Na początku lipca mijającego właśnie roku – popełniłem i zamieściłem na tym blogu skromny tekst poświęcony temu, z czym będzie kojarzyła mi się polska prezydencja w UE. Nie pomyliłem się. Cała ta prezydencja to cudne picerstwo i przesłodka okazja dla rządowych macherów od PR, którzy licznym frajerom, ze znacznie mniej połyskliwie brzmiących dupereli potrafią przyrządzić smakowitą ucztę do parotygodniowego przeżuwania. Niewątpliwie na tej hucpie za pieniądze podatników zarobiło solidne stado dopuszczonych – na przykład Ci od koncertu inauguracyjnego: Materna (obecnie twarz aferalnego klubu kibica PZPN) i Wojewódzki. Pieszczochy władzy każdej od 40 lat, materializujący swymi ciałami sentencję pecunia non olet. Władzy każdej – która nie narusza status quo. Rycerzy Okrągłego Stołu.
Dziś zakosztowałem jednak znów błogosławieństwa początków prezydencji – zakupiłem parę butelek alkoholi importowanych – nie musząc karnie odstawać w ogonie do kasy zdefiniowanej literą prawa, zawartą w ustawie o wychowaniu w trzeźwości… hallelujah!
OK. Zejdźmy jednak na ziemię i zajmijmy się jakąś powagą. Mimo, że stary Tusk obiecał Polakom śnieg na święta, jego córka w to nie uwierzyła i na swoim blogu o tytule, uwaga - Make Life Easier, wyżaliła się, że jej „biedni znajomi musieli odwołać wyjazd na narty, gdyż na stokach wciąż pasą się krowy„. I jak do cholery można czynić życie łatwiejszym, skoro słowa własnego starego – znanego cudotwórcy, przestają działać.
Stary Kasi Tusk nie obiecał natomiast nikomu w PL, że po świętach będzie mógł natknąć się na obrazki, które ostatni raz oglądano tu w okolicach lat 80-tych…


Ale co z tego, szanowni Państwo, skoro musimy dzień po dniu zmagać się z narodową traumą, jaką jest Jaroczet Kaczafi. Inna sprawa, że te typki na fotach – to na 100% katofaszystowski moher, któren zamiast sączyć w downtown piwerko ze sprajcikiem, popuszczając, od czasu do czasu posta na fejsik z IPada w 4G – łże, że choruje.

OK, wróćmy na ziemię. Tę ziemię. Zaczytałem więc tu ostatnio lokalną gazetę, jedną z tych, do wyściełania kocich kuwet i generalnie nic ciekawego nie było w newsach. Ale jak chce się człowiek, tak rzeczywiście, dowiedzieć czym jest rzetelna intelektualna, prowincjonalna gleba – to ja osobiście wyróżniam dwie drogi. Które wynikowo wychodzą na remis. Albo polskie mainstreamowe media – tak w całości, albo prasowa felietonistyka lokalna w Bolesławcu. Ze szczególnym uwzględnieniem dwóch gazetek – najbardziej lokalnych z pochodzenia.
Natknąłem się w jednej z nich, nie tak dawno – bo chyba przed Christmas, na tekst w dziale dla matek. Zasadniczo tam szło o prezenty. I ta pani autorka się tak jakoś zafiksowała na temacie karabinów i broni w ogólności, jako zabawek. Że zupełnie nie rozumie po co, że to kompletna patologia i… z takich niekonstruktywnych warunkowań jakimi mogą okazać się podarki mikołajowe typu miniaturowy karabin szturmowy Heckler&Koch G36 - to tylko mogą wyrosnąć spatologizowane agresywne świry, którym jedynie w głowie zabijanie.
Ja tam do końca nie wiem. Wychowywałem się w czasach, w których po Teleranku i emisji Czterech Pancernych – generalnie na podwórkach nie robiło się nic innego jak inscenizowanie działań wojennych. Taki pistolet jak poniżej – miał każdy normalny chłopak. A zdarzali się szczęśliwcy dysponujący generującymi dźwięki i błyski replikami – produkcji DDR lub ZSRR. Na baterie! Ach, pamiętam takiego, przecudnego, szarego potwora, który miał nawet podczepianą pod lufę czerwoną rakietę na sprężynie.
Jeśli zaś akurat, któryś z dwóch programów nie emitował istotnego serialu o laniu szwabstwa – to na 100% była jakaś siekanka z użyciem broni białej – w stylu Zorro, lub bardziej lokalnie z obszarów Loca Deserta. Pamiętam, gdy to silnie zainspirowani, usiłowaliśmy przeprowadzić na jednym z kolegów, dość skomplikowaną operację resocjalizacji totalnej, z którą zapoznaliśmy się śledząc ekranizację literatury narodowej, a która miała miejsce na zgliszczach Raszkowa – z odsieczą przybyła matka.
Jak więc wynika z moich obserwacji - większość znanych mi kolegów, którzy ganiali po podwórkach z karabinami plastikowymi, blaszanymi bądź z patyków – wyrosła na zupełnie standardowych charakteropatów, którzy nie wykazują żadnej predylekcji do broni, militariów czy zabijania. Jeśli nawet któregoś z nich posadzono – to z paragrafów, za które dziś to można w Polsce, co najwyżej, zostać jurorem talent show, w którejś znanej telewizji komercyjnej, ewentualnie posłem lub ministrem…
Ale wróćmy do pani autorki. W tekście dowiadujemy się, że zabawkowe pistolety i gry komputerowe są „be”, tata kupuje synkowi lalkę, a wieczorem – gdy pociecha zaśnie, lalką może pobawić się również… mama.
LISTY DO REDAKCJI
Na koniec jeszcze chciałbym odpowiedzieć na listy do redakcji, bo spotkałem się z ziomkiem dobrym, który stwierdził, że odnalazł się jako bohater jednego z moich dawniejszych wpisów na Bobrach i go to wkurwiło.
Trochę pogadaliśmy – ale co na piśmie, to na piśmie. Jest dla mnie dość jasne, że rzetelny czytelnik Gazety bez Napleta wie, że we wszechświecie istnieje gradacja czynów i rzeczy obrzydliwych, potwornych, zła wszelkiego, syfu, gówna, szczoch, rzygów, szamba, tu dalej – przynajmniej solidny dystans, od pozycji 1000 do +nieskończoności.
A gdzieś tam na końcu byli (ba, są!) – Kaczyńscy.
Oglądam dość starannie polską politykę współczesną. Uczestniczyłem czynnie w kampanii wyborczej Wałęsy, byłem członkiem lokalnego zarządu Unii Wolności. Mam w tej materii dość spore doświadczenia. Dla mnie Kaczyńscy to nie byli i nie są żadni święci. Ja – mimo, że – znając życie, jestem – pod względem sakramentów i praktyki w ogóle – o wiele mniej katolikiem niż większość dorosłych Polaków (szczególnie tych plujących na PiS i ojca Rydzyka) – o co gotów się jestem założyć, uważam po prostu, że cywilizacja łacińska, ale nie tylko ona – tym wyróżnia nas od barbarzyńców, że szanowano tu, między innymi, zasadę: De mortuis aut bene, aut nihil.
Dlatego nie pluję na groby. A szczególnie – nie skaczę po ciepłych lub zwęglonych zwłokach.
Ale wiem, że w tej regule obowiązuje wyjątek – bracia Kaczafi – najbardziej obciachowy kawałek naszej europejskiej rzeczywistości, bo przecież każdy wie, że prezydent kartofel – to był nieokrzesany burak, który kompromitował siebie i nas na każdym kroku, zaś gdy prezydent gajowy robi z siebie idiotę – to określane jest to powszechnie jako popełnianie sympatycznych, a nawet słodkich gaf…
Ja jednak mam ten feler – że nie myślę nurtem głównym. Szczególnie polskim – bo polskie media, są obecnie bardziej gówniane, niż te w putinowskiej Rosji. Wiem co piszą w wyroczni inteligentów III RP, wiem co piszą w Newsweeku, Polityce, Rzepie, u Sakiewicza i w Naszym Dzienniku. Staram się też wiedzieć co piszą w Le Monde, w Guardianie i w Sächsische Zeitung. Co gada CNN, RFI i BBC.
Staram się pojmować i rozumieć ludzi – i Ci którzy mnie znają, wiedzą, że jestem nadzwyczajnie empatyczny, że zwykłem każdego w miarę możliwości bronić (mowa o znajomych) – gdy większość środowiska szybko przylepiła im etykietki np. łasego na kasę dupka, staczającego się alkoholika, czy psychopatycznego skurwiela porzucającego nastoletnie dzieci. Ewentualnie puszczalskiej, popapranej dziwki lub pustej idiotki. Nie muszę tych ludzi lubić, szanować, czy utrzymywać z nimi kontaktów – ale staram się zrozumieć. Rozumiem słuchaczy Radia Maryja i staram się rozumieć widzów Tańca z Gwiazdami. Zastanawiam się z jakiego powodu ktoś głosuje na PO, a z jakiego na PiS, bo prawdziwa wiedza – to znajomość przyczyn.
Dlatego rozumiem Wasze zachowanie. Ale uważam, że było denne i niezbyt godne ludzi inteligentnych.
Osobiście nie zatańczę makareny nawet gdy odejdą tacy bohaterowie III RP – jak Jaruzelski, Kiszczak, czy Urban.
Choć być może – gdzieś w głębi duszy, bardzo by mnie coś, do podobnej akcji, popychało…
Michnik – szef opiniotwórczego dziennika dla krajowej „inteligencji” – odbiera w Belwederze order Orła Białego – najstarsze i najwyższe odznaczenie państwowe Rzeczpospolitej Polskiej.
Pewnego dnia w Belwederze…
Pewnego dnia na belwederskich dywanach…
Wszystkim czytelnikom życzę wiele zdrowia, dystansu do rzeczywistości w 2012!
Co najmniej takiego, jakim dysponuje red. Michnik odbierając od Prezydenta RP – Komorowskiego, order Orła Białego…
Jedzcie i pijcie na umór!
Póki Was stać! :))
(choć postępowcy spod znaku GbN powinni wziąć pod uwagę, że alkohol to katalizator zła – po którym wąsaci mieszkańcy Podkarpacia chadzają bić gejów i gwałcić lesbijki)
pozdrawiam,

Bruner






















Bruner
01/01/2012
@fobiak – staram się „rozumić” mimo wszystko ;)
Pozdrowienia noworoczne!
fobiak
01/01/2012
no, odwaznie poleciales po bandzie, az dziwne, ze cie stajenny jeszcze nie wygumkowal
„Staram się pojmować i rozumieć ludzi”
no nie staraj sie az tak, siebie nie rozumisz i nigdy nie zrozumisz to jak ty chcesz innych zrozumic. obojetnie ile i co przeczytasz to na koncu dojdziesz do wniosku, ze rozumisz coraz mniej.
Bruner
01/01/2012
@Mama – dzięki za przytoczenie tekstu.
Tekst czytałem w gazecie, odtwarzałem z pamięci – więc rzeczywiście nieco pogubiłem się w wątku Taty i lalek i kto z Państwa czym się bawi, gdy uśnie dziecko, i że to tata się bawi kolejką, a syn lalkami. Stąd nawet nie pamiętałem czy pociecha to syn, czy córka. Sorry! W rzeczywistości- to piorunujące wrażenie wywarł na mnie fragment o tym, jak tata kupuje synowi lalkę. ;))) Tekst koryguję i przepraszam!
Co do wymowy zaś akapitów poświęconych zabawkowej broni – nie wnoszę żadnych korekt.
A jak uważasz? Czy ludzie, czuwający nad bezpieczeństwem społecznym – w armii, w policji, służbie celnej, więziennej, wśród antyterrorystów – to są Ci których mamusie utrzymywały do 30 roku życia w przekonaniu, że pistolet to trąbka?
Pistolet to pistolet Szanowna Pani! Nie służy do zabijania – tylko do strzelania. Zamordować skutecznie można młotkiem lub nożem. To pierwsze służy do wbijania gwoździ – a drugie do krojenia.
Broń – jak sama nazwa wskazuje w języku polskim – służy do obrony.
Ma budzić respekt. Policjant nie nosi pistoletu po to – aby zabijać.
To jest rozumowanie w stylu tych, którzy do rzeźni nigdy nie pójdą, ze smakiem pałaszują wędlinki – a zasadniczo chętnie przyjmują ukutą na własne potrzeby tezę, że szynka i kiełbasa rosną na drzewach – podobnie jak banany i ananasy na palmach…
Są pewne wrodzone różnice między mężczyznami i kobietami, tygrysami i antylopami, psami i zającami. Pierwiastki siły i agresji są czymś co w pewien sposób definiuje mężczyznę. Są to elementy układanki cech, które składają się na normalnego faceta. Jeśli ma być facetem – nie można od dziecka pracować nad tym, aby chłopiec został tych cech pozbawiony.
Pierwiastki siły i agresji definiują płeć męską podobnie jak troskliwość, delikatność i czułość – charakteryzuje żeńską. Tak uważam.
Jeśli chodzi o wychowanie – we wszystkim umiar rzecz jasna. W lalkach, karabinach, piłce nożnej, fizyce kwantowej i poezji metafizycznej.
Czytałem raz tekst redaktorki mojej ulubionej gazety, (red. nacz. na zdjęciach wyżej) która oficjalnie wyznała, że chciałby, aby jej syn wyrósł na homoseksualistę, bo wtedy z pewnością ich więź byłaby trwała i pewna…
Proszę przyjąć, że nie żyjemy w świecie ze słodkiej pianki i trzeba również wychowywać facetów, którzy muszą wyjść na ulice i strzec porządku publicznego.
Pozdrawiam noworocznie!
Bernard
01/01/2012
@BolecMama,
witaj na bobrzanach : )
Daniel
31/12/2011
Bolecmama
sam nick rozwala , a reszta !! jakbym słuchał socjalistki z idiotycznymi feministycznymi poglądami o neonazistowskich zapędach tłumiących społeczeństwo z szufladkowaniem go z bydłem kolczykowanym dla lepszego inwigilowania dla własnych potrzeb !! zaprawdę powiadam Tobie „każdy ma wolność wyboru”
BolecMama
31/12/2011
Panie Bruner – Masz Pan problemy z czytaniem ze zrozumienie, czy tez umyślnie manipulujesz tekstami innych, przekręcasz słowa itp. co by było ci łatwiej się z nimi zmierzyć? Rzeczywistość sobie, a ty sobie. Pozwolę sobie wkleić tekst z Bolec.info do którego się odnosisz.
Nie ma w nim słowa o wyrastaniu z młodych fanów broni „spatologizowanych agresywnych świrów, którym jedynie w głowie zabijanie”. Nie ma też nic o ojcu bawiącym się lalkami. Jeśli podobnie idzie ci interpretacja faktów z innych dziedzin to współczuję serdecznie.
A tekst tutaj – może się podobać, może się nie podobać, można się z nim zgadzać albo nie. Ale przekręcanie, a później krytykowanie to jakaś pomyłka:)
Prezenty dla dzieci. Co kupować a czego nie?
Za nami już Mikołajki, jeden z najbardziej wyczekiwanych przez nasze dzieciaki dni w roku. Portfele rodziców nieco uszczuplone, ale miejmy nadzieję, że dzięki temu miny naszych pociech uśmiechnięte. Największe wydatki jednak wciąż przed nami. Święta Bożego Narodzenia już tuż, tuż…
Grudzień i Święta Bożego Narodzenia to najpiękniejszy czas w roku. Śnieg (miejmy nadzieję, że się pojawi), zapach choinki, świąteczne dekoracje zarówno w domach i na ulicach, wielkie gotowanie, zakupy. To wszystko wprowadza nas, dorosłych, w niezwykły świąteczny nastrój. Prezenty są jedynie dopełnieniem. Jednak na nie właśnie najbardziej liczą i czekają nasze pociechy. Co kupić a czego nie kupować aby dzieci były zadowolone… i żeby się zbytnio nie spłukać?
Przy każdej możliwej okazji czy to Dzień Dziecka, urodziny, Mikołajki czy święta pojawia się dylemat. Co by tu kupić, żeby sprawić dziecku przyjemność. Mimo, że o naszym maluchu staramy się wiedzieć absolutnie wszystko, nie oznacza to, że nasze gusta są zgodne. Szczególnie jeśli mama próbuje trafic w gust syna, który nie chce ślicznej przytulanki tylko jakiegoś paskudnego robota.
W sklepach jest już absolutnie wszystko, co wbrew pozorom nie ułatwia zadania. Przeglądając sklepowe cuda zastanawiamy się czy lepiej wydać więcej i kupić jedną, droższą zabawkę czy może kilka tańszych. Ze świętami jest jednak dużo łatwiej. Listy do Mikołaja rozwieją wszelkie nasze dylematy. Usiądźmy na spokojnie z dzieckiem i porozmawiajmy co marzy się smykowi, a później przenieśmy to na papier. Z gotową listą Mikołajowi będzie dużo łatwiej Pamiętajmy jednak, że Mikołaj przychodzi tylko do grzecznych dzieci. Obietnica poprawy na piśmie i to przed samym Mikołajem zrobi na dziecku większe wrażenie niż słowna przed rodzicami. W końcu to Mikołaj przynosi prezenty.
Dzieci chciałyby dostać wszystko, szczególnie jeśli mamione są ze wszystkich stron reklamami. Ostatnio hobby mojego 3-latka zostało oglądanie gazetek reklamowych marketów. Codziennie jak wracamy z przedszkola biegnie do skrzynki pocztowej sprawdzić czy są jakieś nowe reklamy. Jeśli są, bierze po jednej każdego rodzaju (nawet, jeśli są tam tylko meble:P) i pędzi do domu. Zrzuca kurteczkę i zaczyna studiować oferty sklepów, co chwilę wykrzykując „Mama kuuuupi!”. I tak może cały dzień. Chodzi za nami z gazetką i co chwila pokazuje coś nowego, a to zabawki, a to czekoladki czy batoniki. „Mama kupi?”, „Tata kupi?” słychać setki razy dziennie.
Podobnie jest z reklamami w telewizji, choć tu ku przerażeniu Tatusia najbardziej interesują go lalki. Gdy tylko zobaczy kolejną „płaczącą Zuzie” czy „mówiącą Zosie” przylatuje z zapytaniem „Tata kupi dzidzie?”. A Tata po kolejnych odmowach i próbach tłumaczenia, że lalkami bawią się dziewczynki, wreszcie przystał na prośby i powiedział „Dobrze kupię Ci lalkę, tylko obiecaj, że nikomu nie powiesz, że to Tata kupił”. Ups chyba się wygadałam.
Przejdźmy do meritum. Wczujmy się w sytuację. Wyobraźcie sobie drodzy czytelnicy. Jesteśmy w sklepie, przed nami uginające się pod ciężarem zabawek półki i regały. Co kupić a czego pod żadnym pozorem nie dotykać? Jest wiele zabawek, które mnie wkurzają. Są totalnie bezsensowne, nic nie przynoszące dziecku i na dodatek drogie. Jednak nie ma niczego bardziej bezsensownego i odmóżdzającego jak pistolety, noże i tym podobne. Nikt i nic mnie w życiu nie przekona do zakupu takich „zabawek”. Mój mały do tej pory jak zobaczy u kogoś pistolet myśli że to trąbka i oby jak najdłużej tak było. Im dłużej trzymamy naszego szkraba daleko od tego typu brutalnych gadżetów, tym więcej w nim dziecka i mniej agresji.
Nie rozumiem czym kierują się rodzice kupujący plastikową broń. Czy zastanawiają się w ogóle jaki będzie to miało wpływ na ich dziecko? Pistolet służy do zabijania, czy tego chcecie uczyć swoje dzieci? Nie dziwie się później, że w przedszkolnej szatni z ust 3-latka słyszę, że zabije inne dzieci. To przerażające. Jest tyle mądrych zabawek, książek, gier.
Pamiętajmy także, że zabawka ma zainteresować dziecko, a nie nas. Obserwujmy szkraba czym się interesuje, może jakąś konkretną bajką, świetnie układa puzzle, klocki, rozkłada samochody na części pierwsze, śpiewa czy tańczy. Obserwujmy i wyciągajmy wnioski. Rozwijajmy w dzieciach pasje od najmłodszych lat. U mnie akurat nie ma problemu z zakupem prezentu. Mały zawsze ma ulubioną bajkę czy postać z książeczki i co by mu nie dać nawet wydrukowaną kolorowankę z Autkami czy Chudym z „Toy Story” będzie skakał z radości. Ulubiony bohater daje duże możliwości np. kolekcjonowania. Zaczęliśmy właśnie kolekcję metalowych samochodzików z bajki „Auta 2” i mały wie, że aby dostać kolejny samochodzik musi być np. grzeczny w przedszkolu czy u babci. Uczy to także dziecka systematyczności i pogłębia zainteresowania.
Zabawki muszą być także dostosowane do wieku dziecka. Patrzmy na etykiety i nie kupujmy 2-latkowi zestawu Lego czy tym podobne. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Dlatego bardzo ważny jest, żeby zabawki miały odpowiednie atesty. Nie kupujmy na rynku czy targowisku. Tyle się słyszy o toksycznych farbach czy niebezpiecznych małych częściach. Do tragedii nie potrzeba wiele. A jeśli wydarzy się ona z naszej winy to nigdy sobie tego nie wybaczymy. Dla kilku złoty nie warto ryzykować.
Niejednokrotnie pewnie chodząc między sklepowymi półkami mówicie „Czego to jeszcze nie wymyślą, za moich czasów takich rzeczy nie było. Kawałek sznurka, patyk i się bawiło”. Rzeczywiście w czasach naszego dzieciństwa było nieco inaczej, nie było komputerów, czy tylu kanałów z bajkami, na dworze spędzało się całe dnie. Dziś jest inaczej. Z drugiej strony są różnego rodzaju zabawki edukacyjne, interaktywne, gry, gadające książeczki i nielubiane przeze mnie bardzo gry komputerowe. Decydując się na taki prezent nie pozostawiajmy dzieci samych. Świąteczny upominek może być świetnym pretekstem do wspólnej zabawy i nauki. Usiądźmy z nimi wieczorem zagrajmy w grę, przeczytajmy bajkę, wytłumaczmy jak działa laptop czy gdzie nacisnąć, żeby misiu się odezwał. Bo bez naszego zainteresowania dzieci szybko się znudzą i nic z tego nie wyniosą. A nie taki był nasz cel. Zresztą założę się, ze kiedy dzieci pójdą spać, to rodzice po cichutku, tak by nikt nie widział, również sięgną po zabawki, Tata pobawi się kolejką, mama przytuli lalę:)
Drodzy rodzice życzę udanych zakupów, wielu pomysłów i uśmiechu na ustach waszych pociech.
Bernard
31/12/2011
Czytasz to wiesz : )
Daniel
31/12/2011
Michnik !! Już dawno odleciał z rzeczywistości – takie bzdury którymi raczy społeczeństwo w GW to odlot totalny!