wiosna_paintedbird
Wrz 12, 2011
926 Wyświetleń
0 0

O kandydacie, Fejsbuku i lucyferze

Napisany przez
300x300px_cocodrilo-01

Przyznam, że też mam nadzieję przeczytać gdzieś o wizji rozwoju naszego subregionu, o sprawach pilnych i sposobach na ich rozwiązanie. Myślę jednak, że nie ma nic w tym złego, że kandydat mówi o tym, że swój zawód wykonuje dobrze i specjalizuje się w jakiejś dziedzinie. To też ważne. Dla mnie liczy się charakter człowieka, pracowitość, upór, zawzięcie, pasja. To, że poważnie podchodzi do swojej pracy i życia (i nie koniecznie mówię tu o p. Kwaśniewskim) To są cechy, które oprócz doświadczenia mogą dawać świadectwo temu, że sprawdzi się jako poseł. Wszak poseł to człowiek, a nie super hero.

Nie ma ludzi idealnych znających się na wszystkim – tak to truizm. Nie ma kandydata idealnego. Nie możemy wymagać od kandydata, że będzie on lekiem na całe zło, a po jego wyborze spłynie na nas całe błogosławieństwo. Takie podejście do sprawy powoduje, że nigdy nie będziemy mieli posła z ziemi bolesławieckiej. I wcale nie twierdzę, że ma być on jakikolwiek byleby stąd, bo tak nie musi być. Znam osobiście p. Kwaśniewskiego. Znajduję w nim te cechy, ale również wiem, że nie jest idealny i z pewnością popełnia błędy. Niektórzy jednak postrzegają go wyłącznie jako zabawnego, fejsbukowego blogera z PO wklejającego słitaśne fotki; a to z biegania, a to z kwiatkami w ogrodzie. Wielu z nas tak robi tylko może sceneria inna. Nie to jednak ważne.

Dziś mogę o tym wszystkim swobodnie mówić, bo mija rok jak ściągnąłem sobie (ściągnięto mi) polityczny kaganiec i mam ten komfort w wolnym wyrażaniu myśli. Nie należę do żadnej partii i żaden mój interes dla kogoś gruchać. Przyznam, że chętnie poznałbym innych kandydatów na posłów (jednego kandydata na senatora poznałem TUTAJ). Chcę ich poznać, ale jakoś nie trafiają oni pod moją strzechę. Nie udzielają się w necie, nie ma ich na ulicy, a jak są to wysoko w autobusie. Tak się poskładało, że aby mieć posła ten musi startować z danej partii i siłą rzeczy zwolennicy partii opozycyjnej będą patrzeć na kandydata przez pryzmat barw partyjnych. To poniekąd zrozumiałe. Kreujący życie polityczne „na górze” zatruwają nas tu „na dole” i manipulują nami powodując, że patrzymy na kandydata tak jak oni by tego chcieli. Nie potrafimy się dogadać. A szkoda. Mamy moi Państwo takich kandydatów jakich mamy, takich na jakich nas stać, takich jakich „wyhodowała” nasza bolesławiecka okolica i my sami. Bądźmy pragmatyczni i postawmy na tego, który mimo wszystko ma największe szanse. Warto zaryzykować, porzucić partyjniackie łatki i delegować bolesławianina do Sejmu.

Ps. Jest taki stary dowcip o piekle: „lucyfer oprowadza po czeluściach piekielnych młodego adepta szatańskiego zawodu pokazując mu kotły z gotującą się w nich smołą. W kotłach swoje katusze rzecz jasna przeżywają grzesznicy. Jednak w każdej kadzi cierpi inna nacja. Tu Francuzi, tam Włosi, a jeszcze dalej wyją Japończycy itd. Nad każdym kotłem stoi diabeł z widłami pilnujący, aby nikt absolutnie się nie wydostał. Był jednak wyjątek, który zainteresował diabelskiego praktykanta. Pyta więc: „lucyferze, a dlaczegóż nad owym kotłem nie ma żadnej straży?” Na to odpowiada „mistrz”: „widzisz mój chłopcze, w tym kotle gotują się Polacy. Ich nie trzeba pilnować, bo żaden drugiemu nie pomoże wyjść.”

Pokażmy, że jest inaczej :)
Pozdrawiam
MM

 

Kategorie:
Małkowski · wybory 2011
http://www.maciejmalkowski.pl

Bolesławiec - Świeradów Zdrój, to przestrzeń, w której aktualnie przebywam, pracuję, wypoczywam, z której czerpię natchnienie do życia. Samorządowiec. Aktualnie radny powiatu bolesławieckiego i wiceprezes stowarzyszenia Ziemia Bolesławiecka. Kiedy Bóg da i czas pozwoli zapatrzony w nocne niebo okiem również uzbrojonym. Poszukujący jeszcze Bóg jedyny wie czego. Zapraszam również na moją stronę www.maciejmalkowski.pl

Komentarze do O kandydacie, Fejsbuku i lucyferze

  • Pingback: Po debacie, czyli nikt nie wygra z kasztanowymi ludzikami | bobrzanie.pl - internetowy nietabloid

  • Żeby mówić o kandydacie do sejmu z Bolesławca, trzeba wiedzieć, z której pozycji on startuje. I tak D.Kwaśniewski z tego co widzę to pozycja 8 (http://glosujteraz.pl/wybory-parlamentarne-2011/kandydaci-na-poslow-wybory-2011/kandydaci-platformy-obywatelskiej/dariusz-jerzy-kwasniewski). Mandatów do rozdziału na wszystkie partie jest 12.
    Oznacza to, że przy obecnej ordynacji nie ma szans na wejście do sejmu a tylko pozyskuje głosy pozwalające zdobyć ewentualne mandaty osobom z „jedynkami wyborczymi”.
    Podsumowując bolesławiecki kandydat to figurant. Szkoda.

    liber78 15/09/2011 12:26 Odpowiedz
  • Bernardzie, Ty mówisz o owocach, ja mówię o drzewie. Strząśnięcie owoców daje tymczasowy efekt.

    Maciej Małkowski 14/09/2011 09:34 Odpowiedz
  • @ Macieju,
    czytałem o tej wódeczce Kwacha z Millerem i miałem jedną refleksję, chyba wolałem Millerów od Napieralskich. Mimo wszystko : )

    Mam wrażenie, że w młodych politykach jest zdecydowanie więcej cynizmu niż w starych.

    Bernard 14/09/2011 09:25 Odpowiedz
  • @Bernard
    Nic się nie zmieni bo wchodzące do polityki pokolenia nie mają mądrych wzorców ani nie znają innego sposobu sprawowania władzy niż ten z klatki pana Aniła z Alternatyw.

    O tak, tak. A nawet więcej. Oni są jeszcze bardziej skuteczni w poruszaniu się w takim świecie, bo są wyposażeni w „nowoczesne” narzędzia do zdobywania postawionych sobie celów. Skupiając się zatem wyłącznie na tym, co istotne w tej zabawie (zdobywanie stanowisk, pozycji i wpływów, które prowadzą w końcu do kasy) wspierają swoje niezwykle asertywne postawy odpowiednim pijarem, marketingiem i cyniczną bezideowością.

    Bogdan M. 14/09/2011 09:04 Odpowiedz
  • Dyskusja rozwinęła się w ciekawym kierunku diagnozując po części kondycję naszej demokracji (samorządowej i państwowej). Pan Bogdan chce zdrowej demokracji, ja też jej chce, każdy chce. Jednak żeby budować zdrową demokrację potrzebne są zdrowe, nowe fundamenty, nie zapominając mimo wszystko o korzeniach oraz historii państwa i prawa. Budowa fundamentów demokracji teoretycznie może odbywać się na dwa sposoby; poprzez rewolucję lub sukcesję. W naszym kraju po 89r. powstał trzeci sposób. Swoista mieszanka tych dwóch metod i dlatego też kulejemy obserwując jak wracają dawni towarzysze, którzy w tv opowiadają jak popijali wódeczkę mieszkając w PRL-owskim bloku http://www.tvn24.pl/-1,1717208,0,1,miller-wpadalismy-do-siebie-na-wodeczke-kwasniewski-tez,wiadomosc.html. Takie obrazki możemy oglądać, bo sami do tego doprowadziliśmy, dajemy na to przyzwolenie. Można szukać winnych, można wskazywać palcem, palić na stosie, ale jest to metoda raczej nieskuteczna. Faktycznie upłynąć chyba muszą pokolenia, tylko tak jak napisał Bernard – młodzi adepci życia politycznego przesiąkają nawykami starych, naśladują ich, bo widzą w tym pewną skuteczność. Władza zużywa, w którymś momencie zmusza do kombinacji. Wczoraj w partii, dziś stanowczo bez partii, jutro znów w partii aby dostać się do Sejmu, aby dostać się gdziekolwiek, aby przetrwać. Polityka w Polsce to bardzo często zawód, a ci którzy w niej pracują zapominają, że jest to mandat społeczny wymagający ciągłe wsłuchiwania się w potrzeby ludzi. Mecz trwa, gra trwa, ale niestety nie zmienia się reguł w trakcie więc wszyscy grają i chcą wygrać. Oczywiście zdarzają się wyjątki, takie łódeczki na wodzie. Albo je ta woda pochłonie, albo bezpiecznie dobiją do brzegu, aby wspólnie wybudować silną flotę. Niewielu udaje się taka podróż, ale próbować warto, zarówno na oceanie, jak i naszym lokalnym bajorku.
    Ps. Bruner, jestem ’76 i pamiętam Pankracego :)

    Maciej Małkowski 14/09/2011 08:54 Odpowiedz
  • @Bruner,
    piszesz: „Jeśli parę miesięcy temu ktoś otrzymuje sporą w skali okolicy liczbę głosów idąc do wyborów z hasłem: „idę do samorządu, aby być Waszym dobrym radnym”, po czym za rok usiłuje się urwać – „eeeeee, w sumie Waszym posłem to będę lepszym”. To dla mnie to jest robienie sobie jaj z demokracji.”

    Tylko jak można inaczej?
    Świat naszej lokalnej polityczki to wciąż te same twarze i swego rodzaju getto stworzone przez samorządowców dla samorządowców. Oni z tego żyją, że w tym tkwią. Nie mogą sobie pozwolić na bezrobocie : ) Jeśli Piotr Roman pewnego dnia zdecyduje się na start w wyborach parlamentarnych (obaj zakładamy że raczej z sukcesem), to też nie z pozycji bezrobotnego, prawda?

    Piszesz też:
    „nie mam żadnych złudzeń kiedy będzie lepiej: gdy od władzy odpadną ze starości wszystkie postsowieckie pokolenia – tak do roku 1975. W praktyce – nie mają prawa pamiętać Smoka Telesfora, Niewidzialnej Ręki ani nawet Psa Pankracego. Największa patologia to Ci, którzy pamiętają Misia z Okienka i Gąskę Balbinkę.
    Pierwsze oznaki poprawy wystąpią – gdy do władzy dojdą Polacy wychowani na Dragonballu i Pokemonach.”

    Mój drogi, ale nasze władze samorządowe przejęły cały PRL=owski desing władzy. Nawet przedstawiciele władzy w wieku 30 plus pokochali już przecinane wstęgi, „załatwiane” posad czy kupowanie mediów. Nic się nie zmieni bo wchodzące do polityki pokolenia nie mają mądrych wzorców ani nie znają innego sposobu sprawowania władzy niż ten z klatki pana Aniła z Alternatyw.

    Bernard 14/09/2011 08:00 Odpowiedz
  • I ” Stawkę większą niż życie” ! :)*

    Lolka 13/09/2011 21:16 Odpowiedz
  • @Lolka – nie mam żadnych złudzeń kiedy będzie lepiej: gdy od władzy odpadną ze starości wszystkie postsowieckie pokolenia – tak do roku 1975. W praktyce – nie mają prawa pamiętać Smoka Telesfora, Niewidzialnej Ręki ani nawet Psa Pankracego. Największa patologia to Ci, którzy pamiętają Misia z Okienka i Gąskę Balbinkę.
    Pierwsze oznaki poprawy wystąpią – gdy do władzy dojdą Polacy wychowani na Dragonballu i Pokemonach.

    Bruner 13/09/2011 21:07 Odpowiedz
  • wyborcy zdążyli się już przyzwyczaić ! :)
    http://www.youtube.com/watch?v=xKAJcRzHyps

    Lolka 13/09/2011 21:01 Odpowiedz
  • Tak z innej strony to zastanawiam się – jak to jest właściwie z kwestią odpowiedzialności względem wyborców. Jeśli parę miesięcy temu ktoś otrzymuje sporą w skali okolicy liczbę głosów idąc do wyborów z hasłem: „idę do samorządu, aby być Waszym dobrym radnym”, po czym za rok usiłuje się urwać – „eeeeee, w sumie Waszym posłem to będę lepszym”. To dla mnie to jest robienie sobie jaj z demokracji. Dla mnie to jest jawna kpina z ludzi i traktowanie ich w sposób niepoważny.

    Jeden z kandydatów na posła – obecny radny, napisał, że ma ambicje „budować Polskę” – bez względu na moje zaprzańskie bulgoty. Rozumiem, że – zdaje się w 2013 czy 14 może przyjść mu na przykład do głowy, że znacznie skuteczniej będzie budował Polskę – w Europarlamencie…

    Przypomina mi to trochę współczesne „składanie papierów” przez maturzystów – składam papiery na medycynę, jak się nie dostanę to zostaje biotechnologia, jak nie wypali tam, to jeszcze wychowanie techniczne w Zielonce… Tyle, że tu eliminacja idzie od poziomu wysokiego… Tyle, że odpowiedzialność maturzystów sprowadza się w zasadzie jedynie – do stosunków rodzinnych.

    Niepokoję się niekiedy – czy tu rzeczywiście chodzi o misję budowania czegokolwiek, czy raczej może o robienie zwyczajnej politycznej kariery. I to momentami – na skróty.

    Rzetelną, w pełni długodystansową trasę kariery – wybrał w Bolesławcu Piotr Roman. I stawiam, że to on – już bez żadnych trików w stylu „bo my zasługujemy” – za 4 bądź 8 lat, gdy tylko zechce – miękko wyląduje w sejmowych ławach.

    Bruner 13/09/2011 20:25 Odpowiedz
  • Przyjmując argumentację Jerzego Zielińskiego należałoby skonstruować taki Parlament, w którym reprezentowane by były wszystkie ziemie. Pytanie tylko, do jakiej wielkości gruntu? No przyznam szczerze, że zawsze i wszędzie fajnie mieć „swojaka”, ale w parlamentaryzmie nie o to chodzi. Po to wymyśla się jakieś systemy reprezentacji, żeby nie musieć obdzielać posłami czy senatorami każdy powiat, każdą gminę czy ulicę w mieście. JZ wymienił cztery powiaty, które tworzą okręg wyborczy do Senatu. Ale to przecież żadna spójna całość. Michał Turkiewicz z Lubania był niegdyś posłem, ale z tego niewiele wynikało dla Bolesławca.

    Parlement nie jest od tego, żeby załatwiać w nim partykularne interesy poszczególnych społeczności, bo akurat reprezentuje je w nim poseł czy senator. No bo co w takiej demokracji mają począć ci, którzy nie mają „swojaka”. Usiąść i płakać? To jest chore podejście do sprawy. Posłowie są od tego, żeby żadnej społeczności nie działa się krzywda. A jeśli godzimy się na to, że „swojak” swoim „załatwi”, a inni jak nie mają swojego, to niech żałują, to budujemy w ten sposób chorą „demokrację”.

    Bogdan M. 13/09/2011 14:58 Odpowiedz
  • W międzyczasie na „Bobrzanach” został zamieszczony wywiad z kandydatem na senatora p. Zielińskim. Między innymi odpowiada na pytanie „Czy senator jest potrzebny ziemi bolesławieckiej?” Czy odpowiedź jakiej udzielił p. Zieliński przemawia do Pana Panie Bogdanie?

    Brunerze, wg Ciebie moja anegdota nie trafiona, ale ta właśnie przyszła mi do głowy.

    Bernardzie, wywołałeś u mnie salwę śmiechu :) Już widzę siebie np. przed kamerą mówiąc ten tekst. Czasami jednak pozwalam sobie na zdobienie tekstu bardziej plastycznymi środkami literackimi.

    Maciej Małkowski 13/09/2011 09:20 Odpowiedz
  • Tak, tak, ale mieszkam w Legnicy i ciekawa jestem co się dzieję w moim kochanym Bolesławcu, a tu najwięcej komentarzy politycznych i to dłuższych od artykułów… Rozumiem, że wybory nadchodzą, ale polityka i religia to dwie dziedziny, przez które ludzie zawsze będą się sprzeczać, udowadniać kto ma rację, itp… I nigdy się takim nie dogodzi. czekam już na koniec wyborów, to będzie tu ciekawiej (podkreślę, że dla mnie;).

    Poilin 13/09/2011 08:04 Odpowiedz
  • Debiut zakwitł komentami : )

    @ Bogdan M.
    Teoria że warto mieć „swojego” posła wydaje się tak oczywista, że nikt nie zadaje pytania o jej sens. Nikt, poza Tobą : ) A Pytanie jest istotne.

    Piszesz”Pomijam to, że sam ów kandydat nie potrafił nawet w swojej partii znaleźć posłuchu dla pomysłu postawienia na jednego kandydata z Bolesławca i na liście PO jest aż dwóch kandydatów stąd.” Przyznam, że zupełnie umknęła mi ta zabawna niekonsekwencja PO.

    @Macieju,
    „Znam go dobrze, jest państwowcem i legalistą i mam pewność, że na Wiejskiej nie będzie latał pijany w sukienkach, z kokainowymi gilami pod nosem.”
    Myślę, że Dariusz powinien poprosić Cię o możliwość wykorzystania tych słów poparcia w swoich materiałach wyborczych : )

    @Poilin,
    bobry to zawsze była polityka wymieszana z humorem i kulturą.W tej chwili masz na str. głównej tylko 3 polityczne informacje, z czego dwie to raczej żarty niż polityka na serio, czyli autobus SLD i „Wszyscy lubimy…”

    @Buner,
    recenzję książki Palikmiota uznajemy za obiecaną!

    @Jegomość,
    przypominasz mi urzędników prezydenta Bolesławca w spotach komitetu prezydenta Bolesławca. Aż człowiek duma, czy to słówko, to jeszcze służbowo, a tamto, to już prywatnie.
    Ale takie zachowanie pokazuje pewien mechanizm podległości. Podlegli głosować na Darka będą, część, żeby się przypodobać, część, żeby sobie poszedł, nawet w górę : )

    Bernard 13/09/2011 07:01 Odpowiedz
  • @Maciej – anegdota fajna, ale nie trafiona, o tyle, że tu nie chodzi o walkę o życie, czy wolność – a o ewentualne wydelegowanie kogoś na ciepłą poselską posadkę.

    Bruner 13/09/2011 00:13 Odpowiedz
  • Nie widzę w tej chwili żadnych merytorycznych przesłanek za tym aby głosować na któregokolwiek z lokalnych kandydatów. Można przyjąć – że PO powinno dostać szansę pociągnięcia rządów tak długo – aby nie było już ŻADNYCH bzdeceń na temat tego, że ktoś przeszkodził im w realizacji ambitnych planów sprzed 4 lat. Z drugiej strony – zwyczajnie szkoda Polski. Tymczasem – nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś to powiem, czy napiszę, ale – polecam książkę Janusza Palikota „Kulisy Platformy”. Bardzo rozrywkowa! Szczególnie wątki, jak Schetyna tresuje profesorów, albo jak pijany Graś w internecie poszukuje faszystowskich piosenek :)) W sumie Palikot na temat „sztabu oficerskiego PO” – to mniemania nie ma zbyt wysokiego – w większości to dupki, durnie i pijacy.

    Chyba nawet pokuszę się o recenzję.

    Bruner 12/09/2011 22:29 Odpowiedz
  • Sorki za ortografa, zauważyłem go sam w parę sekund po opublikowaniu posta. Szkoda, że dla ciebie Satyr całość dyskusji sprowadziła się li tylko do tego.

    A z moją żelaznością bym nie przesadzał:)

    Może jednak merytorycznie podyskutujemy? W końcu rzekomo to jest siłą bobrzan:)

    jegomosc 12/09/2011 20:15 Odpowiedz
  • No widzisz, bobry to takie specyficzne klimaty, nie jakieś „Szłem łąką, kwiaty pachli, ona mnie odepchła…” :)))

    Lolka 12/09/2011 20:14 Odpowiedz
  • :) no tak, trzeba łapać takie okazyjne okazje:) srali, zmazgali i zrobili z dupy plapla;) tak mnie jakoś poniosło;)

    Poilin 12/09/2011 20:06 Odpowiedz
  • Poilin, wcale nie jest nudno ! Była nawet okazja do spotkania na ostatnim spotkaniu ! :)))

    Lolka 12/09/2011 20:00 Odpowiedz
  • nudno tu się robi na bobrach… sama polityka;/

    Poilin 12/09/2011 19:44 Odpowiedz
  • Panu Dariuszowi zazdroszczę twardego elektoratu , który w Niego ” wieŻy ” :-)

    Stary Satyr 12/09/2011 19:33 Odpowiedz
  • Była okazja do spotkania na ostatnim spotkani rady pożytku publicznego:)

    Włączę się do dyskusji, bo przebiega ona bardzo ciekawie. A jednym z pozytywów kandydatury Dariusza Kwaśniewskiego niech będzie chociaż uaktywnienie się kolejnego bardzo wartościowego autora na bobrzanach:)

    Chciałbym odnieść się do wypowiedzi Bogdana – i to do spraw elementarnych w niej zawartych. Poniekąd już Maciej o tym napisał – możliwości są dwie. Bolesławiec może mieć przedstawiciela w parlamencie… albo może go nie mieć. Wydaje mi się, że wyższość pierwszej opcji nad drugą jest wręcz ewidentna i nie wymaga dyskusji – czy jest to pewien objaw „patologiczności” systemu jaki mamy w Polsce? Być może. Ale żyjemy i działamy w określonych warunkach – oczywiście można protestować, drzeć szaty lu – jeszcze lepiej – działać w celu naprawy tego stanu rzeczy. Ale jednocześnie trzeba sobie radzić, umiejętnie poruszać się w świecie „takim jakim on jest”.

    Nie jest tajemnicą, że wspieram kandydaturę Darka – bo wieżę zarówno w jego szanse – wystarczy popatrzeć na wyniki ostatnich wyborów – Cezary Przybylski wręcz otarł się o zwycięstwo, zabrakło mu raptem dwustuparu głosów, a miał podobne miejsce na liście… Wierzę też w jego kompetencje.

    Czy „poseł stąd” to coś o co warto walczyć? Moim zdaniem jak najbardziej tak i – powiem szczerze – wydaje mi się, że w tą ideę uwierzyli również przedstawiciele innych lokalnych stronnictw politycznych. Doskonałym tego przykładem jest właśnie autor komentowanego przez nas tekstu – mimo, że jego „ugrupowanie” nie bierze aktywnego udziału w wyborach to przecież „Poseł Kwaśniewski” może mocno podnieść notowania lokalnej Platformy. A mimo to czytamy oficjalny głos poparcia – ze swojej strony chciałbym podziękować za odwagę i podzielić radość z pozbycia się kagańca:)

    jegomosc 12/09/2011 18:16 Odpowiedz
  • Witam Panie Bogdanie!
    Odnosząc się do pierwszej części Pana wpisu zacytuję siebie: „(…) I wcale nie twierdzę, że ma być on [kandydat – przyp.] jakikolwiek byleby stąd, bo tak nie musi być (…)”.
    Jeśli chodzi o pozycję i prestiż p. Kwaśniewskiego w PO to tak naprawdę nie interesuje mnie to. Interesuje mnie człowiek i jego doświadczenie. Listy, z których on startuje traktuję jako nośnik, na których ów kandydat się znajduje. Mógłby być równie dobrze z PiS. Ale tak się składa, że PiS ziemi bolesławieckiej został całkowicie rozłożony na łopatki. W Radzie Miasta ich nie ma, a w Radzie Powiatu głosują wspólnie z PO i może dobrze (o czymś to świadczy). W moim wpisie przedstawiam SWOJE motywy, którymi kierować się będę przy wyborze i broń Boże nie narzucam ich innym. Pan Kwaśniewski ma przynajmniej 3 zalety: Ma największe szanse zostać posłem (pragmatyzm), jest stąd (lokalny patriotyzm), ale (co ważne) jako parlamentarzysta może podjąć poważne inicjatywy i dyskusje związane systemem oświaty, środkami unijnymi i wzmacnianiem pozycji organizacji pożytku publicznego (obywatelskich, pozarządowych). Tę jego wiedzę da się zweryfikować. I wiem na co go stać. Ktoś powie: sam jeden może mało zdziałać, ale przecież próbować zawsze warto. Dlaczego warto aby był stąd? Bo póki co, z żalem muszę przyznać, żyjemy w kraju, w którym LEGALNA interwencja poselska w wielu przypadkach czynić może cuda, a raczej nie cuda tylko pożądany efekt, który jest normą w cywilizowanych państwach prawa (od głupiego ministra, przez bezczynnego wojewodę po bufoniastego gospodarza gminy, który zapomniał po co siedzi na fotelu). Znam go dobrze, jest państwowcem i legalistą i mam pewność, że na Wiejskiej nie będzie latał pijany w sukienkach, z kokainowymi gilami pod nosem. „Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku”, trzeba go tylko wykonać. Tylko tyle i aż tyle.
    Ps. Rzadko się ostatnio widujemy, ale postaram się to nadrobić. ;)

    Maciej Małkowski 12/09/2011 17:13 Odpowiedz
  • Przesłanie tego tekstu, Panie Macieju, przypomina mi słynną wypowiedź Hanry Forda: Klient może otrzymać samochód w każdym żądanym kolorze pod warunkiem, że będzie to kolor czarny. Wynika z niego bowiem tylko tyle, że w sumie to nie jest tak ważne jaki będzie ten kandydat, na którego bolesławianie mieliby zagłosować, żeby mieć „swojego” posła, byleby to był Dariusz Kwaśniewski. Pomijam to, że sam ów kandydat nie potrafił nawet w swojej partii znaleźć posłuchu dla pomysłu postawienia na jednego kandydata z Bolesławca i na liście PO jest aż dwóch kandydatów stąd. Trochę świadczy to i o kandydacie i jego pozycji w partii, bez której niewiele w Warszawie można „załatwić”.

    Zgodzę się z tym, że kandydat PO ma teoretycznie największe szanse spośród bolesławian, startujących w wyborach do Sejmu. I tylko z tego względu warto byłoby postawić na niego, przyjmując oczywiście założenie, że „posesł stąd” to jest w ogóle jakaś wartość, o którą warto się starać. Wielu głosujących zapyta się jednak zaraz, czy ten kandydat ma realne szanse na wybór, startując z odległego miejsca na liście. Nie będzie to dylemat dla zwolennika Platformy, ale każdy inny bolesławianin stanie przed niebezpieczeństwem oddania straconego głosu i to głosu, którym wesprze ugrupowanie, którego nie popiera.

    Na koniec tylko jeszcze raz zapytam, czy „poseł stąd” to jest coś, o co warto walczyć? Abstrahuję tu od konkretnych kandydatów, którzy startują w wyborach. Już kiedyś dzieliłem się na „bobrzanach” swoim brakiem przekonania w tej sprawie. Za nadto przypomina mi to bowiem sportowe zawody, gdzie dobrze mieć swojaka, któremu można pokibicować. Jest to też formuła telewizyjnych i internetowych plebiscytów, w których głosuje się na „naszego”. Poza wartością dla samego kandydata (poselska dieta, prestiż, możliwość wejścia na warszawskie salony, itp., itd.) nie bardzo widzę w tym bezprzeczną wartość dla tutejszych wyborców. Bo problemem naszej polityki jest to, że mało w niej ludzi o wysokim morale, państwowców i legalistów, którzy zaczęliby stanowić dobre prawo i przeciwstawiać się interesikom całych watah lobbystów. Nie jest zaś problemem to, że nie ma w niej dość ludzi z Bolesławca, Skwierzyny czy Zduńskiej Woli.

    Bogdan M. 12/09/2011 14:39 Odpowiedz
  • Dziękuję, mam nadzieję nie męczyć zbyt mocno.

    Maciej Małkowski 12/09/2011 10:25 Odpowiedz
  • Witamy w gronie autorów : )

    Bernard 12/09/2011 10:23 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title