Barba crescit – koalki

exploitedEch! Nic bardziej romantycznego nad te wieczorne do Bolesławca powroty i markeciane wieczorne zakupy. Dzisiaj skusiłem się na zachodni city mall, gdzie zastałem tłumy młodzieży – co z razu stwierdziłem - alternatywnej. Młodzież alternatywna odróżnia się od młodzieży mainstream’owej tym, że ogólnie, od stóp do głów jest koloru papy dachowej, lekko przykurzona i kobietki, zresztą podobnie do chłopaków – chadzają w glanach, a nie na 12 centymetrowych szpilkach. Poza tym, ta para, na którą natknąłem się w dziale alkoholowym, na dwa metry zapodawała machorką. Później, gdy już wszyscy społem zaopatrzyliśmy się w napoje wyskokowe i spotkaliśmy przy kasie, miałem okazję zapoznać się z bliska czym różni się punk z rocznika 90 od punka z lat 70-tych, którym, rzecz jasna, sam byłem.

Punk was just a way to sell trousers.

Malcolm Mclaren

Punk młody ma więc dziś wszystko kupione w sklepie internetowym, cały ten rynsztunek jest made in China, a wszystkie rewolucyjne inskrypcje typu Punk’s not dead, które za moich czasów nanosiło się pastą do zębów na czas koncertów only – ten ziomek miał zrobione już w fabryce tekstyliów :) Klient płaci, klient wymaga. Irokeza miał nieziemskiego, o którym sam mógłbym jedynie pomarzyć, bo my stawialiśmy włosy na cukier, również jedynie na koncerty – zaś on miał fryzurę permanentną jak z okładki Exploited (31 maja koncert we Wrocławiu! Oni maja po 50 lat! :). W latach szkolnych Żelazna Trójca Pań dyżurowała od 7:30 na licealnej bramce i potrafiła wyrzucić ze szkoły za brak tzw. tarczy (młodzież niech zapyta rodziców, co to takiego), zaś za stylizację fryzu bardziej śmiałą niż przedziałek – to, ani chybi, wyleciałoby się z uczelni na pysk. Niejaki Gezo, jedyny, który włos nosił metalowy – do matury był permanentnie niewyspany – musiał bowiem przemykać do szkoły o 7:15, choć w lini prostej z domu miał 300 m. Urzeka mnie jednak to, że oni słuchają prawdziwego punka rodem z PRL, np. KSU, choć – co oczywiste, przekaz niektórych tekstów, szczególnie tych pacyfistycznych, z perspektywy Układu Warszawskiego, jest dla współczesnych puncorków nieco powikłany ideologicznie.

I tak sobie w tej kolejce staliśmy, oni jak przystało na zbuntowaną młodzież zapłacili kartą kredytową, ja jako zbuntowany, w wieku lekkopółśrednim, również, a zabawne było to, że odziany byłem w bluzę z logo  Millencolin, której to kapeli jestem od lat oddanym fanem, posiadającym pełną dyskografię + winylowe single z autografami muzyków. Tak że dobraliśmy się koncertowo, omówiliśmy bieżącą sytuację muzyczną na dzielnicy i rozeszliśmy, po przybiciu żółwików.

Przejechałem spokojnie do domu, a przyznam, że nie było dzisiaj zbyt dużo policji, tylko z 12 radiowozów. Ucałowałem w nos śpiącego Dzidziuśka Dzidziuśkiewicza i jego matkę, Niuńkę Niuńkiewiczównę i przystąpiłem do kolacji, tradycyjnie już na obrusie z darmowej prasy lokalnej. Na początek zlustrowałem gazetkę, której któryś tam, ubiegły numer, włodarze zakopali w węgielnym kamieniu dla potomnych, wraz z numerem Wyborczej pod powstającym basenem miejskim. Nawet ciekaw jestem, co stało napisane w owym uhistorycznionym numerze czerwonego lokalniaka, bo w GW to się spodziewam co pisali, jak również pochwalam jej zakopanie, co polecam robić z każdym kolejnym numerem, jeszcze przed przeczytaniem.

Press comes twice

Tak czy inaczej, numer Ekspressu z 13 maja jest tak pozbawiony ikry informacyjnej, że może służyć jedynie do gaszenia, bo na podpałkę nie nadaje się na pewno. Przez pół numeru omawiają skandal, polegający na tym, że facet zarabiający na pogrzebach, zostawia na grobach wizytówki. Boooring!
A gdzie ma je zostawiać?
W domach weselnych? Czy może rozdawać pasażerom na dworcu autobusowym?

Co innego zupełnie zaprezentowali moi fani z Istotnych Informacji Sms-owych, które rozpolitykowane są na maksa z okazji wyborczej (po to w końcu pakuje się tu pieniądze podatników) i sporo czytamy w bieżącym numerze między wierszami, choć pewnie nie do końca zgodnie z zamysłem redakcji.

Stachanowcy

Po pierwsze – publikacja ukazująca nadzwyczajną frekwencję (45% nieobecności) na posiedzeniach RM, a co za tym idzie zaangażowanie w sprawy społeczności lokalnej radnego Glinoluda, kończy już chyba oficjalnie niepoważne od samego początku dywagacje na temat tego, czy może on być choćby kandydatem na prezydenta miasta. Dla mnie bardzo smutna jest jednak informacja o frekwencji pana Dominika Chodyry (53% nieobecności). Wskazuje ona bowiem  wyborcom  na to, że poparcie w wyborach młodych ludzi jest zwyczajnym marnowaniem głosów, a jest to bardzo niekorzystny sygnał, gdyż przez ostatnie 15 lat rządzili w tym mieście Starzy Biali Mężczyźni, których równie dobrze można było zastąpić figurami terakotowych żołnierzy Shi Huang Di. Inna sprawa, że mieli momenty magicznych, zapierających w piersiach dech ożywień… (Ludzie, ludzie! Stefan się poruszył!) –  jak trzeba było opylić jakąś działę pod market, kupić kamienicę w centrum, albo obsadzić radę nadzorczą. Postawa radnego Chodyry ma szansę utrwalić stereotyp wyborczy, gwarantujący rzetelność rajcy tylko wtedy, gdy zalicza się do naocznych świadków I wojny punickiej.

old_white_men

Ale co tam – przyroda. Jak mawia młodzież.

Powiatowi felietoniści

Smaczki maksymalne mamy na stronie drugiej, gdzie Józef Burniak ogłasza de facto oficjalnie, pełną koalicję polityczną postkomunistów z Platformą Obywatelską, co w zasadzie dla bacznych obserwatorów sceny politycznej żadną niespodzianką nie jest, bo w końcu Napier-niczak, to może się medialnie poprodukować troszkę, ale żeby zapewnić towarzyszom bezpieczeństwo okrągłostołowego status-quo, to chłopaki są jednak nie z tej półki. I nie z tego pokolenia. Ci goście nie mieli przecież nawet fizycznej szansy należeć do PZPR!

Mnie powalił cymesik analityczny w zakresie ekonomiczno-politycznym: jeśli Komorowski wygra wybory w pierwszej rundzie – to kraj zaoszczędzi masę kabony i będzie można za to kupić samoloty dla rządu. Żeby nie musieli latać „na drzwiach od stodoły” - bo się pan Burniak wstydzi. Przypomnę panie prezydencie, że ten cytat z marszałka – pochodzi z roku 2002, gdy rządziła przez pełną kadencję pańska formacja pod Millerem i prezydentem Kwaśniewskim. Mogliście kupować, co wam się podobało! I się nie wstydzić.

Pan ex-prezydent poprze Komorowskiego, bo jak pisze: „Może znieść duży wysiłek fizyczny przez długi czas. Doskonale zniósł cały maraton pożegnań osób, które zginęły w katastrofie. Byłem na pogrzebie nieodżałowanego Jerzego Szmajdzińskiego i obserwowałem pana Komorowskiego z odległości 1-2 metrów. Sposób jego zachowania, pomimo zmęczenia zaimponował mi. Mam tym samym pewność, że wybrany na prezydenta RP Bronisław Komorowski, będzie prezydentem wszystkich Polaków, a przynajmniej ich znaczącej większości.

Czegoś mi w kandydacie PO brakowało, gdy rozważałem go jako potencjalnego prezydenta RP. Pan Józef otworzył mi oczy na to, czego widać nie dostrzegałem.

Trochę siły jednak panu marszałkowi w końcu zabrakło – na pogrzeb ”Matki Solidarności„ Anny Walentynowicz, gdzie wysłał swoich podpitych asystentów. Ale pani Anna nie była widać z tych Polaków, na których pogrzeby wypada udawać się osobiście – pewnie była z tych Prawych.

Za panem byłym prezydentem mamy kolejnego nowo objawionego asa felietonistyki powiatowej – pana radnego, który rozwija ładny wstęp z zakresu neurofizjologii, a ściślej tzw. lateralizacji, by koniec końców popluć na nadal niestety żyjącego, drugiego z Kaczyńskich. Pan radny chce policzyć, jak pisze: Nie Prawych Polaków.

Przyjdę Panu z pomocą – leworęczni stanowią od 8-15% populacji Europejczyków. Natomiast w tej drugiej, niemetaforycznej kategorii – pozwolę sobie naprowadzić Pana subtelnie. W krajowych zakładach karnych wyniki poprzednich wyborów  rozkładały się, jeśli idzie o liczbę głosów, następująco: 96% Tusk – 4% Kaczyński. Być może z pomocą tych danych łatwiej będzie budować front jedności narodu. By żyło się lepiej w drugiej Irlandii. W końcu zasługujemy na cud. Życząc sukcesów -  załączam materiały do wykorzystania w wyborach.

Wstęgi czasu i przestrzeni

No i jeszcze włączyli kino 3D. I teraz możemy oglądać hollywoodzką chałę w trzech wymiarach, co jest z ekonomicznego punktu widzenia istotne, bo przysięgam, że sam słyszałem, jak w gminie, na przystanku - małoletniość się umawiała na seans, a ja nigdy nie słyszałem, żeby się wcześniej umawiała na cokolwiek innego niż Leśny Dzban a’ 5,80 za litr.

Bernard się czepia, że wstęgi, że feta. A na co tu czekać z fetowaniem? Aż nam tu zrobią tor F1? Środkowoeuropejski Kosmodrom-Bajkonur? Albo wyremontują Staroszkolną
Wam się w tej Kanadzie w głowach przewraca od dobrobytu i hipisowskiego życia ;)

 

 

6 total comments on this postDodaj własny
  1. … caput nescit…;) Jak zwykle, Bruner, tekst, że palce lizać:)

  2. @Tryton:
    i tu mnie masz : )

  3. Oj dzięki wielkie Bruner za ten felieton :-) KSU jak KSU, ale przypomniałem sobie coś. Może ktoś zna, pamięta?:
    http://www.youtube.com/watch?v=ln2F2PgOd-w&playnext_from=TL&videos=YjSH4s4ADfU&feature=rec-LGOUT-real_rn-1r-19-HM
    JoanDark: za określenie „swego czasu” należy Ci się Złoty Cios Mamuta ;-)

  4. Ciekawe, kto ją tam zgubił ? : )
    I ciekawe, kto znalazł moją przypinkę z Hetfieldem, którą „swego czasu” zgubiłam koło Górnika …

  5. Pamiętam, że gdy miałem lat około 13, taplaliliśmy się z koleżkami w okolicach tzw. „Oczka” między Konradowską, a Piastów i tam… znalazłem przypinkę U.K. Subs. Ze dwa lata mineły zanim zrozumiałem, że jestem w posiadaniu skarbu kultury :) Sub – ale jednak kultury :) Subsi już wtedy mieli po 30 lat :))))

  6. A w styczniu we Wrocku grali UK Subs i The Vibrators :)

Dodaj swój komentarz

Musisz być zalogowany aby dodać komentarz.

bobrzanie.pl – internetowy nietabloid © 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone

Webkreacja disena.pl
fotopestka.pl