Lis 30, 2009
2780 Wyświetleń
0 0

Podróżuję bez makijażu

Napisany przez

bancewicz186
Dwa lata temu była na Kubie, trzy lata temu w Tokio, marzy o Libii, ale tej jesieni odwiedziła Kazachstan, bo czas było zobaczyć Morze Kaspijskie. Ma 76 lat i przyznaje się do lekkiej sklerozy. Nazywa się Teresa Bancewicz. Królowa autostopu.


 

Furmankostop to jest taki autostop, ale zamiast samochodu są furmanki. Tak się jeździło przed wojną i tak jechałam jako czterolatka.

Siedemdziesiąt dwa lata temu czteroletnia Tereska (jeszcze nie Bancewicz, jeszcze Olszewska) uczepiona maminej spódnicy „łapie” furmanki. Jest rok 1937. Droga bliżej nieznana, na pewno położona między Sosnowcem a Wilnem. Jadą na Wilno – trzecia próba dotarcia do rodziny ojca Tereski. Trzecia i nieudana podobnie jak dwie poprzednie.

Bo Jan Olszewski, tato Tereski, był z Wilna i chciał zostać chemikiem. Ale nie został, za to gonił z kraju bolszewika w dwudziestym roku. Potem postanowił wyruszyć na zachód Europy za chlebem. Jego Zachód skończył się w Sosnowcu, bo Jan utonął w oczach Heleny Soi. Już razem ruszyli znów za chlebem, tym razem na wschód. Handlowali na bazarach proszkiem do czyszczenia guzików – bezcennym dla kolejarzy i policjantów rezultatem chemicznych pasji Jana. Kiedy w 1933 roku w Brześciu urodziła się Tereska, było biednie i coraz biedniej. Jan odebrał sobie życie, a Helena z córką wróciła do Sosnowca. Ale coś Helenę ciągle gnało z biedy Zagłębia do biedy Wilna.

Chciała szukać rodziny ojca, jakiejś poprawy naszego losu. I właśnie piechotą i tym furmankostopem podróżowałyśmy. Choroba mamy przerywała te podróże i wracałyśmy do Sosnowca, do bezrobocia i lumpenproletariatu z którego się wywodzę. Z tych podróży pamiętam spotkanie z hrabiną Potocką. Dała mamie pracę przy jakiejś loterii i ja mogłam wyciągnąć los. Pierwszy był pusty, a kiedy i drugi okazał się pusty, dostałam szklaną paterę pełną słodyczy.

bancewicz181

Chodaki

Siedemdziesięciosześcioletnia Tereska pamięta z sosnowieckiej dzielnicy Konstantynów to, że nie mogła wychodzić jesienią z domu, bo łatane chodaki przemakały. I pamięta stukot tysięcy chodaków, kiedy ludzie szli po bruku do fabryk na szóstą.

Helena Olszewska nie szła do fabryki, bo nie miała pracy. Znała za to świetnie niemiecki i dlatego pracę przyniosła jej dopiero wojna. Rok 1939, Helena i Teresa mają pracę i mieszkanie. Mają lepiej, bo jest wojna.

Autostopem, pierwszy raz od epoki furmankostopu Tereska wyrusza w świat, gdy ma lat 62. Furmanki zniknęły, ale powody podróży pozostały – rozpacz i desperacja.

bancewicz174

1945

Po wojnie wędrówka na ziemie odzyskane, liceum plastyczne we Wrocławiu, nakaz pracy w Jeleniej Górze, ślub z Janem Bancewiczem i dekorowanie wystaw sklepów. Rodzi syna, rodzi córkę. Wystawy sklepów meblowych, odzieżowych, galanteryjnych, kosmetycznych i RTV nie spełniają jej ambicji i Teresa wygrywa konkurs na projektantkę odzieży, potem projektuje wnętrza, robi zaoczne studium reklamy.
Rok 78 i czterdziestopięcioletnia kobieta rodzi swoje trzecie dziecko, drugiego syna o imieniu Miłosz.

To bzdury że kobieta 45-letnia nie może urodzić zdrowego i pięknego dziecka.

Wkrótce potem Miłek ma lat 11, Teresa w 88 roku idzie na emeryturę, a Jan kończy pracę w jeleniogórskiej „energetyce”. Więcej plansz BHP i projektów stacji trafo spod jego malarskiej ręki już nie wyjdzie.

Zamiast profilaktyki BHP, Jan maluje plenery Kliczkowa i Bancewiczowie, zauroczeni okolicą, postanawiają się osiedlić w pobliskim Przejęsławiu. Kupują tani dom, którego remont trwa co najmniej do dziś. Właśnie sypie się dach nad ich galerią, gdzie obok politycznych antyamerykańskich i antywojennych (dla Teresy Bancewicz to prawie to samo) plakatów są stare narzędzia rolnicze, obrazy pana Jana i rzeźby.

bancewicz191

Europa to tranzyt

Z Przejęsławia jest bardzo daleko do Egiptu, Maroka, Tokio, Chin czy Iraku. Ale tylko pozornie.

Pierwsza podróż to był rok 1996, miałam depresję, żyliśmy biednie, nie radziłam sobie z życiem. Wyjechałam stopem do Finlandii i tak się zaczęło.

Stały ekwipunek autostopowiczki to plecak (25-30 kilogramów). W plecaku niewielkie i lekkie kompozycje plastyczno – roślinne, które idą nawet po 5 euro na zachodzie Europy.

Europa Zachodnia to dla mnie tranzyt, tam sprzedaję swoje prace i zarabiam na dalszą podróż w ciekawsze strony. Bo wszędzie poza Europą jest tak ciekawie, tak inaczej. Te ustroje, ci ludzie, ekonomia – wszystko to jest pasjonujące.

W plecaku jest jeszcze namiot, prymitywna kuchenka na suche paliwo zrobiona z puszki. Mleko rozpuszczalne i płatki do mleka, i lekarstwa. Jeszcze słowniki, bo Teresa Bancewicz z każdego języka umie trochę, ale to trochę to jest bardzo mało. Choć według jej teorii niektóre słowa są prawie takie same w Hiszpanii i Japonii. Tak jak mężczyźni.

bancewicz195

Mężczyzn znam na wylot

Znam ich psychikę jak nikt, bo w podróżach spotykam gównie mężczyzn, a w autostopie trzeba umieć z nimi rozmawiać. Młodej kobiecie trudno zmienić temat, kiedy kierowca zaczyna z nią rozmawiać o seksie albo prawić jej komplementy… W moim wieku już się nad tym panuje. Podróżuję bez makijażu. Jestem stara i nie mam już czego pokazywać strojem tym panom. W moim wieku mężczyzn zna się tak doskonale, że stają się uczynni i mili.

Uczynni byli przy pierwszym kontakcie mężczyźni w dolinie Nilu. Ale w nocy wrócili, wykręcili jej ręce i ukradli aparat fotograficzny.

Wzywałam głośno Allaha na pomoc. Chyba dlatego nie wzięli nic więcej i nie zrobili mi krzywdy.

W tamtych rejonach nie jest dobrze być Polką, czyli mieszkanką kraju kochającego USA bez ograniczeń. Bo świat tej miłości nie rozumie. Teresa Bancewicz za tą miłość nawet wstydziła się w Grecji, siedząc w pokoju z mieszkanką Kosowa, która właśnie dowiedziała się, że samoloty NATO zmieniły jej dom w pył. Teresa Bancewicz rozumie, dlaczego poznany przez nią egipski chłopak chce zabijać Amerykanów. Egipski chłopak entuzjastycznie reaguje na plakat powstały w Przejęsławiu. Na plakacie małpa palcem puka w głowę prezydenta Busha. Podpis: „Porozumienie gatunków”.

Wtedy w Atenach, kiedy Kosowo cierpiało, Teresa Bancewicz wraz z innymi pikietowała ambasadę USA.

bancewicz1001fot. Teresa Bancewicz

Kazachstan

Zwiedziłam już Azję wzdłuż i wszerz, byłam w Japonii i na Syberii, kąpałam się wielu morzach i widziałam wiele mórz, ale morza Kaspijskiego jeszcze nie. Popełniłam jednak błąd w tym roku, bo za późno się wybrałam, A tam jest bardzo zimno.

Dopiero na miejscu pani Teresa dowiedziała się, że Wołgograd to dawny Stalingrad.

Błąd Hitlera zrobiłam wybierając się zimą pod Stalingrad.

Jak zawsze, również podczas tej podróży spotykała się z ludzką życzliwością. Rosjanin, który wiózł ją ciężarówką, dostarczył ją aż do katolickiego kościoła, w którym znaleźli księdza Polaka. Ten ulokował panią Teresę w klasztorze. Jednak Kazachowie to głównie muzułmanie. Rosjanin, który zawiózł ją do kościoła pierwszy raz w życiu był w katolickiej świątyni.

Ludzie są tam podobni temperamentem do mieszkańców Afryki. Są bardzo mili i uczciwi, w tym kraju można czuć się bezpiecznie.

Bezpiecznie, ale nie nocą na drogach, przy których grasują wilki.

Wilków jest tam całe mnóstwo i ostrzegano mnie, żeby nie dać się wysadzić z żadnego auta nocą na odludziu. One się strasznie rozleniwiły i już nie polują, tylko czekają przy drogach na potrącone zwierzęta. Sprzątają resztki jak hieny. Kierowcy jeżdżą nocami przez stepy z bronią. ale jeśli im się coś zepsuje w autach i tak boją się wychodzić po ciemku z samochodów.

bancewicz1002fot. archiwum Teresy Bancewicz

Na figurę i kitkę

Jestem szczupła, głowę mam odkrytą, trzymam się nieźle. Czasem idę poboczem i słyszę, jak jakaś ciężarówka za mną zwalnia, bo kierowca myśli, że to jakaś młodsza kobieta. Podjeżdża bliżej, widzi starą babę i noga na pedał gazu. Raz jednemu takiemu pomachałam to jakoś objechał, zrobił koło, podjechał jeszcze raz i się zatrzymał. Zabrał mnie i powiedział, że myślał, że go przeklnę, a ja pomachałam i uśmiechnęłam się i zrobiło mu się wstyd.

Teresa Bancewicz jest bardzo młoda. Nieustannie się śmieje, z dramatów swojego życia wspomina tylko to, co szczęśliwe. Brzmi absurdalnie, ale tak jest. Teresa Bancewicz jest kobietą pełną wdzięku. Zanim kolejna ekipa telewizyjna goszcząca w Przejęsławiu włączy kamerę, makijaż musi być poprawiony. A wypowiedziane ze ślicznym uśmiechem kokieteryjne pytanie: „Czy nie za ostro pomalowałam oczy?” nie powinno dziwić.

Wracam zawsze pełna wigoru i zdrowia, pełna chęci do robienia rzeczy różnych, nawet niezgodnych z moim wiekiem.

bancewicz1005fot. Teresa Bancewicz

Fizjologia podróży

Mnóstwo ludzi chce ze mną jeździć stopem po świecie, chce korzystać z mojego doświadczenia, ale nie wzięłabym na siebie takiej odpowiedzialności za drugiego człowieka. U mnie głowa rządzi organizmem, a do takiej dyscypliny długo się dochodzi. Głowa rządzi organizmem, a więc i fizjologią. Ludzie nie mają takiej dyscypliny. Nigdy nie proszę kierowców o zatrzymanie się za potrzebą, Załatwiam takie sprawy dopiero wtedy, kiedy dojadę na miejsce.

Autostop okazuje się lekiem na chandrę i sposobem na życie zastępującym coraz bardziej sztukę – czyli cenione tkaniny i akwarele Teresy Bancewicz. Wycieczka autostopem do Egiptu koi ból lepiej niż siedzenie w domu. A bólu jest dużo, bo Miłek ginie tragicznie. Opisujący tę śmierć artykuł z lokalnej prasy staje się częścią plakatu Teresy Bancewicz.

Jak wybieram taki rodzaj emocji, podróże, to muszę być gotowa na wszystko. Ale podczas podróży wciąż bardziej boję się o rodzinę niż o siebie.

bancewicz1004fot. Teresa Bancewicz

Kiedyś

Trzy lata temu była Azja i kolej transsyberyjska – bilety w Moskwie są tańsze o połowę niż w Polsce. Kompozycje genialnie sprzedają się w Tokio – wystarcza na prom na kontynent i na drogę powrotną.

I wreszcie ta Kuba, która mi się marzyła od dziesięcioleci.

Kuba była dwa lata temu. Teresa Bancewicz, delikatnie rzecz ujmując, nie jest wrogiem czy krytykiem kubańskiego ustroju. Jej ocena rzeczywistości politycznej świata mogłaby przyprawić o zawał kongres USA. Jeżeli wcześniej nie uznano by jej za terrorystkę.
Kuba to dla niej kolejny pasjonujący kraj wbrew politycznej poprawności. Koloryt, bogactwo emocji i kultury, autostop i cudowni ludzie, bo tych znajduje wszędzie.

Wiem, że to się kiedyś skończy, że któraś podróż będzie ostatnia. To się skończy, kiedy już nie będę mogła chodzić. Jeszcze Indie chciałabym zobaczyć, bo w drodze do Japonii nie zdążyłam. Jednak te trzy miesiące na Azję, na Chiny i Japonię to było za mało.

Kiedy przestanie podróżować planuje znów tworzyć. Pomysłów ma mnóstwo, przywozi je z wypraw, zostawia na kiedyś. Skarży się, że fakty zaczynają uciekać jej z głowy.

Nie zapominam spotkań, przeżyć, ale wysokości góry czy nazwy pięknego budynku mogę nie pamiętać. Pamiętam to, czego nauczyłam się przez te trzynaście lat jeżdżenia. Nauczyłam się uśmiechu, pogodności. Nauczyłam się tego, że do ludzi wszędzie i zawsze trzeba się uśmiechać. Bo za uśmiech każdy się odwdzięcza.

bancewicz193

—————————————————————————

  • Reportaż był publikowany w 2008 roku w nieco innych wersjach w Polsce Gazecie Wrocławskiej, na portalu Bolec.info, oraz w miesięczniku Readers Digest. Obecna wersja została zaktualizowana o nowe wydarzenia w życiu pani Teresy Bancewicz, ponadto poprawiona oraz inaczej zilustrowana. Zdjęcia autorstwa Teresy Bancewicz zostały zrobione podczas jej podróży  do Kazachstanu. Zdjęcia niepodpisane – Bernard Łętowski.
Tagi artykułu:
·
Kategorie:
Łętowski · reportaż
http://bobrzanie.pl/kategoria/blogi/letowski/

Fotograf (fotopestka.pl), bloger, lekko emerytowany dziennikarz.

Komentarze do Podróżuję bez makijażu

  • Wybieramy sie mega ekipą na Sylwestra do Barcelony. Wszelkie informacje na temat wyjazdu jak i lista osób, które jadą dostępne na stronie:
    http://www.sylwester.autostopik.pl

    Pawel_Bartnik 20/11/2010 06:06 Odpowiedz
  • Pingback: Urodziny » bobrzanie.pl – internetowy nietabloid

  • Ilekroć spotkam Panią Teresę ( oczywiście z nieodłącznym plecakiem ) zawsze widzę uśmiech skierowany do drugiej ( bezimiennej ) osoby, takiej jak np. ja.
    Również życzę wielu cudownych podróży Pani Tereso !

    Hegemon 30/11/2009 18:19 Odpowiedz
  • Piekny CZLOWIEK…o PIEKNEJ DUSZY :)

    JAGA 30/11/2009 17:11 Odpowiedz
  • Uśmiechy śle w stronę pani Teresy…wielkie i szczere:)))

    Sławek Głowacki 30/11/2009 17:04 Odpowiedz
  • Wiecie, czego boję się najbardziej? Tego, że na starość będę zgorzkniałą stetryczałą staruszką. Taką, która nie potrafi się uśmiechać do ludzi. Czynność wydawałaby się prosta, ale nie chodzi o czynność – chodzi o to, by uśmiechać się tak, aby i ludzie uśmiechali się do mnie.
    Zazdroszczę Pani pogody ducha. Wytrwałości.
    Życzę jeszcze wielu cudownych podróży.

    Althea 30/11/2009 16:48 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share This
Menu Title