Paź 8, 2012
444 Wyświetleń
0 0

Te surowe, syberyjskie klimaty

Napisany przez

Z całą pewnością nie jest to żadna filozofia, by zrozumiałym językiem móc odczytać cały sens mało pobożnego życzenia, wręcz przeciwnie mającego w swoim przesłaniu posmak przekleństwa w lżejszej kategorii, a jednak przekleństwa, bo jak inaczej nazwać życzenie wraz z pozdrowieniem ,,Obyś dożył ciekawych czasów”!

Jak dotąd odbierałem ową chińszczyznę na krawędzi niemego filmu, z lekkim przymrużeniem oka, niemniej z dystansem patrzę na ,,Efekt Nostradamusa” chociaż szacunek należy się nawet złodziejowi, wybór jest dowolny, tym bardziej że każda epoka miała, ma i mieć będzie kryzys typowy dla ludzkich słabości ( takie są narodziny złodzieja ) przemianowanych na uniesienia ze zlewem pełnym brudnych naczyń, po rozmowy ojca z synem który zapatrzył się w kobietę wróżącą z kart z osiemnastego wieku, wszak kto twierdzi że wszystkie kobiety to młode lub starsze matki, to albo zmienił orientację seksualną z powodu awarii kompasu, albo w lżejszym przypadku od powietrza, został farmerem i przerabia kwiatki na kiszonkę dla wałachów.

Więc kto się dziwi że motyle zaczęły pluć, nie powinien się dziwić choćby i dlatego że lisy mogą być również srebrne jak świerki, a wiewiórki czarne, jak charakter pisma zależny od tego co kto pisze lub chce napisać, natomiast to że młodzież z posowieckiej prowincji zaczyna przechodzić metamorfozę i stacza się ze stanu marazmu w stan zidiocenia z podbitym okiem, inaczej tego zjawiska zimowego nazwać nie można, skoro uważają się za nieśmiertelnych, to wypada mi tylko współczuć że jest to przyszłość kraju którego jeszcze nie ma na globusach, gdy znudzenie zaczyna mieć swój własny rozkład jazdy wespół ze zgubną rutyną starego drwala, bo to ja systematycznie każdej nocy mam sen w którym muszę przejść drogę która okazuje się być wąską kładką z wolna ginącą pod gniewną wodą. Każdej nocy, bez względu na cykle księżyca. To jest ta moja prywatna apokalipsa, skoro mało kogo dzisiaj dziwi cokolwiek martwego, od rozmowy z szefem kulejącej firmy, po martwego drozda na poboczu zdewastowanej drogi, jeszcze ten zbuntowany starzec wołający do mijających ludzi by się opamiętali i zepchnęli swoje auta na złomowiska bo idzie ku zagładzie, dopiero gdzieś na lichym końcu słychać płacz dziecka za betonową ścianą. o mało kogo zastanawia, najmniej niepokoi.

Teraz wiem, dopiero teraz, że jestem tym wszystkim naraz, jak przechodzeń, albo przechodzeń bez tego jak, skoro idę tam, skąd inni wracają.

To jest mój cały smutek.

Kategorie:
Gruchawka

Ryszard Gruchawka (rocznik 1950) należy do Związku Literatów Polskich. Poeta, prozaik, bajkopisarz, drwal. Urodził się w Bolesławcu. Już w młodości współpracował z kilkoma czasopismami. Pisywał do nich felietony i reportaże o różnej tematyce. Obecnie tworzy również opowiadania, fraszki i bajki. Oprócz tego pan Ryszard pisze także satyry. Pierwszym sukcesem w jego karierze była nagroda "O laur miedzianego Amora" za opowiadanie "Kamienny pocałunek", którą otrzymał w konkursie literackim w Lubinie. Najbardziej wartościowym wyróżnieniem dla pisarza jest statuetka "Artura", który otrzymał w 1994 r. we Wrocławiu za całokształt twórczości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title