Maj 29, 2013
1554 Wyświetleń
3 0

Je to naše, a to je vaše, może na jagody?

Napisany przez

– Je to naše, a to je vaše,-  podpowiedział mi jakiś Czech ponad głową, gdy spoglądałem w dół czeskiej strony Śnieżki.

– Nie, to jest nasze wspólne, twoje i moje, nasze Karkonosze! – Odpowiedziałem.

O dziwo, z uśmiechem zaakceptował moją odpowiedź.

– Na shledanou! – pożegnał się i zaczął schodzić w dół.

Ale nie zawsze tak było.

Niemcy zostały pobite, III Rzesza unicestwiona. Mocą decyzji zwycięskich mocarstw państwo polskie przesunięte zostało daleko na zachód, na przedwojenne tereny Niemiec. Na ich Śląsk. Mało kto się cieszył. Nie cieszyli się Polacy przymusowo wysiedlani z kresów, nie cieszyli się zmuszeni do opuszczenia Sudetenlandu Niemcy. Nie cieszyli się Czesi, widząc, jak po raz kolejny decyzją wielkich, zostają oszukani i ograbieni ze swych historycznych ziem.

Po bitwie na Białej Górze (1) w 1620 roku Czesi praktycznie stracili suwerenność. Z każdym rokiem kurczył się ich stan terytorialnego posiadania i atrybuty suwerenności. Podobnie jak Polska, Czesi odzyskują niepodległość dopiero w 1918 roku i powołują do życia wspólne ze Słowakami państwo – Czechosłowację.

Niemal natychmiast wybucha poważny konflikt dyplomatyczny między dwoma młodymi państwami. Obie strony roszczą sobie pretensje do obszaru dawnego księstwa cieszyńskiego, zwanego Śląskiem Cieszyńskim, oraz Spiszu i Orawy. Konflikt ten cieniem będzie się kładł na stosunki polsko-czeskie przez cały okres międzywojenny. Oliwy do ognia doleje późniejsze zbrojne zajęcie prze Polskę, w wyniku postanowień haniebnego Układu Monachijskiego, tzw. Zaolzia w 1938 roku.

Po I wojnie światowej Czesi występowali z postulatami przyłączenia ziemi kłodzkiej, a szczególnie rejonu Głubczyc i Raciborza. Przestraszeni Niemcy, upokorzeni wersalskimi postanowieniami, ówcześni mieszkańcy w obliczu groźby odłączenia od Niemiec usilnie protestowali, m.in. wysyłając list w tej sprawie do prezydenta USA Woodrowa Wilsona, propagatora idei samostanowienia narodów. W rezultacie ziemia kłodzka pozostała przy Niemczech.

Rozstrzygnięcia następnej wojny światowej skłoniły jednak władze na Hradzie do ponownego upomnienia się o ten obszar. Tym razem, to  Polska była czarnym ludem, a nie chodziło już tylko o Śląsk Cieszyński.

Niektórzy czescy politycy i wojskowi swe historyczne pretensje terytorialne rozciągali od Śląska Cieszyńskiego poprzez ziemię kłodzką aż po Jelenią Górę i Wałbrzych. I tu przyznać należy, że Kłodzko, ziemia kłodzka historycznie nigdy nie należała do Śląska, a do Czech.  Kłodzko, leżące na ważnym szlaku z Pragi do Wrocławia było przedmiotem walk polsko-czeskich w XI i XII w. Na mocy kończącego je pokoju z 1137 r. ziemia kłodzka pozostać miała przy Czechach, których częścią była do 1742 roku, a samo Kłodzko (sic!) podlegało archidiecezji w Pradze aż do 1972 roku.

W 1945 roku, gdy kształt polskich granic nie był jeszcze na tyle stabilny, Czesi drogą faktów dokonanych postanowili wywalczyć sobie odzyskanie ich historycznych terenów.

Doszło do szeregu zbrojnych incydentów na polsko-czeskim pograniczu.  14 czerwca 1945 r. pełnomocnik rządu RP na okręg administracyjny Dolnego Śląska (tak do maja 1946 r. tytułowano późniejszego wojewodę) donosił, że: „milicja czeska korzystając z otwartej granicy weszła na kilkanaście kilometrów w granicę Dolnego Śląska, zajmując stację kolejową Lewin w obwodzie Kłodzko (na linii prowadzącej do Pragi) i stację kolejową Mittelwalde (Międzylesie) w obwodzie Bystrzyca (na linii do Wiednia) oraz kilka sąsiednich wiosek. Posuwanie się Czechów odbywa się bardzo powolnie. Jestem przekonany – oceniał pełnomocnik – że zjawienie się wojska lub umundurowanych oddziałów straży przemysłowej skłoni ich do pokojowego opuszczenia zajętego terenu”.

Do podobnych incydentów dochodziło w okolicach Raciborza, gdzie Czesi podeszli na odległość zaledwie paru kilometrów od miasta, obsadzając graniczną stację kolejową w Chałupkach. W efekcie czego Polacy podjęli decyzję o zbrojnym przeciwstawieniu się sąsiadom. W okolice Kłodzka wysłano 27 Pułk Piechoty 10 Dywizji Wojska Polskiego. Obsadzony został także górnośląski odcinek granicy. Stronie czechosłowackiej postawiono ultimatum, a stojący na czele Wojska Polskiego Michał Rola-Żymierski podjął przygotowania do „recydywy”, odwetowego zajęcia czeskiej części Śląska cieszyńskiego, czyli tzw. Zaolzia. Kres wzrostowi napięcia między Polakami a Czechami położyło dopiero  – Nie nada! –  Stalina.

Atmosfera na polsko-czechosłowackiej granicy w Sudetach była napięta. Często dochodziło do wymiany ognia. 28 czerwca patrolujący okolice Kudowy-Zdroju żołnierze polscy zostali dwukrotnie ostrzelani przez Czechów. Ówczesny dowódca polskiej strażnicy, mieszczącej się w schronisku pod Śnieżnikiem, wspominał, że przełożeni szczególnie ostrzegali go przed niebezpieczeństwem wtargnięcia wojsk czechosłowackich. Do incydentu doszło również na najwyższym sudeckim szczycie, Śnieżce. 13 lipca do budynku obserwatorium meteorologicznego, znajdującego się po polskiej stronie góry, przybyło dwóch oficerów czechosłowackich. Zaskoczonego polskiego pracownika obserwatorium poinformowali, że obejmują budynek na rzecz państwa czechosłowackiego.

Po interwencji Stalina zbrojny konflikt na pograniczu nieco przycichł. Jednakże Czesi, tak samo, jak 30 lat wcześniej odwoływali się do tych samych historycznych argumentów, tak teraz dowodzili, że szczególnie ziemia kłodzka, to historyczny obszar Czech. W odpowiedzi Polacy, mijając się jednak z historyczna prawdą, próbowali udowodnić, że Kłodzko było niegdyś częścią piastowskiego państwa polskiego. Powątpiewali także w poczucie czeskiej tożsamości narodowej ludności zamieszkującej zachodnią część ziemi kłodzkiej, pomniejszając jej rzeczywistą liczbę, a nawet określając ją mianem „pseudo-czechów”.

Polacy rozpoczęli zmasowaną akcją propagandową na spornych terenach. Do historii przeszła manifestacja na kłodzkim stadionie, gdzie dominowały hasła o odwiecznej polskości miasta. Odbyła się msza św. i oczywiście odśpiewano Rotę i Boże coś Polskę. Wszystko oczywiście w zgodzie z wytycznymi miejscowego komitetu PPR.

Ostatecznie 13 czerwca 1958 roku podpisano Układ graniczny, a mimo to, w 1968 roku…

Wprowadził on szereg drobnych korekt granicznych. Między innymi w okolicach Szklarskiej Poręby, gdzie Polska otrzymała 96 ha, oddając tam w zamian sąsiadom 162 ha. Na przekazanym Czechom obszarze znajdowała się opuszczona po wojnie osada Tkacze, czyli dzisiejsza górna część Harrachova, a granicę między Polską a CSSR wytyczono między innymi na przepływającej Górami Izerskimi Izerze.

Na jagody!

Niedaleko Harrachowa, Jakuszyc znajduje się Łąka Izerska, a na niej jeden jedyny domek.

Jedyny ocalały budynek z istniejącej kiedyś wsi Gross- Iser. Wsi założonej w 1630 roku przez czeskich ewangelików, uciekających przed kontrreformacyjnym terrorem. Wsi, która najprawdopodobniej w konsekwencji polsko-czeskiego sporu granicznego ponad 300 lat później została prewencyjnie zrównana z ziemią. Może rozszabrowana, może rozstrzelana artyleryjskimi pociskami, może celowo wysadzona w powietrze przez polskich saperów, może… w każdym bądź razie ocalał tylko jeden budynek. Stojący na uboczu 300 metrów od głównej wiejskiej drogi.

Pierwsi czescy egzulanci, później niemieccy  mieszkańcy zajmowali się przede wszystkim pracą przy wyrębie lasu. Wypasali bydło i owce, produkowali sery, łowili ryby oraz kłusowali. Lato w górach było krótkie i prawie przez osiem miesięcy panował tam surowy klimat uniemożliwiający uprawę roli. Nawet niewymagające rośliny jak owies i ziemniaki nie chciały rosnąć. Nie rosły drzewa owocowe. Z powodu długich i mroźnych zim miejsce to zwane było „Małą Syberią”. Zresztą i dzisiaj Łąka Izerska uznawana jest za najzimniejsze i najciemniejsze nocą miejsce w Polsce.

Dodatkowym źródłem dochodów mieszkańców było wydobywanie i dostarczanie torfu dla uzdrowiska w Świeradowie i w Czerniawie-Zdroju, ale przede wszystkim kłusownictwo.

We wsi do czasów powojennych zamieszkiwała rodzina Fritza Mannicha, który odziedziczył dom po dziadku Gottlibie, a ten z kolei wszedł w jego posiadanie po rodzinie legendarnych kłusowników Tapperów.  Tapperowie to Se nawet kule do swych fuzji sami odlewali. Ich historia stała się kanwą opery ” Wolny Strzelec ” Karola Marii Webera, najpopularniejszej niemieckiej opery narodowej, której pomysł narodził się właśnie w tej nieistniejącej już grossiserskiej chacie z numerem 209.

W 1933 roku teren Łąki Izerskiej uznano za obszar prawnie chroniony. Doskonałe warunki klimatyczne, bo pokrywa śniegu utrzymuje się tu aż do maja sprawiły, że masowo rozwijała się tu turystyka, zwłaszcza narciarstwo biegowe i saneczkarstwo. Wieś stała się atrakcyjnym miejscem letniego i zimowego wypoczynku.. Częstym gościem był mieszkający nieopodal w Szklarskiej Porębie literacki laureat Nagrody Nobla – Gerhard Hauptmann. Zresztą jedna jego krewna jeszcze jakiś czas po wojnie zamieszkiwała w sąsiedniej osadzie Orle (Karlstal). Choć już nie jako kuracjuszka, a jako robotnica przymusowa w polskim obozie pracy.

Gross-Iser

Panorama Gross-Iser
Schronisko Gross-Iser Baude Paula Hirta
/ Domek myśliwski Schaffgotschów

Gross Iser rozciągała się od Łąki Izerskiej aż do Kobylej Łąki ze swym centrum na tej pierwszej. Znajdowały się tutaj, 3 gospody, 3 schroniska,  kawiarnia, leśniczówka i domek myśliwski. Solidna baza turystyczna. Domy były skanalizowane, doprowadzona była energia elektryczna.

Koniec nadszedł 10 maja 1945 roku wraz z Armią Czerwoną.

Porażający powojenną grozą może być opis pewnego incydentu sprzed  blisko 70 lat opowiedziany przez Ernę Bojahr.

Gross-Iser Baude

” Schronisko Paula Hirta Gross-Iser Baude

Było już po wojnie. Od strony Świeradowa przez Gross Iser i dalej na Orle przemieszczał się zabłąkany oddział radziecki. Żołnierze szukali kobiet (te pochowały się w lasach) i zegarków. Trafili do Paula Hirta, 60-letniego właściciela schroniska „Grosse Iserbaude”.  Hirt był bardzo lubiany przez miejscową ludność, szczególnie dzieciaki, te na Boże Narodzenie wystawiały w schronisku jasełka, a nawet poważne sztuki teatralne Hauptmanna. 11 maja 1945 roku, wściekłość radzieckich żołnierzy z powodu braku zegarków nad Izerą doprowadziła do tego, że wyciągnęli Hirta z domu i zastrzelili. Obecność panoszących się czerwonoarmistów powodowała, ze nie było możliwości zwiezienia jego zwłok na cmentarz w Świeradowie, po dwóch-trzech dniach zdecydowano się na pochówek Hirta, dokładnie w miejscu swojej śmierci. Sąsiedzi zrobili drewnianą trumnę, wykopali dół. Dziś na łące między Chatką Górzystów a dawną Grosse Iserbaude”.

Później Łąkę zajęliśmy My – Polacy.

Niemcy przymusowe opuszczanie Gross Iser rozpoczęli już w czerwcu 1945 roku, znajdując schronienie na dole, w Świeradowie. Ostatni mieszkańcy opuścili wieś 24 października. Cztery dni później – 28 października 1945 roku 35-osobowy oddział żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza obsadził „z zachowaniem warunków bojowych” – jak to wspominał pierwszy dowódca placówki ppor. Józef Dzimira – wieś nad Izerą. Przejmowanie granicy nastąpiło od 33 pułku piechoty 7 dywizji II Armii Wojska Polskiego. Przypomnieć należy, że po wojnie 7 Dywizja zwana „Łużycką” przejęła granicę od 10 Dywizji „Sudeckiej” , odkomenderowanej jeszcze w czerwcu w rejon Kotliny Kłodzkiej, gdzie groził poważny konflikt z Czechosłowacją. (2)

Dziwna i niespokojna była to granica. Oznaczały ją tyczki i ślady żołnierskich patroli. Granica na tym odcinku ustaliła się zgodnie z przebiegiem linii granicznej niemiecko-czechosłowackiej z 1937 roku. Gdzieniegdzie na starych niemieckich kamieniach granicznych domalowywano pałeczkę do niemieckiej D, czyniąc z z niej P. PL.

Teren przygraniczny był tak niebezpieczny, że ze względu na bliskość i niepewność granicy, władze polskie nie chciały zgodzić się nawet na osiedlenie tu osadników wojskowych. Króliki też wolały szukać azylu gdzie indziej.

Chatka GórzystówChatka Górzystów – wówczas nowa szkoła wybudowana w 1938 roku, współcześnie najlepsze na świecie naleśniki z jagodami! Do dzisiaj, po dwóch szkołach, ( w jednej z nich, do 1921 roku, nauczycielem był urodzony w Toeppendorfie pod Ostrzycą prof. Will Erich Peukert. Wybitny profesor historii i etnologii, pisarz, który średnie seminarium nauczycielskie absolwował w Bunzlau) domu modlitw, trzech gospodach, trzech schroniskach, dwóch budynkach celnych, kawiarni, remizie straży pożarnej, domku myśliwskim, leśniczówce Schaffgotschów i czterdziestu trzech domach mieszkalnych, ostał się tylko ten domek – dawna nowa szkoła (nie licząc byłego budynku do prac ręcznych dla chłopców,  dawniej połączonego ze szkołą łącznikiem stanowiącym część sanitarną szkoły, z umywalkami, wykafelkowanymi toaletami i prysznicami, pełniącego dzisiaj funkcję drewutni). Mieści się w nim schronisko „Chatka Górzystów”.

Niedaleko, leniwie, w przeciwnym kierunku niż inne rzeki w Polsce płynie Izera. Tak jak dawniej graniczna, kiedyś między Rzeszą a Czechosłowacją, teraz oddziela Polskę od Czech. Kiedyś niedostępna, na której polscy saperzy wysadzili most graniczny w powietrze, aby bratnia granica była jeszcze bardziej bratnia. Po drugiej, czeskiej stronie Izery do dzisiaj, prawie nietknięta reką wojny, stoi siostrzana wieś – Klein-Iser. Jizerka, ot rzut beretem.

Teraz w każdym jej miejscu można podwinąć nogawki i przejść Se na drugą stronę. „Za granicę”

Naše te Karkonosze!

Zawsze setki rowerzystów, wędrowców, z Polski i Czech. Siedzą, leżą na trawie i pałaszują naleśniki.
Kiedyś szkoła, dzisiaj schronisko bez elektryczności.

Paul-HirtObok, paręnaście metrów dalej leży Se ostatni mieszkaniec Gross-Iser- Paul Hirt.  Leży obok Chatki, obok śpiworów i karimat. Leży tam, gdzie Go Ruscy 11 maja 1945 roku zastrzelili.

Przed wojną prowadził Gross Iser Baude – schronisko w osadzie. Teraz pewnie też cieszy się, że „we wsi” pełno turystów. Tych, co per pedes i rowerem.

 – Może tak na jagody? W naleśniku? Może znajdą się amatorzy nieco wymagającej wyprawy rowerowej do Chatki Górzystów i z powrotem?

Gdyby zapowiedziano ładną pogodę na sobotę 8 czerwca, proponuję rowerową wycieczkę

Bolesławiec – Gościszów – Gryfów – Świeradów Zdrój- Chatka Górzystów na Łące Izerskiej – Orle (Karlstal) – Jakuszyce – Szklarska Poręba – Jelenia Góra – Bolesławiec.

Około 165 kilometrów pięknych górskich widoków. Połowa trasy z górki! Prawie piętnastokilometrowy zjazd szosą z Jakuszyc do skrzyżowania piechowickiego!

Narodil jsem Se w pierwszej dekadzie drugiej połowy XX wieku i nie widzę trudności.

Wyjazd ok. 8.00 przyjazd ok. 20.00. Zapraszam!

 

© cemoi07

 

Przypisy

– (1) patrz np. http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_na_Bia%C5%82ej_G%C3%B3rze

– (2) J. Skowroński – „Skarby III Rzeszy. Tajemnice zamku Czocha”, Agencja             Wydawnicza CB Warszawa 2003, wyd. III.

Zdjęcia-

własne / historyczne -fotopolska.eu

Moja prywatna opnia jest moją prywatną opinią pozaprocesową i zgodnienie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 4 stycznia 2005 roku (V KK 388/04) nie jest opinią w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k., i nie może stanowić dowodu w sprawie

 

Reply.Like

 

Kategorie:
cemoi07 · historia · turystyka

Komentarze do Je to naše, a to je vaše, może na jagody?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title