś w firmie chemicznej Wizów. Sprzedaż komponentów chemicznych tak zwanym „prywaciarzom” za flaszkę, czy kilka flaszek to był standard. W rozmowie z nim, kiedy mówię mu, że kradł i po części przyczynił się do upadku firmy to on bardzo się oburza. Twierdzi, że nie kradł. Tylko na terenie firmy był duży silos i tylko 20 kg czy 40 kg z niego spuszczał, ale nie była to kradzież, bo wszyscy tak robili. Tylko takich jak on było ze stu a może i więcej lub mniej i z 20 kg czy 40 kg robiła się dziennie tona lub dwie. Dziś już firmy Wizów nie ma a winny jest zarząd firmy, jak twierdzi były pracownik.

Tak samo jest z tymi winogronami. Wiem od moich pracownic, że nie tylko winogrona były jedzone przez tamtą panią, ale inne produkty również a jedynie udało mi się ją złapać na jedzeniu dwóch kulek tuż przy chłodni, bo tam była kamera. A ile zjadła w drodze od stoiska warzywnego do chłodni? No niestety cały market nie jest monitorowany więc udowodnione mam jedynie „dwie kulki”.

IMG_6423

Ale warto było?

Warto. Część moich byłych i obecnych pracowników myśli – „ale ten Prezes to kawał ch….” ja tylko zjadłam 200 gram szynki. Ale jak pan przemnoży to przez chociażby 20 pracowników i 30 dni to wychodzą grube kilogramy. A ja później analizuję wyniki inwentaryzacji miesięcznej, czy też półrocznej i myślę jak mogło wyparować 60 kg szynki przez miesiąc? Dodam, że zazwyczaj brakuje szynki, kindziuka, salami itp. a nigdy parówki, czy śląskiej.

Dodam, że tamta pani z artykułu święta nie była i za to, że okazałem się takim niegodziwcem i poinformowałem o kradzieży policję, wypisywała niesamowite brednie na mój temat w sieci – dzięki temu Dom dziecka w Kłodzku dostał od niej 500 zł – bo tego się za pomówienie domagałem.

Nieuczciwi pracownicy to problem?

Prawdziwa zmora i plaga marketów to „przekręty pracowników” i dotyczy to chyba wszystkich sieci. Nie mówi się o tym głośno, bo nie ma się czym chwalić. Zaczyna się właśnie od dwóch kulek winogron, albo od puszczenia co drugiego towaru bez kasowania na kasie rodzinie. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Później idą już całe zakupy bez kasowania a jedynie nabija się reklamówkę za 5 groszy. Do tego lewe zwroty, bo gotówka też by się przydała.

Jednej pracownicy udało mi się udowodnić 6 687 zł. Myśli pan że tyle zniknęło? Ja szacuję że około 20 000 zł przez okres do dwóch lat. Ale udało mi się udowodnić tylko 6 687 zł, tak ja te dwie kulki winogron.

IMG_6443

Jak się okrada pracodawcę?

Podam panu kolejny przykład, świeży, sprzed tygodnia. Pracownicy w markecie mają zakaz kupowania produktów objętych wewnętrzną promocją marketu – przecenione towary z powodu bliskiego końca terminu ważności. Dlaczego? A to dlatego – i tu podam jeden przykład, bo mógłbym je mnożyć – była pracownica z działu nabiał i inni pracownicy swego czasu chcieli jeść jogurty Danone, których regularna cena wynosiła 9,99 zł za 2,99 zł.

Jak się to robi? W prosty sposób. Załóżmy że opakowanie jednostkowe zbiorcze to 12 sztuk i tyle najmniej może zamówić market. Średnie tempo sprzedaży – 1 sztuka dziennie. Termin ważności produktu 2 tygodnie. Teoretycznie po dwóch tygodniach można zamówić kolejne opakowanie zbiorcze, gdyż w przeciągu terminu ważności produkt powinien się wyprzedać. Ale pracownica, znając doskonale tempo sprzedaży, bo pracuje na tym dziale i nawet nie musi szukać takich informacji w systemie komputerowym, zamawia 3 opakowania zbiorcze i dwa dni przed upływam terminu ważności przecenia 24 produkty na 2,99 zł, aby odzyskać choć trochę i uniknąć większych strat.

Kto nie zna szczegółów całego procederu chwali panią za działanie na korzyść firmy i minimalizację strat. A kto kupuje produkty przecenione?

Oczywiście Pani z nabiału i pozostali pracownicy. Dodatkowo przecenę robi tuż przed wyjściem do domu, z obawy, że jakby przeceniła produkty o 8 rano to do godziny 15 mogliby wykupić je klienci marketu.

Ale wracając do przykładu sprzed tygodnia: jak wspomniałem zakaz dokonywania zakupów produktów przecenionych dotyczy pracowników marketu i rodzin. Można to obejść. Pracownik działu napoje przecenił piwo z powodu upływającego w dniu następnym terminu ważności z 3,29 zł na 1,29 zł. W tym samym dniu zadzwonił do kolegi i poprosił o zakup przecenionego piwa. Kolega kupił a zakupy zostawił mu w szafce dla klientów na torby przed wejściem do marketu i dał mu klucz do szafki, aby po pracy zabrał sobie te zakupy.

Co robi w tym czasie ochrona?

Zamiast pilnować to sama kombinuje. Jeden z ochroniarz dzwoni do taty, aby ten szybko przyjechał i kupił piwo a drugi prosi w czasie godzin pracy panią ze stoiska z papierosami elektronicznymi, aby mu kupiła przecenione piwo. To było właśnie tydzień temu. Na cały proceder wpadłem przypadkiem jak zresztą na większość przekrętów pracowniczych.

Rozumiem, że może pan zabronić pracownikom zakupów produktów przecenionych, ale przecież nie zna pan ich całych rodzin i wszystkich znajomych.

No niestety nie. Tego nie jestem w stanie upilnować.

Więc ten zakaz jest fikcyjny?

Nie, jest po prostu trudny do wyegzekwowania.

Inne pomysły kreatywnych pracowników?

Etykietowanie towaru pełnowartościowego jako niepełnowartościowy, nalepianie etykiet na zważony towar niezgodny z faktycznym towarem (zamiast szynka to boczek) oczywiście w czasie godzin pracy, aby po pracy tylko chwycić reklamówkę z uszykowanymi w czasie pracy zakupami i do domu.

IMG_6450

Klienci marketów często skarżą się na to, że są przyciągani promocjami a po przyjściu produktów promocyjnych już nie ma…

Mam przykład – torby ekologiczne Bonduelle – kasjerki miały je wydawać klientom w okresie od 16 do 29 listopada 2012 po spełnieniu warunku jakim był zakup 3 dowolnych produktów tej marki. Kto dostawał reklamówki do każdych zakupów mimo, że nie kupił ani jednego produktu Bonduelle? Pracownicy. Wartość reklamówki 2,99 zł.

Później przychodzi pan na zakupy i w trzecim dniu promocji, która trwa dwa tygodnie, nie ma reklamówek, czy innych gadżetów mimo, że przeczytał Pan w gazetce, że promocja obowiązuje. Co Pan usłyszy – przepraszamy, ale się skończyły tylu mieliśmy „klientów”. Jest pan niezadowolony i pisze skargę do centrali. Centrala pisze do mnie z prośbą o zestawienia. Robię zestawienia. Ilość paragonów, na których były 3 produkty Bonduelle w okresie 3 dni wynosi 20 sztuk a wydano 70 reklamówek . Pytanie z centrali – „Dudzic, co ty tam kombinujesz? Nie pilnujesz swoich pracowników, nie masz nad nimi kontroli”.

Ciągle mówimy o drobnych…

Wartość tych szkód to istotnie 3,50 zł; 4,85 zł ; 13,45 zł itd. Ale wystarczy przemnożyć to przez 30 dni, przez kilku pracowników i jeszcze przez 12 miesięcy i nagle straty nieznane podczas inwentaryzacji wynoszą 10 000 zł.

Klienci też mają swoje za uszami?

Najgorsze są lumpy, które jak hieny szukają słabych punktów ochrony i martwych punktów (to znaczy miejsc gdzie nie ma kamer monitoringu). Kradną czekolady, kiełbasy, perfumy itp. Wartość szkód 3,50 zł; 7,99 zł; 29,49zł; 4,23 zł; 9,99 zł itd. Na komendzie policji to jestem minimum raz w tygodniu. Żartuje, że niedługo to sobie na policję przyniosę kubek, łyżeczkę, puszkę kawy i cukru.

Czy to uczy czegoś tych… lumpów?

Nie, za miesiąc lub dwa wracają i ponownie kradną. Czy to moja wina, że mnie okradają? Czy wina policji? Czy wina sądu?

Nie, w mojej ocenie systemu prawnego w tym kraju i sędziów, którzy zbyt łagodnie karzą recydywistów takich kradzieży, nazywanych wykroczeniami. Od roku do każdej sprawy przystępuję jako oskarżyciel posiłkowy i wnioskuję o naprawienie szkody i prace społeczne. Wcześniej tego nie robiłem a sędzia nawet nie orzekał o naprawieniu szkody.

IMG_6455

W tekście „Proces o orzeszki warte 24 grosze” zwracałem uwagę na koszty uruchamiania tej całej machiny…

Tak, są znaczne. Kto płaci? My! Ale dlaczego w niemal wszystkich wyrokach koszty sądowe ponosi Skarb Państwa, czyli my?

Niech sędziowie orzekają o kosztach sądowych i pozostałych kosztach (paliwo, eksploatacja radiowozu, koszty pracy funkcjonariuszy, lekarz, papier, toner, długopis itp.)

Za to nie powinni płacić Bogu ducha winni podatnicy. Co ja, czy Pan jesteśmy temu winni, że Kowalski kradnie? Dlaczego za niego płacimy?

Zadaje pan sobie pytania o sens tych działań i walki z drobnymi kradzieżami i lumpami?

Tak. Pracownica sprawdza codziennie najczęściej ginące przedmioty. Trzeba za jej pracę zapłacić. Zgłasza mi brak. Średnio tracę godzinę na znalezienie sprawcy, plus godzina na napisanie zgłoszenia i udokumentowanie całego zdarzenia (papier, drukarka, płyty CD itp.), później dojazd na komendę i pół godziny na komendzie, aby złożyć zeznania.

Wartość kradzieży to na przykład 5,99 zł – dwie godziny które mogłem spędzić z córką zamiast w pracy – bezcenne. Kto mi zapłaci za koszty poniesione na ściganie sprawcy? Już poniosłem koszty na wstępie, bo firmę okradziono i z góry wiem, że lump, który okradł firmę nie odda tego, co ukradł a ja jeszcze dodatkowo generuje sobie koszty.

Z punktu widzenia rachunku ekonomicznego to, co robię nie ma absolutnie żadnego sensu i uzasadnienia ekonomicznego.

IMG_6431

Ale…

Ale patrząc na problem szerzej i nie tylko z perspektywy rachunku ekonomicznego ma to sens. Wiem, że jak odpuści się tym lumpom to staną się jeszcze bardziej bezczelni. Wówczas nie tylko będą kraść w marketach, ale wybiją i panu szybę w aucie, by ukraść laptopa, czy komórkę, którą nieopatrznie zostawił pan w swoim samochodzie.

Sama policja stwierdza, że bezczelność złodziei nie zna granic. Kradną tablice rejestracyjne z pojazdów i później jadą swoimi tankować paliwo zakładając skradzione. Tankują do 249,78 zł magicznej granicy, aby nie przekroczyć 250 zł, czyli aby w przypadku wpadki nie było to zakwalifikowane jako przestępstwo.

Mnie za odklejone 7 akcyz na butelce z winem kara się 500 zł i przepadkiem alkoholu, do którego dostęp ma każdy klient. Skąd mam wiedzieć, czy przed chwilą sam urzędnik Urzędu Celnego nie oderwał znaku akcyzy, aby mieć wyniki w statystyce?

Na stanie marketu jest około 1 300 sztuk butelek alkoholu. Na 7 butelkach oberwana akcyza, i te 7 butelek jestem w stanie udowodnić na podstawie faktur, że pochodzą z legalnego źródła. Ale dla sądu w Bolesławcu i Urzędu Celnego handluję nielegalnym alkoholem. Sama skala 7 butelek na 1 300 sztuk daje logicznie myślącej osobie do myślenia, że gdybym chciał handlować lewym alkoholem to proporcje byłyby raczej odwrotne.

A lumpa za kradzież kilku czekolad kara się 200 zł i na tym koniec. On ma to głęboko w d…, bo przecież i tak nie pracuje od kilku lat a ten mandat to już 5 w tym tygodniu. Ot Polska rzeczywistość. Lepiej karać przedsiębiorcę, bo on pracuje i zawsze można wysłać komornika jak nie zapłaci grzywny wredny „handlarz nielegalnym alkoholem” 

Wnioski?

Najlepiej być lumpem. A jak podniosą granicę kwotową wykroczenia z 250 zł do 1000 zł to ja się zwalniam i zostaję złodziejem. Obrobię 10 marketów miesięcznie, w każdym nabiorę towaru do 999 zł i sprzedam za pół ceny na targowisku. Zarobię 5 000 zł miesięcznie. Wpadnie może parę mandatów jak mnie złapią, ale co mi zrobią jak nie będę nigdzie pracował a wszystko co mam przepiszę wcześniej na siostrę?

Nic.

No właśnie, nic.

IMG_6439

 

Kategorie:
wywiad
http://www.bobrzanie.pl

Masz temat? Masz problem? Coś Cię wkurza albo cieszy? Napisz do nas maila lub zadzwoń na numer 696 373 113.

Komentarze do Skąd ta zawziętość?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title