Kwi 10, 2011
656 Wyświetleń
0 0

Mój 10 kwietnia 2010

Napisany przez

10 kwietnia 2010 to nie był dla mnie zwykły dzień. Organizowaliśmy w tę sobotę, w Bolesławcu, jedne z pierwszych w sezonie zawodów kolarstwa górskiego na Dolnym Śląsku. Punktowane w wojewódzkim challenge. A ja – byłem szefem biura imprezy. Bardzo odpowiedzialna funkcja. Której nie lubię. Niestety.

Dzień nie zapowiadał się szczególnie wiosennie. Już to, że nie lunęło było całkiem satysfakcjonujące. Na polance koło Orlenu stawiłem się niewiele po siódmej rano. Niedługo później przybyli sędziowie DZKol. Jakiś czas temu ich pojawienie się bardzo stresowało, ale obserwując przez lata pracę i rzetelność tych ludzi, można było – będąc szefem biura zawodów, tylko się cieszyć. Porządkują 1 linię frontu nacierających zawodników i trenerów, jeszcze przed startem, podczas zapisów. Dla biura zawodów ten bufor to błogosławieństwo.

Ma się około 10 sekund więcej na oddech – gdy trzeba zmierzyć się z ponad setką kolarzy. I przetwarzać ich dane. Przyjąć licencje, opłaty,  zapisać, wydać numery startowe, wystawić faktury.

I przetwarzaliśmy. Start pierwszej kategorii zaplanowany był na g. 11.00.

Siedzieliśmy stukając w klawiatury laptopów, w namiocie, którego ściana osłaniała nas od zachodniego wiatru. Od wschodu nacierali chętni do kolarskich zmagań. Wszystko przebiegało spokojnie i w skupieniu. Nie wiem dokładnie, o której godzinie otrzymałem sms’a od koleżanki z Poznania. Nie wiem też dlaczego akurat od niej. To był dzień czystych emocji.

Spadł samolot z naszym Prezydentem. Około 100 osób nie żyje.

Powtórzyłem tę informację na głos, nie odrywając się od czynności wpisywania zawodników do bazy danych. Wbijaliśmy te dane nadal.

Za chwilę zabrzmiał dzwonek telefonu. Ktoś dzwonił. Nie wiem dziś nawet kto. Powtórzył informację o katastrofie.

Nasz księgowy, Szymon – spojrzał mi w oczy i zapytał: „To jakiś żart?”.

Nie wygląda mi to na żart. Odpowiedziałem. Wpisywaliśmy dalej. Za nami kłębiła się kolejka młodych ludzi.

Mój ojciec wyjął ze swojej podręcznej walizki małe radyjko. Założył słuchawki. Dalej stukał dane do laptopa. Około g. 10 dzienniki radiowe potwierdziły pogłoski o katastrofie.

Znalazłem prezesa Waldka. Mamy 150 osób z całego Dolnego Śląska na starcie. Przecież nie odwołamy teraz imprezy. Nie ma oficjalnej żałoby. Nie wiadomo nawet dokładnie co się wydarzyło.

Zawody kontynuujemy. Nie ma muzyki. Jedziemy na cicho.

Po odprawie technicznej, około 10:45 należało coś powiedzieć. Wyszedłem, jako szef imprezy przed kolarzy. Koledzy, jak dowiadujemy się z mediów, około półtorej godziny temu w Rosji wydarzyła się katastrofa lotnicza. Lecąc na obchody rocznicy zbrodni katyńskiej – zginął prezydent RP Lech Kaczyński z żoną Marią, marszałkowie sejmu RP, łącznie około 100 osób, które im towarzyszyły. Uczcijmy tę tragedię minutą ciszy.

I staliśmy. Było zimno. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach uzmysłowiłem sobie, że stoję w czapce. Głupio mi się zrobiło strasznie. Ściągnąłem.

A potem już szły zawody. Pogoda się pogarszała. Na koniec, około 14. wiał porywisty wiatr i zacinało deszczem. Mało komu chciało się czekać na dekorację.

Około 15. odpuściło. Siedziałem w busie i otępiały słuchałem radia. Zmęczony klasycznie tym całym maratonem przygotowań do imprezy, skupieniem, jakie towarzyszy panowaniem nad biurem zawodów, zastanawiałem się czy mi się to wydaje, czy się dzieje naprawdę.

Pamiętam dwóch znajomych, którzy gdzieś tam się pętali w okolicach trybuny dla publiczności. Wydawali się być wyraźnie zadowoleni. „Maria Kłamczyńska” – gadał jeden z nich – „Wsiadała do samolotu z foliową reklamówką. Maria Kłamczyńska„. Powtarzał.

Wiedziałem, że pili wódkę gdzieś na boku. Rozmowy z nimi nie miały żadnego sensu. Choć któryś najwyraźniej usiłował ze mną dyskutować.

To jest wydarzenie takiego kalibru, że trudno w ogóle przewidywać co się teraz może wydarzyć. Jak się potoczy dla nas historia.

Powiedziałem coś w tym stylu. Siedziałem, bezmyślnie patrząc w trawę.

Wieczorem, opracowywałem wyniki. Zamieszczałem, rozsyłałem. Ktoś zatelefonował.

Dziękuję, za to co powiedziałeś przed zawodami do ludzi. I co napisałeś na stronie internetowej.

Powiedziałem i napisałem przecież tylko to, co wypadało powiedzieć i napisać.

Taki był dla mnie 10 kwietnia 2010.

 

 

http://www.broniszewski.pl/

מנא ,מנא, תקל, ופרסין

Komentarze do Mój 10 kwietnia 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title